Prezydent Lech Kaczyński. Romantyk czy modernizator?
Portret prezydenta Lecha Kaczyńskiego niesiony podczas 6 rocznicy tragedii smoleńskiej. Źródło: commons.wikimedia.org
W polskiej pamięci zbiorowej postać Lecha Kaczyńskiego uległa silnemu uproszczeniu. Sprowadzenie go wyłącznie do roli męczennika, który tragicznie poległ na „ołtarzu historii” w Smoleńsku, walcząc za „wolność naszą i waszą”, jest zabiegiem nieuprawnionym. On sam prawdopodobnie nie zgodziłby się na tak jednostronną identyfikację. Aby zrozumieć jego autentyczną filozofię polityki, musimy symbolicznie „zdjąć go z krzyża” narodowego mitu.
Smoleńsk jako filtr pamięci
Symptomatycznym przykładem współczesnego postrzegania Lecha Kaczyńskiego jest film Smoleńsk (2016) w reżyserii Antoniego Krauzego.
Postać prezydenta (grana przez Lecha Łotockiego) pełni tam w zasadzie dwie funkcje: jest głosem sprzeciwu wobec rosyjskiego imperializmu (symbolizowanego przez legendarną wyprawę do Gruzji) oraz ofiarą katastrofy, w której ginie wraz z małżonką Marią i pozostałymi członkami delegacji.
W jednej z finałowych scen dusze poległych łączą się z duszami polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 roku.
Ta wizja, choć artystycznie uprawniona, wpisuje się w czysto romantyczny paradygmat. Redukuje ona postać prezydenta do passusu z Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Adama Mickiewicza: „I umęczono naród polski i złożono w grobie, a królowie wykrzyknęli: zabiliśmy i pochowaliśmy Wolność”.
Nie jest moim celem krytyka tego obrazu. Z perspektywy filmoznawczej powiedziano o nim już wystarczająco dużo. Nie zamierzam też rozstrzygać przyczyn katastrofy smoleńskiej, analizować debaty, która po niej rozgorzała, ani opisywać zjawiska „tupolewizmu”, czyli instytucjonalno-proceduralnych słabości państwa.
Interesuje mnie myśl polityczna; filozofia, która w przypadku niegdysiejszej głowy państwa była znacznie bogatsza niż jej martyrologiczny wizerunek.
Romantyzm?
Sam Lech Kaczyński dystansował się bowiem od prób przypisywania mu wyłącznie romantycznego rysu. Podczas wystąpienia w Metropolitan Club w Nowym Jorku (25 września 2009) mówił wprost:
„Tradycją mojego narodu jest walka »za wolność waszą i naszą«. Ta tradycja jest mi niezmiernie bliska, ale przywiązanie do niej, wbrew krytykom, nie jest jedyną przesłanką mojej polityki. Odrzucając wszelkie sentymenty: przesłankę najważniejszą stanowią interesy mojego kraju, Europy i świata”.
W wywiadzie dla „Arcanów” z 2006 roku mówił z kolei: „Bardzo nie lubię występować w roli ofiary, a już tym bardziej nie chciałbym, żeby mój kraj występował w takiej roli”.
Prezydent odpierał też często zarzuty, podkreślając: „Uparcie mi się zarzuca, że prowadzę romantyczną politykę zagraniczną. Nie zgadzam się z tym. To, że staram się związać z Polską kraje (m. in. państwa bałtyckie – red.), które w historii były dla nas ważne, ma swoje określone cele.
Mam tu na myśli bezpieczeństwo energetyczne, poszerzenie Unii Europejskiej i NATO w takim kierunku, żeby zmienić nieco na swoją korzyść układ sił w tych organizacjach, czy chociażby ograniczyć imperialne zapędy naszych sąsiadów” (Warto być Polakiem. Idea i myśl Lecha Kaczyńskiego, str 50).
Dlaczego więc tak często zarzucano mu romantyzm? Nie jest wykluczone, że po części dlatego, że niemal wszystkie jego inicjatywy w polityce zagranicznej, słuszne w intencji i w interesie polskiej racji stanu, kończyły się niepowodzeniem.
Choć w aspekcie rozpoznania natury Rosji Lech Kaczyński wyprzedził swoje czasu, to jego legendarną wyprawę do Gruzji z 2008 roku przyćmił ówczesny prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, który zgodził się na warunki Putina (uznanie „niepodległości” Osetii Południowej i Abchazji) przekazane mu przez prezydenta Francji Nicolasa Sarkozyego.
