Nowa strategia MSZ: bezpieczeństwo, Unia Europejska i liberalny realizm
“NATO Secretary General visits Poland” by NATO North Atlantic Treaty Organization, CC BY-NC-ND 2.0
„Porządek międzynarodowy, jaki znaliśmy od dekad, ulega rozpadowi” – tak pisze minister Radosław Sikorski we wprowadzeniu do Strategii polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030. Nowy czteroletni plan próbuje połączyć trzeźwą diagnozę epoki niestabilności i konfliktów z liberalną wiarą w instytucje międzynarodowe. Czy to przepis na skuteczność?
Strategia na nowe czasy
Niedawno, bo miesiąc temu, polski rząd przyjął Strategię polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030 opracowaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Jest to informacja o tyle istotna, iż poprzednia „czterolatka” została opracowana jeszcze na początku rządów PiS-u i obejmowała lata 2017-2021, a więc kiedy my wszyscy żyliśmy w zupełnie innej, stabilniejszej rzeczywistości geopolitycznej.
Jak zresztą słusznie zauważa minister Radosław Sikorski w przedmowie Strategii, ten spokojniejszy świat już nie wróci, wszak „żyjemy w epoce przeobrażeń”, podczas której „porządek międzynarodowy, jaki znaliśmy od dekad, ulega rozpadowi”.
Zasada poszanowania integralności terytorialnej jest powoli zastępowana przez tzw. prawo silniejszego, a dotychczas oczywiste kwestie jak wolność handlu międzynarodowego czy trwałość sojuszy są podawane w wątpliwość również przez najbliższych partnerów Polski.
Dobrze więc się stało, że MSZ przygotowało plany na najbliższe niestabilne czasy, które – jak deklaruje Sikorski – uwzględniają realne możliwości Polski jako państwa średniego, lecz przy tym 20. gospodarki świata o coraz większych predyspozycjach do zaangażowania międzynarodowego.
Przyjrzyjmy się zatem, jakie są główne założenia najnowszej Strategii polskiej polityki zagranicznej i jak trafnie definiują one nasz interes narodowy. Pozwoli nam to również ocenić, czy tę strategię byłby skłonny realizować każdy polski rząd niezależnie od opcji politycznej, a zatem czy tak fundamentalna kwestia jak racja stanu ma szansę zostać wyłączona z trwającego obecnie sporu.
Bezpieczeństwo ponad wszystko
Autorzy Strategii są zgodni, że najpoważniejszym wyzwaniem dla polskiej polityki zagranicznej jest wojna Rosji przeciwko Ukrainie. Łączy się to bezpośrednio z największym zagrożeniem dla bezpiecznej egzystencji naszego państwa, za co uznano ewentualny „atak Federacji Rosyjskiej przeciwko państwu członkowskiemu NATO, motywowany m.in. wolą zakwestionowania skuteczności instytucji międzynarodowych i sojuszy, na których oparte jest bezpieczeństwo Polski”.
Aby temu zagrożeniu zapobiec, należy zatem liczyć na korzystne dla Ukrainy rozstrzygnięcie wojny z Rosją, natomiast w gestii Polski powinna leżeć budowa odpowiedniego potencjału odstraszania i obrony wraz z sojusznikami, a także zapobieganie w innych częściach świata konfliktom, które mogłyby zostać instrumentalnie wykorzystane przez Kreml do dalszej destabilizacji światowego ładu.
Za rdzeń naszej polityki bezpieczeństwa uznano obecność w Sojuszu Północnoatlantyckim, dzięki której Polska może zwiększać swoje zdolności obronne przed rosyjskim (i nie tylko) imperializmem, zyskiwać dostęp do nowoczesnych technologii militarnych czy skuteczniej przeciwdziałać atakom hybrydowym dokonywanym zarówno na ziemi, jak i w sieci.
Naszym, tj. Polski i całego NATO, zadaniem w bliższej perspektywie powinno być zwiększenie wsparcia dla sił zbrojnych Ukrainy, aby zapewnić temu państwu stabilność i warunki do odbudowy, jak również powrót uchodźców.
Ważnym zastrzeżeniem uwzględnionym w dokumencie jest jednak deklaracja, że „ewentualne zaangażowanie sił państw NATO w Ukrainie nie może się (…) dokonać kosztem wiarygodności gwarancji bezpieczeństwa dla Polski i innych sojuszników”.
