Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Autorytarny ironista. Czy postmodernistyczny liberalizm zostanie pokonany swoją własną bronią?

Autorytarny ironista. Czy postmodernistyczny liberalizm zostanie pokonany swoją własną bronią? Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Przedstawiciele alt-rightu i alt-leftu przejęli figurę „ironistki” z filozofii Richarda Rorty’ego, czyniąc z niej skuteczną broń do przesuwania granic debaty i destabilizacji zastanego porządku. W świecie zdominowanym przez kuglarską postawę influencerów, dotychczasowe instytucje demokracji liberalnej przestają działać. Czy ratunkiem może okazać się powrót do autentycznej wiary i katolickiego porządku, który traktuje stawkę doczesnej „gry” śmiertelnie poważnie?

Liberalny mainstream od lat obserwuje, jak w siłę rośnie tzw. alt-right, do którego ostatnio coraz odważniej dołącza alt-left, co pokazuje rosnąca popularność takich partii jak Francja Nieujarzmiona czy niemiecki Sojusz Sahry Wagenknecht.

Ugrupowania odcinające się od polityki głównego nurtu często określane są jako populistyczne czy nawet soft-totalitarne. Warto jednak zauważyć, że często nie traktują swojej ideologii śmiertelnie poważnie, jak to miało miejsce w przypadku nazizmu i komunizmu.

Katarzyna Jaremko z OKO.press trafnie wskazała, że osoby związane ze skrajnymi ugrupowaniami często sięgają po bardzo kontrowersyjne tezy i zachowania, nie po to, by ich rzeczywiście bronić, lecz po to, aby przesunąć granice dyskursu społecznego w pożądaną dla siebie stronę.

Ich działalność charakteryzuje się częstym korzystaniem z ironii, łamaniem tabu i zacieraniem granicy pomiędzy tym, co poważne i niepoważne. Jako przykład takiej postawy został wskazany amerykański podcaster Nick Fuentes, który rutynowo zachęca do nienawiści wobec kobiet czy chwali Hitlera.

„Fuentes nie jest ani ekscentrycznym ideologiem, ani przypadkowym radykałem internetu: to model ekstremizmu epoki cyfrowych platform, w którym nienawiść nie potrzebuje już programu politycznego ani masowego ruchu, bo działa jako format — powtarzalny, skalowalny i zdolny przesuwać granice debaty szybciej, niż instytucje są w stanie je odtwarzać.

Jego siła polega na tym, że rozumie mechanikę epoki. Fuentes nie próbuje przekonywać do swoich poglądów. On przesuwa granice i bada, jak daleko można się jeszcze posunąć. Normalizuje skrajność, zamienia ją w styl, w rytuał codziennego oglądania, w formę rozrywki” – pisze Jaremko w tekście Nazizm sobotniej nocy. Nick Fuentes uczy Amerykanów, że nienawiść jest OK.

Czy wystarczy nie karmić trolla?

Z kolei Olga Drenda w podcaście „Więzi” sugerowała, że popularność takich treści wiąże się z tym, że współcześnie ludzie późno dojrzewają i często, szczególnie w internecie, chcą cofać się do postawy nastolatka czerpiącego przyjemność z przełamywania tabu i robienia na złość „dorosłym”. Polityczni influencerzy wykorzystują z kolei te potrzeby do maksymalizacji własnego zysku.

Najlepszą strategią walki z postironicznym ekstremizmem jest jej zdaniem odmowa traktowania go poważnie, aby go w ten sposób rozbroić: „Musimy schować swoje słuszne moralne oburzenie, kiedy chcemy mierzyć się softalitarnymi zapędami. Żeby to zrozumieć i żeby się obronić trzeba absolutnie «przełknąć tę żabę». Bardzo dobrze, że się oburzamy, gdy ktoś mówi, że Hitler jest cool, ale trzeba to schować do kieszeni i publicznie się jednak nie oburzać.

