Konserwatywni katolicy amerykańscy rosną w siłę. Czy można pojednać ich antyliberalną rewolucję ze stanowiskiem Watykanu?
Prezydent Donald J. Trump wraz z Pierwszą Damą Melanią Trump goszczą uczestników corocznego toczenia pisanek wielkanocnych w Białym Domu (White House Easter Egg Roll), poniedziałek, 6 kwietnia 2026 r. Źródło: commons.wikimedia.org
Od czasów inwazji Stanów Zjednoczonych na Irak w 2003 r. nie obserwowaliśmy takiego napięcia między Watykanem a Waszyngtonem w kwestiach dotyczących wojny. Wówczas Jan Paweł II zdecydowanie potępił atak USA na Bagdad, wskazując jednoznacznie, że operacja militarna amerykańskiej administracji – jako wojna o charakterze zaborczym – nie spełnia kryteriów doktryny wojny sprawiedliwej.
Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach magazynu „Plus Minus”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!
Jednoznaczny osąd moralny i polityczny biskupa Rzymu nie przybierał jednak formy medialnego spektaklu ze strony administracji amerykańskiej ani bezpośredniego konfliktu personalnego. Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej.
Do bezpośredniej krytyki ze strony Leona XIV pod adresem Donalda Trumpa w kontekście wojny w Iranie doszło 7 kwietnia. Podczas konferencji w Castel Gandolfo papież w jednoznacznych słowach oskarżył prezydenta USA o łamanie prawa międzynarodowego i działania wymierzone w infrastrukturę cywilną.
Na reakcję prezydenta nie trzeba było długo czekać. W nocy z 12 na 13 kwietnia czasu polskiego Donald Trump opublikował obszerny wpis, w którym skrytykował Leona XIV. W jego opinii głowa Kościoła powinna „wziąć się w garść jako papież” oraz „kierować się zdrowym rozsądkiem, przestać ulegać radykalnej lewicy i skupić się na byciu wielkim papieżem, a nie politykiem”.
Oliwy do ognia dodała również grafika, którą Donald Trump zamieścił w internecie. Prezydent USA wyglądał na niej jak Jezus leczący chorego. Po fali krytyki usunął zdjęcie, twierdząc, że jego intencją nie było ukazanie siebie jako Jezusa, lecz jako lekarza Czerwonego Krzyża.
Najbardziej katolicki rząd w historii USA? Vance, Rubio i reszta drużyny
„Antychryst”, „bluźnierca”, „szalony człowiek” – trudno zliczyć, ile razy w ostatnich dniach słyszałem te epitety pod adresem Donalda Trumpa w polskich mediach, i to ze strony bardzo różnych środowisk – od autorów „Tygodnika Powszechnego” po publicystów „Polonia Christiana”.
Rzeczywiście, z perspektywy polskich katolików widok grupy pastorów modlących się w gabinecie prezydenta czy kuriozalna autoprezentacja prezydenta w postaci Jezusa mogą szokować.
Nie podzielam jednak skali tego oburzenia. Nie dlatego, że uznaję postępowanie Trumpa za akceptowalne. Podsycanie emocji wokół kolejnych prowokacji komunikacyjnych prezydenta Stanów Zjednoczonych – który sięga po tego typu środki zwłaszcza wtedy, gdy jego polityka nie przynosi oczekiwanych rezultatów – wydaje się po prostu bezproduktywne.
Znacznie bardziej zasadne jest pytanie o głębsze źródła tych postaw. Wśród chrześcijan ewangelikalnych w Stanach Zjednoczonych przekonanie, że Donald Trump jest narzędziem w rękach Boga, nie należy do rzadkości. Bywa on porównywany do Cyrusa czy Dawida – bohaterów biblijnych, którzy zostali wybrani przez Opatrzność do realizacji określonych celów.
Katolicy przeciw liberalizmowi. O czym marzą Deneen i Vermeule
Estetyka, retoryka i radykalna teologia chrześcijan ewangelikalnych z otoczenia prezydenta Stanów Zjednoczonych odciągają jednak uwagę od zjawiska znacznie bardziej intrygującego. Po raz pierwszy w historii USA mamy bowiem do czynienia z tak wyraźną reprezentacją katolików wśród elit władzy.
To już nie tylko dobrze znany przypadek J.D. Vance’a. Katolikami są również sekretarz stanu Marco Rubio czy odpowiedzialny za strategię obrony USA Elbridge Colby, a także sześciu z dziewięciu sędziów Sądu Najwyższego.
