Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Spór Leona XIV z Trumpem ma kolosalne znaczenie dla wszystkich chrześcijan

przeczytanie zajmie 6 min
Spór Leona XIV z Trumpem ma kolosalne znaczenie dla wszystkich chrześcijan Donald Trump w Watykanie, źródło: Wikimedia Commons

Jesteśmy świadkami nie tylko medialnego spektaklu, lecz także globalnego konfliktu o katolicką tożsamość. Potyczka między Donaldem Trumpem, stojącym na czele nadal najpotężniejszego państwa Zachodu, a papieżem Leonem XIV, kontynuującym linię swojego poprzednika, przypomina średniowieczny spór o inwestyturę. Stawką jest rząd dusz chrześcijan na całym świecie.

Ostatnie tygodnie upływają w cieniu konfliktu między prezydentem Stanów Zjednoczonym, Donaldem Trumpem a papieżem Leonem XIV. Jego bezpośrednią przyczyną jest potępienie przez głowę Kościoła katolickiego decyzji prezydenta Trumpa o rozpoczęciu wojny z Iranem.

O powadze konfliktu może świadczyć wytoczenie przez Trumpa najcięższych dział w postaci ostrej krytyki papieża na jego portalu społecznościowym Truth.Social, gdzie prezydent Trump nazywa Leona „słabym w [temacie] przestępczości i bomb nuklearnych”.

Następnie prezydent zapostował wygenerowany przez AI rysunek, który zdaje się przedstawiać jego osobę w roli Jezusa, uzdrawiającego chorego. Zdaje się, bo, jak sam prezydent już zdążył wyjaśnić, rysunek tak naprawdę miał przedstawiać go jako lekarza. Ostatecznie post zniknął z jego profilu.

Z kolei wiceprezydent JD Vance, znany ze swojego nawrócenia na katolicyzm, stwierdził, że papież powinien być „bardziej ostrożny” w swoich wypowiedziach na temat teologii, a w innym miejscu zasugerował, że Leon XIV, pierwszy augustynianin na tronie papieskim, nie rozumie doktryny wojny sprawiedliwej. Konflikt ten nabrał takich rozmiarów w przestrzeni medialnej, że doczekał się aż swojego artykułu na Wikipedii.

Osobom, które nie śledzą na bieżąco amerykańskiej polityki, z jej wszystkimi subtelnościami,  słowna eskalacja między Stolicą Apostolską a Waszyngtonem może się wydawać nagła, a nawet politycznie bezsensowna – na jesień tego roku będą miały miejsce tzw. midterms, czyli wybory do Izby Reprezentantów i Senatu. Czy atak na głowę Kościoła, który w samej Ameryce liczy sobie ok. 60 milionów wiernych, nie jest politycznym samobójstwem? Należy pamiętać, że konflikt między jego administracją a Kościołem katolickim nie zaczął się na przełomie lutego i marca, a raczej narastał od początku jego powrotu do władzy.

Zaczęło się jeszcze za Franciszka

Gdy Donald Trump ponownie obejmował urząd prezydenta, papieżem był jeszcze Franciszek. Było jednak oczywiste, że papież, który w ramach swojej pierwszej zagranicznej wizyty odwiedził borykającą się z kryzysem migranckim Lampeduzę, nie znajdzie wspólnego języka z administracją, która w trakcie kampanii zapowiadała masowe deportacje.

Już 22 stycznia tego roku rząd federalny postanowił zakończyć politykę unikania aresztów przez ICE w miejscach wrażliwych, takich jak szkoły, szpitale czy właśnie – kościoły. W odpowiedzi amerykańscy biskupi opublikowali oświadczenie, w którym apelowali o cofnięcie tej decyzji i o poszanowanie przez amerykański rząd godności migrantów i uchodźców.

JD Vance, poproszony podczas wywiadu z CBS o komentarz, zasugerował, że biskupom zależy przede wszystkim na stu milionach dolarów z pieniędzy podatników. Później, w wywiadzie dla Fox News, bronił polityki migracyjnej swojego rządu, powołując się na koncepcję ordo amoris, porządku miłości, rozwijaną przez św. Augustyna.

