Papież Leon XIV krytykuje niemieckich biskupów za błogosławienie par homoseksualnych
Po pontyfikacie papieża Franciszka wywiady udzielane w samolocie zaczęły być traktowane niemal jak dokumenty doktrynalne. To przesada, ale dobrze oddają styl i kierunek pontyfikatu. Co w tej formule ujawnił Leon XIV, odnosząc się do błogosławienia par jednopłciowych i migracji?
Od 13 do 23 kwietnia trwała trzecia podróż apostolska Leona XIV do Afryki. W jej trakcie odwiedził aż cztery kraje – Algierię, Kamerun, Angolę, Gwineę Równikową. Czarny ląd jest w tej chwili krajem o najszybszym tempie przyrostu członków Kościoła katolickiego na świecie – tempo przyrostu wynosi 2,5% rocznie.
Logiczne więc wydaje się, że to właśnie Afryka powinna stanowić przedmiot szczególnego zainteresowania najwyższych urzędników Kościoła. Podróż ta – dopiero trzecia od początku pontyfikatu – zdaje się potwierdzać tę świadomość.
Papież twierdzi, że nie należy wszystkich przyjmować?
Jednym z tematów, które w jej trakcie poruszył Leon XIV była kwestia migracji. W trakcie wizyty w Kamerunie, zwracając się do młodych mieszkańców tego kraju, wypowiedział następujące słowa:
„Nie zapominajcie, że wasz naród jest bogatszy niż ta ziemia, bo waszym skarbem są wartości: wiara, rodzina, gościnność i praca […] W obliczu zrozumiałej skłonności do migracji, która może prowadzić do przekonania, że gdzie indziej łatwiej znaleźć lepszą przyszłość, zachęcam was przede wszystkim do odpowiedzi gorącym pragnieniem służby waszemu krajowi oraz wykorzystania zdobywanej tu wiedzy dla dobra waszych współobywateli”.
Leon XIV podkreślił, że migracja powinna być ostatecznością, zaś każdy człowiek jest zobowiązany do swego rodzaju „spłacenia długu” miejscu, kulturze, narodowi i państwu, w którym się urodził. Nie jest to nic oryginalnego. Papież przypomniał w tym punkcie naukę Kościoła zawartą w rozlicznych dokumentach poświęconych temu zagadnieniu.
I tak na przykład Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens pisał: „Odchodzi człowiek, a zarazem członek wielkiej wspólnoty zjednoczonej historią, tradycją, kulturą, aby rozpocząć życie pośród innego społeczeństwa związanego inną kulturą i najczęściej też innym językiem […] Ów wysiłek i ów wkład zostaje oddany innemu społeczeństwu, które ma poniekąd mniejsze do tego prawo niż własna ojczyzna”.
Zatem migracja jest w świetle nauczania Kościoła uprawniona wtedy, gdy warunki życia w ojczyźnie nie pozwalają zaspokoić podstawowych potrzeb materialnych oraz utrudniają duchowy rozwój. Z kolei społeczność międzynarodowa – w duchu chrześcijańsko rozumianej solidarności międzyludzkiej – powinna działać na rzecz tego, by kraje biedniejsze stworzyły możliwość zaspokajania tych fundamentalnych potrzeb swoich obywateli.
Kropkę nad „i” w tym temacie Leon XIV postawił w trakcie powrotu z Afryki, podczas wywiadu samolotowego. Odpowiadając na pytania dziennikarzy odpowiedział:
„Nie mówię, że wszyscy powinni wchodzić bez żadnego porządku, tworząc czasem w miejscach docelowych sytuacje bardziej niesprawiedliwe niż te, które opuścili. Ale mimo to pytam: co robimy w bogatszych krajach, aby zmienić sytuację w krajach uboższych?”.
Leon XIV zwraca zatem uwagę, że w przypadku problemów z migracją należy likwidować przyczyny, a nie skutki. W kontekście prawa państw do kontrolowania migracji odwołuje się do klasycznej cnoty roztropności – jeżeli migracja ma doprowadzić do poważnych niepokojów społecznych w kraju przyjmującym, to nie jest to ani korzystne dla migrantów, ani dla gospodarzy.
Leon XIV nie jest więc ani zwolennikiem alt-rightowego radykalizmu, ani wulgarnej wersji „multi-kulti” ignorującej rzeczywiste problemy, jakie niesie za sobą tak duża skala migracji z jaką mamy obecnie do czynienia.
