Czy Prawo i Sprawiedliwość to nowa sanacja? Oto, co mówią historyczne analogie
Jarosław Kaczyński na Placu Piłsudskiego; screen [z:] https://www.youtube.com/watch?v=OofLC6JFE9g
W obliczu narastających tarć między frakcjami „maślarzy” i „harcerzy”, pytanie o to, czy ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego uniknie dekompozycji, która dotknęła obóz Józefa Piłsudskiego, staje się bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

Porównania Prawa i Sprawiedliwości do sanacji towarzyszą tej partii niemal od początku jej istnienia. W debacie publicznej często przybierają one formę satyryczną lub krytyczną – postać Jarosława Kaczyńskiego bywa wprost „doklejana” do wizerunku Józefa Piłsudskiego, a całe zaplecze partii portretowane jest jako współcześni piłsudczycy.
Hasło budowy IV RP i rozprawienia się z patologiami, których symbolem została afera Rywina, mogło się w przeszłości jednoznacznie kojarzyć z piłsudczykowskim wezwaniem do „sanacji” państwa.
Również aktualnie ta analogia nie bierze się znikąd, a jej kluczowymi elementami jest wodzowski system zarządzania partią i państwem (w którym formalne ramy ustrojowe de facto ustępują woli lidera) oraz polityka gospodarcza odwołująca się do sukcesów II Rzeczypospolitej, jak chociażby w przypadku nawiązania projektem Centralnego Portu Komunikacyjnego do Centralnego Okręgu Przemysłowego.
Dziś pytanie o to, czy PiS podzieli los sanacji, staje się coraz bardziej aktualne. Proces sukcesyjnej walki o wpływy już się rozpoczął, a tarcia między frakcjami „maślarzy” i „harcerzy” z każdym miesiącem przybierają na sile. Czy sanacyjne analogie mogą okazać się właściwe w stosunku do ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego?
Jak to było z sanacją
Jeszcze przed zamachem majowym środowisko zwolenników Józefa Piłsudskiego było rozproszone ze względu na brak jednolitego bloku politycznego. Piłsudczyków znajdowali się wówczas w niemal każdym zakątku sceny politycznej, a stronników marszałka łączył jedynie jego autorytet. Dzięki temu możliwe stało się przeprowadzenie zamachu majowego.
Po przewrocie rola najbliższego otoczenia Piłsudskiego systematycznie rosła. Powstanie Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem wyrażało nie tylko antypartyjną retorykę, ale i proponowało odpowiedź na ideową różnorodność zwolenników marszałka.
W BBWR znaleźli się więc sanacyjni liberałowie skupieni wokół Kazimierza Bartla, lewicowi przedstawiciele Związku Naprawy Rzeczypospolitej, najbliższe środowisko wodza, a także konserwatyści. Ponownie – całość przedsięwzięcia bazowała na kulcie i uznaniu Piłsudskiego.
W kolejnych latach po maju 1926 roku doszło do wewnętrznej ewolucji obozu i kadrowych roszad. Umiarkowany Kazimierz Bartel, którego misją było ustabilizowanie sytuacji po zamachu, został w pewnym momencie zastąpiony przez Kazimierza Świtalskiego, reprezentującego radykalniejszą część sanacji, zwolennika rozprawienia się z opozycją parlamentarną. Według prof. Władysława Teofila Kuleszy, ten moment był symbolicznym wysunięciem się „grupy pułkowników” na czoło obozu władzy.
To środowisko stanowiło operacyjny trzon sanacji. Choć po zamachu majowym Piłsudski początkowo twierdził, że jego najbliższe otoczenie nie jest gotowe na ciężar rządzenia, stopniowe przejmowanie instytucji państwa skutkowało wzrostem politycznego znaczenia grupy.
Bezwzględna większość BBWR sformalizowała dominację pułkowników, którzy stali się rzeczywistymi architektami nowej polityki państwa: od pacyfikacji opozycji, po projekt nowej konstytucji.
Prawdziwa dekompozycja obozu sanacyjnego zaczęła się jeszcze za życia marszałka, wraz z pogarszającym się stanem jego zdrowia. Zaczęły się pojawiać ośrodki skupione przy kluczowych dla ugrupowania osobach.
Wokół prezydenta Ignacego Mościckiego oraz szykowanego na następcę w armii Edwarda Rydza-Śmigłego zaczęły wyrastać autonomiczne frakcje, stanowiące alternatywę dla premiera Walerego Sławka. Oznaczało to, że rozpoczęła się walka o schedę, która weszła we właściwą fazę po odejściu arbitra.