Oznacza to zatem, że Strategia została skonstruowana z myślą zarówno o tych, którzy domagają się intensywniejszej pomocy militarnej dla Kijowa, jak i tych, dla których bezwarunkowe zaangażowanie się Polski w tzw. koalicję chętnych może być czerwoną linią.
Najbardziej istotna z punktu widzenia sporu o kierunek naszej polityki zagranicznej jest informacja, iż autorzy dokumentu próbują znaleźć kompromis między powierzaniem polskiego bezpieczeństwa w ręce Stanów Zjednoczonych a budowaniem strategicznej autonomii Europy w obszarze bezpieczeństwa.
Podkreślono bowiem, że USA powinny pozostać liderem współpracy transatlantyckiej w sferze obronności, jednocześnie zastrzegając, iż państwa Europy muszą zwiększyć swoje zdolności obronne i sprawiedliwie podzielić się obowiązkami w zapewnianiu bezpieczeństwa kontynentowi.
„Okres »pokojowej dywidendy«, którego katastrofalnym efektem był demontaż europejskich przemysłów obronnych, definitywnie się skończył (…) Wzmocnienie tzw. europejskiego filaru bezpieczeństwa nie może jednak prowadzić do osłabienia NATO i powinno dokonywać się w »strategicznej harmonii« z Sojuszem” – tłumaczą autorzy Strategii.
Pewien zgrzyt pojawił się jednakże podczas wywiadu Donalda Tuska z „Financial Times”, w którym premier wyraził wątpliwość, czy Stany Zjednoczone w przypadku zagrożenia militarnego wywiążą się z zobowiązań sojuszniczych (tj., zgodnie z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego udzielą pomocy Polsce i innym państwom członkowskim), a także wezwał UE do wzmocnienia własnej klauzuli wzajemnej obrony.
Pojawiają się zatem uzasadnione obawy, czy szef rządu planuje działać wbrew postanowieniom Strategii i wzmacniać europejski filar bezpieczeństwa na niekorzyść więzi transatlantyckich. To z kolei rodzi pytanie o dublowanie się kompetencji samego NATO oraz jego europejskich członków.
Autorzy rekomendują szereg twardych i konkretnych działań, które obejmują przede wszystkim utrzymanie i uatrakcyjnienie stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce w ramach umowy EDCA, rozwój infrastruktury podwójnego zastosowania (cywilno-wojskowej) dla sprawnego przemieszczania wojsk, budowę zdolności do działań wyprzedzających wobec sprawców ataków hybrydowych oraz wzmacnianie fizycznej ochrony wschodniej granicy poprzez projekty takie jak „Tarcza Wschód”.
W wymiarze gospodarczym strategia kładzie nacisk na skokowe zwiększenie produkcji europejskiego przemysłu obronnego, standaryzację uzbrojenia sojuszników, wdrożenie rozporządzenia o surowcach krytycznych, a także budowę miksu energetycznego opartego na OZE i energetyce jądrowej.
Ponadto dokument podkreśla konieczność uszczelniania sankcji na Rosję czy intensyfikację współpracy z „podobnie myślącymi partnerami” spoza UE (np. Koreą Południową) w zakresie nowoczesnych technologii obronnych.
O ile zaproponowane powyżej działania na rzecz bezpieczeństwa wpisują się w logikę realistyczną, stawiającą przetrwanie państwa ponad inne aspekty życia publicznego, o tyle w dokumencie widać też wyjątkowo silne przywiązanie do liberalizmu.
Z jednej strony minister Sikorski pisze w przedmowie o rozpadzie porządku opartego na zasadach, z drugiej zaś deklaruje, że „działanie na rzecz utrzymania tego [opartego na Karcie Narodów Zjednoczonych i prymacie prawa międzynarodowego] ładu i służących mu instytucji jest zasadniczym celem polskiej polityki międzynarodowej”.
Jest to spójne z dotychczasowymi działaniami prowadzonymi przez rząd Donalda Tuska, który z jednej strony doprowadził do silnej sekurytyzacji polskiej polityki zagranicznej, a z drugiej strony znacząco zwiększył swoje zaangażowanie w liberalno-demokratycznych organizacjach międzynarodowych i wciąż posługuje się retoryką opartą na wartościach jak wolność czy poszanowanie pokojowej współpracy polityczno-gospodarczej.
