Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Local content Balczuna. Polska w końcu bierze się za patriotyzm gospodarczy

Local content Balczuna. Polska w końcu bierze się za patriotyzm gospodarczy Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych Polski, screen [z:] https://www.youtube.com/watch?v=m2r2GjdBaLs

Od ponad dekady śledzimy wszystko, co związane z patriotyzmem gospodarczym. Mimo szeregu działań w tym temacie, nie udało się zbudować nic trwałego i sensownego. Obserwowaliśmy impulsywne działania, które błyskały z hukiem i prędko gasły. W końcu zamiast fajerwerków możemy mieć latarnię z solidnym fundamentem. Rządowa propozycja local content przedstawiona przez ministra aktywów państwowych wygląda bardzo dobrze.

Biało-czerwona klęska urodzaju

Po doświadczeniach z administracją publiczną w zakresie patriotyzmu gospodarczego nie mam już zbyt wielkiej wiary, że doczekamy się od niej sensownego projektu. Postulowaliśmy nawet, by organy państwowe zaprzestały działań w tej sprawie, bo przynoszą one więcej szkody niż pożytku.

Mieliśmy niedziałającą aplikację „Polska smakuje”, na którą Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa przeznaczył blisko 2 mln zł. Mieliśmy Kongres 590 utrwalający szkodliwy mit kodu kreskowego, z którym bezsprzecznie należy walczyć, a nie go wspierać.

Mieliśmy i niestety nadal mamy oznaczenie „Produkt Polski”. W ustawie czytamy, że powinno się ono pojawiać na produktach spożywczych oraz że dozwolone jest stosowanie tylko i wyłącznie przyjętego urzędowo wzoru oznaczenia.

Tymczasem na półkach sklepowych:

To trzy przykłady z jednego sklepu budowlanego – wszystkie są niezgodne z obowiązującymi przepisami.

Poniżej z kolei opisywane przez nas przypadki ze sklepu zoologicznego i znów trzy zupełnie różne oznaczenia Produkt Polski, każde z nich użyte niezgodnie z ustawą.

Oczywiste jest to, że działy marketingu wielu firm, widząc rosnący trend patriotyzmu gospodarczego, chcą się na niego załapać i uprawiają polish-washing. Akcentują nadwiślańskie pochodzenie swoich produktów, nawet jeśli nie mają one wiele wspólnego z naszym krajem. Hitem było zaliczanie do grona polskich produktów… Coca-Coli i gum Orbit.

Najbardziej przykry jest fakt, że to właśnie administracja publiczna legitymizowała swoimi działaniami takie praktyki, rozwadniając definicję polskości firm i produktów.

Skoro nie poradziliśmy sobie ze znaczkami na produktach, to naprawdę ciężko mieć nadzieję, że realnie spolonizujemy zamówienia publiczne. Długo wyczekiwana definicja local content jest jednak bardzo dobra, a inne planowane w tym zakresie działania są wręcz wzorcowe!

Swój do swego po swoje

Dla miłośników patriotyzmu gospodarczego ostatnia konferencja rządu na temat local content była w pewien sposób historyczna. W końcu tak absolutne podstawy funkcjonowania państwa w XXI wieku, jak wspieranie krajowych firm, przestały być polem sporu politycznego.

Mamy w tym zakresie konsens polityczny największych partii, co daje podstawy sądzić, że ta zmiana na lepsze będzie kontynuowana nawet po ewentualnych przetasowaniach na scenie politycznej.

Ludzie, którzy będąc poprzednio u władzy, mówili o prywatyzacji spółek Skarbu Państwa i obywatelstwie europejskim, dziś polonizują gospodarkę. W końcu dogonimy Zachód, bo dla każdego kraju, do którego aspirujemy, taka postawa jest naturalna.

