Ani zerwanie, ani kontynuacja. Jakie będą Węgry Pétera Magyara?
Zwycięstwo Tiszy ucieszyło polskich liberałów, wzburzyło słowackich populistów, a cała Europa nie pozostała wobec niego obojętna. Jednak ci, którzy wierzą, że Péter Magyar zmieni węgierską politykę zagraniczną o 180 stopni, mogą się srogo zawieść.
Warszawa w Budapeszcie
Wizja zmiany kursu na arenie międzynarodowej i odblokowania zamrożonych środków unijnych (w przypadku Węgier mówimy o 35 miliardach euro) będzie jednym z priorytetów dla nowego rządu Pétera Magyara. Państwo węgierskie przez lata pozostawało izolowane na arenie Unii Europejskiej, a sam Viktor Orbán budował się jako czołowy przedstawiciel buntu wobec brukselskiego mainstreamu.
Po wygranej Tiszy ta sytuacja może się zmienić, a premier-elekt dopatruje się możliwości zacieśnienia współpracy z Polską celem „resetu” w relacjach Węgier na szczeblu regionalnym oraz unijnym.
Donald Tusk może mu w tym pomóc, gdyż jest doświadczonym graczem na arenie międzynarodowej, dobrze znanym w brukselskich salonach. Lider Tiszy zapowiedział, że pierwszą wizytę zagraniczną złoży w Warszawie. Zapewne podczas niej padną poważne deklaracje w tym zakresie, potwierdzające dotychczasową linię prezentowaną przez Magyara.
Mimo to, wbrew entuzjastycznym reakcjom nadwiślańskich (i nie tylko) liberałów, nowy szef węgierskiego rządu nie zbuduje nad Balatonem nowej, progresywnej i proukraińskiej Warszawy.
Tisza bowiem przejęła retorykę rządzącego 16 lat Fideszu. O ile pojawiły się w toku kampanii plany odejścia od rosyjskich surowców do 2035 roku – jeżeli nie podwyższy to cen energii – o tyle już na ten moment widzimy pierwsze rozczarowanie tych, którzy twierdzili, że Magyar chce wywrócenia postfideszowskiej rzeczywistości do góry nogami.
Zsolt Hernadi, szef węgierskiego przedsiębiorstwa naftowego MOL, ma polecieć do Moskwy dogadywać import ropy rurociągiem „Przyjaźń”. To swoista kontynuacja, biorąc pod uwagę, że podobne zarzuty formułowano wobec Pétera Szijjarto oraz reszty gabinetu Orbána.
Co więcej, Magyar z góry zakłada, że Węgry nie dorzucą nawet forinta do unijnej pożyczki dla Ukrainy. Czy jest to zmiana kursu o 180 stopni? Nie. Czy da się inaczej? Pomimo większości konstytucyjnej, jaką udało się Tiszy osiągnąć – również nie. Pomijając kwestię poglądów węgierskiego suwerena, nie da się przecież zmienić łańcuchów dostaw w kilka dni.
Mimo to, podejście lidera Tiszy do Ukrainy jest znacznie bardziej przychylne. Magyar w trakcie kampanii wprost zaznaczał, że Węgry, o ile nie powinny wspierać Ukrainy w szybszej akcesji do UE, o tyle za rządów Fideszu są spolegliwe wobec Rosji.
Nowy rząd nie może sobie pozwolić na wyższe ceny energii, ale może nie podchodzić do kwestii rosyjskiej energetyki aksjologicznie – tak jak robił to Viktor Orbán, odmawiając propozycjom wsparcia w dywersyfikacji energetycznej Chorwacji.
O ile środowisko Magyara nie dąży do kompletnego wykluczenia Rosji ze stołu dyplomatycznego (o czym wprost mówi), o tyle nie skreśla też z miejsca lepszych propozycji współpracy – jeżeli tylko nie straci na nich węgierski podatnik.
Relacje gospodarcze z Rosją nie będą też raczej częścią symbolicznego programu „otwarcia na wschód”. Nie zobaczymy haseł o „współpracy między chrześcijanami, także wschodnimi”, o której chętnie mówiło środowisko Fideszu. Tisza ma karty, jakie ma, ale nie musi grać w grę Orbána.
Najważniejszy partner w regionie
Typowana na ministra spraw zagranicznych Anita Orbán zdążyła już poznać polskiego premiera. Przyszła szefowa węgierskiego MSZ jest zwolenniczką naprawy relacji z państwami Grupy Wyszehradzkiej, zwłaszcza z naszym krajem.
Nie należy się dziwić temu położeniu akcentu. Jesteśmy bowiem największym krajem V4, najbardziej zaludnionym i z największą gospodarką. Poza tym, w grę wchodzi aspekt stricte polityczny – zarówno Andrej Babis, jak i Robert Fico, czyli szefowie rządów Czech oraz Słowacji, wywodzą się z populistycznej strony barykady, a w przeszłości blisko współpracowali z Orbánem.
Polska wydaje się zatem dosyć naturalnym sojusznikiem. Można powiedzieć, że będzie to swoisty powrót do stanu sprzed lat. Wbrew pozorom stosunki polsko-węgierskie nie były chłodne w ostatniej dekadzie.
Między 2015 a 2022 były one wręcz w szczytowej formie. Dopiero po wybuchu inwazji na Ukrainę, cytując Mateusza Morawieckiego, „nasze drogi się rozeszły”.