Dlaczego ludzie starej telewizji przegrywają debatę z ludźmi z YouTube’a? Ponieważ są przywiązani do tego, że pewne idee są absolutnie na serio. A do studia przychodzi pewny siebie youtuber, który jest w stanie powiedzieć wszystko, bo wie, co aktualnie trenduje. Aby unieważnić ten przekaz, musimy nauczyć się myśleć po kuglarsku” – mówi Drenda.

Moim zdaniem taka strategia ma jednak ograniczoną skuteczność, ponieważ przekaz kreowany przez alt-right i alt-left uderza w sam rdzeń współczesnej liberalnej sceny politycznej. Z pewnością nic nie da tu „moralne oburzenie”, co dobitnie pokazuje historia naszych swojskich cenzopap (memów przypisujących różne zbrodnie Janowi Pawłowi II).

Musimy jednak przyznać, że ignorowanie tego zjawiska też nie przynosi pożądanych rezultatów. Gdy spojrzymy na wymiar polityczny, zobaczymy jak na dłoni, że otaczanie skrajnych ugrupowań „kordonem sanitarnym” wcale nie przyczynia się do ich osłabienia. Dlaczego postironiczny ekstremizm jest tak trudnym przeciwnikiem dla liberalnego mainstreamu? Aby to zrozumieć, musimy wrócić do koncepcji liberalnej ironistki Richarda Rorty’ego.

Liberalna ironistka w odwrocie

Koncepcja ta to jeden z kluczowych elementów filozofii Richarda Rorty’ego, czołowego przedstawiciela postmodernizmu liberalnego, przedstawiony przede wszystkim w jego dziele Przygodność, ironia i solidarność.

Ironistka to osoba, która pogodziła się z przygodnością swojego języka i przekonań. Rorty definiuje ją przez trzy cechy. Pierwszą z nich jest radykalne wątpienie. Ma ona głębokie i trwałe wątpienie w swój „słownik ostateczny”. Wie, że może zostać podważony przez kontakt z innymi ludźmi lub tekstami.

Bardzo ważna jest także świadomość braku fundamentów. Zdaje sobie ona sprawę, że jej przekonania nie są oparte na „obiektywnej prawdzie” czy „naturze rzeczywistości”, lecz są efektem przypadku. Ostatnim istotnym elementem jest z kolei autokreacja. Zamiast szukać „prawdy o sobie”, ironistka stara się ciągle stwarzać siebie na nowo, poszerzając swój słownik i horyzonty.

Liberalna ironistka posługuje się specyficznym rozumieniem liberalizmu. Dąży do budowy społeczeństwa, w którym cierpienie i upokorzenie są minimalizowane. W przeciwieństwie do tradycyjnych filozofów, nie szuka jednak uzasadnienia dla praw człowieka w „prawie naturalnym” czy „rozumie”.

Dla niej liberalizm to historyczna szansa i wybór polityczny, a nie prawda objawiona. Fundamentem współżycia nie jest zatem wspólne uznanie abstrakcyjnych prawd, lecz solidarność.

Współcześnie okazuje się jednak, że postawę ironisty coraz częściej przyjmują przedstawiciele alt-rightu i alt-leftu. Ich ironia ma jednak zupełnie inny cel. Używając krążących po internecie symboli, zwolennicy tych nurtów operują w stanie ciągłego niedopowiedzenia.

Gdy zostają oskarżeni o szerzenie nienawiści, wycofują się na pozycję: „To tylko żart, nie bądźcie tacy sztywni”. Podobnie jak postmoderniści podważający obiektywne metanarracje, alt-right i alt-left odrzuca „mainstreamowe media” i „ekspercką wiedzę” jako zaledwie jeden z wielu możliwych słowników, służący utrzymaniu władzy przez elity (tzw. Katedrę). Radykalne wątpienie i podważanie fundamentów staje się w ten sposób orężem w walce politycznej.

Radykałowie potrafili także zmodyfikować na swoją modłę postulat autokreacji tożsamości. Zamiast rorty’owskiej autokreacji zmierzającej do poszerzania wrażliwości, alt-right oferuje estetyczną autokreację wokół archetypów siły, (często zmyślonego) tradycjonalizmu i wykluczenia innego.

