Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Wielki Czwartek. O co tak naprawdę chodzi w tym dniu?

przeczytanie zajmie 9 min
Wielki Czwartek. O co tak naprawdę chodzi w tym dniu? „Ostatnia Wieczerza” Leonardo da Vinci

Katolicy – zarówno „kulturowi” jak i praktykujący – kojarzą Wielki Czwartek przede wszystkim z upamiętnieniem Ostatniej Wieczerzy, ustanowieniem przez Jezusa sakramentów kapłaństwa i Eucharystii. Jaka jest naprawdę symbolika tego dnia? Co oznaczają poszczególne części tego rytuału? Jak Jezus zmienia sens żydowskiej Paschy?

Całe Triduum Paschalne jest jedną liturgią

Triduum Paschalne – podobnie jak każda liturgia – nie jest teatrem. Wierni przychodzący na liturgię nie powinni przeżywać tych wydarzeń tak jakby nie wiedzieli, jaki jest ich finał. To, ważne bo często w kościołach księża mówią coś w rodzaju: „Pan Jezus jest dziś w grobie, jeszcze nie zmartwychwstał”.

To nieporozumienie. Chrześcijańska Pascha czy jakakolwiek inna celebracja liturgiczna rządzi się logiką przeplatającą cykliczność z historią. Co to znaczy? Chodzi o to, że w ciągu roku liturgicznego uobecniane są wydarzenia, które historycznie już się wydarzyły. Można powiedzieć, że liturgia jest czymś w rodzaju pamięci Kościoła, narzędziem, które uwiecznia, czyni obecnym tu i teraz to, co już się wydarzyło.

Tak jest również z Męką, Śmiercią i Zmartwychwstaniem Chrystusa. Chrześcijanin, wchodząc w tajemnicę Triduum Paschalnego, powinien je celebrować ze świadomością, jaki jest finał tej historii – a jest nim Zmartwychwstanie.

Po co jednak celebrować rok po roku te same wydarzenia? Czy chodzi wyłącznie o utrwalenie w pamięci wiernych mitu założycielskiego wspólnoty religijnej? Czy chodzi może jednak o rodzaj teatru, który ma przekazać pewną historię, zaś uczestniczący w „przedstawieniu” wierni są kimś w rodzaju obserwatorów stojących obok sceny?

Nie. Rytuał, którym jest Triduum Paschalne, poprzez znaki, gesty, wypowiadane słowa ma umożliwić wiernym przeżycie tego, co jest celebrowane. Wierny katolik ma – podobnie jak Chrystus – w sposób symboliczny przejść przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Istotą życia chrześcijanina jest bowiem życie na wzór i sposób Chrystusa, stanie się nowym człowiekiem.

Liturgia Triduum ma więc charakter wybitnie inicjacyjny – jeśli zostanie dobrze przeżyta, ma wprowadzać w nowy sposób życia, oddzielać stare od nowego.

Cechą wyjątkową Triduum jest to, że każdy z poszczególnych dni jest de facto częścią tej samej liturgii. Można powiedzieć, że liturgia ta zaczyna się w czwartek wraz z „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” kapłana i kończy się wraz z „Idźcie w pokoju Chrystusa. Alleluja. Alleluja” Nieszporów Niedzieli Wielkanocy.

Jest to istotne, gdyż – jak wskazywał chociażby kardynał Grzegorz Ryś w swoim, niedostępnym już niestety w internecie, wykładzie poświęconym Triduum Paschalnemu – wówczas wszystko, co jest czynione poza murami świątyni, również jest w pewnym sensie częścią liturgii.

Takie podejście może pomóc wprowadzić katolika choć na chwilę w stan integralności – i na liturgii i poza nią jestem tą samą osobą. Nie jestem kimś innym w kościele, w domu, w pracy etc. Egzystencja uzyskuje spójność.

Liturgia jest szkołą życia na wzór Jezusa. „Na liturgii nudzi się ten, kto nie dostrzega żadnego podobieństwa swojego życia do życia Chrystusa” – powiedział mi niegdyś pewien zakonnik. Jeżeli sposób bycia wiernego nie ma punktów wspólnych z życiem Chrystusa, a życie Syna Bożego nie stanowi żadnego punktu odniesienia, celu, do którego się dąży, to liturgia rzeczywiście może być dla takiej osoby co najwyżej wzniosłym, pięknym teatrem.

