Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Wielki Piątek. Dlaczego Jezus umarł na krzyżu? Odpowiedź nie jest oczywista

przeczytanie zajmie 9 min
Wielki Piątek. Dlaczego Jezus umarł na krzyżu? Odpowiedź nie jest oczywista ed. Bruno Dziadkiewicz

Dlaczego Chrystus umarł na krzyżu? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest dziś oczywista. Powiedzieć, że „za nasze grzechy”, to dla większości z ludzi niezrozumiałe hasło. Czy chciał wynagrodzić Ojcu zniewagę grzeszników? Czy też przerwać zamknięty krąg przemocy? Szukając zrozumienia ofiary Chrystusa, warto przeanalizować tajemnicę liturgii Wielkiego Piątku.

Na początek zarysujmy kontekst śmierci Chrystusa. Był to – według kalendarza świątynnego – dzień Przygotowania Paschy. W żydowskim sposobie liczenia czasu, po zachodzie słońca w piątek wieczorem zaczynał się najważniejszy szabat w roku rozpoczynający to największe święto żydowskie. Do wieczora więc należało przygotować wszystko, co konieczne dla celebracji.

W czasach Jezusa, w świątyni jerozolimskiej, w dzień przygotowania zabijano baranki paschalne. Ma to ogromne znaczenie symboliczne, bowiem w tym samym momencie – Chrystus, prawdziwy baranek paschalny, konał na krzyżu. To już nie krew baranków, jak w Księdze Wyjścia, miała ochronić człowieka przed aniołem śmierci, lecz krew syna Bożego, krew nowego przymierza, miała skutecznie obmyć człowieka i wyzwolić go od niewoli grzechu, lęku przed śmiercią, własnego ja.

Krzyż – o czym pisze Tom Holland w książce Boże władztwo – był sposobem wymierzania kary śmierci, jaki przeznaczono dla absolutnego marginesu społeczeństwa – chociażby buntujących się niewolników. Patrycjat nie ginął na krzyżu.

Śmierć Boga na krzyżu – o czym wspomina Holland – niesie ogromne konsekwencje. Jest to cios w strukturę hierarchiczną ówczesnego świata. Wartość człowieka nie będzie już wynikała z pozycji społecznej. Przekonaniu, że podział na ludzi wolnych i niewolników jest czymś danym z natury, zostaje zadany śmiertelny coś. I choć ciągle w społeczeństwach występują nierówności i niesprawiedliwości, to godność każdego człowieka jest traktowana w (post)chrześcijańskim Zachodzie jako dogmat.

Śmierć Chrystusa ma w tym miejscu podwójny wymiar – po pierwsze, zadaje kres kultowi ofiarniczemu sprawowanemu w świątyni jerozolimskiej (co symbolizuje rozdarcie zasłony oddzielającej „święte świętych” od reszty świątyni). Po drugie, podważa na poziomie idei antyczny system społeczny z wpisanym w niego przekonaniem o wynikającym z natury podziale na bogatych i biednych, ludzi wolnych i niewolników.

Od wynagrodzenia Ojcu zniewagi do kozła ofiarnego

Wielki Piątek jest obok Wielkiej Soboty jedynym dniem w roku, w którym nie jest sprawowana Ofiara Mszy Świętej. Liturgia Wielkopiątkowa nie jest Eucharystią – nie konsekruje się podczas niej chleba i wina. Komunia udzielana w jej trakcie pochodzi ze sprawowanej dzień wcześniej Mszy Wieczerzy Pańskiej. Bardzo długo w historii Kościoła w Wielki Piątek w ogóle nie udzielano Komunii Świętej ludowi.

Sama liturgia zaczyna się od tzw. prostracji – kapłan pada na twarz i leży krzyżem. Ten gest wyraża największe możliwe uniżenie. Oprócz Wielkiego Piątku, wykonywany jest chociażby przez mających przyjmować święcenia diakonów, prezbiterów i biskupów oraz zakonników mających składać śluby wieczyste wierności regule swojego zgromadzenia.

Kolor szat celebransa również jest nieprzypadkowy. Czerwień symbolizuje męczeństwo, które w teologii chrześcijańskiej oznacza również największe zwycięstwo. Ten ostatni wymiar jest kluczowy.

