Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Ideowa matka PiS-u. Za co Jadwiga Staniszkis ceniła Jarosława Kaczyńskiego?

Ideowa matka PiS-u. Za co Jadwiga Staniszkis ceniła Jarosława Kaczyńskiego? autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Staniszkis widziała w Prawie i Sprawiedliwości siłę zdolną wyrwać Polskę z pułapki „rozwoju zależnego”. Wierzyła, że państwo może przestać być jedynie pasywnym biorcą technologii powstających gdzie indziej. Program 500+ oceniała nie tylko jako transfer socjalny, ale jako impuls rozwojowy, mający wyważyć proporcje między sprawiedliwością a wzrostem.

Zasada niesprzeczności idzie pod młotek

Obraz Jadwigi Staniszkis, jaki wyłania się ze świetnej, choć wciąż czekającej na swoją premierę, książki Krzysztofa Katkowskiego, jest w gruncie rzeczy pęknięty. Publikacja ta, oparta w dużej mierze na wywiadach z osobami, które znały profesor Staniszkis lub na których jej myśl silnie wpłynęła, jawi się jako zbiór perspektyw niemal niemożliwych do pogodzenia. Sam tytuł wyraża to wprost: to studium sprzeczności.

Na poziomie czysto biograficznym, wręcz „wikipedyjnym”, to pęknięcie nie jest jeszcze aż tak widoczne. Kim była Staniszkis? Profesor socjologii, kobieta „Solidarności”, wnikliwa analityczka polityczna, badaczka realnego socjalizmu i postkomunizmu. Klasyk, postać pomnikowa.

Nowością, jaką wnosi książka Katkowskiego do wciąż zalążkowego nurtu badań nad myślą Staniszkis, jest właśnie owa polifonia. Autor zestawia ze sobą spojrzenia, które niezwykle trudno sprowadzić do wspólnego mianownika.

Jak bowiem pogodzić opinię Tobiasza Bocheńskiego, widzącego w niej „postać kluczową dla polskiej prawicy”, z diagnozą Joanny Wojciechowicz, wieloletniej przyjaciółki Jadwigi Staniszkis, która twierdzi krótko: „ona zawsze była lewicowa (…), coś jej z tym PiS-em odbiło”?

Jak zestawić surowy werdykt Jana Śpiewaka, według którego „pisała bzdury” i „maskowała głupotę kwiecistymi słowami”, z wyznaniem Mateusza Morawieckiego, dla którego lektura Ontologii socjalizmu czy Postkomunizmu była doświadczeniem formacyjnym?

Odpowiedź jest prosta: nie da się. Być może życie i myśl Jadwigi Staniszkis – wiernej czytelniczki Hegla odrzucającego przecież zasadę niesprzeczności – z natury nie poddają się zamknięciu w jednej, spójnej formule.

Można jednak szukać kluczy interpretacyjnych. Spróbuję zaproponować jeden z nich, analizując fundamentalną dla Staniszkis sprzeczność: jak to się stało, że ateistka o lewicowo-liberalnej obyczajowości stała się punktem odniesienia właśnie dla Prawa i Sprawiedliwości. Więcej – jak to się stało, że wiele lat pani profesor wspierała projekt Jarosława Kaczyńskiego.

Postkomunizm: realny czy fantomowy?

Pierwsza nasuwająca odpowiedź brzmi: postkomunizm. Hasło to nie tylko powraca co jakiś czas w wypowiedziach prominentnych polityków PiS-u. Postkomunizmowi poświęcone są także choćby pierwsze rozdziały programu Prawa i Sprawiedliwości z 2019 i 2023 roku.

Dziś jednak, posiłkując się językiem Jacka Sokołowskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że postkomunizm stał się „pojęciem fantomowym”. To raczej widmo z przeszłości i retoryczna pałka służąca do okładania przeciwników, nie zaś narzędzie realnego opisu rzeczywistości.