Jezus Chrystus zmienia znaczenie żydowskiego Święta Paschy

Wielki Czwartek uobecnia wydarzenia Ostatniej Wieczerzy. Pamiętam, że gdy jako dziecko słyszałem hasło „Ostatnia Wieczerza”, miałem w głowie coś w rodzaju kolacji pożegnalnej. Nie tłumaczono religijnego kontekstu tego wydarzenia.

Tymczasem Jezus razem ze swoimi uczniami celebrował Paschę – obok Jom Kippur (Dzień Przebłagania) najważniejsze święto judaizmu biblijnego. Pascha ma swoje dwa źródła przedbiblijne.

Pierwsze znajdowało się w praktykach religijnych semickich nomadów, którzy na początku wiosny, tuż przed wyruszeniem ze zwierzętami na pastwiska, składali w ofierze jedno z najbardziej okazałych zwierząt jednorocznych. Stąd bierze swoje źródło ofiara z baranka.

Drugim źródłem jest celebrowane przez ludy rolnicze Święto Przaśników. Wiązało się ono z cyklem odradzającej się przyrody oraz początkiem zbiorów jęczmienia. Rytuałem centralnym święta było ofiarowanie pierwszego chleba z nowych zbiorów.

Judaizm nadał tym świętom znaczenie biblijne i związał je z opowieścią założycielską tego narodu, dziejami wyjścia z Egiptu. I tak ofiara z baranka przypominała Żydom o tym, jak anioł śmierci, przechodząc przez Egipt i zabijając pierworodnych, ominął żydowskie domy pokropione krwią baranka.

Z kolei chleb przaśny – chleb, który nie zdążył się zakwasić – przypominał po pierwsze o pośpiechu, z którym Izraelici opuszczali Egipt. Po drugie – jak głosi formuła, którą wypowiada przewodniczący uczcie paschalnej – przypomina o udręczeniu, którego Izraelici doświadczali w niewoli. O tym znaczeniu Paschy traktuje pierwsze czytanie liturgii słowa Mszy Wieczerzy Pańskiej.

Jezus wraz ze swoimi uczniami celebrował Paschę według starego kalendarza galilejskiego – oficjalnie według kalendarza świątynnego święto miało zacząć się dzień później. To ważne, zwłaszcza dla zrozumienia symboliki Wielkiego Piątku.

Pascha miała ściśle przewidziany ryt, na który składało się spożywanie baranka, wygłoszenie Hagady (opowieści o wyzwoleniu Izraela z Egiptu) oraz ryty związane z chlebem i winem. Co ciekawe, choć to baranek był „głównym daniem” uczty ofiarnej, to Ewangelie nic o nim nie wspominają. Jak zwykło się interpretować, Ewangeliści chcieli w ten sposób podkreślić, że to Jezus jest prawdziwym barankiem, zaś jego ofiarowanie odbędzie się dzień później – w Wielki Piątek, dzień przygotowania Paschy według kalendarza świątynnego.

To, co się dzieje w trakcie celebrowanej przez Chrystusa i uczniów Paschy, z perspektywy Żyda musiało być doniosłe, jeżeli nie wręcz szokujące. Chrystus bowiem w trakcie uczty istotnie zmienia jej ryt. Okazuje się w tym momencie jako ktoś, kto ma władzę nad przekazywanym z pokolenia na pokolenie świętem. Ktoś będący suwerenem nad tradycjami, zwyczajami i świętami żydowskimi.

W pewnym sensie pokazuje też sens istnienia natury i samego Izraela. Pascha, jak wspominałem, miała swe źródło w rytuałach pasterskich i rolniczych. Z kolei Izrael włączył ją w celebrowanie swej świętej historii. Jezus – jako Bóg-człowiek – wchodząc w celebrację Paschy demonstruje, że zarówno natura jak i historia mają swoje wypełnienie właśnie w Nim.

Pokazuje to też logikę katolickiego rozumienia działania Boga w świecie – Bóg nie neguje tego co naturalne i historyczne, lecz dopełnia te sfery życia. Pokazuje ich ostateczny sens. Wpisuje je w kontekst historii zbawienia.

Wróćmy do sprawowanej przez Chrystusa Paschy. W oryginalnym rycie judaistycznym, gdy przewodniczący uczty bierze w ręce chleb – jeden spośród trzech chlebów obecnych w całym rycie – w celu połamania go i przekazania innym jej uczestnikom, wypowiada następujące słowa:

„Oto chleb udręczenia, który nasi przodkowie jedli w ziemi egipskiej; kto jest głodny, niechaj przyjdzie i spożywa; kto jest w potrzebie, niechaj przyjdzie i świętuje z nami Paschę”.

