Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Nie będzie restauracji liberalnego świata. Systemowe wnioski z wyborów na Węgrzech

przeczytanie zajmie 10 min
Nie będzie restauracji liberalnego świata. Systemowe wnioski z wyborów na Węgrzech screen z : https://youtu.be/6WvjfTsBlZ4

Porażka Orbána powinna być ważnym memento dla polskiej prawicy. Okazało się, że ani przejęcie znaczącej kontroli nad mediami, ani zbudowanie finansowej oligarchii, ani upartyjnienie państwowych instytucji, ani także intensywne wsparcie z zagranicy nie jest gwarancją utrzymania władzy. Niedzielne wybory powinny więc końcem Orbána jako mitu i wzoru do naśladowania.

 

1. Wielka systemowa zmiana, a nie drobna korekta

Zwycięstwo Tiszy okazało się spektakularne, bo pozwoliło tej partii zdobyć większość konstytucyjną. Co ważne, jest to większość bezpieczna, bo nie wisi na jednym czy drugim pośle. Taka przewaga oznacza, że Węgry będą przechodzić systemową transformację, a nie lekką korektę.

Bez większości konstytucyjnej poważniejsze zmiany nie byłyby możliwe, bo jest ona niezbędna do wymiany kluczowych ludzi Viktora Orbána w ważnych instytucjach.

Jednocześnie kierunek zmian, jakie będą przechodzić Węgry, jest niemałą zagadką. Głównie z tego powoduje, że lider Tiszy Peter Magyar zbudował zespół od zera, ogłaszając nabór przez Facebooka.

W efekcie, przyjął ludzi bez żadnego politycznego doświadczenia – wszyscy ze 138 osobowej grupy posłów Tiszy to debiutanci parlamentarni! Węgry będą więc w najbliższym czasie świetnym polem doświadczalnym na niespotykaną skalę. A wynik tego politycznego eksperymentu jest trudny do przewidzenia.

2. To nie koniec Orbána

Viktor Orbán po 16 latach rządów oddaje władzę. Wielu, najczęściej z satysfakcją, odtrąbiło koniec „orbanizmu” jako systemu politycznego na Węgrzech. Choć porażka dotychczasowego szefa rządu jest oczywista, to jednak nie można zapominać, że głosowało na niego ok 40% Węgrów.

To wynik wyższy niż rezultaty partii, które w wielu państwach Europy wygrywają wybory. Już sam ten fakt uświadamia, że choć Orbán odsuwa się na drugi plan, to wcale nie jest powiedziane, że do władzy nie wróci.

Lider Fideszu nie wykonał żadnego politycznego ruchu, który skreślałby jego szanse na ponowne zwycięstwo, szczególnie że w wielu instytucjach zachował wpływy, a trwałość projekt Magyara jest niepewna. Tak jak Trump był w stanie wrócić do władzy, tak podobna historia może być udziałem Orbána.

Jest jeszcze jeden powód, który może to ułatwić. Tisza wygrała, bo pokazała, że może być lepszym Fideszem, a nie dokładną antytezą dotychczasowych rządzących.

To była nowość, bo poprzednie antyorbanowskie projekty opozycyjne były wyraźnie na antypodach ideowych Fideszu i zapewne właśnie z tego powodu nie wygrywały. W kampanii Magyara koncentrowano się na korupcji, oligarchii i innych patologiach, a nie frontalnym ataku na ideowe pryncypia.

Nawet w sprawie Rosji język Magyara był powściągliwy. To dowód na metapolityczny triumf Orbána – tak bardzo przesunął Węgry na swoje pozycje, że tracił władzą jedynie w walce z kimś, kto obiecał, że będzie skuteczniej kontynuował politykę Orbána bez Orbána.

3. Zainteresowanie Węgrami rekordowe za granicą

Fenomenem tych wyborów było ogromne zainteresowanie nimi za granicą, w tym w Polsce. Nie wynikało ono z tego, że Węgry zaczęły odgrywać kluczową rolę w Europie, a z faktu, że w tych wyborach chodziło o coś znacznie większego niż same Węgry.

Wybory parlamentarne były polem bitwy w wielkiej wojnie politycznej naszych czasów, jaka odbywa się między światem liberalnym a światem nowej prawicy. Ta wojna przetacza się dziś przez całą Europę i USA, tworząc klarowne obozy, w których poszczególne formacje opowiadają się za ocaleniem status quo albo antyliberalną rewolucją.

To ciekawy dowód na to, że globalizacja polityczna nigdy wcześniej nie była tak silna. Dotąd sympatie wobec poszczególnych liderów nie przebiegały po linii ideologiczno-tożsamościowej.