Polska w sercu Europy
Czytając treść Strategii, nietrudno dojść do obserwacji, jak bardzo prounijny jest to dokument. Świadczy o tym chociażby fakt, że „utrzymanie silnej pozycji w Unii Europejskiej oraz wzmocnienie globalnej pozycji UE, rozumianej jako instrument rozwoju i zwiększania sprawczości Polski na arenie międzynarodowej” zostało wymienione jako pierwsze na liście interesów narodowych RP w latach 2026-2030.
Autorzy postrzegają integrację europejską nie jako zagrożenie dla suwerenności, ale jako „dziejową szansę rozwojową, filar bezpieczeństwa i instrument wzmacniający oddziaływanie Polski na arenie globalnej”.
Jeszcze niedawno taka deklaracja ideowa oznaczała konsensus wśród czołowych polskich polityków, obecnie jednak wraz z mentalnym polexitem na prawicy mogłoby to stanowić fundamentalny problem do prowadzenia tak zarysowanej polityki zagranicznej, zwłaszcza jeśli eurosceptyczna prawica obejmie władze po przyszłorocznych wyborach.
„Celem Polski będzie maksymalne wykorzystanie członkostwa w Unii do realizacji interesów narodowych. Będziemy jednak prowadzić te działania nie w duchu (…) zero-jedynkowego egoizmu, ale mając na uwadze długofalowe interesy własne i wspólne, których realizacja nakazuje poszukiwanie kompromisów” – deklarują autorzy Strategii, sugerując między wierszami konieczność ustępstw Polski wobec niektórych postulatów UE.
Polską wizję Unii na najbliższe pięć lat streszczono w trzech hasłach: „Unii geopolitycznej”, „Unii wartości” i „Unii wzrostu”, które wspólnie składają się na projekt wspólnoty zdolnej do asertywnej obrony swoich interesów, zakorzenionej w demokratycznych zasadach i napędzającej konkurencyjność gospodarczą.
Kluczowe napięcie w tej części Strategii rozgrywa się między ambicją poszerzania Unii a koniecznością jej wewnętrznego wzmacniania. Z jednej strony Polska „będzie konsekwentnie popierać proces rozszerzenia UE w przekonaniu, że przyczyni się on do poszerzenia strefy bezpieczeństwa, stabilności, demokracji i poszanowania prawa”, co wprost odnosi się do europejskich aspiracji Ukrainy i Mołdawii.
Z drugiej jednak strony Polska stawia twardy warunek, mianowicie „nie możemy jednak godzić się na przyspieszanie go [procesu rozszerzenia UE] kosztem obniżenia kryteriów wobec kandydatów”, a negocjacje akcesyjne mają być prowadzone w oparciu o merytoryczną ocenę postępów i zasadę „więcej za więcej”.
Jest to zatem kropla pragmatyzmu w morzu idealizmu, która przypomina, że Polska nie zamierza angażować się w dalszą integrację europejską kosztem własnych interesów ekonomicznych czy bezpieczeństwa.
Autorzy dokumentu precyzyjnie wskazuje formaty współpracy, które mają służyć realizacji polskich celów w UE. Za wzór postawiono inicjatywę Partnerstwa Wschodniego, a więc autorski projekt Polski ze wsparciem Szwecji, który umożliwia realizację celów Europejskiej Polityki Sąsiedztwa w zakresie 6 państw na wschód od Unii.
Pierwsze skrzypce miałby jednak odgrywać Trójkąt Weimarski (współpraca Polski, Niemiec i Francji), który zdaniem autorów „może stać się kołem zamachowym rozwoju Unii Europejskiej jako laboratorium ambitnych projektów reform”, szczególnie w rozszerzonej formule włączającej Hiszpanię, Włochy czy Wielką Brytanię.
Część Strategii poświęcono też Grupie Wyszehradzkiej, w której autorzy nie pokładają większych nadziei ze względu na „znaczne różnice stanowisk części partnerów w kluczowych kwestiach”, odnosząc się zapewne do wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jednocześnie nie jest wykluczona możliwość realizacji formatu V4 w bardziej sprzyjających okolicznościach geopolitycznych.