Z kolei Chrystus w tym właśnie momencie wypowiada następujące słowa: „To jest ciało moje za was wydane: czyńcie to na moją pamiątkę!”. Jezus całkowicie zmienia znaczenie paschy. Więcej – pokazuje, że święto Paschy mówi tak naprawdę o Nim.

Odtąd Pascha nie jest już opowieścią o wyzwoleniu Izraela z Egiptu, lecz o przejściu Chrystusa z więzienia starego człowieka – którego kondycję dobrowolnie przyjął na siebie – do kondycji nowego człowieka, zmartwychwstałego.

Z którego kielicha paschalnego pił Jezus?

Jeszcze radykalniej sytuacja wygląda w kwestii kielicha. Na żydowskiej uczcie paschalnej były cztery kielichy. Pierwszy – na otwarcie i poświęcenie uczty, drugi był związany z recytacją Hagady, trzeci – z błogosławieństwem na zakończenie uczty, czwarty zaś – z recytacją Hallelu – sekwencją psalmów wychwalających wielkie dzieła Boga, jakich dokonał w historii Izraela.

Chrystus nad kielichem wypowiada następujące słowa: „Ten kielich to Nowe Przymierze we krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22, 20). To decydująca zmiana. Stare przymierze zawarte pomiędzy Izraelem a Bogiem na Synaju osiąga swój kres.

Odtąd już nie będzie kultu opartego na składaniu ofiar ze zwierząt i przestrzeganiu Tory. Zaczyna się nowe przymierze, którego głównym przykazaniem jest: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak ja was umiłowałem”.

Nową ofiarą jest Eucharystia, która poprzez znaki i rytuał uobecnia to, co wydarzyło się właśnie w tamtą, konkretną Paschę: Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa. W Wielki Czwartek w dużej części kościołów kapłan tuż przed konsekracją wypowiada słowa: „On to w dzień przed męką za zbawienie nasze i całego świata, to jest dzisiaj (…)”. To co historycznie jednorazowe, staje się wiecznie uobecniane w liturgii.

W trakcie Paschy z uczniami Chrystus poprzez znaki celebruje to, co realnie dokona się poprzez śmierć na krzyżu, zstąpienie do otchłani i zmartwychwstanie. Nie ma już wielu ofiar. Jest jedna, doskonała ofiara, którą Kościół nieustannie uobecnia poprzez ryt eucharystyczny. Eucharystia jest nie tylko celebracją Paschy Chrystusa. Jest również objawieniem wewnętrznego życia Trójcy Świętej.

To, co wydarzyło się w ową Paschę, nie jest incydentem. Pokazuje sposób bycia Trójcy. „Ojciec odwiecznie zradza Syna, Syn odwiecznie oddaje swoje Życie Ojcu. Tym życiem zaś odwiecznie zradzanym i odwiecznie oddawanym jest Duch Święty” – pisze w książce Prawosławie Sergiusz Bułgakow. Chrystus dlatego mógł oddać swoje życie, że wiedział, iż jest odwiecznie zradzany, odwiecznie kochany. Mając życie wieczne, nie trzeba bać się śmierci.

Wróćmy do kwestii kielichów paschalnych. Nad którym z nich Jezus wypowiada słowa o Nowy Przymierzu? Bp Zbigniew Kiernikowski twierdzi, że nad czwartym, wprowadzającym w Hallel.

Istnieje jednak ciekawa interpretacja. Bułgakow w przytaczanej przeze mnie książce twierdził, że to nad trzecim kielichem Chrystus wypowiedział słowa zapisane przez Ewangelie synoptyczne i świętego Pawła.

Swoje twierdzenie opierał na słowach Jezusa z Ewangelii według świętego Mateusza: „Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego” (Mt 26,29).

Czwartego kielicha w tamtą Paschę Chrystus nie wzniósł – tak jakby pozostawił ów ryt niedomknięty. Co miałoby to oznaczać?

Jedna z interpretacji sugeruje, że Pascha Chrystusa dopełni się w jego śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu jako właściwym przejściu (bo słowa pesach jest najczęściej tłumaczone jako „przejście” – najpierw przez Morze Czerwone, a w Chrystusie – ze śmierci do życia). Przez zmartwychwstanie Chrystus przeszedł do Ojca i w ten sposób dopełnił czwartego kielicha Paschalnego.

Według innych interpretacji, czwarty kielich oznacza Paruzję – ponowne przyjście Chrystusa, który na końcu czasów domknie zbawczą Paschę ludzkości i przeprowadzi całe stworzenie do stanu ostatecznej doskonałości przewidzianej przez jej Stwórcę.