„Byłem u naszego dystrybutora w Szwajcarii […] Znaleźliśmy u niego w hurtowni schody strychowe. […] Pytam go: »po ile te schody kupujesz?« On mówi, że około 100 franków. Ja szybko policzyłem i mówię, że mogę dostarczyć za około 70 franków.

A on mówi: »[…] Twoimi oknami handluję, dlatego, że nie ma szwajcarskiego producenta. Ale tutaj mam szwajcarskiego producenta i nie mogę. […] My w Szwajcarii jak mamy szwajcarskiego producenta, to kupujemy szwajcarskie«” – mówił w jednej z rozmów Ryszard Florek, prezes Fakro.

W innej rozmowie podał przykłady duńskie: „Premier Danii miał powiedzieć, że jeśli cokolwiek niemiłego przydarzy się duńskiej firmie w Polsce, to nie popłynie gaz gazociągiem północnym”. Cieszy więc fakt, że będziemy mieć w końcu taką politykę, jaką od lat uprawiają cywilizowane państwa.

Mózg państwa

Największym problemem patriotyzmu gospodarczego był brak instytucji wiodącej, która byłaby adresatem pytań, wyznacznikiem standardów i koordynatorem tematu. Zwracaliśmy na to uwagę w naszym raporcie pt. „Patriotyzm gospodarczy AD 2025. Rekomendacje i poradnik świadomego konsumenta”.

Poszczególne działania administracji publicznej często są rozproszone na kilka podmiotów, które realizują zadania na różne sposoby, co prowadzi do braku efektywności. Dlatego bardzo cieszy fakt, że w temacie local content to Główny Urząd Statystyczny będzie pełnił wiodącą rolę.

To właśnie GUS ma mierzyć wartość krajowego wkładu w inwestycje publiczne. Co więcej, zamawiający w rządowym projekcie inwestycyjnym oraz jego dostawcy i poddostawcy będą musieli wypełnić formularz dla GUS, w którym ujawnią strukturę łańcucha dostaw w danym projekcie.

Cała idea polonizacji zamówień publicznych będzie więc precyzyjnie owskaźnikowana i miarodajna. Z czasem będziemy mogli porównywać ze sobą współczynnik polskości różnych inwestycji. Bardziej polskie będzie metro w Krakowie, czy może nowe stacje metra w Warszawie? Posiadanie takich informacji byłoby rewolucją świadomości gospodarczej Polaków.

Niezmiernie cieszy przeprowadzona w marcu ewaluacja Polityki Zakupowej Państwa, która obliguje do zwiększenia udziału polskich firm w zamówieniach publicznych. Nie chodzi o deklarację ministra czy premiera, tylko o zmianę mentalności każdego urzędnika w Polsce.

Taki dokument to – po pierwsze – karta przetargowa dla tych pracowników administracji, którzy zawsze chcieli wspierać polskie firmy, ale trafiali na biurokratyczny niedasizm. Realni patrioci pracujący w administracji mają zaś teraz pakiet narzędzi, dzięki którym łatwiej będzie przewalczyć coś, co powinno być oczywiste, czyli wybieranie polskich firm.

Dla tych natomiast, którzy gospodarczo nie myśleli dotychczas po polsku, tak wyrazisty przykład z góry może być otrzeźwiający. Niektórzy, chcąc się przypodobać, będą wychodzić przed szereg i chwalić się propolskością.

Są pierwsze efekty. Spółka Centralny Port Komunikacyjny, Polska Agencja Inwestycji i Handlu oraz Agencja Rozwoju Przemysłu podpisały listy intencyjne w sprawie budowy Portu Polska. Dzięki współpracy wzrosnąć ma udział polskich podmiotów w tej kluczowej budowie.

Kolejnym aspektem, który należy zaliczyć na duży plus, jest nadzór nad spółkami Skarbu Państwa. Mają być one precyzyjnie rozliczane z realizowania założeń ministerstwa w zakresie local content. Prezesi poszczególnych spółek deklarują, że przesadna kontrola nie jest potrzebna, a kodeks dobrych praktyk w zupełności wystarczy.