Do tego dochodzą postliberalni intelektualiści – chociażby Patrick Deneen i Adrian Vermeule – których poglądy pokrywają się w wielu miejscach z diagnozami, jakie można usłyszeć ze strony ruchu MAGA. Katolicyzm amerykański, stereotypowo kojarzony z religijnością ubogich imigrantów z Włoch, Irlandii, Polski czy Ameryki Łacińskiej, odgrywa dziś istotną rolę wśród konserwatywnych elit za Oceanem.
J.D. Vance w swojej konwersji na katolicyzm nie widział wyłącznie szansy na nawiązanie trwałej relacji z Bogiem, lecz – jak sam przyznał – traktował katolicyzm jako strukturę sensotwórczą, zdolną nadać jego życiu nową jakość.
Ten światopogląd odnalazł w katolicyzmie, traktując Kościół także jako projekt cywilizacyjny – alternatywę wobec dominującego w kulturze i polityce liberalizmu. Podobne stanowisko reprezentuje Patrick Deneen, który krytykuje liberalizm za brak zakorzenienia w obiektywnych normach moralnych. To kolejny katolik upatrujący w tzw. opcji Benedykta drogi do odnowienia Zachodu.
Leon XIV, czyli wierny kontynuator Franciszka
Trudno bronić tezy, że wojna w Iranie spełnia kryteria wojny sprawiedliwej. Trudno też czynić zarzut Leonowi XIV z tego, że występuje z orędziem pokoju. Nie sposób również nie docenić starannie przygotowanych homilii oraz celnych komentarzy w kontekście konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Leon XIV w drugim roku pontyfikatu wchodzi w czas szczególnie wymagający, gdy dotychczasowy porządek międzynarodowy wyraźnie się chwieje. Jak dotąd najpełniejszym wyrazem jego stanowiska politycznego pozostaje przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Watykanie, wygłoszone w styczniu.
Stanowi ono diagnozę współczesnego kryzysu cywilizacyjnego ujmowanego w kategoriach moralnych i antropologicznych. Odwołując się do św. Augustyna, papież wskazuje, że utrata odniesienia do prawdy i transcendencji prowadzi do dominacji logiki siły, relatywizmu i konfliktów.
W tym kontekście mówi o ograniczeniach wolności słowa na Zachodzie, napięciach wokół praw człowieka oraz krytykuje eutanazję i aborcję, jednocześnie podkreślając potrzebę ochrony migrantów i odbudowy dialogu międzynarodowego, w tym roli ONZ. Leon XIV zasadniczo pozostaje w schemacie wyznaczonym przez swojego poprzednika: opisuje czas niepokojów i powrotu polityki siły, przypomina nauczanie bioetyczne i akcentuje znaczenie indywidualnej wolności.
Czy Watykan sprosta potrzebom amerykańskich katolików
Leon XIV nie podejmuje dziś także wezwania do Europy, by na nowo odkryła chrześcijańskie źródła swojej cywilizacji w sposób, w jaki czynił to Benedykt XVI – choćby w książce „Europa Benedykta w kryzysie kultur”. Ze świecą szukać tego typu nauczania u Leona, który nie podejmuje diagnoz cywilizacyjnych na podobnym poziomie.
Ratzinger już w 2005 r. proponował szeroko zakrojone „nawrócenie” Zachodu. Wzywał do krytycznego przepracowania fundamentów cywilizacji naukowo-technicznej i powrotu do wartości chrześcijańskich w kulturze, społeczeństwie i polityce. Twierdził jednoznacznie, że współczesna Europa „rozwinęła kulturę, która w nieznany dotąd dla ludzkości sposób wyklucza Boga z publicznej świadomości”. W jego ujęciu Europa traci swoje korzenie, a rozum sprowadzony do techniki staje się rozumem okaleczonym.
W warunkach globalnych napięć o charakterze cywilizacyjnym – zarówno z Chinami, jak i światem muzułmańskim – powrót do tych koncepcji wydaje się potrzebny, przy jednoczesnym unikaniu instrumentalizacji religii, która często prowadzi do niesprawiedliwej przemocy. Tego rodzaju wrażliwości w nauczaniu Leona XIV na razie brakuje.
Nawet jeśli w praktyce politycznej J.D. Vance’a obecny jest wyraźny element cynizmu, to wśród konserwatywnych, katolickich i postliberalnych intelektualistów amerykańskich takie narracje wciąż są obecne i rozwijane.
Wyzwaniem dla Kościoła pozostaje intelektualne pojednanie dwóch sposobów politycznego przeżywania katolicyzmu – europejskiego i amerykańskiego (w konserwatywnej wersji). Można mieć nadzieję, że obecna, intensywna debata przybliży jakieś rozstrzygnięcie.