Alt-left z kolei wykorzystuje trudną sytuację grup społecznych spotykających się z wykluczeniem, tworząc dla nich (często iluzoryczną) zbiorową tożsamość nowego proletariatu i kreując w swoich zwolennikach potrzebę destabilizacji zastanego porządku społecznego.

Przedstawiciele radykalnych nurtów sięgają po kontrowersyjne tezy nie dlatego, że w nie wierzą (jak np. wielu nazistów czy bolszewików), lecz dlatego, że stanowią one skuteczne narzędzie w walce o wpływ. Taką postawę można streścić w następujących słowach: „Wiem, że rasa to konstrukt, ale wybieram ją jako mój fundament do walki o władzę”.

Podczas gdy Rorty chciał, aby brak obiektywnej prawdy prowadził do większej tolerancji (skoro nikt nie ma racji, nie bijmy się o nią), alt-right uznał: skoro nie ma prawdy, wygrywa ten, kto głośniej krzyczy lub skuteczniej manipuluje emocjami.

Alt-right i alt-left to spełnienie najgorszego koszmaru krytyków Rorty’ego. Nurty te udowadniają, że jeśli odbierzemy polityce fundamenty moralne i racjonalne (tj. metafizyczne), a zostawimy jedynie „ironię” i „przygodność”, niekoniecznie otrzymamy łagodny liberalizm. Możemy otrzymać świat, w którym jedynym kryterium słuszności jest siła przekazu i skuteczność wykluczenia przeciwnika.

Upadek projektu Habermasa – gwóźdź do trumny liberalnego ładu?

Kryzys współczesnego liberalizmu staje się jeszcze bardziej wyraźny, gdy zestawimy go z racjonalistycznym projektem Jürgena Habermasa. Narodził się on jako ambitna próba korekty Oświecenia po szeroko zakrojonej krytyce, jaką wystosowała wobec jego założeń szkoła frankfurcka.

Habermas starał się ufundować liberalną politykę na fundamencie racjonalnej komunikacji oraz dążeniu do wypracowywania konsensusu. Centralnym punktem tej wizji była demokracja deliberatywna, w której obywatele, posługując się argumentami, wypracowują najlepsze dla wspólnoty rozwiązania.

Współcześnie jednak idea ta wydaje się niemal niemożliwa do realizacji. Gigantyczne podziały społeczne, z którymi mamy dziś do czynienia, ostatecznie grzebią koncepcje demokracji deliberatywnej. Zamiast wymiany argumentów, debata publiczna stała się polem bitwy tożsamościowej. Internetowi „kuglarze” uniemożliwiają rzetelną komunikację, której wymagał Habermas.

Alt-right i alt-left operują w stanie ciągłego niedopowiedzenia i ironii, traktując kontrowersyjne tezy jedynie jako narzędzia w walce o wpływ. W świecie, gdzie „prawdą” jest to, co aktualnie trenduje, racjonalna argumentacja traci swoją siłę przebicia. Niemiecki filozof w pewnym momencie zauważył ograniczenia swojej teorii, w związku z czym na późniejszym etapie twórczości zaczął zwracać się w kierunku myślenia religijnego.

„Postmetafizyczne myślenie nie zdoła zrozumieć samego siebie, jeśli do własnej genealogii nie włączy – obok metafizyki – także tradycji religijnych. Na gruncie tej przesłanki nierozumne byłoby spychanie owych «mocnych» tradycji na margines, jako poniekąd archaicznych reliktów – zamiast wyjaśnić wewnętrzny związek, jaki łączy je z nowoczesnymi formami myślenia.

Przekazy religijne po dziś dzień artykułują świadomość tego, czego brak. Podtrzymują wrażliwość na to, czego nam odmówiono. Chronią przed zapomnieniem te wymiary naszego społecznego i osobistego współżycia, w których postęp kulturowej i społecznej racjonalizacji dokonał bezmiernych zniszczeń.” – pisał w eseju Między naturalizmem a religią.