Otóż nie! Jeśli pozostawimy swobodę w zakresie definiowania polskości firm i produktów, to nic się zmieni i każda spółka Skarbu Państwa dalej będzie robić to po swojemu, szerząc tylko społeczną dezorientację.

Znów będziemy obserwować kilka niespójnych lub jawnie ze sobą sprzecznych kampanii patriotycznych robionych przez różne SSP. Dokręcenie śruby spółkom Skarbu Państwa w tym zakresie jest więc absolutnie konieczne, by osiągnąć realną zmianę.

Wiemy, jak to wygląda w praktyce. W 2018 r. przeanalizowaliśmy menu LOT-u oraz PKP, porównując je z kartami ich zagranicznych odpowiedników. Efekt był oczywisty. W menu francuskich przewoźników były tylko produkty francuskie, u niemieckich – niemieckie. W Polsce zaś nawet woda serwowana pasażerom należała do zagranicznego koncernu.

Sensowne kryteria

Doskonale prezentuje się też podział i dobór kryteriów oceny polskości:

  • 25% – kryterium dot. jednostki dominującej najwyższego szczebla mającej siedzibę w Polsce,
  • 25% – kryterium dla głównego przedmiotu działalności wykonywanego na terytorium Polski,
  • 15% – kryterium dla rezydencji podatkowej w Polsce,
  • 15% – kryterium dotyczące zatrudniania ponad 50% pracowników będących obywatelami RP lub mieszkańcami Polski płacącymi w Polsce podatki i składki ZUS,
  • 10% – kryterium dotyczące siedziby w Polsce (KRS / CEIDG) i nieprzerwanej działalności przez ≥ 3 lata,
  • 10% – kryterium dla ponad 50% rocznych obrotów generowanych w Polsce.

Uwzględniono więc zarówno produkcję i rejestrację, jak i podatki i wskaźnik zatrudnienia. To kryteria wykraczające poza to, co my opracowaliśmy, tworząc aplikację Pola. Zabierz ją na zakupy.

Sam fakt zwrócenia uwagi na tak dużą liczbę czynników jest jak najbardziej pozytywny i służy budowaniu szerokiej świadomości społecznej. Dzięki temu definicja jest jednocześnie egalitarna i elitarna.

Każda firma spełni bowiem przynajmniej jedno kryterium, ale tylko nieliczni uzyskają 100%. Również na ten aspekt zwracaliśmy uwagę w naszym raporcie o patriotyzmie gospodarczym.

Na te same kryteria powinniśmy zwracać uwagę, robiąc zakupy w markecie czy prowadząc politykę zakupową firmy. To skalowana instrukcja dla każdej jednostki administracji – od ministerstw po biblioteki oraz dla firm czy NGO-sów.

Czas na konkrety

Szybko możemy się przekonać, czy zmiana jest realna. Po takiej skali działań ministra Wojciecha Balczuna, jak i samego premiera, Rafał Trzaskowski powinien niezwłocznie podjąć decyzję o przeniesieniu pieniędzy miasta stołecznego do polskiego banku. Warszawa korzysta bowiem z usług banku, który nie jest polski, co trudno zrozumieć.

Czas też na gruntowną ewaluację „Produktu Polskiego”. Może się tak zdarzyć, że firma, która używa rządowego oznaczenia, otrzyma 0% w przedstawionej powyżej rządowej metodologii. Dwa projekty w zakresie patriotyzmu gospodarczego są bowiem ze sobą sprzeczne.

„Produkt Polski” to relikt poprzedniego podejścia, które da się streścić hasłem: „byle jak, byle było biało-czerwono”. Miejmy nadzieję, że niedługo ustąpi ono miejsca sensownym, komplementarnym i niezwykle potrzebnym działaniom w zakresie local content.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.