Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Igrzyska Olimpijskie w Polsce? Potrzebny impuls dla rozwoju

Igrzyska Olimpijskie w Polsce? Potrzebny impuls dla rozwoju Alysa Liu (USA) świętuje olimpijskie złoto w Mediolanie, luty 2026, źródło: Wikimedia Commons

Przez dekady ruch olimpijski był zakładnikiem reżimów politycznych, które wykorzystywały ideę olimpizmu do umacniania autorytaryzmu. Obserwowaliśmy festiwal megalomanii, astronomicznego pompowania budżetów igrzysk, byle pokazać mocarstwowość. To nie musi tak wyglądać i Włosi właśnie to udowodnili.

Olimpijskie ruiny

Italia to najlepszy możliwy przykład na to, jak racjonalna staje się idea igrzysk. W ciągu 20 lat Włosi dwukrotnie zorganizowali zimowe igrzyska. W 2006 r. gospodarzem imprezy był Turyn.

Zmagania sportowe szybko się skończyły, a budowana za miliony infrastruktura została i nie była nikomu potrzebna. To właśnie obrazki niszczejącej infrastruktury sportowej z Turynu były straszakiem w dyskusji o organizacji igrzysk nad Wisłą.

Największy absurd igrzysk to idea lokalizacji wszystkich aren na małej przestrzeni, w jednym mieście, nie zaś tam, gdzie może służyć przez lata. Po dwóch dekadach Włosi wyciągnęli wnioski i tegoroczne igrzyska wyglądały zupełnie inaczej.

6 wiosek olimpijskich, 14 aren w 8 różnych włoskich miastach. Poszczególne obiekty dzieliło nawet 400 km.

W efekcie żadnego obiektu nie trzeba będzie przerabiać na więzienie, tak jak miało to miejsce w Brazylii. Każda z aren włoskich igrzysk będzie służyć lokalnym klubom sportowym i rekreacji. Niczego nie wybudowano na pokaz

Francuzi, organizujący kolejne zimowe igrzyska, poszli jeszcze dalej. Dyscypliny podzielono na 4 klastry. W organizację ma być zaangażowanych minimum 9 miejscowości. Gospodarzem mają być Alpy Francuskie, a więc region, a nie miasto.

Areny zostaną rozlokowane tak, by realnie służyć później mieszkańcom. Co najciekawsze, zawody w łyżwiarstwie szybkim zostaną rozegrane w Holandii. Czyżby Francuzów nie było stać na porządny tor do łyżwiarstwa? Przecież w Polsce będą aż 2, a oni nie mają żadnego?

Nie, po prostu uznali, że taka infrastruktura nie jest im na co dzień potrzebna i nie będą jej zbędnie budować na jedną imprezę. Można? Można.

Takiej racjonalności bardzo brakowało w ruchu olimpijskim. Okazuje się, że na potrzeby igrzysk nie trzeba budować żadnej jednorazowej infrastruktury. Wręcz przeciwnie, organizacja igrzysk może służyć rozwojowi całych regionów i przyczyniać się do powstania wielofunkcyjnych obiektów, realnie służących społeczeństwu.

Potrzebujemy nowego zbiorowego celu

 Dlaczego to właśnie Polska powinna się ubiegać o organizację letnich igrzysk olimpijskich? Ponieważ to właśnie my, mamy ciekawą historię do opowiedzenia światu – transformację gospodarczą ostatnich dekad.

Być może Igrzyska Olimpijskie zorganizowane w Polsce byłyby momentem, w którym w końcu uświadomilibyśmy sobie, jak wielki sukces osiągnęliśmy w ostatnich 35 latach. Taka impreza także może okazać się bodźcem rozwojowym dla kilku sektorów gospodarki.

W Polsce najlepiej sprawdza się hetmański model zarządzania. Łatwiej było zorganizować masowe szczepienia przeciw nowo powstałemu wirusowi, niż zapewnić stały system finansowania służby zdrowia. Prościej jest na gwałt przekazać czołgi walczącej Ukrainie, niż zadbać na co dzień o odpowiednią ilość amunicji na wojskowych poligonach. Organizacja tak dużego wydarzenia może pchnąć do przodu wiele różnych spraw.