Kościół, celebrując Eucharystię, nieustannie wznosi trzeci kielich paschalny i będzie to robił aż do momentu ostatecznego „domknięcia” historii. „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale” – te słowa wypowiadają wierni po słowach konsekracji chleba i wina. W tym znaczeniu Eucharystia jest celebrowaniem tego co się dokonało i jednoczesnym oczekiwaniem na dopełnienie.

Kapłan jest tym, który umywa nogi

W Wielkim Czwartku jest jeszcze jeden element: ustanowienie kapłaństwa. W większości kościołów w Polsce księża otrzymają kwiaty i usłyszą życzenia od swoich parafian. Wielki Czwartek to święto księży – tak przyzwyczailiśmy się myśleć o tym dniu.

Nie jest to miejsce na szczegółową analizę, czym jest nowotestamentalne kapłaństwo. Podkreślę tylko, że Nowym Przymierzu tak naprawdę mamy jednego kapłana. Jest nim Jezus Chrystus – jedyny pośrednik między Bogiem a ludźmi. Przez chrzest każdy chrześcijanin ma uczestnictwo w Jego kapłaństwie. Każdy jest powołany, by ze swojego życia uczynić doskonałą ofiarę dla Ojca.

Dlaczego zatem potrzebujemy księży? Duchowni są po to, by w trakcie obrzędów liturgicznych uobecniać w sobie Chrystusa – Głowę Ciała Mistycznego, którym to ciałem jest Kościół. Kapłan w trakcie liturgii staje się alter Christus (drugim Chrystusem), a może nawet mocniej – ipse Christus (samym Chrystusem). Tym, który tak naprawdę sprawuje Eucharystię jest Jezus – ksiądz niejako użycza siebie do tej funkcji.

Obrzędem, który wyróżnia liturgię Mszy Wieczerzy Pańskiej, jest obmycie nóg. W starożytności – jak twierdzi w przywoływanym przeze mnie wykładzie kardynał Grzegorz Ryś – Kościół nie sprawował Eucharystii lecz właśnie ten rytuał.

Oficjalnie obrzęd ten nosi nazwę mandatum („przykazanie”). O jakie przykazanie chodzi?

„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem” – powiedział Chrystus do uczniów podczas ostatniej wieczerzy według Ewangelii św. Jana. Tym znakiem miłości jest właśnie obmycie nóg.

Ten gest Jezusa, umycie nóg, jak zwraca uwagę ks. Krzysztof Porosło, jest bardziej radykalny niż nam się wydaje. Żyd w Paschę celebrował swoją wolność. Pascha jest wyzwoleniem – pobożny Żyd mógł w jej trakcie czuć się dumnym i wolnym.

Co robi Jezus? Przepasanie się prześcieradłem i umycie nóg to gest niewolnika. Jezus – Pan i nauczyciel – staje przed swoimi uczniami jak niewolnik, a następnie mówi: skoro ja wam umywam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi.

To w tym momencie tak naprawdę celebrowane jest to, kim ma być kapłan. Ma być sługą. Więcej – niewolnikiem. „Stałem się wszystkim dla wszystkich” – pisał św. Paweł. Kapłan nie powinien starać się o honory i sukcesy, ale służyć pielgrzymującemu Ludowi Bożemu. Chrystus ma być dla niego wzorem.

Zarówno kapłan, jak i każdy ochrzczony jest powołany do tego, by miłować ludzi właśnie w ten sposób. Być żywym sakramentem obecności Chrystusa w świecie.

W praktyce często upadamy i pozostajemy dalecy od tego ideału. Ale nie możemy tracić go z oczu.

***

Na koniec wspomnę o jeszcze jednym symbolu. Wedle przepisów liturgicznych przed rozpoczęciem Mszy Wieczerzy Pańskiej tabernakulum – miejsce, gdzie przechowuje się konsekrowaną hostię – powinno być puste. Podobnie miejsca na wodę święconą w niektórych kościołach są opróżniane z wody.

Dlaczego? Chodzi o to, by podkreślić, że to właśnie z Triduum Paschalnego – z Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa – wszystkie sakramenty czerpią swoje źródło. Tak naprawdę każdy z siedmiu sakramentów jest na swój sposób uczestnictwem właśnie w tych wydarzeniach. Tak jak Adwent jest początkiem roku liturgicznego, tak Triduum Paschalne stanowi początek roku sakramentalnego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.