Śmierć marszałka – rozłam w monolicie
Śmierć Piłsudskiego przynosiła głębsze zmiany w obozie władzy i państwie. Marszałek zmarł tuż po przyjęciu konstytucji kwietniowej, która była tworzona z myślą o nim. Brak rozjemcy sporów doprowadził do utrwalenia się podziałów na trzy główne grupy.
Pierwszą był „Zamek” skupiony wokół prezydenta Ignacego Mościckiego, drugą – Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, czyli zwolenników nowomianowanego Edwarda Rydza-Śmigłego, zaś trzecią – pozostałości po pułkownikach, którymi kierować próbował Walery Sławek.
Na skutek spisku zawiązanego przez prezydenta i GISZ udało się odsunąć od władzy Walerego Sławka. Początkowo to prezydent był dominującym graczem w walce o władzę, ale Rydz-Śmigły zażądał ustępstw kompetencyjnych, na które Mościcki przystał. Od tego czasu można mówić o dwuwładzy, uzupełnianej jeszcze przez obecność na zamkniętych spotkaniach ministra Józefa Becka.
Wraz z biegiem czasu frakcja GISZ wywierała coraz większy wpływ zarówno na strukturę państwa, jak i kierunek, w którym miało ono zmierzać. Po pierwsze, Edward Rydz-Śmigły zaczął być tytułowany „drugą osobą w państwie”, co nie znajdowało odzwierciedlenia w konstytucji.
Po drugie, stworzył Obóz Zjednoczenia Narodowego, który miał reprezentować jego ambicje polityczne i prowadzić państwo w kierunku prawicy. Mościckiemu udało się powstrzymać ten ideowy dryf poprzez dymisję Adama Koca z funkcji komendanta OZN, jednakże jasne stało się, że inicjatywa jest po stronie Rydza-Śmigłego.
Jak stwierdził prof. Antoni Dudek, następnym Prezydentem RP miał zostać Marszałek Rydz-Śmigły, który zdążył zbudować na tyle silną grupę zwolenników, wobec której Ignacy Mościcki nie byłby w stanie postawić veto.
Całkiem możliwe, że gdyby nie wybuch II wojny światowej, spadkobiercą Piłsudskiego ostatecznie zostałby właśnie Rydz-Śmigły, który przesunąłby się z pozycji „drugiej osoby w państwie”, na pozycję formalnej głowy państwa.

Gdyby PiS był sanacją
Gdyby nałożyć na obecny PiS historyczną kalkę, wówczas dałoby się podzielić obóz na trzy stronnictwa, Oczywiście pamiętając, że to daleka, funkcjonalna jedynie analogia historyczna.
Wówczas „Maślarze” odpowiadaliby GISZ. Obóz Jakiego, Sasina i Bocheńskiego dąży do marginalizacji skrzydła umiarkowanego i przyjęcia twardego kursu na prawo. Podstawowa różnica tkwi w rozproszonym charakterze tej grupy, skupiającej przecież kilku polityków o dużych ambicjach, podczas gdy obóz GISZ był zhierarchizowany i miał jednego jasnego lidera.
„Harcerzy” zaś można porównać do pułkowników. Mateusz Morawiecki i jego stronnictwo zależy od Jarosława Kaczyńskiego, który niekiedy bierze go w obronę. Podobnie było z Walerym Sławkiem, który za życia Piłsudskiego mógł się cieszyć stabilnością i obejmować najważniejsze stanowiska państwowe, a także wpływać na przyszły kształt państwa.
Naturalną różnicą pomiędzy pułkownikami a „harcerzami” jest to, że ci pierwsi byli z marszałkiem od czasu legionów, podczas, gdy morawiecczycy są traktowani w partii jako ciało obce lub nomadzi, którzy dołączyli do partii w momencie sprzyjających wiatrów w drugim dziesięcioleciu XXI wieku.
Trzecim obozem byłby rodzący się wokół Karola Nawrockiego obóz prezydencki. Hipotetycznie wzmocnione stronnictwo głowy państwa naturalnie nasuwa skojarzenia z „Zamkiem” Ignacego Mościckiego. Prezydent, posiadając narzędzia w postaci weta czy inicjatywy ustawodawczej, zyskuje przewagę, która nadaje mu szczególną rolę w procesie zmian wewnątrz PiS.