Mimo to, w minionych 10 latach dyskutowaliśmy o budowie Via Carpatii, ćwiczyliśmy wspólnie na granicy z Serbią i rozwijaliśmy współpracę instytucjonalną, czego przykładem był Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej imienia Wacława Felczaka. Stacje Orlenu stanęły na Węgrzech, a nasi politycy odwiedzali się częściej niż kiedykolwiek.
Choć tamte relacje były owocem stosunków PiS-u z Fideszem, istnieje dziś potencjał, by sięgnąć do dawnych wzorców. Pierwszą sprawą – medialną, choć dla rozwoju państwa nieistotną – będzie zapewne zniesienie azylu dla Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego.
Zapowiedziano także budowę ekspresu Warszawa-Budapeszt, co może mieć wpływ nie tylko na branżę turystyczną, lecz również rozwój infrastruktury. Polska, oprócz statusu partnera w odbudowie relacji z UE i zmniejszeniu uzależnienia od rosyjskich surowców, może również umocnić swoją pozycję na rynku węgierskim.
Polski eksport na Węgry w 2023 roku wyniósł 8,37 mld euro, co stanowi 2,3% całego eksportu znad Wisły. Nasz import z Węgier zaś wyniósł 5,36 mld euro, co stanowi 1,5% całości. Polskie saldo handlowe z Węgrami wyniosło 3,02 mld euro.
Węgrzy kupują polską żywność, lekarstwa oraz części samochodowe i sprzęt rolniczy. Zakładając, że nasze władze będą chciały podjąć odpowiednie kroki, możemy liczyć na rozwój relacji gospodarczych.
Wreszcie, mamy też potencjał instytucjonalny za sprawą utworzonego w 2018 roku Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej (notabene Instytut ma swój węgierski odpowiednik), który w ostatnim czasie zdecydowanie ograniczył swoją aktywność.
Być może po zmianie władzy na Węgrzech wznowiona zostanie jego prężna działalność, chociaż zapewne pod innym szyldem. Jest też szansa na popularyzację polskiej kultury na Węgrzech i vice versa; takie działania były podejmowane już w poprzednich latach choćby za sprawą stypendiów dla tłumaczy.
Demony przeszłości i przyszłość V4
Grupa Wyszehradzka to nie tylko Polska i Węgry, lecz również Czechy i Słowacja. Dotychczas często operowała ona na poziomie politycznym 2+2 (gdy na Węgrzech rządził Orbán, w Polsce PiS, a w pozostałych państwach liberałowie – lub w innych konfiguracjach).
W dodatku samo w sobie V4 jest mało zinstytucjonalizowane (jedynym ciałem w ramach Grupy Wyszehradzkiej jest Fundusz Wyszehradzki). Partnerstwo czterech państw ma oczywiście potencjał, zwłaszcza patrząc na kwestie bezpieczeństwa w regionie, wspólne interesy w UE dotyczące polityki migracyjnej czy sam fakt budowy pewnej osi północ-południe pod kątem infrastruktury oraz gospodarki.
Wygrana Magyara, który rozpatruje członkostwo w Grupie Wyszehradzkiej w innych kategoriach niż symboliczne (wszak V4 miało znaczenie, gdy nasze państwa wchodziły do UE, a następnie pozostało jako „pamiątka”), może zaowocować rzeczywistą współpracą. Jest jednak szereg czynników, które ją utrudnią.
Péter Magyar w kwestii diaspory węgierskiej na terenach utraconych na mocy Traktatu w Trianon poszedł nawet o krok dalej od Fideszu. Domaga się bowiem wznowienia dyskusji o dekretach Benesza, na podstawie których prześladowano i wysiedlano Węgrów rdzennie zamieszkujących tereny południowej (Czecho)Słowacji.
Informacja ta wywołała ogromne napięcie na Słowacji – zwłaszcza, że Robert Fico w poprzednich latach blisko współpracował z Viktorem Orbánem. Niewykluczone, że ponownie na agendzie stanie kwestia zezwolenia na podwójne obywatelstwo dla Węgrów z południa Słowacji.
Dotychczas strona słowacka nie dopuszczała takiego rozwiązania, ale jednocześnie nie odbierała paszportu „z automatu” tym, którzy węgierskie obywatelstwo uzyskali, np. studiując w Budapeszcie.
Słowaccy liberałowie z kolei obawiają się zwiększenia zainteresowania Rosji ich państwem. W ostatnich latach Fico ramię w ramię z Orbánem działał przeciwko zaostrzeniu kursu UE wobec Kremla. Problem sprzecznych interesów prędzej czy później wybrzmi, być może torpedując ważne projekty infrastrukturalne czy gospodarcze.
Niemniej należy mieć na uwadze fakt, że za rok zarówno na Słowacji, jak i w Polsce, odbędą się wybory. Istnieje prawdopodobieństwo, że Fico nie uzyska reelekcji.
Dużo poważniejszym „game changerem” byłoby zwycięstwo prawicy w Polsce, zwłaszcza mając na uwadze prywatną niechęć Magyara do dwóch polityków powiązanych z Prawem i Sprawiedliwością.
Jednocześnie zawirowania na linii Budapeszt-Bratysława-Praga stwarzają pewne pole do manewru, a wręcz obowiązkowe zaangażowanie w spory Polski, która ze swojej pozycji może je łagodzić. Nie jesteśmy ani państwem uzależnionym od rosyjskich surowców, ani państwem z liczną mniejszością węgierską.
Jako najsilniejszy gracz w regionie musimy zabierać głos na forum V4 – czy to w roli mediatora, czy w roli przywódczej – jeśli chcemy realizować wspólne projekty. Zwłaszcza gdy mówimy o kwestiach, które miałyby dotyczyć naszego interesu narodowego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