W znaczenie Męki i Śmierci Chrystusa wprowadza liturgia słowa, złożona z czytania z proroka Izajasza, Listu do Hebrajczyków i Męki Pańskiej według świętego Jana. W pierwszym czytaniu możemy usłyszeć, że Chrystus „był (…) zdruzgotany za nasze winy”. Przyznam, że ten wymiar „męki za grzechy” jest i był dla mnie jednym z najtrudniejszych do zrozumienia w teologii katolickiej.

Przez wiele wieków w Kościele szczególnie popularna była teoria św. Anzelma z Canterbury, bardzo mocno prawnicza w swej istocie. Głosiła ona, że człowiek – przez grzech pierworodny i wszystkie następujące po nim grzechy – dopuścił się zniewagi Boga.

Jako że Bóg jest nieskończony, także i zniewaga wobec niego była nieskończona. Człowiek jako skończona istota nie mógł dokonać naprawy tego stanu rzeczy. Zatem zrobił to Syn Boży, wynagradzając Ojcu nieskończoną krzywdę i przywracając w ten sposób kosmiczną sprawiedliwość.

Z tą teorią jest jednak szereg problemów, na co zwracali uwagę między innymi Joseph Ratzinger w książce Wprowadzenie w chrześcijaństwo i kardynał Raniero Cantalamessa. Najbardziej uderza oczywiście to, że wizja Anzelma czyni z Boga kogoś, kogo trzeba przebłagiwać krwią i któremu satysfakcję sprawia śmierć własnego Syna. To byłby absurd.

Na inną interpretację wprowadza nas św. Paweł, który pisał o tym, że Chrystus poprzez swoją mękę zburzył rozdzielający ludzkość mur, jakim jest wrogość. Tę myśl pośrednio rozwinął René Girard, słynny francuski antropolog.

Twierdził on, że zarówno sposób funkcjonowania społeczeństw, jak i poszczególnych religii oparty jest o mechanizm kozła ofiarnego. Gdy społeczeństwa doświadczają kryzysu, szukają winnego tego stanu rzeczy.

Ów winny – mówiąc ściślej, zazwyczaj tylko uważany za winnego – zostaje złożony w ofierze jako kozioł ofiarny, a później zaczyna być traktowany jako istota boska. Zarówno zbiorowy mord, jak i późniejsze uświęcenie ofiary fałszują prawdziwy stan rzeczy. Mechanizm ciągle się odnawia, jako swego rodzaju model regulowania kryzysów społecznych.

Chrystus, zdaniem Girarda, demaskuje i unieważnia ten mechanizm. Jako całkowicie niewinna ofiara delegitymizuje prawo do stosowania przemocy. Doprowadza do swego rodzaju „końca historii religii”. Odtąd już nie składa się ofiar. Jedyną i ostateczną ofiarą pozostaje Chrystus.

Wydaje mi się, że ten dostrzeżony przez Girarda antyprzemocowy sens męki Chrystusa może uzupełnić często powtarzana w kręgach katolickich teoria, że winny męki Chrystusa jest każdy człowiek, gdyż każdy grzech jest jak gwóźdź wbity w ręce Zbawiciela.

Takie twierdzenia same w sobie moglibyśmy odrzucać, jako że mogłyby powodować neurozy religijne, ale przez pryzmat teorii Girarda warto je zinterpretować inaczej. Jeżeli Kościół Katolicki jest wspólnotą winnych śmierci Boga, to tym samym ten, który jest winny śmierci Boga, traci prawo do obwiniania, osądzania i wymierzania kar innym. Prawo do stosowania przemocy zostało nam bezpowrotnie odebrane.

Królować znaczy dać się zabić

Związane z odrzuceniem przemocy rozumienie męki Chrystusa rozwija odczytywana lub uroczyście śpiewana w Wielki Piątek Męka Chrystusa według świętego Jana. Jest to opis pod wieloma względami wyjątkowy, różniący się od tych, które znajdujemy w ewangeliach synoptycznych.

Chrystus przedstawiony jest w niej jako król, ktoś kto panuje nad sytuacją, kto wchodzi w mękę nie jako uciemiężona ofiara, ale jako ktoś świadomy, podmiotowy, suwerenny.

Jednak z jakiego rodzaju królowaniem mamy tutaj do czynienia? Celnie opisał to Benedykt XVI w książce Jezus z Nazaretu. Zestawił w niej Jezusa Chrystusa z Barabaszem, którego uwolnienia tłum żądał od Piłata na święto Paschy.

