Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Prawicowy marsz przez instytucje. Jak Orbán chciał tworzyć alternatywę dla liberalizmu

przeczytanie zajmie 7 min
Prawicowy marsz przez instytucje. Jak Orbán chciał tworzyć alternatywę dla liberalizmu Mr. Viktor Orban Prime Minister of Hungary giving speech in Foreign Ministry to Ambassadors (July 16, 2013)” by MEAphotogallery, CC BY-NC-ND 2.0

Viktor Orbán jako jedyny z prawicowych krytyków Unii Europejskiej zaproponował całościową odpowiedź na zachodni liberalizm dotychczasowego mainstreamu. Czy udało mu się przeprowadzić kontrrewolucję nad Dunajem?

„Sorosmentes”

Jest 2014 rok naszej ery. Cała Europa została podbita przez liberalizm. Cała? Nie! Jedno państwo zamieszkane przez nieugiętych Madziarów wciąż stawia opór mainstreamowi i uprzykrza życie eurokratom.

Tak przynajmniej widzi to premier Węgier Viktor Orbán, który dokładnie w 2014 roku wygłosił słynną mowę o demokracji nieliberalnej, w której uznał, że dotychczasowy model zachodniego systemu politycznego zawiódł i zagraża interesom poszczególnych narodów.

Ów opór, o którym powiedział węgierski szef rządu, zaowocował przedstawieniem bodaj jedynej pełnej odpowiedzi instytucjonalno-kulturowej na liberalny, europejski mainstream i jego politykę.

Trzy lata po wystąpieniu Orbána, jeszcze przed trzecią wygraną Fideszu, cały kraj został oblepiony plakatami o treści „Sorosmentes” (w języku węgierskim „mentes” jest stosowane jako „bez”, „pozbawione” np. „cukormentes” w nazwie napojów gazowanych bez cukru), które wisiały również podczas kampanii w 2018 roku.

Trzy lata po niej, w 2021 roku, w najchudszych dla konserwatystów latach, Węgry nakazały foliować książki zawierające treści o charakterze homoseksualnym celem utrudnienia nieletnim dostępu do takich pozycji. Dwa lata później karę za swoje zaniedbania związane z tym obowiązkiem zapłaciła Lira, jedna z największych sieci księgarni.

Te głośne wydarzenia sprawiły, że Węgry stały się z biegiem czasu pewnym punktem odniesienia dla światowej prawicy. Profile w mediach społecznościowych kierowane głównie do młodego anglosaskiego odbiorcy płci męskiej ukazywały Budapeszt jako czyściutką stolicę (stawianej jako przeciwieństwo wobec Paryża i Londynu), a Orbána jako prawdziwie chrześcijańskiego rządzącego.

Rzeczywiście – węgierskie soft power rośnie w siłę. Narracje afirmujące o rodzinę, wartości chrześcijańskie oraz obronę granic bardzo szybko granice państwa węgierskiego przekroczyły. Swoją zasługę mają w tym liberalne media, także polskie – Orbán zdobył serca młodych prawicowców z innych krajów między innymi za sprawą postawy „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”.

Czy rzeczywiście węgierski szef rządu przeprowadził nad Dunajem kontrrewolucję? Oczywiście, że nie. Za takową bowiem musielibyśmy uznać oblepienie całego kraju plakatami pro-life bez zmian prawnych, zafoliowanie Heartstoppera (przy jednoczesnym utrzymaniu związków partnerskich) i wspomnienie o Koronie Świętego Stefana w węgierskiej ustawie zasadniczej, mimo że za głęboko wierzących uważa się kilkanaście procent Węgrów.

Prawy marsz przez instytucje

Pomimo powierzchowności kulturowej polityki partii Viktora Orbána, należy oddać Fideszowi, że przedstawiona alternatywa odniosła także pewne sukcesy. Nie chodzi jedynie o fakt, że na czele najważniejszych instytucji kultury, takich jak budapesztański Teatr Narodowy czy Węgierska Akademia Sztuki stoją ludzie podzielający poglądy rządu.

