Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Egzorcyzmy w Sejmie. Spór o granice między wiarą, terapią a państwem

Egzorcyzmy w Sejmie. Spór o granice między wiarą, terapią a państwem autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Nowoczesny człowiek lubi myśleć, że jego doświadczenie świata da się w pełni wyjaśnić językiem nauki i psychologii. A jednak wciąż mierzymy się z rzeczywistością, którą od wieków opisywano jako walkę z „demonami”. Być może problem nie polega na tym, że one zniknęły, lecz że utraciliśmy język, który pozwalał je rozpoznawać.

Stop egzorcyzmom – petycja w Sejmie

Ostatnio do Sejmu trafiła petycja mająca na celu ograniczenie stosowania egzorcyzmów. Podpisało się pod nią tysiąc osób. Autorzy chcą zakazu poddawania egzorcymom osób nieletnich i niepełnosprawnych. Ich zdaniem wypędzanie demonów stanowi rodzaj przemocy psychicznej i fizycznej, która może prowadzić do traum. Kapłani mieliby być nadzorowani przez państwo, aby uniknąć domniemanych nadużyć.

„Prawdę mówiąc nie wierzyłam, że w XXI w. w Polsce faktycznie dochodzi do egzorcyzmów. Kiedy dowiedziałam się, że dotyczy to dzieci, młodzieży, osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi, to powiedziałam: nie, tak nie może być” mówiła w Sejmie posłanka Polski 2050 Ewa Szymanowska.

Abstrahując od samego tematu egzorcyzmów i intencji autorów petycji, posłanka Polski 2050 zdaje się być niewolnikiem scjentystycznego światopoglądu. Demony nie istnieją, to bajki dla dzieci – zdaje się sądzić.

Czyżby?

Demon alkoholizmu na prowincji?

Jako młody chłopak byłem świadkiem pewnej sceny, która zapadła mi w pamięć. Czekałem w kolejce do lekarza w niewielkiej miejscowości, gdy do ośrodka wpadł mężczyzna mówiący, że musi się zobaczyć z lekarzem, bo w nocy znów przyszedł do niego diabeł. Szczegółowo opowiadał wszystkim wokół, jak z nim rozmawiał, jak diabeł namawiał go do picia wódki, a on mu się opierał.

Pomimo „demonicznego” charakteru jego opowieści, on sam wydawał się dość spokojny, a wręcz wyluzowany – pamiętam że nawet próbował żartować. Sami mieszkańcy miejscowości, choć wydawali się zażenowani jego obecnością, nie byli ani wystraszeni, ani zdziwieni – najwyraźniej dobrze już znali tego mężczyznę i jego opowieści.

Wychowany w duchu racjonalizmu, od razu uznałem tego opowieść o szatanie za halucynację pijackiego umysłu. Pamiętam jednak, że jednocześnie ten człowiek nie wydawał mi się szalony, niepoczytalny czy zakłamany – po prostu tak przeżywał świat i tak go opisywał. Dla niego spotkanie tego diabła było realnym doświadczeniem. Scjentystyczne podejście do świata kazało mi jednak odrzucić jego perspektywę i skupić się na tym, że skoro obiektywnie nikt inny go nie widział, to on nie istnieje.

Już jako dorosły człowiek z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że w psychologii, a dokładnie w ramach terapii narracyjnej, stosuje się eksternalizację. Polega ona w skrócie na tym, że pewne problemy (jak na przykład alkoholizm), „oddziela się” od danej osoby poprzez wyobrażanie ich sobie w formie jakiejś zewnętrznej postaci lub obiektu. Jest to w pewnym sensie przeciwieństwo internalizacji, czyli procesu, w którym przyjmuje się zewnętrzne przekonania jako część samego siebie.

Teraz myślę, że tamten człowiek, mieszkający gdzieś na zapomnianej przez psychologów prowincji, nieświadomie sam zastosował wobec siebie to rozwiązanie. Zamiast uznać że nałóg alkoholowy jest częścią niego samego, widział go jako diabła, który przychodzi do niego z zewnątrz i z którym może „negocjować” czy ma się napić, czy nie.