Barabasz (z hebr. bar abbas – syn ojca), który prawdopodobnie był członkiem radykalnego ugrupowania walczących z Rzymianami zelotów, symbolizował sprawiedliwość zaprowadzaną przy użyciu przemocy. Królestwo Boże miało się ziścić już tu na ziemi.

Aby stało się to możliwe, trzeba było wyeliminować zło. Możliwe, że Barabasz siedział w więzieniu za morderstwo popełnione w trakcie antyrzymskich rozruchów. Uznawał, że na zło trzeba odpowiadać siłą.

Inne rozumienie sprawiedliwości przedstawia Chrystus. Jak powiedział Piłatowi: królestwo pokoju „nie jest z tego świata”. Chrystus na przemoc nie odpowiada przemocą, daje się gnębić, a w końcu zabić.

Jak bowiem pisał bp Zbigniew Kiernikowski w książce Od Paschy do Paschy, potwierdzając w ten sposób koncepcję Girarda, zło można pokonać, zatrzymując je na sobie, nie odpowiadając na nie i nie pozwalając, by poszło dalej w świat.

Tego właśnie dokonał Chrystus. Zatrzymał zło na sobie. Zaś największe zło, jakim jest zabicie całkowicie niewinnego Boga-człowieka, wykorzystał jako narzędzie zbawiania grzesznych ludzi.

Królowanie Chrystusa oznacza też zupełnie nowy sposób bycia, który ma charakteryzować każdego chrześcijanina. Naturalnie człowiek dąży do tego, by unikać cierpienia i śmierci, nawet za cenę zaprzedania swej godności czy wyrządzenia komuś krzywdy.

Chrystus zaś – jak mówi Piłatowi – „po to się narodził, by dać świadectwo prawdzie”. Życie w prawdzie, w zgodzie z sumieniem, może być ryzykowne. Może prowadzić do narażenia się otoczeniu, strukturom politycznym, rodzinie etc. Może prowadzić do odrzucenia, a nawet śmierci. Przekonał się o tym Sokrates. Doświadczył tego Chrystus i naśladujący go męczennicy.

Męka Chrystusa jest więc przejściem od królowania polegającego na ucisku, stosowaniu przemocy i zabezpieczaniu się przed cierpieniem i śmiercią, do królowania opartego na radykalnym życiu w prawdzie, które jest możliwe dzięki wyzwoleniu się z największego lęku człowieka, lęku przed śmiercią. Na królowaniu rozumianym jako wolność od chęci odwetu i bronienia siebie za wszelką cenę. Królowaniu jako wolności od „ja”.

Chrystus spogląda na cały świat

Liturgia Wielkiego Piątku zawiera jeszcze dwa istotne elementy. Pierwszym z nich jest tzw. Wielka Modlitwa Powszechna – 10 próśb obejmujących całą ludzkość. Nie jest przypadkiem, że modlitwa ta jest celebrowana właśnie w Liturgię Męki Pańskiej.

Chrystus bowiem umarł za wszystkich. Kiedy wisi na krzyżu, jego ręce rozpostarte są w geście oranta – wstawiennika. „Gdy zostanę wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” – takimi słowami zapowiadał Chrystus swoją mękę w Ewangelii według świętego Jana.

Gdybym miał wyobrazić to, co się dzieje w Wielkiej Modlitwie Powszechnej, przywołałbym słynny obraz Chrystus św. Jana od Krzyża autorstwa Salvadora Dalego. Jezus na krzyżu ukazany jest tam jako axis mundi. Drzewo krzyża wyrasta nad światem, będąc w samym jego centrum. Chrystus z góry spogląda na świat, jego ręce rozciągają się nad Wschodem i Zachodem.

Intencje modlitw wielkiej Modlitwy Powszechnej są następujące: za Kościół Święty; za papieża; za wszystkie stany Kościoła (duchownych i świeckich); za katechumenów o jedność chrześcijan; za żydów (modlitwa o wierność przymierzu); za niewierzących w Chrystusa; za niewierzących w Boga; za rządzących państwami; za strapionych i cierpiących.

Nie starczy tu miejsca, by omawiać każdą z modlitw. Jednak ulokowanie wszystkich tych próśb w kontekście Męki Pańskiej dość wyraźnie wskazuje na fakt, że nie ma zbawienia poza Chrystusem.