Węgrzy bardzo szybko zorientowali się, jaka jest rola think tanków we współczesnym świecie i postanowili wyjść z własną inicjatywą. O ile przekaz w mediach krajowych – zdominowanych przez zauszników Orbána – bardzo rzadko niesie za sobą wartość intelektualną i opiera się głównie na emocjach oraz kontrowersyjnych nagłówkach, o tyle inaczej sprawa ma się gdy mówimy o węgierskim soft power publicystycznym, jakim jest anglojęzyczne „Hungarian Conservative”.

Ów stosunkowo młody projekt (powstały w 2023 roku) był w zamyśle pewnym oknem na świat – anglojęzyczną odpowiedzią na krytykę Węgier przez zagraniczne media. Warto też wspomnieć, że za jego sprawą węgierscy konserwatyści mogą promować własną agendę bez posługiwania się zagranicznymi prawicowymi kanałami.

„Hungarian Conservative” to portal internetowy oraz kwartalnik, jak twierdzi sama redakcja, „poświęcony współczesnym zagadnieniom politycznym, filozoficznym i kulturowym z perspektywy konserwatywnej”. Znajdziemy w nim liczne wywiady, eseje, artykuły dotyczące szeroko pojętych nauk humanistycznych, a nawet osobny dział poświęcony węgierskiej diasporze.

Do współpracy przy jego tworzeniu zaproszeni zostali także analitycy, publicyści i naukowcy z innych państw. Węgry stawiane są tu w roli tych, którzy kreują trendy i dają młodym prawicowym intelektualistom platformę.

Mówiąc o węgierskich think tankach powiązanych z Fideszem i zajmujących się organizacją konferencji oraz wydawaniem raportów, nie sposób pominąć Danube Institute z siedzibą w Budapeszcie. Analitycy powiązani z tą – jak sama siebie określa – konserwatywną instytucją nierzadko goszczą w węgierskich mediach.

Interesujące jest mocne zorientowanie instytutu na współpracę międzynarodową, między innymi z Heritage Foundation. Zespół Danube Institute „importuje” zagranicznych ekspertów celem umiędzynarodowienia przekazu i przeniesienia go na grunt anglojęzyczny.

Jeszcze ciekawszym przykładem instytucji umocnionej przez Fidesz i odgrywającej istotną rolę na arenie międzynarodowej jest swoista kuźnia elit MCC, czyli Mathias Corvinus Collegium. Krążą o nim pogłoski idealnie opisujące charakter instytucji: jeśli w Brukseli, przy Parlamencie Europejskim, odbywa się jakiekolwiek konserwatywne wydarzenie to na 90% zorganizowało je MCC.

Wbrew nazwie nie jest to bynajmniej akademia ani uniwersytet, lecz instytucja organizująca konferencje, seminaria i kursy, a także oferująca programy stypendialne dla najzdolniejszych uczniów, studentów, doktorantów i badaczy. Co istotne, MCC od 2010 roku (czyli od dojścia Fideszu do władzy) utrzymuje swoje oddziały także na terenie Siedmiogrodu: w Kolozsvarze i Udvarhely.

Stypendia są przyznawane badaczom zajmującym się ekonomią, naukami humanistycznymi, społecznymi oraz komunikacją medialną. MCC prowadzi także warsztaty dla dzieci dotyczące doradztwa zawodowego, warsztaty dla rodziców oraz inne specyficzne programy nakierowane na konkretne grupy ludzi.

To jednak tylko wewnętrzny wycinek węgierskiej ofensywy. Miejmy na uwadze, że politycy Fideszu lubią pojawiać się na wydarzeniach międzynarodowych.

Make Europe Great Again!

MEGA wprost skopiopwane od trumpowskiego MAGA stało się hasłem węgierskiej prezydencji w Unii Europejskiej w 2024 roku. Wówczas Viktor Orbán w ramach „misji pokojowej” odwiedził Ukrainę, Rosję, Baku, Pekin oraz Stany Zjednoczone, gdzie spotkał się z Donaldem Trumpem.