Niemniej jednak, jako myśliciel antymetafizyczny i pragmatyczny, Habermas nie potrafił stworzyć spójnej koncepcji, która skutecznie łączyłaby religijność z liberalizmem politycznym w sposób zdolny uratować projekt demokracji deliberatywnej.

Czy katolicyzm może zaoferować jakieś remedium na alt-ideologie?

Skoro racjonalizm nie jest w stanie w żaden sposób utemperować walki pomiędzy różnymi ironistami, musimy poszukać innej tradycji, która może być w tym skuteczniejsza. Chciałbym zaryzykować tezę, że w obliczu starcia między „liberalną ironistką” a jej autorytarnym odpowiednikiem, realną alternatywę może stanowić katolicyzm.

Po pierwsze, katolicyzm odwołuje się do nadprzyrodzonego ładu, zachowując przy tym silny pierwiastek racjonalny. Co istotne, w sercu chrześcijańskiej wiary nie ma miejsca na ironię – stawka ziemskiego życia, jaką jest zbawienie, traktowana jest z najwyższą powagą. Dlatego też istotne jest, żeby w tym kontekście mówić o autentycznej wierze, a nie o obszarze ludzkiej kultury, który, jak chciał Habermas, „artykułuje świadomość tego, czego brak”.

Co zaskakujące, taką prokatolicką wizję w swoim niedawnym eseju Peter Thiel, antychryst wspiera poniekąd Slavoj Žižek. Pokazuje, że polityczni influencerzy oraz stojący za nimi giganci technologiczni posługują się w swojej działalności zakłamaną interpretacją girardowskiej koncepcji kozła ofiarnego, sprawiając, że masy „pozostają w pułapce mimetycznych cyklów zawiści i resentymentu”.

Autentyczne, katolickie odczytanie koncepcji Girarda zakłada z kolei, na co zwraca uwagę Žižek, że „autodestrukcyjny cykl pragnienia mimetycznego można przerwać wyłącznie przez złożenie ofiary, które paradoksalnie ma położyć kres samej ofiarniczej logice. To ofiara chrystusowa, ofiara będąca wcieleniem niewinności”. Remedium na ironiczną wojnę wszystkich ze wszystkimi nie jest zatem żaden stworzony przez człowieka racjonalny porządek, lecz przyjęcie ofiary Chrystusa.

Mimo że w historii Kościoła nie brakuje czarnych kart, katolicyzm jest również przeciwny logice opresji, konfrontacji i wykluczenia, która stanowi podstawę alt-ideologii. Jego fundamentem jest bowiem łaska Boga, który – jak nauczał św. Tomasz z Akwinu – jest nieskończenie hojny i litościwy dla wszystkich swoich stworzeń.

„Jeśli chodzi o Boga, to nie może On doznawać jakiegoś smutku na widok niedoli drugiego; za to koić boleść drugiego, to rzecz jak najbardziej Jemu właściwa (…). Udzielanie doskonałości rzeczom stosownie do ich potrzeb należy (…) do sprawiedliwości; udzielanie ich rzeczom nie ze względu na swój pożytek, ale jedynie z dobroci swojej należy do hojności. Do miłosierdzia zaś Bożego należy udzielanie rzeczom doskonałości, czyli dóbr, o ile one koją i ratują z każdego nieszczęścia” – pisał św. Tomasz.

Nie każdy zgodzi się z tym, że katolicyzm może odegrać kluczową rolę w powstrzymaniu autorytarnych ironistów. Sam problem jest jednak bardzo poważny i domaga się skutecznej odpowiedzi. Za zasłoną ironii często kryją się naprawdę niebezpieczne ideologie, takie jak ciemne oświecenie czy patologiczne formy longtermizmu, które przez swoich niejednokrotnie bardzo potężnych twórców traktowane są całkowicie serio.

Te radykalne projekty mogą wyjść na powierzchnię, gdy tylko armii ironistów uda się rozmontować zachodnie instytucje oraz formalne i nieformalne bezpieczniki nie tylko liberalnej demokracji, lecz również demokracji jako takiej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.