Katolicki Tinder w Polsce? Takie aplikacje już istnieją i mogą mieć sens
W środę 1 kwietnia w mediach społecznościowych Klubu Jagiellońskiego poinformowaliśmy o przygotowywaniu nowej randkowej aplikacji „Kinder”, gdzie katolik miałby szansę znaleźć katoliczkę, a konserwatysta konserwatystkę. Data publikacji nie była przypadkowa, ale co jeśli ten primaaprilisowy żart ma w sobie więcej, niż się wydaje?
Tinder – rak relacji
Wielokrotnie na tych łamach przywoływaliśmy dane dot. Tindera i jego zgubnego wpływu na relacje międzyludzkie. Aplikacja, która rzekomo miała pomagać ludziom w znajdowaniu drugich połówek, służy zupełnie innym celom.
Algorytm Tindera skrojony jest pod jak najdłuższe utrzymywanie uwagi użytkownika oraz jego powroty. Na tym polega ten biznes. Dane wskazują, że zaledwie 9 proc. związków tworzonych przez młodych dorosłych poznało się online, mimo iż 70 proc. z nich korzysta z aplikacji randkowych.
Co więcej, jak pokazują dane ze strony SwipeStats, średni wskaźnik dopasowań dla mężczyzn wynosi zaledwie 5,3 proc. Jednak to mediana na poziomie 2 proc. oddaje prawdziwe doświadczenie przeciętnego użytkownika płci męskiej. To oznacza, że otrzymuje on jedno dopasowanie na każde 50 zaakceptowanych profili. Jednocześnie wśród kobiet średni wskaźnik dopasowań waha się w okolicach 44 proc., a mediana wynosi 41,2 procenta.
Między innymi ta dysproporcja, jak również model biznesowy Tindera, wpływają na brak nawiązywania relacji, a także stabilności związków poznanych online. Czy da się to zrobić inaczej?
Algorytmy dopasowania
Na przeciwległym biegunie w podejściu do algorytmizacji związków znajdują się próby poszukiwania trwałości. Fundamentalnym osiągnięciem w tej dziedzinie jest algorytm Gale’a-Shapleya, za który Alvin Roth i Lloyd Shapley otrzymali w 2012 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych.
W skrócie chodzi o dopasowanie par w grupie o równej liczbie mężczyzn i kobiet tak, aby powstały tylko stabilne i trwałe pary. Co ciekawe, algorytm wypracowany przez noblistów zakłada, że przy konkretnym ustawieniu da się przezwyciężyć wpływ wyglądu i doprowadzić do tego, aby to wartości miały kluczowe znaczenie w podejściu do potencjalnej partnerki lub partnera.
Ten system jest trudny do zastosowania w aplikacji randkowej ze względu na niestabilną i nierówną grupę użytkowników. Wiadomo jednak, że jest stosowany często przez oddolne inicjatywy quickdatingowe i matchmakingowe w środowiskach katolickich.
Całość bowiem rozchodzi się nie o brak algorytmu, ale o zły algorytm. Tinder nie jest z natury swej zły, ale wyrządza ludziom krzywdę, karmiąc ich złymi dopasowaniami lub ich brakiem. Jak widać, jest jednak możliwość takiego sformułowania algorytmu, aby za swój cel obrał połączenie ludzi w trwałe pary, a nie trzymanie ich przy sobie.
Katolicka rewolucja randkowa
W ostatnich latach rosnącą popularnością cieszą się aplikacje randkowe o konkretnym charakterze tożsamościowym, np. katolickim, konserwatywnym czy chrześcijańskim. Na czele z takimi aplikacjami i portalami jak CatholicMatch, Salt (dostępna w Polsce), Righter czy Upwards zyskują pewną popularność. Chociaż nadal pozostają daleko w tyle za gigantami technologicznymi, to ich wpływ nie pozostaje bez znaczenia.
Platforma CatholicMatch, założona w 1999 roku, stanowi najstarszy i najbardziej rozpoznawalny punkt odniesienia na rynku randkowania wyznaniowego w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Miała być odpowiedzią na kryzys zawierania sakramentalnych związków małżeńskich.
Jak pokazują szczegółowe dane Centrum Badań Stosowanych w Apostolstwie (CARA) przy Uniwersytecie Georgetown, podczas gdy w roku 1970 zawarto 426 309 ślubów katolickich, tak w 2024 r. liczba ta spadła do nieco ponad 111 tysięcy. Oznacza to spadek o blisko 75 proc. w ciągu półwiecza, pomimo jednoczesnego wzrostu całkowitej populacji amerykańskich katolików z 47,8 miliona do 68 milionów osób.
CatholicMatch zrezygnowało z szybkiego przesuwania. Proces rejestracji przypomina formularz psychologiczno-teologiczny. Oprócz tradycyjnych preferencji, takich jak wiek czy wygląd, użytkownicy określają swój stopień zgodności z nauczaniem Kościoła katolickiego w siedmiu kluczowych dogmatach i zagadnieniach etycznych (m.in. antykoncepcja, czystość przedmałżeńska, święcenia, znaczenie Eucharystii).
Platforma nie publikuje co prawda na bieżąco danych statystycznych dot. logowań i użytkowników, jednak z różnych szczątkowych statystyk publikowanych przez przedstawicieli firmy możemy wywieść konkretny obraz sukcesu CatholicMatch.
Przedstawiciele firmy poinformowali, że w pierwszych dwóch miesiącach 2023 roku ponad 500 użytkowników anulowało swoje konta, podając jako powód odnalezienie partnera życiowego w serwisie. Co więcej, każdego miesiąca wpływa od 80 do 100 sformalizowanych historii zaręczyn i małżeństw, które są poddawane publikacji na blogu sukcesów (tzw. Success Stories).