Walkę z tym demonem chyba przegrywał, ale przynajmniej ją toczył, zamiast pogrążyć się bez reszty w alkoholizmie, uznając go za nieodłączną część własnej osobowości.

Co ciekawe, David Epston, jeden z twórców nurtu terapii narracyjnej, zaznaczał, że eksternalizacja nie jest operacją techniczną czy metodą, ale raczej praktyką językową i postawą, stosowaną przez terapeutę. Nie jest to więc sztuczka czy zabawa w udawanie, ale wyraz autentycznego szacunku i ciekawości wobec doświadczenia pacjenta.

Skuteczniejsze niż wmawianie ludziom, że to, czego doświadczają, nie odpowiada rzeczywistości, okazuje się uznanie, że stanowi to realną część ich samych — że ich „wewnętrzne demony” są autentycznym doświadczeniem.

Cień i Szatan istnieją

Z opowieści psychoterapeutów czy specjalistów od uzależnień wyłania się czasem obraz, który może kojarzyć się z wypędzaniem demona. Jakby jedna część osobowości (na przykład pragnąca skończyć z nałogiem) walczyła z inną jej częścią (pragnącą używki) o to, która będzie górą. Dość powszechne jest doświadczenie tego, że traumy czy schorzenia próbują jakby przejąć kontrolę nad świadomą częścią danej osoby i pokierować ją ku konkretnym zachowaniom, czasem wbrew jej woli.

Już Carl Jung pisał o archetypie Cienia, czyli pewnych wewnętrznych, nieakceptowalnych aspektach psychiki, które w rozmaitych tradycjach mogły przybierać postacie demonów lub diabłów. Szwajcarski psycholog pisał też o konieczności integracji cienia, która miała prowadzić do wyzwolenia się spod jego wpływu.

Pierwszym etapem tego procesu było uświadomienie sobie istnienia cienia, a następnie poznanie jego natury. Odpowiednikiem tego w starożytnych rytuałach wypędzania demonów byłoby poznanie imienia złego ducha, pozwalającego określić, jakim typem demona jest.

Oczywiście możemy uznać, że demony, o których tu mowa, to w rzeczywistości jedynie wytwory impulsów w mózgu konkretnego pacjenta, tudzież jakaś naleciałość kulturowa. Z tym, że jeżeli przejawia się to w podobny sposób u różnych ludzi, z różnych części świata, to znaczy że jest zjawiskiem szerszym niż jednostkowy przypadek, niejako wpisanym w naturę człowieka.

Rozumienie demonów jako jednocześnie zjawiska indywidualnego jak i przekraczającego pojedynczego człowieka znajdziemy w samej Biblii, kiedy to wygnany przez Jezusa demon mówi: Na imię mi Legion, bo nas jest wielu.

Można też popatrzeć na to jeszcze szerzej, wchodząc na wyższy poziom abstrakcji i uznać jungowski cień za przejaw pewnej destrukcyjnej siły obecnej we wszechświecie, która dąży do panowanie chaosu. Nie jest to już tak dalekie od tradycyjnego rozumienia szatana, opisywanego w teologii katolickiej jako upadły anioł, a więc byt osobowy, mający określony cechy i sposób działania.

Naukowy obraz świata jest ograniczony

Podobny sposób myślenia znajdziemy u Jonathana Pageau, w jego koncepcji Mocy i Zwierzchności. To struktury porządkujące rzeczywistość działające jednocześnie na poziomie społecznym, psychologicznym i duchowym.

Jak wskazywał Mateusz Tondera w odcinku Kultury Poświęconej, na przykład ludzie namawiający palacza do zapalenia papierosa stają się nieświadomymi agentami nałogu, który jest pewną obiektywnie istniejącą w świecie mocą, a jednocześnie wzorcem zachowania obecnym w społeczeństwie.

