Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Absolutny skandal. Gorzkie żale zamiast „Alleluja” i inne błędy w Wielką Sobotę

Absolutny skandal. Gorzkie żale zamiast „Alleluja” i inne błędy w Wielką Sobotę Markos Bathas, Resurrection of Christ (Descent into Hades/Harrowing of Hell)

Wielka Sobota to ten dzień Triduum Paschalnego, który katolicy w Polsce rozumieją najsłabiej. Rano święconka, a wieczorem do kościoła. Takie myślenie to błąd. Z perspektywy teologicznej święconka nie jest tu do końca na miejscu, zaś „wieczorna msza” jest już wprost wielkim błędem. W Wielką Sobotę Kościół nie sprawuje żadnej publicznej liturgii. O co więc chodzi w tym dniu? Jakie jeszcze błędy spotyka się w polskich kościołach?

W Wielką Sobotę naprawdę nie ma żadnej mszy. Co robi się źle w wielu kościołach w Polsce?

Co to znaczy, że Kościół w Wielką Sobotę nie sprawuje liturgii? Przecież w tysiącach ogłoszeń parafialnych w Polsce przeczytamy, że „Wielka Sobota: Wigilia Paschalna rozpocznie się o godzinie 20:00”. Jak to jest? Przecież większość z katolików od dziecka była uczona, że w sobotę wieczorem jest taka ważna msza, na którą trzeba wziąć ze sobą świecę chrzcielną oraz na której jest najwięcej czytań w roku.

Otóż – Wigilia Paschalna nie jest liturgią Wielkiej Soboty. Gdy otworzymy mszał rzymski, pod hasłem „Wielka Sobota” znajdziemy informację, że tego dnia Kościół nie sprawuje żadnej liturgii, czuwając przy grobie Pana w oczekiwaniu na zmartwychwstanie. Z kolei Wigilia Paschalna znajduje się już w części dotyczącej Niedzieli Zmartwychwstania.

Ta najważniejsza celebracja w roku jest więc liturgią niedzielną. Jest to związane z tym, że Kościół przejął – w odniesieniu do niedziel i najważniejszych uroczystości – żydowski sposób liczenia czasu, według którego dzień zaczyna się wraz z poprzedzającą go nocą. Tak więc niedziela zaczyna się w świetle tej logiki po zapadnięciu zmroku w sobotę. Dlatego chociażby I Nieszpory Niedzieli – część modlitwy brewiarzowej, którą modlą się obowiązkowo kapłani i zakonnicy – odmawia się co tydzień wieczorem w sobotę.

Dlaczego więc przywykliśmy myśleć o Wigilii Paschalnej jako mszy Wielkosobotniej? Gdyż rzeczywiście była ona tradycyjnie sprawowana w sobotę w ciągu dnia. Ta praktyka zaczęła się stopniowo pojawiać od VIII wieku naszej ery. Powody tego stanu rzeczy były praktyczne.

Chodziło przede wszystkim o post ścisły, jaki był przez wieki przewidziany na ten dzień. Aż do 1953 r. obowiązywała zasada, że nie należało spożywać żadnych pokarmów od północy aż do mszy świętej, w której zamierzano danego dnia uczestniczyć. Aby więc wierni nie mieli problemu z wykonywaniem ciężkiej pracy fizycznej w ciągu dnia na czczo, liturgię tę przesuwano na wczesny ranek.

Nocną celebrację Wigilii Paschalnej przywróciły reformy liturgiczne papieża Piusa XII. Jest to powrót do praktyki starożytnej, kiedy to Kościół praktykował czuwanie nocne, na wzór żydowskiego czuwania paschalnego. Obecne przepisy brzmią następująco: „Cała celebracja Wigilii Paschalnej musi odbywać się w nocy – nie wolno jej rozpocząć przed zapadnięciem zmroku, a należy zakończyć przed świtem”.