Dziesiątego lutego tego roku kard. McElroy, mianowany przez Franciszka arcybiskup Waszyngtonu DC, nazwał politykę imigracyjną administracji Trumpa „wojną strachu i terroru”. Następnego dnia na stronie Watykanu pojawił się list papieża Franciszka do biskupów amerykańskich ostrzegający przed „narracjami dyskryminującymi naszych braci migrantów i uchodźców”.

Papież w liście odniósł się też do słów Vance’a o porządku miłości, pisząc, że „miłość chrześcijańska nie polega na stopniowym rozszerzaniu kręgu interesów, który krok po kroku obejmuje kolejne osoby i grupy. […]

Prawdziwym ordo amoris, które należy promować, jest to, które odkrywamy, medytując nieustannie nad przypowieścią o dobrym Samarytaninie, to znaczy medytując nad miłością, która buduje wspólnotę braterską otwartą na wszystkich, bez wyjątku”. Dwa tygodnie później rząd federalny zakończył wsparcie finansowe dla prowadzonego przez Kościół katolicki programu relokacji uchodźców.

Wraz z kłopotami zdrowotnymi papieża Franciszka napięcia te nie przerodziły się w otwarty konflikt, a sam prezydent Trump nie zaatakował otwarcie ówczesnego Ojca Świętego. Można się domyślać, że wynikało to częściowo z małej popularności Franciszka wśród amerykańskich wiernych, zwłaszcza tych sympatyzujących z MAGA.

Napiętą sytuację załagodziła wizyta wiceprezydenta Vance’a w Watykanie, gdzie został przyjęty na audiencji u papieża. Być może administracja Trumpa liczyła też na nowe otwarcie z Watykanem po zbliżającej się śmierci Franciszka.

Wraz z wyborem na jego następcę kardynała Roberta Prevosta, pierwszego Amerykanina piastującego urząd papieski, te nadzieje szybko okazały się płonne. Media bardzo szybko odnalazły jego wpisy na Twitterze, wśród których znalazł się też link do artykułu krytykującego wypowiedź JD Vance’a o ordo amoris czy politykę imigracyjną prezydenta.

Leon XIV – kontynuator wizji Franciszka

Papież Leon XIV zamierza kontynuować nauczanie Franciszka w takich kwestiach jak imigracja czy dbałość o środowisko naturalne. Na pocieszenie administracji Trumpa pozostało tylko gorące poparcie dla prezydenta ze strony brata nowego papieża, o którym zresztą prezydent niedawno przypomniał.

Amerykańskim katolikom, zwłaszcza tym bardziej prawicowym, nie spodobało się ani błogosławienie kawałka lodu, ani adhortacja apostolska Dilexi Te. Długi czas jednak Leon XIV nie wypowiadał się na temat wewnętrznej polityki Stanów Zjednoczonych i skupiał się raczej na globalnym aspekcie swojego powołania.

W październiku papież spotkał się z delegacją diecezji El Paso, składającą się z między innymi z biskupa pomocniczego i ks. Arturo J. Bañuelas, teologiem zaangażowanym w pomoc imigrantom przy granicy. Podczas spotkania papieżowi przekazane zostało sto listów od imigrantów z prośbami o pomoc. Leon XIV podczas tego spotkania wezwał biskupów do stanowczego wstawiania się za ich prawami.

Na efekty nie trzeba było długo czekać – już w listopadzie Konferencja Katolickich Biskupów Stanów Zjednoczonych wydała specjalne oświadczenie o imigracji. O powadze ruchu niech świadczy fakt, że ostatnim razem na taki krok amerykańscy biskupi zdobyli się dwanaście lat wcześniej, potępiając nowe wytyczne Departamentu Zdrowia, wymuszające na katolickich szpitalach pokrywanie kosztów antykoncepcji.

Konflikt eskaluje

Nowej dynamiki konflikt ten nabrał już po grudniowym spotkaniu prezydenta Trumpa z prezydentem Putinem w Alasce i znacznie bardziej asertywnej polityce zagranicznej Waszyngtonu. Pierwszą tego oznaką było pokłosie błyskotliwej akcji porwania prezydenta Wenezueli, Nicolasa Maduro.