Daje to liczbę ponad 1200 udokumentowanych relacji małżeńskich w skali roku, co w porównaniu z nieco ponad 100 tys. zawieranych małżeństw katolickich daje obraz wymiernego wpływu platformy. Oczywiście, jeśli założymy, że dane podawane przez firmę są rzetelne.
Przynęta na konserwy
Odmiennie sytuacja wygląda z aplikacją Upwards, która należy do korporacji Match Group Americas – firmy, która swoje udziały ma w potęgach rynku takich jak Tinder, match.com czy Plenty of Fish. To w oczywisty sposób wymaga różnicy strukturalnej.
Aplikacja reklamowana jako platforma „Gdzie spotykają się wiara i wartości” (Where Faith and Values Meet) jest w istocie jedynie przynętą na wierzące osoby z pokolenia Z i millenialsów. Algorytm Upward jest w dużej mierze kopią mechaniki Tindera (swipe w lewo lub prawo), na którą nałożono warstwę teologiczną poprzez integrację w profilu tzw. „oświadczeń wiary” (faith statements), które również są jedynie sposobem przyciągnięcia uwagi.
Użytkownicy w wersjach darmowych niezwykle rzadko przekraczają próg 200 wyświetleń, ze względu na ukrywanie osób, które wyraziły polubienie, dopóki użytkownik nie wykupi drogiej subskrypcji „Elite”. Co więcej, algorytm często rozszerza promień wyszukiwania geograficznego na całe kraje, oferując dopasowania z miast oddalonych o setki kilometrów, by podtrzymać iluzję aktywności, co prowadzi do frustracji i zniechęcenia.
Model biznesowy Upwards jest więc taki sam jak Tindera, a piękne hasła o spotkaniu się wiary i wartości są jedynie przynętą na konserwatywnie myślących młodych.
Make dating great again
Niezwykle ciekawy jest też temat aplikacji randkowych dla osób o poglądach konserwatywnych, acz niekoniecznie religijnie nastawionych. Tu z pewnością prym wiedzie aplikacja Date Right, wcześniej znana jako The Right Stuff. Inicjatorami byli m.in. John McEntee (były urzędnik administracji Trumpa) oraz Daniel Huff, a całą inwestycję wsparł miliarder Peter Thiel.
Aplikacja ma na celu przyciąganie osób o poglądach konserwatywno-republikańskich, aby poznawały się i tworzyły związki. Chociaż liczba udokumentowanych pobrań na poziomie 300 tys. zdaje się być wręcz minimalna na tle gigantów rynku, to ciekawy jest rozkład demograficzny użytkowników – 54 proc. to mężczyźni, a 46 proc. to kobiety.
Na rynku tak bardzo zdominowanym przez mężczyzn osiągnięcie tak zrównoważonej proporcji płci jest fenomenem na ogromną skalę. Przypomnijmy, że Tinder to aplikacja z 75-procentowym udziałem mężczyzn i ze stosunkiem wskaźnika matchy wynoszącym niemal 1:20.
Warte odnotowania jest też zaangażowanie Date Right w kształtowanie tożsamości i wzmacnianie już wcześniej wyklarowanych poglądów wśród swoich użytkowników. Firma regularnie organizuje ekskluzywne wydarzenia offline dla swoich członków, takie jak seria imprez wyborczych „Make America Hot Again” w Nowym Jorku.
Ciężko nie odnieść wrażenia, że w dobie napiętej polaryzacji społeczeństwa takie inicjatywy wzmacniają ją, a dodatkowo zamykają na spotkanie osób o innych poglądach. Już obecnie poglądy polityczne stały się cechą definiującą tożsamość na równi z wyznaniem. Można wręcz powiedzieć, że takie aplikacje potęgują zjawisko określane mianem „wojny płci”, która – jak się wydaje – szczególnie w Stanach zatacza coraz szersze kręgi.
Jak pokazują badania, aż cztery na dziesięć młodych kobiet w USA deklaruje silne poglądy polityczne, a znaczny odsetek odrzuca możliwość spotkania z osobą z przeciwnej strony politycznej barykady.
Państwowy „tinder”
W grudniu zeszłego roku na tych łamach Przemysław Batorski pisał o pomyśle dot. państwowej aplikacji matchmakingowej, która miałaby pomóc w walce z kryzysem demograficznym.
„Podsumowując: gdyby w Polsce miał powstać «państwowy Tinder», musiałyby być spełnione przynajmniej trzy warunki. Platforma matchmakingowa musiałaby być atrakcyjna dla użytkowników; musiałaby w skuteczny sposób przetwarzać ich dane i proponować dopasowania; państwo polskie musiałoby znaleźć sposób, by zdobyć zaufanie własnych obywateli” – pisał wówczas Batorski.
Nie jest więc nowym pomysłem stworzenie aplikacji, która dopasowywałaby użytkowników na podstawie nie ich wyglądu i preferencji dot. aparycji potencjalnego partnera, ale wyznawanych wartości, podejścia do życia czy celów długoterminowych. Problem polega na zbudowaniu takiej aplikacji, która będzie jednocześnie rzetelna w tworzeniu nowych związków, jak i przyjazna użytkownikom.
Może więc pomysł ze stworzeniem aplikacji Kinder nie był jedynie żartem na 1 kwietnia? Trzeba tylko zrobić to dobrze i nie forsować tych samych mechanizmów co Tinder pod płaszczykiem dbania o demografię.
Zanik jednak społecznie uświadomimy sobie problem z najpopularniejszą aplikacją randkową w Polsce, upłynie jeszcze sporo wody w Wiśle. Bez masowej krytyki Tindera, Kinder pozostanie żartem na prima aprilis.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