Węgry w tej wojnie są obecne na trzy sposoby. Po pierwsze, nad Balatonem zaczął się eksperyment „demokracji nieliberalnej” i – po drugie – to tam okazał się on najtrwalszy. Po trzecie, Orbán stał się niejako zwornikiem sił alternatywnej prawicy w Europie, czego dowodem było poparcie, jakie przed wyborami udzielali mu jej liderzy.

Dlatego śledzenie wyników wyborów na Węgrzech było tak elektryzujące – wszyscy chcieli zobaczyć, czy rosnący w siłę na Zachodzie alt-right utrzyma swoją pierwszą fortecę.

4. Dla Polski zwycięstwo Tiszy na Węgrzech to dobra wiadomość.

Kluczowym pytaniem, jakie w Polsce powinniśmy sobie stawiać, brzmi, jak wyniki wyborów na Węgrzech wpłyną na Polskę. Sytuacja wewnętrzna na Węgrzech powinna być dla nas drugorzędna.

Trzeba odpowiedzieć jednoznacznie – wynik dla Polski jest korzystny. Przede wszystkim dlatego, że Węgry Orbána odgrywały rolę rosyjskiego konia trojańskiego w Europie. O ile przed 2022 r. można było współpracę z Rosją wpisać w koszty, bo były one wówczas ograniczone, tak po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę rachunek uległ zmianie.

W efekcie swojej polityki, Węgry hamowały wsparcie dla Kijowa, sankcje wobec Rosji,  osłabiając tym samym spójność wschodniej flanki NATO.

Niewidocznym, a być może kluczowym problemem z prorosyjskością Orbána było także przesuwanie „okna Overtona” w debacie publicznej. Były premier Węgier ośmielał innych do zajmowania nawet jeśli nie jednoznacznie prorosyjskiego, to przynajmniej „pragmatycznego” stanowiska w sprawie relacji z Kremlem.

Zmiana władzy nie musi oznaczać, że Węgry Magyara dołączą do antyrosyjskich „jastrzębi” (nie da się relacji, choćby na niwie energetycznej, zmienić z dnia na dzień), ale z dużym prawdopodobieństwem nie będą osłabiać polityki Zachodu wobec Rosji.

Co ważne dla prawicy, Tisza nie jest lewicowym ugrupowaniem. Wręcz przeciwnie, to partia w duże mierze prawicowa, choć proeuropejska. Dla prawicy szukającej poparcia dla swojej polityki migracyjnej, klimatycznej czy osłabiania centralizacji UE Węgry Magyara mogą okazać się nie gorszym partnerem od Orbána. Są nawet powody, żeby uważać, że lepszym.

Orbán dzięki swojej konfrontacyjnej postawie był na marginesie polityki w UE. Pragmatyczna Tisza, która weszła do Europejskiej Partii Ludowej, będzie wpływać na europejski mainstream, co oznacza, że może być cenniejszym partnerem dla prawicy, której zależy na realnych zmianach w wspólnocie, a nie pustej retoryce.

5. Prawica pokazała strategiczną bezmyślność

Polska prawica wykazała się krótkowzrocznością w czasie tych wyborów. Wprost popierała Orbána, mimo że relacje PiS z liderem Fideszu od 2022 r. były mocno ochłodzone pod wpływem jego stosunku do wojny na Ukrainie.

Prawica niczego na wspieraniu węgierskiego premiera nie zyskała, ani Orbánowi nie pomogła, bo dla węgierskich wyborów poparcie polskiej prawicy nie miało żadnego znaczenia. Natomiast PiS poniósł w ten sposób znaczne koszty.

Po pierwsze, dla części własnego elektoratu to poparcie nie było zrozumiałe, bo Orbán w Polsce jest postacią bardzo kontrowersyjną. Po drugie, poparcie Fideszu w sytuacji, w której ta partia przegrała, negatywnie odbije się na relacjach z Tiszą, z którą za dwa lata przyjdzie współpracować, jeśli prawica w Polsce wygra wybory.

Wsparcie Orbana naturalnie popchnęło Magyara do bliższych relacji z obozem rządowym, a przecież jego agenda europejska w ważnych punktach pokrywa się z agendą polskiej prawicy.

6. Korzyść, który odnosił PiS z Orbána była mała

Przy tej okazji warto podkreślić, że PiS nie musi żałować porażki Orbána z uwagi na niedoszłe zyski z przyszłości, ale także wątpliwe zyski z przeszłości. Werbalne poparcie dla polskiej prawicy ze strony lidera Fideszu nie przekładało się na realizację żadnych istotnych dla nas interesów.