Jest tu mowa o „zapadnięciu zmroku”, a nie o „zachodzie słońca”. Wigilia nie może się zaczynać, zanim nie będzie rzeczywiście ciemno. Niestety, ten przepis jest zwłaszcza w Polsce powszechnie ignorowany.

Szkoda. Katolicy tracą w ten sposób potężny ładunek symboliczny, który pozwala wiernym – poprzez mocniejsze zaangażowanie zmysłów – mocniej przeżyć tajemnicę Wigilii Paschalnej. Osobiście mam o to żal do księży.

Brak wrażliwości na symbole jest dziś niestety w praktyce Kościoła czymś powszechnym. „Treść jest ważniejsza od formy. Chrystus i tak zmartwychwstanie. Panu Bogu to wszystko jedno. Poza tym nie ma co męczyć ludzi kilkugodzinnym trzymaniem ich w kościele w nocy” – bardzo często takie argumenty można usłyszeć od duszpasterzy.

Ignoruje to fakt, że człowiek jest istotą duchowo-cielesną, która potrzebuje rytuałów, angażujących zmysły, emocje i intelekt. To też przejaw lekceważenia – zarówno wagi misteriów, które celebruje Kościół, jak i poziomu wiernych.

Jeżeli bowiem stwierdza się, że zwykły wierny nie jest w stanie wytrzymać w najważniejsze święto chrześcijaństwa 3-4 godzin nocnych w kościele, to czy nie jest to objaw paternalizmu?

Podobnych obiekcji nie wysuwa się natomiast wobec Pasterki, sprawowanej w większości miejsc w Polsce o północy. Tymczasem Wigilia Paschalna niekoniecznie wymaga tak późnej pory – zmrok o tej porze roku w Polsce zapada najczęściej przed 21:00. A nawet gdyby zaczynać liturgię o 22:00 albo nawet o północy, czy raz w roku nie warto poświęcić się dla tej najpiękniejszej z liturgii, „matki wszystkich świętych Wigilii” jak określił ją św. Augustyn?

Symbolika święconki

Konieczność rozpoczynania Liturgii Paschalnej po zapadnięciu zmroku stawia również pod znakiem zapytania sensowność błogosławienia tzw. święconki w ciągu dnia. „Święcenie jaj” w Wielką Sobotę wzięło się właśnie stąd, że Wigilia Paschalna była sprawowana wcześnie w ciągu dnia. To po tej liturgii dokonywano błogosławieństwa pokarmów na stół wielkanocny. Miało to pokazywać ścisły związek symboliki święconki z faktem Zmartwychwstania Chrystusa, które jest celebrowane właśnie w Wigilię Paschalną.

Symbolika święconki nawiązuje zarówno do żydowskiej Paschy, jak i jej ostatecznego znaczenia odsłoniętego przez Chrystusa. Mięso jest symbolem baranka paschalnego, Jezusa Chrystusa, który oddał życie za świat i karmi Kościół swoim ciałem.

Jaja symbolizują nowe życie, które Chrystus przez swoje zmartwychwstanie daje swoim wiernym. Chleb to symbol ciała Chrystusa – nawiązuje on zarówno do przaśnych chlebów wypiekanych przez Żydów na Paschę, jak i nowego znaczenia nadanego mu przez Syna Bożego podczas Ostatniej Wieczerzy.

Sól oznacza ochronę przed zepsuciem, wpływem zła oraz konserwację łaski Bożej udzielonej wiernemu poprzez celebrację misteriów wielkanocnych. Chrzan przypomina o goryczy – niewoli egipskiej, goryczy męki Chrystusa oraz goryczy życia „starego człowieka”. Przypomina więc o stanie niewoli zła, grzechu, cierpienia i lęku przed śmiercią, z którego Syn Boży wyzwolił człowieka. W końcu ciasto jest symbolem dostatku, słodyczy i radości życia, które są efektem zmartwychwstania.

