Interwencja zagranicy osłabia suwerenność. Dlaczego obie strony się na nią zgadzają?
Mimo że demokracja opiera się na suwerennej decyzji narodu, rzeczywistość coraz częściej nie przystaje do tego ideału. W wielu miejscach na świecie zagranica ingeruje w proces wybierania władz. W polskich warunkach towarzyszy temu moralność Kalego.

W systemie demokracji przedstawicielskiej wybory nie stanowią jedynie technicznej decyzji o tym, kto będzie piastować główne urzędy państwowe. Są one aktem politycznej woli suwerena. Właśnie dlatego jego istotę musi stanowić samodzielność decyzji wspólnoty obywateli.
W polskim systemie ustrojowym konstytucja jasno określa, że władza zwierzchnia należy do Narodu. Wobec tego proces powierzania władzy partiom i politykom powinien pozostać pod jego kontrolą, przy marginalizacji wpływu zewnętrznego.
Współczesna rzeczywistość odchodzi od tego ideału. W kontrze do demokracji opartej na suwerennej woli narodu, powstawać zaczęły ponadnarodowe grupy interesów czy wręcz partii politycznych, które wspierają się wzajemnie w kolejnych kampaniach wyborczych.
Mechanizm działania jest zróżnicowany – od udziału zagranicznych polityków w wiecach, komentowania bieżącej polityki krajowej z zewnątrz, przez publiczne wspieranie określonych kandydatów, finansowanie organizacji mających oddziaływać na klimat polityczny, aż po bezpośrednią próbę wpływu na wybory.
Efektem tej sytuacji jest prowadzenie polityki nie na rzecz narodów, ale dla samych środowisk politycznych, mających ponadpaństwowe sieci wzajemnego wsparcia. Osłabia to wspólnoty narodowe w zakresie prawa do samostanowienia, gdyż zniekształca warunki, w jakich obywatele podejmują decyzję polityczną.
Von der Leyen i Tusk czyli przykład umiędzynarodowienia kampanii w Polsce
Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów umiędzynarodowienia krajowego sporu politycznego była działalność Ursuli von der Leyen przed wyborami do europarlamentu w 2024 roku. „Chcę budować z Donaldem Tuskiem koalicję na rzecz silnej Europy” – mówiła przewodnicząca Komisji Europejskiej.
Jednocześnie ostrzegała przed zagrożeniem ze strony „populistów i demagogów z wewnątrz”. W praktyce oznaczało to wsparcie określonej siły sporu politycznego w Polsce.
Nie bez znaczenia stał się kontekst owego wsparcia. Dzień przed wizytą von der Leyen Komisja Europejska poinformowała o planowanym zakończeniu procedury naruszeniowej wobec Polski, a wcześniej doszło też do odblokowania części środków z KPO.
Przypomnijmy, pieniądze odblokowano bez przeprowadzenia procesu ustawodawczego, który wcześniej przedstawiano jako konieczny dla przywrócenia praworządności. Rodziło to naturalne pytania o polityczne podstawy wstrzymania środków w przeszłości.
W społecznej percepcji środki europejskie to ważny – o ile nie najważniejszy – filar naszej obecności we wspólnocie. Wmieszanie KPO w spór partyjny wzmocniło alternatywę: albo rządzą siły prounijne, albo europejski kurek zostaje przykręcony, a w dłuższej perspektywie czeka nas polexit.
Jak podawał sondaż IBRiS z 2021 roku, największa grupa ankietowanych – 40,8% – opowiadała się za przyjęciem warunków stawianych przez UE i jak najszybszego zakończenia sporu. W kolejnym badaniu z 2022 roku poparcie dla tego stanowiska wynosiło już 69,2%.
Casus Węgier
Po podobne instrumenty sięga dziś także prawica. Środowiska, które wcześniej wytykały liberałom i lewicy tworzenie międzynarodówek, zaczęły stosować identyczne metody, gdy uznały, że mogą one przynieść polityczne korzyści.
Wsparcie w zakończonych niedawno wyborach dla Viktora Orbana ze strony środowiska MAGA, w postaci chociażby wizyty i przemówienia J.D. Vance’a w Budapeszcie czy wyjazd polityków PiS do stolicy Węgier wpisuje się w metodę ponadnarodowego wspierania „swoich” i budowania międzynarodowych sieci wpływu.
Mamy w tej sytuacji do czynienia z przykładem orwellowskiego dwójmyślenia. Z jednej strony ruch MAGA odwołuje się do idei lokalizmu, wskazując na państwo jako dobro wspólne obywateli, z drugiej – próbuje tworzyć coś na wzór prawicowego odpowiednika międzynarodówki. To wewnętrzna sprzeczność.
Albo broni się wartości suwerennej demokracji, w której to obywatele decydują o wyborze swoich przedstawicieli bez ingerencji zewnętrznej, albo uznaje się za dopuszczalne budowanie ponadnarodowych struktur mobilizacji politycznej na potrzeby kampanii.
Politycznym błędem stała się także wizyta u Orbana prezydenta Karola Nawrockiego, który – chcąc nie chcąc – opowiedział się po jednej ze stron w węgierskim sporze. Jak się okazało – przegranej. Zaangażowanie się po jednej ze stron konfliktu politycznego ma swoje skutki.
