Co czwarty reaktor na świecie powiązany z Kremlem. Dlaczego rosyjski atom wciąż zasila Europę?
Dyrektor Generalny ROSATOM Aleksiej Lichaczow podczas 66. Konferencji Generalnej MAEA. Wiedeń, 26 września 2022 r. Źródło: commons.wikimedia.org
Zamknięcie cieśniny Ormuz spowodowało gwałtowny wzrost cen energii elektrycznej we wciąż zależnej od zagranicznych dostaw ropy i gazu Unii Europejskiej. W dyskusjach o suwerenności energetycznej regularnie powraca temat europejskiego atomu, którego porzucenie okazało się strategicznym błędem. Przyznali to nawet Ursula von der Leyen i Friedrich Merz. Dziś Unia deklaruje chęć powrotu do energetyki jądrowej, jednak po 4 latach wojny w Ukrainie wciąż pozostaje w tym sektorze silnie zależna od Rosji.
Strategiczny błąd Europy
Ceny energii w Europie należą do najwyższych na świecie, co uderza zarówno w gospodarstwa domowe, jak i w lokalny przemysł energochłonny. Według danych z raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej, ceny dla przemysłu były w Europie w 2025 roku ponad 2-krotnie wyższe niż w USA oraz prawie 2-krotnie wyższe niż w Chinach czy Indiach.
Jednocześnie we Francji (opierającej swój miks energetyczny na atomie), choć wciąż pozostają wyższe niż w USA, są one wyraźnie niższe (ok. 2-krotnie) od cen niemieckich czy włoskich, a także od średniej unijnej.
Dla europejskich gospodarstw domowych ceny energii w latach 2019–2024 również znacząco wzrosły. W Polsce w 2024 roku podatki, daniny i opłaty dodatkowe stanowiły blisko połowę całkowitej ceny energii – ich nominalna wartość wzrosła w tym okresie ponad dwukrotnie.
Odejście od atomu oraz droga i niesuwerenna transformacja energetyczna – opierająca się w dużym stopniu na uzależnieniu od chińskich technologii – przyczyniły się do wzrostów cen energii i pozostania w zależności od pozaeuropejskich łańcuchów dostaw.
W marcu tego roku podczas Szczytu Energii Jądrowej w Paryżu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przyznała, że „zmniejszenie udziału energii jądrowej było wyborem”, oraz że „odwrócenie się Europy od niezawodnego, przystępnego cenowo źródła niskoemisyjnej energii było strategicznym błędem”.
Podobne stanowisko przyjął kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który nazwał wycofanie się z atomu „poważnym błędem strategicznym”. Nasz zachodni sąsiad zamknął swoje ostatnie reaktory jądrowe w 2023 roku, a ich ponowne uruchomienie ze względu m. in. na ich fizyczny demontaż nie jest możliwe.
Europa i świat zależne od rosyjskiej (cywilnej) potęgi atomowej
Unia Europejska jest wciąż silnie zależna od importu paliw kopalnych – w tym z Rosji – które stanowią ponad 60 proc. jej całkowitego miksu energetycznego. W maju zeszłego roku UE ponownie przedstawiła plan uniezależnienia się od energii z Kremla.
Po 2027 roku skończyć się ma całkowicie import rosyjskiego gazu. Rozwiązana ma zostać również kwestia „floty cieni” wykorzystywana przez Kreml do unikania sankcji na ropę.
Trzecim, bardziej problematycznym elementem unijnej polityki, jest odejście od rosyjskiej (taniej) energii jądrowej poprzez ograniczenie nowych umów podpisywanych wspólnie przez Agencję Dostaw Euratomu na dostawy uranu, wzbogaconego uranu i innych materiałów jądrowych pochodzących z Rosji. W tym aspekcie UE pozostawała silnie zależna od Moskwy od początku wojny na Ukrainie (a także wcześniej).
Według Eurostatu energia jądrowa zapewnia około 23 proc. energii elektrycznej w UE i około 50 proc. jej energii niskoemisyjnej. Do jej wytwarzania niezbędny jest uran, lecz kluczową rolę odgrywają zdolności jego konwersji (czyli chemicznego przygotowania surowca do dalszej obróbki) i wzbogacania (nadania uranowi właściwości niezbędnych do podtrzymania reakcji jądrowej).
Te etapy, wymagające odpowiedniej technologii i infrastruktury, składają się na cykl paliwowy, w wyniku którego powstaje paliwo nuklearne, niezbędne do funkcjonowania elektrowni jądrowych.
Choć Rosja zapewnia jedynie ok. 6 proc. światowej produkcji uranu, to odpowiada za 20 proc. globalnych zdolności konwersji, aż 46 proc. zdolności wzbogacania oraz 10 proc. zdolności wytwarzania paliwa jądrowego.
Co czwarty reaktor jądrowy na świecie jest związany z Rosją, będąc zbudowanym na jej terytorium, za granicą lub wciąż będąc w budowie przy użyciu rosyjskiej technologii i polegając na częściach zamiennych, konserwacji oraz paliwie od Rosatomu – państwowego giganta w dziedzinie energii nuklearnej.
W UE funkcjonuje 19 reaktorów jądrowych (VVER-440 i VVER-1000) zaprojektowanych w ZSRR i Rosji, z których korzystają Węgry i Słowacja (ich elektrownie atomowe produkują ok. 50 proc. krajowej energii), a także Czechy, Bułgaria i Finlandia.