Z kolei Trójmorze potraktowano ściśle jako projekt gospodarczy służący wzmocnieniu połączeń infrastrukturalnych na osi Północ-Południe. Stanowi to czytelny sygnał, że Polska nie zamierza nadawać tej inicjatywie charakteru politycznej alternatywy dla struktur unijnych, co może potencjalnie budzić sprzeciw na prawicy, jako że Trójmorze było geopolityczną wizytówką Prawa i Sprawiedliwości.
W warstwie instytucjonalnej UE autorzy Strategii bronią fundamentalnej dla Polski zasady jednomyślności w polityce zagranicznej, ale jednocześnie „pozostają otwarci na debatę na temat sposobów zwiększenia efektywności i elastyczności procesu decyzyjnego”.
Można to zinterpretować zatem jako próbę znalezienia kompromisu między ochroną przed dyktatem najsilniejszych państw UE a usuwaniem paraliżu decyzyjnego, który mogłyby wywoływać pojedyncze państwa nadużywające prawa weta (jak np. dotychczas Węgry).
Strategia uwzględnia też kryzys strefy Schengen, wskazując, że presja migracyjna „może stanowić zagrożenie dla swobody przepływu osób”, a odpowiedzią ma być przywrócenie obywatelom poczucia kontroli nad granicami.
Podkreślono m.in., że „kontrola granicy z Białorusią będzie kontynuowana i umacniana”, a wszelkie regulacje unijne muszą uwzględniać specyfikę państw graniczących z krajami instrumentalizującymi migrację. Jest to narracja spójna z polską strategią migracyjną, którą rząd Tuska dotychczas konsekwentnie realizuje.
Polska na świecie
Dokument Strategii określa również kierunek działań, jakie Polska powinna podejmować wobec państw spoza naszego sąsiedztwa. W tym miejscu pojawia się jednoznaczna i dość odważna deklaracja, że oprócz Rosji także Chiny stanowią poważne zagrożenie dla ładu międzynarodowego i mogą szkodzić interesom Polski.
Skrytykowano przede wszystkim lekceważące podejście Państwa Środka do praw człowieka i postępujące uzależnianie gospodarcze innych krajów. Jednocześnie autorzy Strategii zaznaczają, że Chiny pozostają ważnym partnerem handlowym dla naszego kraju, a także mają potencjał wywierania nacisku na Rosję, co również służy naszym interesom.
Strategia milczy o czystkach etnicznych dokonywanych na Ujgurach czy agresywnych zamiarach Pekinu wobec Tajwanu, co oczywiście budzi rozczarowanie, lecz z uwagi na pragmatyczny charakter polsko-chińskich relacji może być usprawiedliwione.
Co jednak nie podlega żadnemu usprawiedliwieniu, a wręcz zasługuje na krytykę, to selektywna identyfikacja zagrożeń na Bliskim Wschodzie. Oczywiste jest, że najpoważniejsze wyzwania w tym regionie wiążą się z presją migracyjną oraz działalnością islamistycznych organizacji terrorystycznych.
Autorzy Strategii nie wspomnieli jednak ani słowem o Izraelu, którego agresywna i samowolna polityka destabilizuje sąsiednie państwa takie jak Liban czy Syria, a od co najmniej trzech lat obejmuje w Strefie Gazy działania, które coraz szersze grono obserwatorów określa mianem ludobójstwa.
Z uwagi na delikatność związaną z tak poważnym oskarżeniem, zrozumiała jest ostrożność Polski przed używaniem ludobójstwa jako określenia na zbrodnicze działania rządu Benjamina Netanjahu. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba je publicznie piętnować, a samo państwo Izrael daje powody, by funkcjonować w naszej Strategii jako zagrożenie dla globalnej architektury bezpieczeństwa.
Polski rząd (słusznie) nie ma nigdy oporów przed potępianiem Rosji Putina jako państwa agresywnego i brutalnego, oczekujmy więc konsekwentnego stosowania podobnych standardów wobec Izraela Netanjahu. Cieszy jednak deklaracja, że Polska powinna zaangażować się w działania polityczne i gospodarcze, których efektem będzie odbudowa Syrii i Strefy Gazy.