Wielka Sobota, czyli dzień odpoczynku samego Boga

Skoro w Wielką Sobotę nie sprawuje się de facto żadnej dużej publicznej liturgii, to jakie jest znaczenie tego dnia? Jak zwraca uwagę biskup Zbigniew Kiernikowski w książce Od Paschy do Paschy, powinniśmy na wzór Chrystusa złożonego w grobie wejść w postawę nie-działania, bezsilności i oczekiwania na zmartwychwstanie. Ma to pokazać kondycję człowieka, który nie jest w stanie sam sobie dać życia, wyzwolić się grzechu, wad, cierpienia.

Człowiek nie jest w stanie sam sobie dać odpowiedzi na fakt nieuniknionej śmierci. „Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna” – głosi jeden z punktów słynnych „głównych prawd wiary”. Bezczynność Wielkiej Soboty pomaga tę prawdę przeżyć w sposób symboliczny.

Dlatego coraz więcej pasterzy zachęca, by metaforyczne przygotowywanie sałatki jarzynowej oraz mycie okien na chwałę Chrystusa Zmartwychwstałego załatwić nieco wcześniej. Rezygnacja z aktywności i poświęcenie tego czasu na modlitwę czy medytację może pomóc lepiej doświadczyć „świętej bezczynności”.

Wielka Sobota jest w tradycji teologicznej traktowana jako wielki szabat Boga. W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg po dokonaniu aktu stworzenia siódmego dnia odpoczął – w ten sposób Żydzi uzasadniali obowiązek odpoczynku szabatowego. Podobnie Jezus Chrystus, Wcielone Słowo po dokonaniu swojego dzieła odkupienia siódmego dnia w najważniejszy szabat w roku – szabat paschalny – odpoczywa w grobie.

Liturgia godzin z tego dnia podsuwa nam jednak treści sugerujące, że nie był to odpoczynek całkowity. Wielka Sobota bowiem jest równocześnie celebracją tajemnicy wiary wymienianej w tzw. składzie apostolskim. „Zstąpił do piekieł” – tak głosi formuła tego wyznania wiary. O co chodzi?

Nie chodzi tu o piekło jako miejsce przebywania potępionych, lecz o Szeol – krainę cienia, do której zstępowały dusze ludzi Starego Testamentu, miejsce, w którym egzystencja jest zawieszona pomiędzy bytem a niebytem. Wedle Tradycji Kościoła Chrystus, pomiędzy swoją męką i zmartwychwstaniem, zstępuje właśnie tam, by wyzwolić dusze ludzi starego przymierza i ogłosić im dobrą nowinę o zmartwychwstaniu.

O tym wydarzeniu traktuje Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę, którą Kościół odczytuje w Wielką Sobotę w trakcie Godziny Czytań – jednej z części liturgii godzin, modlitwy psalmami odmawianej o poszczególnych porach dnia przez duchownych.

Jest to w mojej ocenie jeden z piękniejszych i bardziej wzruszających tekstów obecnych w liturgii Kościoła. Oto fragment przedstawiający dialog Chrystusa z odnalezionym w Otchłani Adamem, pierwszym człowiekiem:

„Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.

Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie”.

Poziom czułości, z jaką Chrystus zwraca się do Adama, przekreśla wizję Boga surowego, bezwzględnie karzącego każdy grzech, bez litości wyrzucającego pierwszych ludzi z Edenu. Widzimy tu Boga, który nie godzi się na cierpienie człowieka, jego zagubienie i śmierć. To jeden z najpiękniejszych tekstów, jakie Kościół przechowuje w swoim skarbcu.

Grzech Adama był czymś koniecznym i „szczęśliwym”?

To czytanie jest znakomitym wprowadzeniem w celebrację Wigilii Paschalnej, a zwłaszcza w jej pierwszą część – liturgię światła. Wierni po zmroku gromadzą się wokół rozpalonego obok kościoła ogniska. Celebrans trzyma w ręku wielką woskową świecę – paschał, „owoc pracy pszczelego roju”, symbol Chrystusa Zmartwychwstałego.