Analogia dotyczy także kandydatury obu. Nawrocki – tak jak Mościcki – został wybrany przez przywódcę obozu, nie był wcześniej politykiem, miał ustabilizować sytuację ugrupowania, a przy tym miał nie stanowić konkurencji dla przywódcy. To ostatnie może jednak zostać szybko zweryfikowane po wyborach parlamentarnych w 2027 roku.
Fundamentalne różnice: podział władzy a walka o przetrwanie
Mimo istniejących podobieństw, sytuację obu obozów dzielą różnice. Sanacja w momencie śmierci Piłsudskiego znajdowała się u szczytu potęgi, sprawując władzę w państwie, posiadając swojego prezydenta, premiera, kontrolując kluczowe instytucje państwa i wprowadzając konstytucję kwietniową, dającą jej jeszcze większy zakres kompetencji. Wewnętrzne konflikty były sporami o podział realnej władzy.
PiS zaś od 2023 roku znajduje się w defensywie, a wewnętrzne tarcia toczą się w realiach opozycyjnych. Żadne zaostrzenie sporu nie prowadzi do wzrostu wpływów w państwie, a wręcz oddala partię od powrotu do rządzenia.
Różna jest także intensywność goryczy przegranej we własnym obozie. W sanacji oznaczała ona dymisję ze stanowisk państwowych i odsunięcie od wpływu na władzę; w obecnej sytuacji realną karą w PiS jest zawieszenie w prawach członka, odsunięcie od możliwości wpływania na kurs partii lub w najgorszym wypadku – utrata miejsca na liście wyborczej czy usunięcie z ugrupowania.
Pułapka braku następcy
Marszałek nie namaścił jednoznacznie żadnego ze swoich współpracowników, co przyczyniło się do rozbicia obozu na kilka grup interesów. Walery Sławek przepadł, nie mając oficjalnej legitymizacji ze strony Piłsudskiego, co przyczyniło się do jego marginalizacji i zawiązania współpracy między Mościckim a Rydzem-Śmigłym bez ostatecznego zwycięzcy w walce o następstwo.
Dziś PiS znajduje się w podobnym miejscu. Strategia prezesa oparta o metodę „dziel i rządź” dotychczas pozwalała utrzymać wewnętrzną równowagę sił, a dzięki temu kontrolę nad partią. W przypadku słabości Kaczyńskiego bądź braku wskazania następcy, może to kosztować partię wieloletni konflikt o schedę, który uderzy w wyniki wyborcze.
Jeśli PiS wróci do władzy, najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz nowej dwuwładzy. Gdyby premierem zostałby Przemysław Czarnek, wówczas można oczekiwać zawarcia porozumienia na wzór tego zawartego między „Zamkiem” a GISZ w II RP.
Powstałaby wówczas forma nowego duumwiratu. Na skutek tego wypchnięci zostaliby „harcerze”, a partia wykonałaby kolejny krok w prawo. W przypadku porażki należy oczekiwać, że to prezydent zyska w oczach kolejnych członków partii, gdyż będzie jedynym formalnym ośrodkiem władzy, zdolnym do przeciwstawiania się rządowi. Może się wówczas okazać, że „harcerze” postawili właściwą diagnozę co do oczekiwań wyborców.
Należy jednak pamiętać o tym, że w obecnym polskim systemie politycznym głowa państwa ma nieproporcjonalnie mniejsze uprawnienia względem prezydenta funkcjonującego w oparciu o konstytucję kwietniową. To wzmacnia pozycję premiera jako głównego architekta obozu władzy.
Z drugiej strony utworzenie rządu, na którego czele stanie kandydat PiS, nie jest w dzisiejszej perspektywie takie pewne, a w przypadku niepowodzenia wyborczego w 2027 roku – pociągnie to za sobą roszady w partii i wzmocni głos prezydenta.
Czy w takim wypadku prezydent Karol Nawrocki byłby w stanie przejąć PiS? Jest to jeden z możliwych scenariuszy wynikający z obecnej sytuacji. Pewne jest natomiast to, że dopóki Jarosław Kaczyński jest w stanie zarządzać partią, dopóty będzie on ostatecznym arbitrem wszelkich sporów i to on będzie decydował, jak ma wyglądać partia i w którym kierunku ideowym ma zmierzać, dokładnie tak jak robił to marszałek Piłsudski.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.