Skądinąd fakt, że to pojęcie na trwałe weszło do języka, pokazuje, że na poziomie metapolitycznym „pani socjolog wyklęta” (określenie Piotra Glińskiego) odniosła zwycięstwo. Czym jednak był ten realny, a nie fantomowy postkomunizm?

Kluczowym elementem opisu Staniszkis jest ukazanie procesu »komercjalizacji państwa«. (…) po 1989 roku państwo nie stało się nowoczesną instytucją zdolną do koordynacji i sterowania, lecz rozpadło się na sieci klientelistyczne i pajęczyny o różnej logice działania.

Te układy, często zakorzenione w dawnych nieformalnych strukturach PRL, zaczęły kolonizować fundusze publiczne. Zamiast racjonalnej polityki gospodarczej pojawiły się mechanizmy eksploatacji – państwo stało się źródłem łatwego kapitału, przechwytywanego przez grupy interesu” – pisze Katkowski.

Ta „pasożytnicza adaptacja”, jak określa ją autor, doprowadziła do zwijania systemu komunistycznego przy jednoczesnym budowaniu prywatnych fortun na publicznych zasobach. Katkowski kreśli ten obraz głównie na bazie lektury wydanego w 2001 roku Postkomunizmu. To pozwala nam sformułować cząstkową odpowiedź na pytanie: dlaczego rodzący się wówczas PiS (wcześniej Porozumienie Centrum) tak chętnie przejął myśl Staniszkis?

Wydaje się, że stanowiła ona idealne ideowe podglebie dla formacji – wówczas jeszcze nie PiS, lecz Porozumienie Centrum – która na początku lat 90 tych była inwigilowana przez służby specjalne z Urzędu Ochrony Państwa i którą zasadniczo ominęło uwłaszczeniowe eldorado.

PiS i jego poprzednie wcielenia to partia, która – idąc za Rafałem Matyją – w swoim DNA miała antykomunizm, która dostrzegała realny przecież fakt, choć w dużej mierze wymykający się empirycznemu badaniu, istnienia siatki byłej komunistycznej nomenklatury.

Gdy owe teorie na początku XXI wieku okazały się co do zasady prawdziwe, stały się funkcjonalnym paliwem narracyjnym i mitotwórczym dla obozu dzisiejszej Zjednoczonej Prawicy. Stąd brała się idea IV RP. Moralnej sanacji państwa polskiego, którą to miał realizować PiS w koalicji razem z Platformą Obywatelską w 2005 roku.

Jadwiga Staniszkis wiązała z tym projektem wielkie nadzieje, licząc na koalicję PiS-PO. Rozczarowanie przyszło szybko, gdy zamiast z Platformą, PiS porozumiał się z Samoobroną i LPR-em. Po latach, w 2016 roku, mówiła Agatonowi Kozińskiemu:

Rozczarowałam się. Gdy PiS był słabszy politycznie, wydawał się być sprawniejszą partią (…) Ale widzę, że się pomyliłam. Z tamtego okresu (lat 2005-2007 – red.) pozostała koncepcja wroga i bardziej systematyczny skok na państwo, z uznawaniem prawa jako przeszkody”.

Ucieczka z peryferii

Ta historia jest jednak znana i oczywista dla każdego, kto liznął trochę historii ostatnich trzech dekad. Ciekawsze pozostaje inne pytanie.

Co sprawiło, że Staniszkis, ateistka i intelektualistka, która potrafiła chwalić Rafała Trzaskowskiego za podpisanie karty LGBT, z własnej woli przez lata trwała przy poparciu dla PiS-u? Moja odpowiedź brzmi: peryferyjność państwa polskiego. Ten klucz interpretacyjny najlepiej wybrzmiewa w rozmowie Katkowskiego z Bartłomiejem Radziejewskim, dyrektorem Nowej Konfederacji:

„Jej sposób podejścia do badań strukturalnych i ujęcie centrum–peryferii – to przecież czysty Immanuel Wallerstein w dużej mierze. Staniszkis była ponad podziałami, nie da się jej określić jako teoretyczki prawicowej czy lewicowej.