Wielofunkcyjność kluczem do sukcesu

Polska ubiega się o organizację letnich igrzysk i już pierwsze lakoniczne komunikaty są pozytywne. „Pamiętajmy, że MKOl zmienił zasady organizacji i o tę imprezę mogą starać się już nie miasta, a państwa. Lekką atletykę moglibyśmy rozegrać w Chorzowie, na Malcie w Poznaniu wszystkie sporty wodne i tak dalej” – mówił Radosław Piesiewicz.

Igrzyska miałyby więc odbywać się w całym kraju, a nie w jednym mieście. Dokładnie takiego podejścia potrzebujemy. Areny sportowe powinny być rozlokowane w całym kraju i przede wszystkim powinny być wielofunkcyjne.

Dużo większe znaczenie w całym procesie powinno mieć Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a nie Ministerstwo Sportu. Nie budujmy basenu olimpijskiego, tylko Centrum Hydrologii. Nowoczesne laboratoria, przestrzeń dla biznesu, atrakcje dla rodzin z dziećmi + basen.

Budowanie obiektów dla 12 osób reprezentujących nas w danej dyscyplinie to absurd. Należy tworzyć kompleksową infrastrukturę, która pozwoli Polakom rozwijać wiele różnych talentów. Najważniejsze sceny polskiego serialu „Heweliusz” kręcono w Belgii, bo tam jest odpowiedni basen imitujący warunki sztormu.

To kolejny przykład na to, jak wiele gałęzi gospodarki można pchnąć do przodu jedną wielofunkcyjną inwestycją, dając w ten sposób kilku miastom impuls rozwojowy.

Niestety dotychczasowe inwestycje w infrastrukturę sportową nie napawają optymizmem. Zbudowany za 100 mln zł tor do kolarstwa szosowego w Pruszkowie ma poważne problemy finansowe i mówi się nawet o rozbiórce tego obiektu.

Zbudowaliśmy w Warszawie typowo piłkarski stadion narodowy. Na tym typowo piłkarskim stadionie rozgrywano już zawody w siatkówce, żużlu, rugby, łyżwiarstwie figurowym, a nawet w windsurfingu. Jednak obiekt ten nie może gościć na stałe żadnej innej dyscypliny poza piłką nożną.

Na tym typowo piłkarskim stadionie nie da się też rozegrać finału Ligi Mistrzów, bo jest na to za mały. Teraz, z myślą o igrzyskach, jest plan, by go rozbudować. To zły kierunek.

W Warszawie nie ma też hali widowiskowo-sportowej. W przyszłym roku odbędą się kolejne MŚ w siatkówce, które ominą Warszawę przez brak odpowiedniego obiektu. Zasadniczo nie ma w tym nic złego. Warszawa nie jest sportową stolicą Polski i nie musi nią być.

Profesjonalny stadion lekkoatletyczny jest w Chorzowie. Absurdem było budowanie go, jeśli na potrzeby igrzysk zawody chcemy przenieść do Warszawy i tworzyć tam alternatywny obiekt. Hale sportowe są w Katowicach i Trójmieście – to tam powinny się odbywać zawody w sportach halowych.

Warszawa ma wiele ciekawych obiektów, w których da się rozegrać niektóre dyscypliny – warto pomyśleć o tym, jak można zagospodarować  powstające Muzeum Historii Polski i Centrum Nauki Kopernik. Co więcej, Warszawa wcale nie musi być miastem gospodarzem igrzysk. Powinien nim być Port Polska.

Państwo z carbonu

Nie budujemy zwykłego lotniska, tylko aerotropolis. CPK, czy – jak mówi obecna władza – Port Polska, to inwestycja, która zmieni mapę naszego kraju. Powstanie tam zupełnie nowa aglomeracja będąca infrastrukturalnym sercem Rzeczpospolitej.

Łódź i Warszawa i tak tworzą dziś jeden organizm aglomeracyjny, a po wybudowaniu między nimi nowych obiektów wyeliminowane zostaną kolejne bariery logistyczne. To właśnie ten nowy element na urbanistycznej mapie Polski powinien być oficjalnie gospodarzem igrzysk.