Za istotny należy uznać fakt, że Strategia dostrzega znaczenie państw tzw. Globalnego Południa, które z uwagi na ich rosnącą podmiotowość i ambicje kształtowania porządku międzynarodowego powinny stanowić ważny wektor polskiej polityki zagranicznej.
„Potęgi wschodzące, takie jak Indie, Brazylia, RPA czy Indonezja, postrzegają »świat wielobiegunowy« jako układ sił, w którym ich interesy byłyby w większym stopniu respektowane (…) Pozbawiona kolonialnej przeszłości Polska, ze swoją historią sukcesu gospodarczego, powinna być aktywnym uczestnikiem tego dialogu” – piszą autorzy Strategii.
Podkreślają, że nie jesteśmy obciążeni historyczną winą i z uwagi na nasze ambicje Polska i Globalne Południe powinny ze sobą współpracować w celu zbudowania sprawiedliwszego ładu globalnego.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera podniesienie relacji z Indiami do rangi partnerstwa strategicznego w 2024 roku, o czym dokument przypomina. Jak podkreślają autorzy Strategii, wzmocnienie współpracy wynika z rosnącej roli tego państwa jako kluczowego podmiotu kształtującego architekturę polityczno-gospodarczą Indo-Pacyfiku, potencjalnie najważniejszego regionu w przyszłym teatrze zmagań międzynarodowych.
Dokument nie ucieka również od kwestii Afryki. Napisano w nim, że „bezpieczeństwo Unii Europejskiej, a tym samym i Polski, jest ściśle powiązane z sytuacją w Afryce”, przy czym katalog ryzyk jest szeroki: od terroryzmu, przez przemyt broni i narkotyków, po nielegalne migracje i skutki zmian klimatu.
Jednocześnie, z charakterystycznym dla całej Strategii pragmatyzmem, Afryka określona zostaje jako „partner z ogromnym potencjałem wzrostu i korzystną strukturą demograficzną”.
Koniec niedasizmu
Strategia polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030 trafnie identyfikuje rosyjski imperializm jako najpoważniejsze zagrożenie dla naszego interesu narodowego w najbliższym czasie. Słusznie w związku z tym dostrzega konieczność zwiększenia zdolności obronnych w celu zapewnienia naszego bezpieczeństwa, co powinno być realizowane w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. W tych założeniach łatwo osiągnąć konsensus.
Kwestią sporną pozostaje natomiast rola Unii Europejskiej w naszej polityce zagranicznej. Jak już wspomniano, Strategia ma wydźwięk jednoznacznie prounijny i pomimo pewnej dozy pragmatyzmu wprost zakłada uzależnienie polskiej polityki od UE.
Dla coraz bardziej eurosceptycznej prawicy może być to czerwona linia, co znacząco utrudni prowadzenie spójnej polityki zagranicznej w przypadku ewentualnej rotacji w egzekutywie.
Cieszy natomiast fakt, że Polska w swojej polityce zagranicznej deklaruje koniec „niedasizmu”, objawiający się w przekonaniu, że jesteśmy wyłącznie krajem peryferyjnym, w pełni uzależnionym od zewnętrznych procesów i niezdolnym do prowadzenia autonomicznej polityki.
Jednocześnie Strategia MSZ uwzględnia charakter Polski jako państwa średniego, w związku z czym nieracjonalne byłoby oczekiwanie, że nasz rząd będzie regularnie bić ponad swoją wagę.
Ogólnie rzecz biorąc, założenia polskiej polityki zagranicznej na lata 2026-2030 można określić mianem liberalnego realizmu, a więc podejścia łączącego koncentrację na bezpieczeństwie narodowym z silnym zaufaniem do mechanizmów współpracy międzyrządowej.
Autorzy przyznają jednocześnie, że rośnie atrakcyjność rządów silnej ręki wśród obywateli państw demokratycznych, a przy tym podtrzymują wiarę w Unię Europejską i inne instytucje międzynarodowe, w których prawa człowieka, zasady demokracji i rządy prawa stanowią spoiwo.
To rozdarcie między brutalną diagnozą epoki niestabilności geopolitycznej a receptą w postaci wzmocnienia instytucji liberalno-demokratycznych jest bodaj najbardziej charakterystyczną cechą całej Strategii. Jest to zarazem test na jej rzeczywistą skuteczność w świecie, który coraz głośniej odrzuca zachodni model ładu międzynarodowego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