„Chrystus wczoraj i dziś. Początek i Koniec. Alfa i Omega. Do niego należy czas i wieczność” – te słowa wypowiada przewodniczący liturgii. Następnie po słowach „Niech światło Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego rozproszy ciemności naszych serc i umysłów” wszyscy udają się za trzymającym paschał księdzem do zaciemnionej świątyni.

Sceneria tej części liturgii jest analogiczna do opisu Szeolu, w którym przebywał Adam. Oto w ciemność wchodzi światło. Do człowieka pozbawionego nadziei, nie znającego odpowiedzi na pytanie o sens swojej egzystencji wobec konieczności umierania, do człowieka uwikłanego w nałogi, żyjącego w wadliwie urządzonym społeczeństwie, przychodzi Chrystus.

Jezus jako „alfa i omega”. Pan historii i kosmosu. Ktoś, kto sprawia, że zło zostaje zamienione w dobro, śmierć w życie. Ta pochwała opatrzności jeszcze mocniej wybrzmiewa w odśpiewywanym po wejściu do kościoła orędziu wielkanocnym (tzw. Exsultet – od pierwszych słów hymnu, który brzmi „weselcie się!”).

Jest to starożytna pieśń przypisywana św. Ambrożemu lub św. Augustynowi. Być może najpiękniejszy pod względem literackim hymn liturgiczny. Co może wydawać się dość dziwne, jest to po części pieśń pochwalna na temat paschału, który stanowi oczywiście symbol Chrystusa zmartwychwstałego. Dlaczego jednak jest to świeca z wosku i co z tym wszystkim mają wspólnego pszczoły?

Wynika to z podzielanego przez starożytnych przekonania, że pszczoły rozmnażają się w sposób partenogenetyczny (dziewiczy), a zatem bez udziału samca w procesie przedłużania gatunku. Pszczoła nadawała się do symbolicznego skojarzenia z Chrystusem – Synem Dziewicy Maryi.

To, że w najważniejszym hymnie kościoła pojawia się pochwała świecy i pszczół, pokazuje też przekonanie Kościoła o quasi-sakramentalnym charakterze całego wszechświata. Całe stworzenie jest znakiem doskonałości Stwórcy. Cało stworzenie poprzez samo swe istnienie oddaje chwałę Bogu.

I w końcu całe stworzenie jest u samych swych fundamentów dobre, całe – jak pisze św. Paweł – „w bólach i mękach rodzenia oczekuje objawienia się Synów Bożych”, oczekuje powszechnej odnowy Wszechświata, która dokona się w dniu ponownego przyjścia Chrystusa.

Całość orędzia jest przede wszystkim wielkim hymnem ku chwale Bożej Opatrzności. Wspomina ono o wyprowadzeniu Izraelitów z Egiptu jako zapowiedzi prawdziwego wyjścia z niewoli – przejścia Chrystusa przez wody śmierci ku życiu.

Jednak najbardziej zdumiewający, wręcz potencjalnie skandalizujący jest następujący fragment hymnu: „O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki odkupiciel”.

Jak to rozumieć? Najlepszym zobrazowaniem, jak rozumiem ten fragment, są początkowe fragmenty Sillmarilionu J.R.R. Tolkiena, książki, która przedstawię historię stworzenia świata obecnego później w Hobbicie czy Władcy Pierścieni.

Eru Ilúvatar – odpowiednik Boga jako źródła wszechświata w mitologii Tolkiena – zaprasza Ainurów – stworzonych przez niego bogów – do tego, by poprzez odgrywanie pięknych melodii stwarzali wszechświat. Jednak jeden z nich, Melkor – późniejszy Morgoth i mistrz Saurona – buntuje się i zaczyna wprowadzać do tej muzyki dysharmonię, przez co w tworzonym przez Ainurów świecie pojawia się zło.

Widząc to, Eru Ilúvatar mówi do Melkora: „A ty, Melkorze, ujrzysz, że żaden temat nie może być odgrywany, którego źródłem ostatecznym nie jestem ja, ani nikt nie zdoła zmienić tej muzyki wbrew mej woli. Albowiem ten, kto się o to pokusi, okaże się jedynie moim narzędziem w tworzeniu rzeczy jeszcze wspanialszych, jakich sam nie wymyślił”.