Z kolei projekt amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terenie Polski nie doczekał się realizacji przede wszystkim dlatego, że administracja Baracka Obamy, w przeciwieństwie do ekipy George’a W. Busha, nie była nim zainteresowana, realizując wówczas politykę resetu z Rosją.
Wizja Lecha Kaczyńskiego w tym obszarze została zrealizowana dopiero lata później, wraz ze sfinalizowaniem budowy amerykańskiej bazy tarczy antyrakietowej w Redzikowie w listopadzie 2024 roku.
Podobnie rzecz miała się w polityce energetycznej. Głowa państwa nie znalazła partnera w rządzie Donalda Tuska, który nie wykazywał zainteresowania szybkim uniezależnieniem się w tej materii od Rosji.
Choć prezydent podejmował konkretne próby, jak choćby organizację szczytu energetycznego w Krakowie w 2007 roku, kluczowe projekty takie jak Baltic Pipe pozostały wówczas jedynie w sferze niezrealizowanych intencji.
Ówczesna polityka zagraniczna Lecha Kaczyńskiego bywała etykietowana jako romantyczna, co przeciwstawiano „chłodnemu realizmowi” uprawianemu wobec Rosji przez administrację Baracka Obamy, Niemcy Angeli Merkel, a w konsekwencji także polski rząd Donalda Tuska. Jednak to, co wtedy uchodziło za przejaw romantyzmu, z perspektywy czasu okazało się zmysłem rzeczywistości.
Eurorealizm
Również ze względu na swój stosunek do integracji europejskiej prezydenta należałoby zapisać do obozu eurorealistów. 6 grudnia 2007 r. w Kijowie podczas uroczystości nadania Prezydentowi RP tytułu doktora honoris causa mówił:
„Uważamy, że przy wszystkich wadach Unii Europejskiej […] jest ona rozwiązaniem najlepszym. […] Czy ogranicza ona suwerenność państw narodowych? Powiedzmy sobie smutną prawdę: tak. […] Czy Unia Europejska jest miejscem, gdzie płynie tylko słodycz i miód? Nie.
To także twarda walka o interesy […]. Czy Unia jest organizacją demokratyczną, jeśli chodzi o status poszczególnych państw? Nie, jest republiką arystokratyczną, w ramach której najsilniejsi mają znacznie więcej do powiedzenia niż słabsi”.
Lech Kaczyński podkreślał, że państwa położone w tej części kontynentu, jak Polska czy Ukraina, nie mają komfortu Norwegii, leżącej na bezpiecznych peryferiach. Muszą wybierać, po której stronie się opowiadają, mając na uwadze, że Rosja pozostaje kluczowym i ekspansywnym graczem politycznym.
Jednocześnie Lechowi Kaczyńskiemu sama obecność Polski w NATO i Unii nie wystarczała. W wystąpieniu (15 sierpnia 2008 r.) podczas wręczenia nominacji generalskich oraz orderów zasłużonym oficerom Wojska Polskiego mówił : „Mamy świetnych sojuszników, ale bronić się musimy umieć także sami”.
Modernizacja
W polityce wewnętrznej Lech Kaczyński pozostawał wiernym zwolennikiem idei Polski solidarnej, zakładającej silną i aktywną rolę państwa w życiu społecznym. Swoje podejście do obowiązków obywatelskich, w tym do podatków, wyłożył m.in. w liście z 15 stycznia 2010 roku:
„Podatki stanowią jedno z najważniejszych źródeł dochodu państwa. Nikt nie może uchylać się od ciążącego na nim obowiązku podatkowego, ponieważ godziłoby to w elementarne zasady obywatelskiej wspólnoty i solidaryzmu społecznego. Państwo jest uprawnione do egzekwowania przepisów prawno-podatkowych i dochodzenia swoich interesów”.
Prezydent krytykował też wizję państwa sprowadzonego wyłącznie do roli „nocnego stróża”, ograniczającego się do funkcji zapewniania bezpieczeństwa w swoim podstawowym znaczeniu . Argumentował to w następujący sposób:
„Państwo »nocny stróż« – wszyscy na pewno o tym słyszeli – innych obowiązków nie ma. […] Przyjmowano założenie, że głównym zagrożeniem dla obywatela jest jego własne państwo, więc trzeba zbudować system, który powściąga je przed jakimikolwiek działaniami, by chronić wolność.