Ponadto opóźnione zostało uruchomienie kolejnej jednostki Mochovce 4 na Słowacji oraz trwa budowa reaktora Paks II na Węgrzech, którego głównym wykonawcą jest Rosatom. Licencję na budowę wydano kilka miesięcy po rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Powiązanie tych elektrowni z Rosją nie ogranicza się tylko do samej konstrukcji – wszystkie te reaktory były całkowicie uzależnione od dostaw paliwa jądrowego produkowanego przez spółkę TVEL, będącą częścią państwowego Rosatomu.
O ile dla nowszych reaktorów VVER-1000 udało się wdrożyć alternatywne paliwo amerykańskiej firmy Westinghouse, o tyle w starszych modelch VVER-440 zastąpienie rosyjskiego paliwa jest znacznie trudniejsze, co potęguje uzależnienie od rosyjskiego importu.
Jednocześnie UE stara się stopniowo dywersyfikować import usług nuklearnych i wzmacniać własne zdolności. Nawet jeśli w perspektywie krótkoterminowej nie daje to spektakularnych efektów, to długofalowo oznacza dla Rosatomu kurczenie się zachodniego rynku.
Zmusza to rosyjskie konsorcjum do skoncentrowania się na Wschodzie i Globalnym Południu. Rosatom prowadzi obecnie budowę 20 nowych bloków jądrowych w Chinach, Indiach, Turcji, Egipcie, Bangladeszu, Iranie i na Węgrzech, z czego aż 6 inwestycji rozpoczęto po agresji na Ukrainę.
Budowa tureckiej elektrownii atomowej Akkuyu postępuje – ma ona zapewnić aż 10 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Nie należy również zapominać zbudowanej przez Rosjan elektrowni w Ostrowcu na Białorusi.
Porzucenie rosyjskiego atomu czy powrót do „business as usual”
W 2023 r. państwa UE sprowadziły z Rosji 23 proc. naturalnego uranu, a rok później 16 proc. W 2024 r. Rosatom odpowiadał też za 22 proc. usług konwersji oraz 23 proc. usług wzbogacania uranu na rzecz europejskich operatorów.
Wartość tego importu wynosi ok. 1 mld euro rocznie, radykalnie mniej niż w przypadku paliw kopalnych, co zdaje się być powodem częstego pomijania atomu w debatach o rosyjskiej energii w bilansie energetycznym UE.
UE praktycznie nie posiada własnych zdolności wydobywczych naturalnego uranu i jest niemal w 100 proc. uzależniona od importu. Na liście największych dostawców tego surowca znajduje się Kanada (34 proc. zapotrzebowania w 2024 r.) oraz Kazachstan (24 proc.).
W jego przypadku tego drugiego transport na zachód przebiega przez terytorium rosyjskie, co stwarza strategiczne zagrożenia. Resztę europejskiego zapotrzebowania w niemal całości uzupełniają Niger, Australia oraz Chiny.
W przypadku konwersji i wzbogacania jest inaczej: pomimo silnej zależności od Kremla, posiadamy również europejskie zdolności. W 2022 r. francuski koncern Orano pokrył 37 proc. unijnego zapotrzebowania na usługi konwersji uranu, a w 2023 i 2024 r. UE była w stanie pokryć 55 i 65 proc. usług wzbogacania.
Jednocześnie w raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich „Niedokończona derusyfikacja. Pozostałości powiązań energetycznych UE z Rosją” z listopada 2024 analitycy pisali o „wciąż utrzymujących się bliskich więziach komercyjnych pomiędzy francuskim sektorem nuklearnym a Rosatomem” oraz o jego partnerstwie m. in. z państwową grupą EDF dotyczącym współpracy badawczo-rozwojowej w zakresie wytwarzania zielonego wodoru.
Eksperci OSW podkreślali, że „ani Rosatomu, ani dostaw rosyjskiego paliwa atomowego czy usług związanych z jego produkcją nie objęto sankcjami”, choć w połowie 2025 roku ten stan zaczął powoli się zmieniać.
Agencja Dostaw Euratomu przestała współpodpisywać nowe długoterminowe umowy na rosyjski uran i usługi wzbogacania, a datę 1 stycznia 2028 r. wyznaczono jako ostateczny termin całkowitego wyeliminowania rosyjskich surowców energetycznych, w tym produktów jądrowych, z rynku UE.
Autorzy kompleksowej publikacji „Zależność Unii Europejskiej i świata od rosyjskich usług w cyklu paliwa jądrowego oraz sposoby ich ograniczenia” [tłum. autora] z listopada ubiegłego roku uważają, że „ograniczenie wpływów Rosji jest możliwe, ale będzie wymagało długoterminowego zaangażowania, determinacji politycznej i akceptacji wyższych kosztów energii jądrowej, szczególnie w zakresie usług konwersji i wzbogacania. Przy ciągłym wysiłku pełna niezależność od usług rosyjskiego cyklu paliwa jądrowego jest uważana za osiągalną między 2030 a 2035 rokiem”.
Akceptacja wyższych kosztów to nie tylko kwestia ekonomiczna, ale także strategiczna. Sedno problemu tkwi we wciąż obecnej wśród europejskich decydentów pokusie powrotu do modelu „business as usual” z Rosją, ryzykując stworzenie nuklearnego odpowiednika projektu Nord Stream 2.
Taka rynkowa krótkowzroczność, która niestety ma szansę zmaterializować się po zakończeniu wojny w Ukrainie, może zatrzymać, a nawet cofnąć proces odcinania się od rosyjskiej energii.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