Czwartego stycznia papież Leon XIV wyraził „głębokie zaniepokojenie sytuacją” w Wenezueli, a dziewiątego publicznie potępił „dyplomację opartą na sile” w przemówieniu do członków korpusu dyplomatycznego, akredytowanego w Watykanie.

Prawdopodobnie to przemówienie stało za zaproszeniem nuncjusza apostolskiego na słynne spotkanie w Pentagonie, które miało miejsce dwudziestego drugiego stycznia.

Według doniesień The Free Press, portalu związanego z Bari Weiss, szefową przyjaznego wobec administracji Trumpa CBS, spotkanie szybko przerodziło się w kłótnię, a jeden z oficjeli Pentagonu przypomniał nuncjuszowi o niewoli awiniońskiej – co może być odczytane jako groźba. Zarówno Pentagon i Watykan zaprzeczyły tym doniesieniom.

Trump odetnie finansowanie Kościołowi w Stanach?

W świetle powyższych doniesień tym bardziej intrygujący jest fakt, że Leon XIV 250. rocznicę ogłoszenia niepodległości przez Stany Zjednoczone spędzi… na Lampeduzie, gdzie śladem swojego poprzednika spotka się z imigrantami. Intrygujące jest też wystąpienie Ojca Świętego z osiemnastego lutego.

Podczas spotkania z członkami stowarzyszenia Pro Petri Sede zaznaczył, że następca św. Piotra „musi mieć swobodę głoszenia prawdy i promowania pokoju”.

Niedługo potem Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran, co papież jednoznacznie potępił. Konsekwentna linia Watykanu wobec tego konfliktu w końcu doprowadziła do publicznej eskalacji między Waszyngtonem a Stolicą Apostolską, której świadkami właśnie jesteśmy.

Czego możemy się spodziewać? Na pewno odpowiedzi ze strony administracji Trumpa w postaci cięcia finansowań dla programów prowadzonych przez Kościół Katolicki, do czego doszło już w Miami. Inną niepokojącą możliwością jest rozbudzenie antykatolickich nastrojów w Stanach, które mają w tym kraju długie tradycje.

Już w zeszłym tygodniu brat papieża Leona XIV (notabene zwolennik prezydenta Trumpa) otrzymał telefoniczne groźby ataku bombowego. Rząd federalny teoretycznie mógłby też pozbawić Kościół katolicki zwolnienia z podatków, aczkolwiek jest to „opcja atomowa”.

Trwa walka o rząd dusz amerykańskich katolików

Na koniec wróćmy do pytania o zasadność polityczną tego konfliktu. Dla administracji Trumpa papież Leon XIV stanowi bardzo ciężki orzech do zgryzienia. O ile w kościołach protestanckich znalezienie swojego pastora nie stanowi większego problemu, w Kościele katolickim nawet swoi – np. kardynał Dolan czy biskup Barron – będą pod dużą presją, aby poddać się woli papieża, który jest głową niezależnego państwa.

Co więcej, Leon XIV cieszy się znacznie większą popularnością wśród Amerykanów od prezydenta, co w obliczu nadchodzących midterms jest sprawą absolutnie kluczową. Papież uderzający w politykę zagraniczną prezydenta Trumpa, na sukcesach której opiera swoje nadzieje na korzystny wynik w listopadzie, jest zagrożeniem dla agendy drugiej połowy jego kadencji.

Wreszcie prezydent Trump znany jest z domagania się absolutnej lojalności od swoich pracowników i zwolenników, a Ojciec Święty stanowi alternatywny wobec Trumpa autorytet dla katolików w ruchu MAGA. Jak wiemy „nie można służyć dwóm panom”, a prezydenta Trumpa ogranicza tylko „jego moralność i jego umysł”.

Z kolei Leon XIV z pewnością nie porzuci głoszenia Dobrej Nowiny, tak jak ją rozumie, i troski o pokój na świecie. Wojna o rząd dusz amerykańskich katolików wkrótce się nie zakończy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.