Waldemar Żurek mówi o „nielegalnym lobbingu”. Trudnowski: Nie ma czegoś takiego
Waldemar Żurek na antenie TVP Info; źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=C8_xQjpXbTI
Polską opinią publiczną i mediami wstrząsnęła niedawno sprawa Zondacrypto oraz głośne oskarżenia o rzekomy „nielegalny lobbing”, które padły m.in. z ust ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Jak pokazuje Piotr Trudnowski w najnowszym odcinku Trudno Powiedzieć, nie ma czegoś takiego, a nasze prawo w tym zakresie wymaga zmian.
Zasłona dymna
Piotr Trudnowski stawia sprawę jasno: ustawa, która w teorii miała chronić struktury państwa przed patologicznymi i nieczystymi wpływami grup interesu, w praktyce od lat pozostaje martwą literą prawa, służącą jedynie uspokajaniu opinii publicznej i tworzeniu iluzji kontroli.
– Od wielu, wielu lat regulacja lobbingu w Polsce jest krytykowana przez wszystkich ekspertów jako niemalże pomnik legislacyjnego absurdu, jako rzecz, która nie ma prawa działać, jako regulacja fikcyjna i istniejąca tylko po to, by można było powiedzieć: „W Polsce mamy regulacje lobbingu, wszystko jest w porządku” – mówił były prezes Klubu Jagiellońskiego.
Adresując jednak słowa samego ministra Żurka zauważył, że w naszym kraju nie ma takiej instytucji jak nielegalny lobbing, ze względu na regulacje ustawowe.
– Otóż w Polsce nie istnieje coś takiego jak nielegalny lobbing. Takie zwierzę po prostu w Polsce funkcjonować nie może, bo tak napisaliśmy sobie przed wieloma laty prawo […] Ustawa za lobbing uznaje wszelkie zgodne z prawem działania mające na celu wpłynięcie na bądź to konkretną decyzję, bądź to kształt stanowionego prawa – stwierdził dobitnie Trudnowski
Definicja z gumy
Zdaniem eksperta KJ, bezpośrednią konsekwencją tak wadliwie skonstruowanych przepisów jest to, że potoczne rozumienie lobbingu jako mrocznych, korupcyjnych układów na szczytach władzy całkowicie rozmija się z tym, jak funkcjonowanie państwa postrzega polski ustawodawca.
– Z powodu tej definicji lobbingiem w Polsce jest tylko to, co jest zgodne z prawem. I co więcej, większość z tych rzeczy nie ma wiele wspólnego z jakimś negatywnym, zakulisowym, niemalże korupcyjnym mechanizmem, który wielu osobom przychodzi do głowy, kiedy słyszą słowo lobbing – mówił.
Ten ustawowy absurd idzie jednak o krok dalej – przez niedbale napisaną ustawę definicja lobbysty rozciąga się w nieskończoność, obejmując swoimi ramami najzwyklejsze przejawy zaangażowania społecznego oraz podstawowe formy demokratycznej partycypacji:
– Jeżeli ja powiem, że ustawa o lobbingu jest do bani i należy ją napisać od nowa, to w tym momencie staję się zgodnie z polskim prawem lobbystą. […] Jesteście lobbystami wtedy, kiedy bierzecie udział w konsultacjach społecznych, publicznych. Jesteście lobbystami wtedy, kiedy podpisujecie petycję do posłów, by podpisali albo zawetowali jakąś ustawę – zauważył były prezes KJ.
– Wszyscy jesteśmy lobbystami, jeżeli jakkolwiek oczekujemy konkretnych działań, czy to legislacyjnych, czy innych od polskich władz – dodał.
Martwica prawa
Według Trudnowskiego prawdziwy ustrojowy dramat zaczyna się jednak wtedy, gdy państwo próbuje uregulować tę formę nacisku, która jest wykonywana ściśle komercyjnie.