W przypadku postawienia na złego konia, po porażce trzeba będzie dogadywać się ze stroną, przeciw której oficjalnie się stawało. Rodzi to problem już na początku tworzenia relacji dyplomatycznych.
Moralność Kalego
Charakterystyczna dla tego typu sytuacji staje się również moralność Kalego. Gdy zagranica gra na naszych przeciwników politycznych, wówczas mówimy o niedopuszczalnej ingerencji w demokratyczny wybór narodu. Gdy jest odwrotnie, a głosy z Brukseli czy Waszyngtonu służą nam, wtedy wskazujemy na międzynarodowe uznanie czy ideową solidarność.
Po wyborach 2023 roku Dominik Tarczyński poinformował, że „sztab Donalda Trumpa otrzymał wszystkie materiały z negatywnymi wypowiedziami na jego temat”, które padły z ust środowiska Donalda Tuska i mogły zaszkodzić jego relacjom z prezydentem USA.
W 2016 roku ten sam Tarczyński krytykował za podobne działania polityków dzisiejszego rządu. Mówił: „A co robi PO? Tam gdzie nie ma większości, szuka sobie poparcia w jakichś siłach politycznych w PE, korzystając z chwilowej większości (…).
Ten donos przysporzy PO sporo problemów, ale też Polsce – bo to nie jest rezolucja przeciwko PiS czy rządowi. Jeżeli mówimy, że straty wizerunkowe Polski będą miały miejsce po tej rezolucji, to kto przez to straci, ministrowie?”.
Kolejny przykład płynie z ust Radosława Sikorskiego. Obecny szef MSZ w 2014 roku mówił: „za skandaliczne uważam donoszenie na Polskę do instytucji zagranicznych”, podczas gdy w 2021 roku zwrócił się do Ursuli von der Leyen słowami: „Pani Przewodnicząca! Serdecznie Pani dziękuję za klarowne sformułowanie przestrogi dla rządu premiera Morawieckiego”, wzywając następnie szefa rządu do odpowiedzenia na pytanie odnośnie wykonania orzeczeń TSUE w sprawie Polski.
Retoryka Sikorskiego wpisywała się w ówczesną działalność polityków opozycji wymagających od instytucji unijnych interwencji w Polsce. Przykładowo, grupa europosłów, w tym wybrani w Polsce Sylwia Spurek, Robert Biedroń i Elżbieta Łukacijewska, zwróciła się do Komisji Europejskiej o podjęcie kroków przeciwko Polsce po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2021 roku, przedstawianym przez wnioskodawców jako możliwy „prawny polexit”.

Nowe narzędzia wpływu
Współczesna ingerencja korzysta także z rewolucji cyfrowej i platform społecznościowych. Elon Musk przed wyborami w Niemczech publicznie wspierał AfD, rozmawiał z Alice Weidel na platformie X, wystąpił także zdalnie podczas wydarzenia wyborczego tej partii.
Ten przykład obrazuje fakt, że nie tylko rządy czy politycy, ale i właściciele globalnych platform cyfrowych o ogromnych zasięgach mogą wpływać na demokratyczne decyzje.
Jeszcze groźniejszy jest mniej widoczny wpływ. Sieci powiązań, zagraniczne finansowanie organizacji pozarządowych i operacje informacyjne mogą stanowić skuteczną broń w walce politycznej i zaburzać społeczną percepcję rzeczywistości.
Szczególne znaczenie ma przejrzystość finansowania organizacji, których działalność ma charakter okołopolityczny. Organizacje finansowane z zagranicy, ale także media z zagranicznym kapitałem mogą – choć nie muszą – stanowić narzędzie forsowania określonych agend politycznych czy ideowych.
Kampanie wyborcze pełne są poważniejszych przykładów ingerencji w wybory. Raport Senackiej Komisji Wywiadu USA, opublikowany w 2020 roku, wskazywał na rosyjskie działania mające na celu ingerencję w wybory prezydenckie z 2016 roku.
Zgodnie z treścią dokumentu przeprowadzone zostały operacje informacyjne, wzmożona była także aktywność Rosjan na platformach cyfrowych. Z kolei w Mołdawii Rosjanie próbowali opłacić tysiące wyborców, aby ci zagłosowali przeciwko referendum mającym na celu podtrzymanie prounijnego kursu.
W 2024 roku ingerencja w wybory dotknęła także Tajwan, którego władze wskazywały na presję ekonomiczną i polityczną ze strony Chin jako element wpływania na decyzje wyborców.
Wszystkie wskazane przykłady obrazują skalę i zróżnicowane możliwości, jakimi można wpływać na decyzje wyborców określonych państw. W każdym z tych przypadków stawka jest identyczna – chodzi o przejęcie władzy i kontroli.
Po drugiej stronie leży natomiast prawo obywateli do podejmowania własnych decyzji, bez zewnętrznego wpływu, który będzie się kierował swoim interesem. Dlatego właśnie należy jasno stawać w obronie prawa narodu do samodzielnego określenia swojego stanowiska politycznego i sprzeciwiać się ingerencji zewnętrznej – niezależnie od tego, kto do niej dąży.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.