Dla przypomnienia, Orbán, będąc częścią EPL, przez lata dobrze układał się z Niemcami szczególnie w czasach Angeli Merkel, a w Brukseli realizował swoją politykę znacznie bardziej pragmatycznie – nie patrząc na Polskę.

Zostawił PiS, gdy ten nie chciał reelekcji Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Gdy zmienił front i poszedł na wojnę z mainstreamem, założył własną frakcję Patriotów dla Europy, zachodząc PiS z frakcji EKR od prawej strony.

Sympatia PiS wobec Orbána opiera się na emocjach, nie chłodnej kalkulacji.  Lider Fideszu dawał poczucie, że PiS nie jest sam w sytuacji, w której cała Europa skakała mu po głowie za sprawy związane z praworządnością.

Problem polegał na tym, że niewiele dobrego z tego wyszło. Sklejenie z Orbánem, budującym u siebie państwo mafijne, spowodowało, że Polska za czasów Zjednoczonej Prawicy była wrzucana do jednego worka z Węgrami.

Liczone były jej grzechy, których nie popełniła (obok tych, które popełniła). Finalnie to z powodu Orbána, a nie Polski przyjęto przepisy dotyczące warunkowości.

7. Strategia prawicy to prezent dla Tuska

Strategiczna bezmyślność prawicy jest prezentem dla Donalda Tuska. Wsparcie Orbána w wyborach oznacza, że jego porażka spada na polską prawicę i analogicznie wygrana Tiszy pozwala Tuskowi prezentować się jako wygrany w tych wyborach. Premier zatem na wyborach na Węgrzech zyskał, mimo że – inaczej niż prawica – żadnego ruchu w ich kontekście de facto nie wykonał.

Poczucie zwycięstwa obecnie rządzącego obozu wzmacnia to, że pierwsza zagraniczna wizyta Magyara odbędzie się w Warszawie, co będzie miało duży ładunek emocjonalny. Nie jest wykluczone, że symboliczna rola Tuska w zwycięstwie Magyara była większa, niż się wydaje, bo strategia obu polityków była bardzo podobna.

Nie kto inny jak lider KO najlepiej wie, że najskuteczniejszą metodą na pokonanie prawicy jest przejęcie jej narracji i pokazywanie się jako lepszy i skuteczniejszy realizator jej postulatów.

8. Słodko-gorzkie zwycięstwo liberałów

Ci, którzy w zwycięstwie Tiszy widzą już początek wielkiego powrotu do liberalnego świata, zawiodą się. Bohater węgierskich wyborów w wielu kwestiach daleki jest od europejskiego progresywnego mainstreamu. W węgierskim parlamencie dwiema dominującymi siłami są dziś siły prawicy.

Co najciekawsze, siłą polityczną, która weszła do parlamentu jako trzecia (i ostatnia) jest… kolejne ugrupowanie prawicowe – Nasza Ojczyzna (węg. Mi Hazánk), które krytykowało Orbana za… zbyt miękką postawę w wielu sprawach.

Formację tę założyli politycy, którzy odeszli z partii Jobbik po tym, jak zaczął on łagodzić swój radykalny wizerunek. W węgierskim parlamencie znajduje się tylko prawica, co pokazuje, że porażka Orbána nie jest zapowiedzią restauracji liberalnego świata.

9. Koniec fałszywego mitu

Porażka Orbána powinna być ważnym memento dla polskiej prawicy. Okazało się, że ani przejęcie znaczącej kontroli nad mediami, ani zbudowanie finansowej oligarchii, ani upartyjnienie państwowych instytucji, ani także intensywne wsparcie z zagranicy nie jest gwarancją utrzymania władzy.

Właśnie zakończone wybory powinny być końcem Orbána jako mitu i wzoru do naśladowania. Kolejnym ich skutkiem będzie także wakat na fotelu lidera prawicy w Europie. To szansa dla polskiej prawicy, aby zaczęła odgrywać ważniejszą rolę, inspirując ideowo innych w regionie i Europie.

Ale żeby to się stało, musi nie tylko odzyskać władzę, lecz zamiast sprowadzać swoją polityczną misję do bycia antytezą unijnego mainstreamu, powinna wypracować pozytywny program. Strategia Orbána pokazała, że w momencie gdy węgierski premier stał się antytezą swoich przeciwników, to zaczął tracić poparcie.

Korekta demokracji liberalnej powinna oznaczać wypełnienie jej republikańską i konserwatywną treścią, a nie łamaniem zasad demokracji, pluralizmu politycznego i myleniem interesu państwa z interesem partii. Polska prawica potrzebuje korygować błędy Zachodu, a nie szukać inspiracji na Wschodzie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.