Oto wielka tajemnica Bożej Opatrzności. Zło, które okazuje się prowadzić do większego dobra, wygnanie z Edenu, które zostaje zamienione na o wiele więcej – ścisłe zjednoczenie z Bogiem. Czy to odpowiada na problem zła w świecie? Być może nie do końca. Natomiast otwiera perspektywę nadziei, że – jak głosi hasło popularne w amerykańskiej chrześcijańskiej memosferze – „in the end we win”.

Historia zbawienia w pigułce, czyli dlaczego potrzeba aż dziewięciu czytań

Szczytowym momentem celebracji Wigilii Paschalnej, całych świąt Wielkanocnych oraz celem, do którego zmierzał tak naprawdę Wielki Post, jest odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych.

W starożytności bowiem Wielki Post był ostatnim etapem przygotowania katechumenów do przyjęcia pierwszego sakramentu. Czytania wielkopostne, zwłaszcza niedzielne, były ułożone tak, by wprowadzić kandydatów w znaczenie chrztu. Był to czas ostatniego wytężonego wysiłku, by zerwać „ze starym człowiekiem” i przygotować się do przyjęcia w Wielkanoc „nowego życia”.

Bezpośrednim ku temu przygotowaniem jest przebogata liturgia słowa, zawierająca w swej domyślnej wersji aż dziewięć czytań. I znów: duża część parafii, powołując się na względy praktyczne, korzysta z prawa do skrócenia tej liturgii do jedynie pięciu czytań. A szkoda, gdyż powinno się to robić tylko w naprawdę uzasadnionych przypadkach. Traci się w ten sposób z oczu istotną logikę i symbolikę.

Liturgia słowa Wigilii Paschalnej streszcza bowiem całą historię zbawienia. Można ją podzielić wewnętrznie na trzy części: pierwsze trzy czytania są historią zawarcia przez Boga przymierza z ludzkością i Izraelem; cztery czytania z ksiąg prorockich mówią o zapowiedzi nowego przymierza i wyzwolenia człowieka z doświadczanej przez niego niewoli. W końcu dwa czytania nowotestamentalne mówią o wypełnieniu się historii przymierza w Chrystusie.

Do tych czytań można wprowadzić jeszcze jeden podział – traktują one o czterech nocach przymierza. Bóg największe zbawcze dzieła wykonuje w nocy: stwarza świat w nocy (I czytanie); wystawia wiarę Abrahama na próbę, każąc mu złożyć jego syna w ofierze (II czytanie); w nocy Bóg za pośrednictwem Mojżesza wyprowadza Izraela z Egiptu (III czytanie). W końcu w nocy Jezus Chrystus zmartwychwstaje jako ten, który zjednoczył w sobie naturę boską i ludzką, przeprowadza w Sobie człowieka ze śmierci do życia.

Cała logika czytań jest ułożona w ten sposób, by pokazać jasno – cała historia zbawienia, starotestamentalne proroctwa wypełniają się w Chrystusie. Dzieło stworzenia pierwszego Adama dopełnia się w drugim Adamie (Chrystusie); ofiara Abrahama była zapowiedzią ofiary Chrystusa; przejście przez Morze Czerwone przejściem Chrystusa przez śmierć i wszystkich chrześcijan przez wody chrztu; zapowiedzi proroków o nowym przymierzu „wypisanym już nie na kamiennych tablicach, lecz na tablicach serca” wypełniają się w Chrystusie, który poprzez Wcielenie i Zesłanie Ducha Świętego uwewnętrznia w człowieku Prawo Boże, które od tej pory nie jest już zewnętrznym kodeksem, ale wewnętrzną regułą sumienia ludzkiego.

Historia zbawienia przedstawiania w Wigilii Paschalnej może jest też doskonałą metaforą ludzkiej egzystencji. Oto bowiem mamy Izraela, który zawiera z Bogiem przymierze, ale który to poprzez swoją niewierność doświadcza ciągłych nieszczęść, najazdów ościennych imperiów, niewoli i niemożności swobodnego sprawowania swojego kultu religijnego.