– Mianowicie, żeby zostać uznanym za prowadzącego zawodową działalność lobbingową, w dużym skrócie musimy podpisać z podmiotem trzecim umowę cywilnoprawną o tym, że prowadzimy działalność lobbingową – zauważył ekspert.
To absurdalne i wąskie kryterium sprawia, że potężne korporacje mogą całkowicie legalnie i bez żadnego wpisu do rejestru wpływać na proces legislacyjny, o ile tylko ubiorą swoje działania w szaty trzeciego sektora, tworząc fasadowe organizacje społeczne:
– Jeżeli jest jakaś fundacja, stowarzyszenie, które otrzymuje sowite darowizny od jednej firmy i idzie do Sejmu lub do rządu ubiegać się o regulację korzystną dla swojego bogatego sponsora, nie mamy do czynienia z żadnym zawodowym, regulowanym lobbingiem – stwierdził Piotr Trudnowski
– Nawet jeżeli taka firma zatrudnia na umowę o pracę de facto lobbystę, a właściwie tzw. „specjalistę do spraw public affairs”, to w myśl przepisów nie mamy do czynienia z zawodowym, regulowanym lobbingiem, bo nie ma umowy cywilnoprawnej dotyczącej prowadzenia zawodowego lobbingu – skwitował.
Bezkarność pełną gębą
Jak zauważa Trudnowski, system kar przewidziany dla tych nielicznych, którzy z jakiegoś powodu zdecydują się grać wedle reguł i wpadną w sidła tej wadliwej ustawy, zakrawa o kpinę i dotyczy wyłącznie jednego, niezwykle specyficznego błędu formalnego.
– Żeby było śmieszniej, jedyną rzeczą, za które można, za którą można zostać w Polsce ukaranym, prowadząc jakąkolwiek działalność lobbingową, to kiedy prowadzimy tę zawodową działalność lobbingową i nie zgłosimy tego do odpowiedniego urzędnika – mówił były prezes Klubu Jagiellońskiego
Zauważył jednak, że nawet w hipotetycznej sytuacji, w której aparat państwowy złapie kogoś za rękę na tym drobnym niedopatrzeniu urzędniczym, narzędzia finansowej represji, którymi dysponuje państwo w zderzeniu z wielomilionowymi zyskami z lobbowanych ustaw, są po prostu symboliczne.
–Nawet jeżeli ktoś popełni tego rodzaju niestosowność, podpisze taką umowę, a potem tego nie zgłosi, to maksymalna kara, jaką można go ukarać, to jest pięćdziesiąt tysięcy złotych – dodał Trudnowski
Ułuda przejrzystości
W podobnym tonie do Trudnowskiego sprawę stawia Marta Wenclewska, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. procesu legislacyjnego.
Jak wskazuje w raporcie „Fikcja jawności”, wydanym przez CAKJ, polskie przepisy rejestrowe są skonstruowane w sposób, który całkowicie wypacza sens transparentności i pozwala korporacjom na omijanie kontroli dzięki prostej luce w prawie pracy.
„W ten sposób z katalogu podmiotów, które podlegają kontroli i rejestracji, wyłączono choćby przedstawicieli firm, którzy są w nich zatrudnieni na etacie, a którzy przecież mogą w legalny sposób zabiegać o interesy swojego pracodawcy” – pisze Wenclewska.
Zauważa, że taka konstrukcja prawa sprawia, że oficjalne ewidencje z każdym rokiem pustoszeją, a faktyczne wywieranie wpływu na prawo przenosi się do kuluarów i urzędów centralnych z pominięciem parlamentu:
„Z roku na rok coraz mniej podmiotów znajdujących się na liście ministra rejestruje swoją działalność w Sejmie. […] Na podstawie tych danych można jedynie przypuszczać, że główne działania podmiotów prowadzących zawodową działalność lobbingową koncentrują się przede wszystkim na poziomie rządowym w poszczególnych ministerstwach, nie w parlamencie” – stwierdza ekspertka.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