Myślę, że to zrozumiała reakcja na totalitaryzmy: faszyzm, nazizm i komunizm. […] Ale czy przeciętny obywatel w swoim życiu jest częściej narażony na krzywdę ze strony państwa, czy ze strony chuligana, bandyty na ulicy, złodzieja, agresywnego współmałżonka czy choćby sąsiada? Moje głębokie przekonanie jest takie, że w państwie demokratycznym to drugie zagrożenie jest w istocie większe”.
Na lata przed zainicjowaniem (niezrealizowanego koniec końców) projektu Izera, Lech Kaczyński postulował potrzebę stworzenia rozpoznawalnej polskiej marki. Podczas wykładu w 2009 roku pt. „Gospodarka w obliczu kryzysu i jej społeczny wymiar” mówił:
„Jestem najgłębiej przekonany, że w naszym kraju problem innowacyjności powinien być w dużo większym stopniu przedmiotem zainteresowania państwa, także w kwestii środków. Nie dlatego, że państwo powinno być wszechmocne, ale dlatego, że inne metody, przynajmniej na razie, się nie sprawdzają. […]
Często pada pytanie, czy nasz kraj jest w stanie zbudować swoją Nokię. Otóż jestem najświęciej przekonany, że Polskę na to stać. Jednak ta polska Nokia musi być ściśle związana ze sprawnie funkcjonującym państwem, takim, które bierze na siebie obowiązki, którym inni nie są w stanie sprostać. To państwo oparte na zasadzie pomocniczości, ale i żelaznej zasadzie solidaryzmu społecznego”.
Synteza romantyczno-pozytywistyczna
Profesor Ryszard Bugaj, niegdysiejszy doradca prezydenta, wspominając Kaczyńskiego miesiąc po katastrofie smoleńskiej, zauważył: „Był przekonany, że dobrze jest, by nierówności na świecie były limitowane. Pewnie znaczenie miały tu jego chrześcijańskie poglądy oraz rodzinne dziedzictwo PPS-u”.
Wspomniane tradycje Polskiej Partii Socjalistycznej uosabiał w życiu braci Kaczyńskich m.in. Jan Józef Lipski. To on odegrał istotną rolę w ich młodości i zaangażował ich w działalność opozycyjną w ramach Komitetu Obrony Robotników (KOR).
Czytelnika o poglądach ściśle wolnorynkowych to „lewicowe odchylenie”, jak ująłaby to krytyk, może niepokoić. Należy jednak zaznaczyć, że Lech Kaczyński bynajmniej nie był przeciwnikiem kapitalizmu jako takiego. Na konferencji pracodawców w 2009 roku wyjaśniał:
„Bez dominacji sektora prywatnego reguły rynkowe nie mogą funkcjonować, z czego świetnie zdaję sobie sprawę. Poza tym kapitalizm kapitalnie pasuje do polskiego charakteru narodowego.
Miliony firm, które powstały w Polsce, wskazują, że Polacy lubią mieć los swój i swoich rodzin we własnych rękach; że lubią ryzykować. Poprzedni ustrój był słabo dostosowany do polskiej rzeczywistości, obecny zaś pasuje do niej nieporównanie lepiej. To prawdopodobnie powód, dla którego, mimo wszelkich słabości, Polska odniosła w ciągu ostatnich 20 lat sukces”.
Kim zatem ideowo był Lech Kaczyński? Być może najlepiej zdefiniował się sam, charakteryzując postać Jana Nowaka-Jeziorańskiego:
„Do jego licznych zasług należałoby dodać jeszcze jedną: dokonanie w własnej myśli i postawie syntezy pomiędzy dwoma najważniejszymi nurtami polskiej tradycji, romantycznym i pozytywistycznym, powstańczym i organicznikowskim. Jan Nowak-Jeziorański nie negował racji żadnej z tych formacji, lecz czerpał z obydwu to, co najcenniejsze”.
Projekty, za które Lech Kaczyński był współodpowiedzialny: Muzeum Powstania Warszawskiego, Europejskie Centrum Solidarności czy Centrum Nauki Kopernik, zwyczajnie stanowią żywy dowód jego syntezy romantyzmu z pozytywizmem.
Fałszywa alternatywa
Katastrofa smoleńska doprowadziła do zjawiska, które badacze i publicyści, tacy jak Antoni Dudek czy Ludwik Dorn, określili mianem „podziału posmoleńskiego”. Oparty był on przede wszystkim na sporze o naturę i przyczyny tej tragedii.