Homoseksualiści nie mogą być błogosławieni w trakcie liturgii
Drugim ważnym tematem poruszonym w samolotowym wywiadzie, budzącym z jednej strony kontrowersje w kręgach kościelnych, a z drugiej nadzieję na zmiany w kręgach postępowych, był problem osób LGBTQ+ w Kościele, a zwłaszcza praktyki błogosławieństwa par homoseksualnych przez rzymskokatolickich duchownych.
Przypomnijmy, że Stolica Apostolska w 2023 roku wydała dokument zatytułowany Fiducia Supplicans, który był poświęcony m.in. kwestii możliwości błogosławienia par homoseksualnych w ramach oficjalnej działalności Kościoła katolickiego.
W dokumencie możemy przeczytać, że kapłan katolicki może udzielić spontanicznego błogosławieństwa parom w sytuacji nieuregulowanej sakramentalnie (rozwiedzeni żyjący w nowym związku, konkubinaty, pary jednopłciowe), ale tylko jako gest duszpasterskiej bliskości, a nie aprobaty związku.
Uzasadnienie tej odpowiedzi opierało się o rozróżnieniu znaczenia błogosławieństwa jako gestu potwierdzającego, że coś jest zgodne z wolą Boga od znaczenia błogosławieństwa jako życzenia dobra, przyzywania mocy bożej dla danej osoby – niezależnie do stanu moralnego w jakim się znajduje.
W przypadku tego typu gestu wobec par jednopłciowych należy mówić o błogosławieństwie w drugim znaczeniu. Co więcej, zgodnie z dokumentem nie można go udzielać w trakcie liturgii ani przeprowadzać w taki sposób, by przypominało ono błogosławieństwo udzielanie sakramentalnie zawartym związkom małżeńskim.
Ten, jak się wydaje, dość postępowy jak na dotychczasową praktykę Kościoła dokument, okazał się niewystarczający dla co bardziej progresywnych biskupów niemieckich. Dnia 21 kwietnia tego roku arcybiskup Monachium i Freising Reinhard Marx wystosował do swoich diecezjan list zatytułowany „Błogosławieństwo daje siłę”. Treść dokumentu w sposób oficjalny dopuszcza uroczystość błogosławienia par w sytuacji nieuregulowanej w uroczystej formie.
To właśnie to posunięcie kardynała Marxa skomentował Leon XIV w trakcie wspomnianego wywiadu samolotowego. „Mamy tendencję do myślenia, że kiedy Kościół mówi o moralności, jedynym jej tematem jest seksualność. W rzeczywistości istnieją jednak znacznie większe i ważniejsze kwestie, takie jak sprawiedliwość, równość, wolność mężczyzn i kobiet oraz wolność religijna, które powinny mieć pierwszeństwo przed tą szczególną sprawą”.
Powiedział też, że rozmawiał z biskupami niemieckimi i jasno podkreślił, że nie wyraża zgody na sformalizowane błogosławienie par jednopłciowych. „Słynne wyrażenie Franciszka «tutti, tutti, tutti» wyraża przekonanie Kościoła, że wszyscy są przyjęci, wszyscy są zaproszeni, wszyscy są wezwani do naśladowania Jezusa i do szukania nawrócenia w swoim życiu – powiedział Leon XIV.
Wyjście poza ten poziom – moim zdaniem – może dziś bardziej prowadzić do podziałów niż do jedności. Dlatego powinniśmy szukać sposobów budowania jedności na Jezusie Chrystusie i na tym, czego Jezus Chrystus naucza”.
Z jednej strony mamy więc tezę o przeakcentowaniu kwestii „grzechów seksualnych” w dyskursie o moralności katolickiej. Teza, jak sądzę słuszna: jak celnie stwierdził niegdyś C.S. Lewis ku potępieniu szybciej prowadzą takie grzechy jak pycha, pogarda, zawiść i nienawiść aniżeli tak zwane „grzechy cielesne”.
Z drugiej zaś, mamy jasne podkreślenie, że katolicki inkluzywizm zakłada konieczność przyjęcia zasad przedstawionych przez Chrystusa w Ewangelii. Chodzi o to, by mieć w sobie przynajmniej wolę nawrócenia i duchowego rozwoju.
Zatem z jednej strony Kościół przyjmuje grzesznika – także żyjącego w niesakramentalnym związku homoseksualistę – nie wymagając od niego na dzień dobry doskonałości, a z drugiej zaś jasno wskazuje ideał, do którego katolik zobowiązuje się dążyć.