Ale jakby już koniecznie chcieć, to więcej pewnie tam było inspiracji lewicowych. Tylko że… ja też na przykład używałem Wallersteina do wielu rzeczy i nie uważam, żeby to mnie czyniło bardziej lewicowym”.

Wallerstein, socjolog o marksistowskim rodowodzie, sformułował jednak kluczową dla polskiej prawicy teorię centrum-peryferie. Dla niego świat to struktura podzielona na państwa rdzenia oraz obszary peryferyjne, a niezbędnym elementem tej układanki są półperyferia.

Sytuując się pośrodku pod względem siły państwa i złożoności gospodarki, odgrywają one rolę zbliżoną do grup pośredniczących w dawnych imperiach. Półperyferia przejmują na siebie część politycznego nacisku, który w innym przypadku grupy z obszarów peryferyjnych skierowałyby bezpośrednio przeciwko państwom rdzenia.

Cały ten układ opiera się na geograficznej hierarchii zajęć i zawodów. Kapitalistyczna gospodarka-świat z zasady wyżej opłaca zakumulowany kapitał (w tym kapitał ludzki) niż „surową” siłę roboczą. Z tego powodu zajęcia wymagające wyższych kwalifikacji i większej kapitalizacji są zastrzeżone dla obszarów uprzywilejowanych.

„Montownia Europy”, „niskie koszty pracy jako przewaga konkurencyjna”, „komercjalizacja państwa” – tym jest właśnie Polska w wallersteinowskiej układance. W rozmowie z Kozińskim Staniszkis mówiła:

„Wyrwanie się z niego (rozwoju zależnego – red.) wcale nie wymaga całkowitego przemodelowania Polski. Wystarczą do tego zmiany w poszczególnych segmentach życia. Przede wszystkim potrzebne są inwestycje.

Trzeba lepiej wyważyć proporcje między sprawiedliwością i rozwojem, pilnować, by polityka socjalna stawała się impulsem rozwojowym – akurat program 500+ jest dobrym przykładem takiego działania. Szczególną degradację mamy w dziedzinie edukacji i nauki, dbanie o te dziedziny nie jest potrzebne, gdy mamy do czynienia z rozwojem zależnym, a więc sytuacją, gdy innowacje powstają gdzieś indziej.

Reszta dziś polska gospodarka – małe i średnie przedsiębiorstwa – jest za słaba, żeby móc samodzielnie wdrażać innowacje, mimo że wciąż pojawiają się nowe pomysły. A zachodnie przedsiębiorstwa nie są zainteresowane rozwijaniem ich w naszym kraju.

Duże polskie firmy publiczne wciąż z kolei reprodukują te same technologie. Dlatego rząd powinien się koncentrować na tym, żeby pobudzić innowacje u nas”.

Staniszkis widziała w PiS-ie siłę zdolną wyrwać Polskę z pułapki „rozwoju zależnego”. Wierzyła, że państwo może przestać być jedynie pasywnym biorcą technologii powstających gdzie indziej. Program 500+ oceniała nie tylko jako transfer socjalny, ale jako impuls rozwojowy, mający wyważyć proporcje między sprawiedliwością a wzrostem. Słowem, postrzegała PiS przede wszystkim jako projekt modernizacyjny.

***

Od zwycięstwa PiS w 2015 roku minęło wiele lat. Wydaje się jednak, że myśl Staniszkis nadal może inspirować. Rozumiana jako intelektualna przeciwniczka modelu zależnego, peryferyjności Polski i partyjniactwa, jest czymś znacznie więcej niż tylko matką chrzestną coraz bardziej wyświechtanego hasła „postkomunizmu”.

Jej myśl, podobnie jak teorię Wallersteina, można przejąć i odczytać na nowo, wykraczając poza logikę polaryzacji. Wpisanie jej w kontekst modnych dyskusji o polityce przemysłowej to zaledwie ułamek jej intelektualnego potencjału.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.