Bóg jednak nie odwraca się od swojego ludu. W czytaniach możemy usłyszeć o tym, że Bóg niewierny Izrael nazywa swą Oblubienicą, którą zamierza na nowo poślubić; obiecuje zaspokoić wszelkie jego potrzeby; w końcu obiecuje, że zaradzi nieprzestrzeganiu przymierza przez Izraela, gdyż wypisze je w sercu każdego członka swego ludu.

Podobne doświadczenie może przeżyć każdy człowiek: pogubienia, szukania szczęścia na oślep, uwikłania się w nałogi czy uwłaczające godności sytuacje. Bóg takiego człowieka nie przychodzi zniszczyć, lecz zbawić, uczynić sprawiedliwym dzięki działaniu tajemniczej siły, jaką jest łaska. Bogu bardziej zależy na zbawieniu człowieka, niż samemu człowiekowi. To przede wszystkim mówi nam przedstawiona w czytaniach historia Izraela.

Chrzest jest najważniejszym momentem Wigilii Paschalnej

Przesłanie Ewangelii o Zmartwychwstaniu jest aż nadto czytelne. Pochylmy się szczególnie nad czytaniem z listu św. Pawła Apostoła do Rzymian.

Jest to, jak sądzę, najważniejsze czytanie tej liturgii i całego Triduum Paschalnego. Bezpośrednio wprowadza w celebrację odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. To wykład o tym, jaki sens ma zarówno chrzest, jak i świętowanie zmartwychwstania. Mówi o tym, co wspólnego z nami ma Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa.

„My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w jego śmierć. […] Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do jego śmierci zostaliśmy z nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie. […] Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie”.

Oto sens świąt Wielkanocnych, oto sens Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Ten fragment pokazuje, że jeżeli o całym Triduum Paschalnym można powiedzieć, że jest rytuałem inicjacyjnym w chrześcijańską egzystencję, to Wigilia Paschalna jest takim rytuałem par excellence.

Chrzest to rytuał, w którym na sposób sakramentalny umieramy i zmartwychwstajemy. Zostajemy zjednoczeni z Chrystusem, stajemy się z nim jednością. „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Oczywiście wszystko dzieje się stopniowo. Chrzest jest jak „ziarnko gorczycy” wrzucone w glebę naszego życia, które stopniowo z roku na rok ogarnia coraz bardziej nasze jestestwo, aż do momentu, kiedy w sposób doskonały upodobnimy się do Chrystusa.

Dlatego potrzebujemy corocznego odnawiania przyrzeczeń chrzcielnych, żeby niejako ponownie przeżywać to, co dokonało się w przypadku większości katolików, gdy byliśmy jeszcze niemowlętami. Dlatego w wielu kościołach uprzednio odśpiewywana jest litania do Wszystkich Świętych. Do tych, którzy przeszli tę drogę przed nami. Do tych, którzy są doskonale zjednoczeni z Bogiem i których rzeczywistość chrztu ogarnęła w sposób całkowity.

Śpiew litanii do Wszystkich Świętych porusza mnie jeszcze z innego powodu. Gdy stają mi przed oczyma pierwsi męczennicy, którzy „śmiali się śmierci w twarz”, nieraz prości, niewykształceni „Boży szaleńcy”, a także intelektualni giganci swoich czasów, jakimi byli św. Bazyli Wielki  czy też św. Atanazy, to rozpiera mnie duma. Mam wrażenie, że dołączam do wyjątkowej sztafety pokoleń. Do ponadczasowej chrześcijańskiej rodziny. I której doświadczenie jest ciągle aktualne.

Kościół, podkreślając centralne znaczenie liturgii chrzcielnej w trakcie liturgii paschalnej, zachęca, by w ten dzień odbywały się także prawdziwe chrzty – zarówno wiernych, jak i dorosłych. Nie ma bowiem bardziej odpowiedniego dnia do celebrowania tego sakramentu niż Wigilia Paschalna.