Jacek Sokołowski uzupełnia ten obraz o aspekt tożsamościowy. W książce Transnaród pisał:
„Nie tylko oba [modele tożsamości – red.] wykluczały się wzajemnie, ale też każdy z nich pozostawiał poza swoim obszarem doświadczenia historyczne dużej części społeczeństwa, która ani nie odnajdywała się w afirmacji romantycznej ofiary, ani też niekoniecznie chciała postrzegać własną historię jako powód do nieustannego bicia się w piersi.
Oba jednak stopniowo zdominowały przestrzeń publiczną, a pęknięcie między nimi zaostrzyło się szczególnie po katastrofie smoleńskiej. Była ona bowiem idealną prefigurą mitu romantycznego – tragiczną ofiarą poniesioną w imię dobrych intencji, rzucającą na rzeczywistość cień strasznej tajemnicy.
Ci, którzy odrzucali jej mistyczne znaczenie i chcieli traktować ją jak zwykły wypadek, odrzucali zarazem cały ten mit i opartą na nim tożsamość. Dlatego też zostali potraktowani przez «romantyków» jako osoby odrzucające polskość w ogóle”.
Z perspektywy analizy myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego jest to jednak alternatywa fałszywa. Prezydent nie był bowiem wyłącznie rzecznikiem, jak ująłby to krytyk, „obciachowego” romantyzmu czy dobrych chęci nie mierzących sił na zamiary.
W warstwie ideowej Lech Kaczyński jawił się też jako modernizator i pozytywista. Postulował budowę państwa silnego i suwerennego, nie tylko w wymiarze energetycznym, lecz także posiadającego własne, rozpoznawalne polskie marki jako atrybuty nowoczesności.
***
To, co starałem się powyżej zarysować, stanowi w gruncie rzeczy typ idealny myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego.
Jak to jednak z konstrukcjami teoretycznymi bywa, nigdy nie materializują się w pełni, a zebrane w całość z porozrzucanych listów i wystąpień nie mogą rościć sobie prawa do bycia czymś więcej niż interpretacją.
Krytycy nie bez przyczyny mogą wytykać nieścisłości, jakie pojawiały się na styku tak zdefiniowanej myśli i codziennej praktyki politycznej Lecha Kaczyńskiego. Warto w tym miejscu przywołać passus z książki Daleko od Wawelu, poświęconej kuluarom tamtej prezydentury:
„To była dobra wizja, jeśli nie dla całej, to przynajmniej dla konserwatywnej Polski. Szczególnie po poprzednich kadencjach: Lecha Wałęsy (kłótliwej i z cieniem, który rzucały postacie takie jak Mieczysław Wachowski) oraz Aleksandra Kwaśniewskiego (prezydentury sprawnej, ale uważanej za bezideową).
Co z tego, skoro Kaczyński nie potrafił wyjść ze swoją wizją poza »Lucień« (miejsce seminariów prezydenta z intelektualistami – red.). Na zewnątrz nie było widać niczego oprócz bałaganu, kłótni na zapleczu, chwiejności charakteru”.
Lech Kaczyński nie był politykiem wolnym od potknięć i błędów, które nieprzychylne mu media oraz opozycja chętnie eksponowały, a niekiedy, mówiąc bardzo delikatnie, hiperbolizowały.
Można się z tą myślą nie zgadzać, można inaczej rozkładać akcenty, ale ignorowanie jej zuboża naszą debatę publiczną. Ktoś może oczywiście zapytać: „No dobrze, ale co nam po świecie idei?”. Uzasadnieniem niech będzie ten ostatni już cytat z prezydenta. W liście z 22 lutego 2007 roku pisał:
„Naród jest wspólnotą żywych i umarłych. Ta głęboka prawda niesie ze sobą wiele znaczeń istotnych dla każdego człowieka. Mówi nam ona, że niezależnie od swojej aktualnej sytuacji życiowej, nigdy nie powinniśmy godzić się z myślą o samotności. Zawsze bowiem możemy znaleźć otuchę we wspomnieniach o naszych bliskich zmarłych i żywić nadzieję, że są oni teraz orędownikami naszych spraw u Boga.
W pamięci o tych, którzy poprzedzili nas w ziemskiej wędrówce, zawiera się również przykład ich postępowania, wartości, którymi się kierowali, i postaw, jakie przyjmowali wobec wyzwań swojego czasu”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