Liczne areny i wioski olimpijskie powinny być rozsiane po innych miastach, do których da się sprawnie i wygodnie dojechać z CPK. Byłby to wyraz idei Polski mobilnej i nowoczesnej.

Profesjonalnego sportu nie da się dziś uprawiać bez zaawansowanej technologii. Budowanie samych aren bez laboratoriów i parków naukowo-technologicznych nie ma większego sensu. Sport może służyć rozwojowi technologii podwójnego zastosowania i często to robi.

Powszechnie wiadomo jak kluczową rolę w skokach narciarskich odgrywają wiązania. Norwegowie wysyłają na zimowe igrzyska mobilne laboratorium by precyzyjnie dobrać smarowania do panujących warunków. Stroje dla pływaków tworzyła NASA. Funkcjonuje nawet pojęcie dopingu technologicznego, którego beneficjentem byli polscy biegacze na IO w Tokio, gdzie zdobyliśmy w biegach trzy medale. Toczyła się dyskusja, czy buty, w których biegała nasza kadra powinny być dopuszczone do użycia.

Walka o tysięczne sekundy, prace nad specyficznymi kombinezonami, różnorodnym sprzętem i mordercze treningi, podczas których mierzy się każdy parametr, mogą przysłużyć się w wojsku, medycynie, rehabilitacji, czy inżynierii. Sport należy więc traktować jako impuls do rozwoju technologii i innowacji.

Warto pamiętać też o ceremonii otwarcia. Trzeba będzie pokazać na niej coś innego niż husarię, żołnierzy wyklętych i powstanie warszawskie. Ceremonie otwarcia igrzysk są pozbawione wątków militarnych i martyrologicznych. Od tego mamy muzea i odpowiednie instytucje.

Ceremonia otwarcia

Trzeba położyć nacisk na inne akcenty. Koreańczycy chwalili się dronami, Japończycy przypomnieli o Super Mario, a Włosi nie wstydzili się italian disco podczas ceremonii otwarcia. Może podczas ceremonii powinniśmy skupić się właśnie na aspektach innowacji i promować polską przedsiębiorczość?

Mamy Józefa Strusia, Erazma z Zakroczymia, Mikołaja Kopernika, Marię Skłodowską-Curie, Ludwika Hirszfelda, Kazimierza Funka, Jana Szczepanika czy Ignacego Łukasiewicza. Bardzo by nam się przydało, aby oprócz nazwisk polskich hetmanów, znać też nazwiska wynalazców i konstruktorów.

Reforma sportu

 Polski model olimpizmu nie przkłada się na masowość sportu. Większość dyscyplin się nie rozwija, ale najgorsze jest to, że dotacje na sport nie służą temu, czemu powinny, czyli promocji kultury fizycznej. Statystyki są katastrofalne:

Ponad 90 proc. dzieci w polskich szkołach nie ma wystarczających zdolności ruchowych – wynika z raportu sporządzonego do projektu „WF z AWF. Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości”.

Sukcesy sportowe na najważniejszych imprezach nie wynikają z masowości danej dyscypliny tak jak ma to miejsce w Danii, Holandii czy Norwegii, a sport olimpijski nie przekłada się na wzmożoną aktywność sportową ogółu społeczeństwa.

Paradoks igrzysk

Celem organizacji Igrzysk w Polsce nie powinno być przede wszystkim zorganizowanie profesjonalnej imprezy sportowej. Brzmi to paradoksalnie, ale taka jest prawda. Trzeba potraktować Igrzyska jako bodziec rozwojowy, który pomoże nam pomyśleć o polskim sporcie zupełnie inaczej, a także zmotywuje gospodarkę do szarpnięcia cuglami.

Jednak to Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a nie Sportu powinno być wiodącą jednostką w organizacji tej imprezy. To realna szansa na spięcie wielu planowanych inicjatyw i przełamanie barier rozwojowych, a nie wyłącznie okazja do zdobycia kilku kolejnych medali olimpijskich. Igrzyska nie są sprawdzianem dla sportu, ale sprawdzianem dla państwa.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.