Zjawisko opętania przez demony oraz perspektywa współczesnej psychologii są w zasadzie odmiennym sposobem mówienia o tym samym problemie. O ile średniowieczne czy nowożytne opisy demonów należą do słownika tradycyjnej duchowości, a uznanie ich istnienia wymaga zaakceptowania prawdziwości religii, to sam język symboliczny źródłowo powiązany z teologią wydaje się adekwatnie opisywać stany naszej świadomości.

Bowiem jako ludzie nie widzimy świata w sposób naukowy. Raczej tworzymy sobie jego interpretację, na podstawie tego co do nas dociera z zewnątrz. Jak pisał święty Paweł: „Po części tylko poznajemy i po części prorokujemy […] Widzimy niejasno, jakby w zwierciadle”.

Patrzenie na świat w logice mechanistycznej, mimo iż pretenduje do obiektywizmu, jest rodzajem filtra, który nakładamy sobie na rzeczywistość.

Jak pisała brytyjska religioznawczyni Karen Armstrong, ludzie – także współcześni – wciąż żyją mitami, które porządkują ich rzeczywistość, nawet jeśli ich tak nie nazywają. Idąc za jej myślą, nawet pozornie racjonalne przekonania – na przykład to, że ludzki rozum jest w stanie rozwiązać wszystkie tajemnice wszechświata – okazują się w istocie formą nowoczesnego mitu.

Nie istnieje ostra granica między psychologią, a religią

Racjonalistyczne założenie, że wszelkie ciemne strony naszej osobowości są jedynie wymysłem, nie tylko nie sprawia, że przestają one istnieć, ale wręcz przeciwnie – zaczynają tym skuteczniej na nas wpływać. „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem” – pisał Jung. Co jest też swoją drogą zgodne z chrześcijańskim przekonaniem, iż Szatan tym skuteczniej działa w świecie, im mniej ludzie w niego wierzą.

Jednak sama wiedza o istnieniu Szatana, demonów czy zaburzeń psychicznych to za mało, aby uzdrowić czy zbawić człowieka, stanowi to jedynie wstęp do wewnętrznej przemiany.

Dość jasno widać to na przykładzie alkoholików – można im latami tłumaczyć, jak bardzo alkohol im szkodzi i pouczać, jak działają mechanizmy uzależnienia. Mogą oni nawet w pełni się z tym zgadzać i uznać że potrzebują pomocy. Jeżeli jednak nie uwierzą, że mogą się zmienić, to nic im to nie da.

Jeszcze bardziej niepokojącym przypadkiem jest postać Sam Vaknina — izraelskiego autora piszącego o narcystycznym zaburzeniu osobowości, który jednocześnie sam cierpi na to zaburzenie.

Vaknin jest świadomy tego co mu dolega. Potrafi opisać problem, rozłożyć swoje zachowanie na czynniki pierwsze, posługując się językiem psychologii. Wie w jaki sposób jego myślenie i osobowość są zniekształcone, a jednocześnie nie potrafi tego przekroczyć i wyjść poza nie. Pomimo swojej wiedzy pozostaje zamknięty wewnątrz własnego, zakrzywionego obrazu samego siebie.

Od pewnej doświadczonej psychoterapeutki usłyszałem kiedyś, że wybór rodzaju terapii nie ma tak dużego znaczenia, bo tak naprawdę leczy terapeuta. Według niej mniej ważna była metoda, a bardziej coś tak nieuchwytnego jak osobista relacja z pacjentem. Być może dlatego tak wiele terapii kończy się fiaskiem – bo skupiają się na procesie, a nie na osobie, próbując unaukowić i zracjonalizować doświadczenie, zamiast tak naprawdę je przeżyć i się z nim zmierzyć.

Kluczowy w terapii wydaje się więc pewien akt woli i wiary, który prowadzi człowieka do podjęcia walki z własnymi demonami. Zaś sama granica między psychologią i mitologią, nauką i religią jest znacznie mniej ostra, niż mogłoby się to wydawać nowoczesnemu człowiekowi.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.