W bieżącym roku na Węgrzech odbyła się konferencja CPAC, a następnie „wielkie spotkanie patriotów”, na którym pojawili się przedstawiciele jednego z większych zagranicznych projektów Fideszu ostatnich lat – frakcji Patrioci dla Europy.

Oba wydarzenia mają jeden cel: przedstawienie węgierskiej wizji polityki i umocowanie pozycji tego państwa na arenie międzynarodowej, a w tym roku również wsparcie Viktora Orbána w wyborach parlamentarnych.

Fidesz od dłuższego czasu krytykuje UE i opowiada się za silnym sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi. Przez ostatnie lata Orbán stał przy Donaldzie Trumpie na dobre i na złe, odwiedzał go w czasie, gdy ten nie był „już i jeszcze” prezydentem USA.

Nawet patrząc z estetycznego punktu widzenia na przekaz Fideszu, zauważymy spore inspiracje amerykańskim stylem, takie jak efekty specjalne czy muzyka rockowa. Orbánowi bardzo miła jest retoryka Trumpa o zwalczaniu liberalizmu, „dążeniach do pokoju” oraz obcięcie USAID dla lewicowych mediów, które nierzadko uderzały także w Węgry.

Frakcja Patriotów dla Europy to z kolei pole do działania Fideszu na arenie UE z relatywnie mocnej pozycji – miejmy na uwadze, że po opuszczeniu Europejskiej Partii Ludowej formacja węgierskiego premiera była niezrzeszona.

Inicjatorem powstania nowej frakcji był Viktor Orbán, który ogłosił jej manifest wraz z Andrejem Babisem oraz Herbertem Kicklem. Wkrótce do pionierów dołączyły się kolejne ugrupowania, między innymi polski Ruch Narodowy, hiszpański Vox i portugalska Chega.

Mimo różnych poglądów partie łączy podobny cel: sprzeciw wobec federalizacji UE. Orbán wrócił więc z hukiem do unijnej gry, przenosząc swój światopogląd na pole europejskie. Wrócił już nie jako niezrzeszone enfant terrible, lecz jako budowniczy prawicowej alternatywy, notabene dosyć zręczny, gdyż frakcja powstała niedługo po wyborach.

Patrząc na konwencję, która odbyła się 24 marca, projekt Patriotów dla Europy okazał się opłacalny także na arenie wewnętrznej: Węgrzy mogli posłuchać wypowiedzi liderów partii wchodzących w skład frakcji, którzy mówili o Orbánie w samych superlatywach.

W uszach przeciętnego słuchacza niektóre określenia mogły brzmieć wręcz groteskowo (np. kiedy Orbána porównywano do Michała Anioła czy nazywano węgierskim lwem).

Orban nie będzie wiecznie trwać

Cała ta ofensywa nie spowodowała, że Patrioci dla Europy wywrócili europejski stolik do góry nogami, a Orbán przestał być odrzucany na Zachodzie. Projekt kulturowo-instytucjonalny, zwłaszcza patrząc na miałkość prawicy w innych krajach, może imponować, ale na pewno nie jest rewolucyjny.

Fidesz dopasował się do realiów współczesnego świata i rzeczywiście tworzy pewną alternatywę. Nie jest ona jednak w stanie zażegnać problemów gospodarczych kraju, zwalczyć korupcji, w której Węgry są unijnym liderem, ani nawet ocieplić wizerunku Orbána poza prawicową bańką.

Pytanie brzmi, na ile jest to projekt trwały. Nawet jeśli rządy Fideszu nie skończą się po nadchodzących wyborach, to i tak węgierski szef rządu kiedyś władzę odda. Czy przyjdą po nim prawicowi następcy? Jaki będzie ich stosunek do instytucjonalnego dziedzictwa Fideszu? Dowiemy się dopiero w kolejnych latach.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.