Eucharystia jako kontynuacja chrztu

Po liturgii chrzcielnej rozpoczyna się liturgia eucharystyczna – zatem odprawiana jest msza święta. O Eucharystii już co nieco pisałem przy okazji Wielkiego Czwartku, ale w kontekście specyfiki Wigilii Paschalnej chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Relację Eucharystii do chrztu.

Jak napisałem, chrzest jest uczestnictwem w misterium paschalnym Chrystusa, inicjacją w życie na wzór Chrystusa, sakramentalną śmiercią i zmartwychwstaniem. Czym jest zatem Eucharystia? Jest w pewnym sensie tym samym.

Eucharystia również uobecnia misterium paschalne, zaś jej spożywanie jest zjednoczeniem się z Chrystusem w tym dziele. Można powiedzieć, że Eucharystia jest pokarmem, który karmi życie otrzymane w chrzcie, pogłębia je, rozwija. Jej charakter również jest wybitnie inicjacyjny.

Jeżeli Chrystus w Eucharystii umiera na ołtarzu, a następnie daje się zjeść nam, grzesznym i słabym ludziom, to również chrześcijanie przyjmujący komunię powinni oddawać życie i dawać się „zjeść” innym ludziom. „Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem” – głoszą słowa pewnej popularnej pieśni religijnej.

Chrześcijanin ma być bowiem żywą ikoną Chrystusa, kimś, przez kogo przebija Światłość niestworzona, tak by ludzie stykający się z nim mogli doświadczyć, że życie chrześcijańskie ma smak, że w życiu zwykłego człowieka może realizować się piękno, dobro i prawda. To jest oczywiście proces. Eucharystia i corocznie ponawiane odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych ma pomóc przybliżyć się do takiego rodzaju egzystencji.

***

Jako że Wigilia Paschalna jest już Niedzielą Zmartwychwstania, powinno się ją kończyć błogosławieństwem wraz z podwójnym „Alleluja” oraz procesją rezurekcyjną. To drugie jest często przekładane na mszę poranną. Nie jest to może zamach na logikę liturgii, natomiast ze spójniejszym symbolicznie rozwiązaniem spotykamy się, kiedy ta procesja odbywa się od razu po zakończonej Wigilii Paschalnej.

Natomiast absolutnym skandalem – a dzieje się to chociażby w mojej rodzinnej parafii – jest sytuacja, w której zamiast zakończyć Wigilię Paschalną gromkim „alleluja”, rozpoczyna się śpiew… trzeciej części gorzkich żali. To wprowadzanie całkowitej sprzeczności symbolicznej do tej pięknej liturgii i działanie wbrew przepisom, które mówią jasno, że ta liturgia jest już celebracją Niedzieli Zmartwychwstania.

Podobnie niewłaściwe jest ponowne wystawienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Rozumiem siłę przyzwyczajenia, wynikającą z wielowiekowej praktyki sprawowania liturgii w sobotę w ciągu dnia. Rozumiem też zakorzenioną w wyobraźni ludzi chronologię, wedle której to w niedzielę rano okazuje się, że Chrystus zmartwychwstał.

Liturgia jednak to nie teatr. Jeżeli celebruje się Zmartwychwstanie, to nie powinno się następnie wprowadzać praktyk pobożnościowych, które idą w poprzek tego, co dzieje się w trakcie Wigilii Paschalnej.

Niezależnie jednak od tego, jak ostatecznie owa celebracja będzie wyglądała w praktyce, życzę wszystkim czytelnikom, by wzięli z tego jak najwięcej dla siebie. Niewierzących zachęcam, by spojrzeli życzliwym okiem na znaczenie rytuału, który przez wieki kształtował wyobraźnię mieszkańca Starego Kontynentu. Wierzącym zaś, by po tej Wigilii Paschalnej stali się chociaż odrobinę bardziej podobni do Chrystusa.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.