Z pewnością – jak zwraca uwagę prof. John Milbank, jeden z najważniejszych teologów naszych czasów – ciężko byłoby uzasadnić homoseksualne małżeństwo, które w porządku sakramentalnym oznacza płodną miłość Chrystusa do Kościoła.
„Dla mnie małżeństwo homoseksualne jest całkowicie nie do pomyślenia. Nie ma żadnego teologicznego uzasadnienia dla małżeństwa homoseksualnego – bo małżeństwo to zjednoczenie dwóch osób, które mogą mieć dzieci” – mówił w rozmowie dla Klubu Jagiellońskiego słynny anglikański teolog.
Z drugiej zaś, jak zwrócił uwagę Tom Holland w Bożym władztwie, Kościół katolicki przeszedł wyraźną zmianę w rozumieniu tego zjawiska: od ujmowania homoseksualizmu jako formy moralnego zepsucia i nieopanowanej chuci do traktowania go jako skłonności nabytej w sposób niezawiniony – wciąż nieuporządkowanej, lecz samej w sobie nieobciążającej moralnie osoby.
Więc choć małżeństwo homoseksualne jest dalej nie do pomyślenia, a za moralnie niedopuszczalny uznawany jest akt homoseksualny, to ocena samej tej skłonności zdecydowanie uległa zmianie.
Co powyższe wypowiedzi mówią o Leonie XIV
Co pokazują powyższe wypowiedzi? Czy mamy do czynienia ze daleko posuniętą zmianą w stosunku do papieża Franciszka?
Z pewnością Leon XIV jest o wiele bardziej precyzyjny. Jeżeli wypowiedzi jego poprzednika generowały chaos, potrzebę interpretacji i zamęt wśród wiernych, tak aktualny papież jest o wiele bardziej jednoznaczny, szanujący potrzebę bezpieczeństwa doktrynalnego wśród wiernych. To niewątpliwie duża zaleta.
Nie jest to rewolucja w stosunku do treści nauczania, ale w przypadku imigracji odmienna, badziej zachowawcza perspektywa. Gdy papież Franciszek we Fratelli tutti zwracał uwagę właściwie wyłącznie na prawa ludności migrującej, tak Leon XIV dowartościowuje również prawo państwa do kształtowania polityki migracyjnej.
Ponadto w wypowiedziach Leona ujawnia się w mojej ocenia dość duża wrażliwość na kwestię jedności Kościoła. Nie sądzę, by papież poszedł na wojnę z niemieckimi biskupami. Jeżeli miałbym prognozować, obstawiałbym publiczne i słowne korygowanie błędów, bez wyciągania konsekwencji kanonicznych.
Leon XIV zdaje się rozumieć w jakiej sytuacji znajduje się dziś Kościół. Jest to Kościół, w którym poszczególni wierni i – co ważniejsze – episkopaty wyznają często radykalnie sprzeczne ze sobą stanowiska w kwestiach moralności oraz doktryny. Każde mocniejsze „szarpnięcie cuglami” grozi faktyczną schizmą.
To „czucie” jedności widać również w podejściu Leona XIV w kwestii Mszy Trydenckiej. Papież w opublikowanym w marcu tego roku przesłaniu do biskupów francuskich, podkreślał potrzebę zasypywania niezgody pomiędzy wiernymi przywiązanymi do starszej formy Mszy, a Kościołem „mainstreamowym”.
Wskazywał też, że nie zamierza w tej sprawie biskupom lokalnym narzucać swej woli i zachęcił ich do samodzielnego rozeznawania, jak tego typu sprawy rozwiązywać. Biorąc pod uwagę, że biskupi francuscy – tacy jak chociażby Bp. Olivier de Cagny – dostrzegają pozytywne owoce dostępności starszej formy liturgii rzymskiej we Francji, daje to nadzieje na załagodzenie sytuacji, jaką wywołało ograniczenie dostępu do Mszy Trydenckiej przez papieża Franciszka.
Wydaje się więc, że Leon XIV jest papieżem, który rozumie skomplikowanie czasów, w jakim przyszło obecnie funkcjonować Kościołowi. Z jednej strony precyzyjnie komunikuje jakie jest aktualne nauczanie Kościoła, z drugiej zaś pozwala, by to perspektywa czasu ostatecznie zweryfikowała, jakie formy praktykowania katolicyzmu okażą się słusznie, a jakie niekoniecznie.
W tym sensie na ten moment okazuje się nieco bardziej konserwatywnym przywódcą Kościoła od swojego poprzednika.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
