Edukacja zdrowotna jednak obowiązkowa. Czy to szansa dla konserwatywnych rodziców?
Edukacja zdrowotna jednak będzie przedmiotem obowiązkowym, ale bez komponentu dotyczącego seksualności. W tym aspekcie rodzice dalej będą mieli prawo decydować. Czy to dobry pomysł?
Przedmiot obowiązkowy
9 kwietnia minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, a komponent dotyczący edukacji seksualnej pozostanie – jak do tej pory – fakultatywny.
W rozmowie z Konradem Piaseckim na antenie TVN24 szefowa resortu edukacji mówiła: – Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września, tak jak planowaliśmy, od klasy czwartej w szkole podstawowej i dwa lata w szkołach ponadpodstawowych.
– Obowiązkowa edukacja zdrowotna z wszystkimi niezbędnymi komponentami dotyczącymi higieny, ruchu, zdrowia psychicznego, odżywiania, wiedzy o zdrowiu ogólnym […] natomiast też respektując pewne konstytucyjne uwarunkowania i presję bardzo dużej części środowisk, że chcą móc decydować […].
Jedna–dwie godziny w roku, w zależności jak nam przygotują eksperci program, będą do decyzji rodziców – dodała Nowacka, komentując kwestię segmentu edukacji seksualnej.
Kontrowersyjny komponent
Ów segment pozostaje głównym punktem spornym całej sprawy. Gdy przedmiot wchodził do szkół, środowiska konserwatywne zwracały uwagę, że zgodnie z polską konstytucją rodzice mają prawo do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
W bieżącym roku szkolnym, przed wyborami prezydenckimi, zdecydowano, by edukacja zdrowotna pozostała nieobowiązkowa cele – jak mówiła minister Nowacka – uniknięcia „politycznej awantury”.
Jak pisała na tych łamach Anna Grąbczewska we wrześniu ubiegłego roku, sam pomysł przedmiotu, na którym uczniowie mają uczyć się o zdrowiu swoim i swoich rówieśników, jest słuszny. Jednak poruszanie podczas zajęć tak delikatnej kwestii jak seksualność, a dodatkowo wyeliminowanie z podstawy nauczania treści o wartości trwałych związków, budzi społeczny sprzeciw.
„Ministerstwo zlikwidowało Wychowanie do życia w rodzinie, którego treści wpisane były w kontekst przygotowania do budowania trwałego związku i zakładania rodziny. Aktualnie edukacja seksualna jest natomiast elementem nauczania o szeroko pojętym zdrowiu – fizycznym, psychicznym, środowiskowym, społecznym […]
Problemem nie jest więc przedmiot jako taki, ale jego część – bardzo delikatny temat edukacji seksualnej, o której nie da się mówić w sposób neutralny światopoglądowo” – pisała Grąbczewska.
Wpływ rodziców
W grudniu 2024 roku na kanałach Klubu Jagiellońskiego w temacie edukacji zdrowotnej wypowiadał się Piotr Trudnowski. Analizując program oraz debatę wokół samego przedmiotu, zwrócił uwagę na konieczność wzięcia odpowiedzialności przez rodziców.
– W idealnej sytuacji kwestia seksualności byłaby podzielona na dwa punkty. Pierwszym jest minimum programowe i pojęcia takie jak homoseksualizm, transpłciowość czy orientacja seksualna, o których dzieci dowiadują się w szkołach.
Natomiast za tym idzie od razu drugi punkt, który moim zdaniem musi się znaleźć w podstawie programowej; mianowicie, że każdy ma prawo do własnej etycznej oceny tych zjawisk oraz że rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie z przekonaniami – mówił były prezes Klubu Jagiellońskiego.
– Chciałbym takiego przedmiotu, na którym porusza się kwestie moralnie kontrowersyjne, ale zastrzega się, że każdy może myśleć o tym inaczej i nie ma w tym nic złego. Wówczas dziecko będzie wiedziało, że po zajęciach najlepiej podejść do rodziców i dowiedzieć się, jakie oni mają zdanie na ten temat. To byłby dobry pretekst do tego, aby rodzice zaczęli ze swojej autonomii i swoich praw realnie korzystać – kontynuował ekspert KJ.
Komentując protest środowisk konserwatywnych, Trudnowski zauważył, że w dłuższej perspektywie będzie on nieskuteczny, bo większość społeczeństwa popiera wprowadzenie jakiejś formy edukacji seksualnej w szkole.
– Większość Polaków popiera edukację seksualną, a ja uważam, że to jest bardzo wygodna pozycja oczekiwania, aż szkoła załatwi za nas wszystkie trudne tematy i wyręczy nas w wychowaniu naszych dzieci – stwierdził Piotr Trudnowski.
Były prezes KJ zauważył także, że tak głęboko zakorzeniony sprzeciw wobec poruszania tematów seksualności grozi powstaniem prawicowej wersji ideologii woke i swoistym „safetyzmem”, gdzie chronimy dzieci przed czymkolwiek, z czym się nie zgadzamy.
– Drogą nie jest zamykanie dzieci w wieżach z kości słoniowej i zakładanie, że są tematy, z którymi nigdy nie będą musiały się konfrontować. […] Konserwatywna diagnoza mówi jasno, że musimy dostarczać dzieciom pewnego rodzaju stresory, dzięki którym będą mogły się zahartować na dorosłość. […] Edukacja zdrowotna może być taką szczepionką, która pomoże nam wszystkim wychować dzieci w dobry konserwatywny sposób – mówił Trudnowski.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