Nawet jeżeli ktoś zostanie zbawiony, nie będąc formalnie chrześcijaninem – a Kościół Katolicki uczy, że jest to możliwe, gdy ktoś bez własnej winy nie poznał, że to Chrystus jest Synem Bożym, a jednocześnie postępuje uczciwie w tym, co w sumieniu rozpoznaje jako prawdę – to i tak dokona się to dzięki Chrystusowi.

Jest to istotne zwłaszcza w kwestii zrozumienia modlitwy za Żydów – kwestii, która w ostatnim czasie w związku z listem Episkopatu Polskiego wzbudziła tak wiele kontrowersji. Jeżeli Żydzi będą zbawieni, to właśnie przez Chrystusa – również Żyda „według Ciała”.

Nie neguje to szczególnego statusu owego narodu – o czym pisał w rozdziałach 9-11 Listu do Rzymian św. Paweł. Mają oni swoje ciągle aktualne miejsce w planie zbawienia. Są narodem wybranym, gdyż „obietnice Boże są nieodwołalne”. Wedle apostoła jednym ze znaków nadchodzącej paruzji będzie powszechne uznanie przez Żydów Jezusa jako Mesjasza.

Nie oznacza to jednak, że istnieje dla nich jakaś równoległa droga zbawienia. Żydzi również potrzebują Chrystusa. Kościół jest rzeczywiście Nowym Izraelem, ale jednocześnie nie twierdzi, że stary „nieposłuszny” Izrael został odrzucony. Mówiąc o stosunku chrześcijaństwa do Żydów, trzeba mieć zawsze przed oczyma obydwie te prawdy. Żydzi są zbawieni przez krzyż Chrystusa.

Całując swój własny krzyż

Centralnym rytuałem Wielkiego Piątku jest adoracja Krzyża. „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata” – śpiewa celebrans w trakcie obrzędu.

W tym rytuale nie chodzi wyłącznie o oddanie czci Chrystusowi. Bp Grzegorz Ryś zwraca uwagę, że skoro całe życie chrześcijanina polega na naśladowaniu Chrystusa, na interpretowaniu swojego życia przez pryzmat życia Chrystusa, to w tym rytuale chodzi także o to, by pocałować swój własny krzyż.

Czy to będzie choroba, czy większy lub mniejszy nałóg, czy też problemy w relacjach, w pracy, czy w końca wada charakteru, na którą żadna asceza i praca nad sobą nie pomaga, pocałunek oddany krzyżowi jest okazją, by pocałować w ten sposób swoje własne cierpienie.

Katolik robi to nie dlatego, że jest masochistą rozkoszującym się w cierpieniu. Robi to ze względu na teologiczną cnotę nadziei – wierząc, że Chrystus po męce krzyżowej zmartwychwstał do nowego życia, ma uzasadnioną nadzieję, że Bóg może jego cierpienie wykorzystać ku większemu dobru. „Zawsze się radujcie, za wszystko dziękujcie. Taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” – pisał święty Paweł.

Adoracja krzyża pokazuje również nieco inny, praktyczno-ascetyczny wymiar rytuału. Zwraca na niego bp Kiernikowski w przytaczanej już książce.

Ci z nas, którzy wezmą udział w rytuale wielkopiątkowym, wiedzą, że adoracja krzyża ze względu na liczbę wiernych podczas nabożeństwa jest rytuałem długim, wymagającym dużej cierpliwości, długotrwałego przebywania w pozycji stojącej. Nie jest to sytuacja komfortowa.

Kiernikowski zaleca, by samo oczekiwanie na swoją kolej wykorzystać jako ćwiczenie ascetyczne z „umierania dla siebie”. Gdy ktoś się przepycha – powinniśmy go przepuścić i nie walczyć o swoje. Gdy pojawia się zdenerwowanie i zniecierpliwienie na chaotyczne zachowania ludzi stojących w kolejce – warto błogosławić w myślach te osoby.

Życie chrześcijańskie zaczyna się od małych rzeczy. „Bo kto w małych rzeczach jest wierny…”. Każdy gest rytualny może zostać przeżyty jako praktyka życia na wzór Chrystusa.

Ostatecznie bowiem – o czym pisałem w pierwszym tekście i co trzeba powtarzać do znudzenia – Triduum Paschalne jest rytuałem inicjacyjnym, który ma pozwolić wiernym porzucić stary niechrystusowy styl egzystencji i przybrać nowy. Ten styl demonstruje Chrystus, dobrowolnie dając się zabić na krzyżu. Chrześcijanin również musi być gotowym do tego, by dać się zabić.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.