Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Adrian Zandberg i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Czy „koalicja mieszkaniowa” jest realna?

Adrian Zandberg i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Czy „koalicja mieszkaniowa” jest realna? Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=oKSvLi58k0I

Choć Polskę 2050 i Partię Razem więcej dzieli niż łączy, to scenariusz ich wyborczej koalicji nie jest abstrakcyjny. Najsilniej przejawia za nim zimna kalkulacja. Formacji Zandberga brakuje pieniędzy, choć ma żywe struktury. Partia Pełczyńskiej-Nałęcz otrzymuje zaś co roku wielomilionową subwencję, choć straciła wielu posłów i część i tak niewielkich struktur. Obie partie mają wspólne tematy, a brakuje im – realistycznych szans na samodzielne przekroczenie progu.

Po okresie, w którym zdecydowaną większość uwagi opinii publicznej angażowały z pozoru kanapowe spory w Polsce 2050, sytuacja w koalicji rządzącej wydaje się opanowana. Secesjoniści z partii Hołowni w spokoju dryfują na łajbie o nazwie Klub Parlamentarny Centrum ku wspólnej liście z Koalicją Obywatelską, zasadniczo nie wchodząc w drogę środowisku Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Z pewnością ma to związek z wetem wobec unijnej pożyczki SAFE, które przynajmniej chwilowo przykryło koalicyjne spory. Rozdrobnienie zaś – szczególnie to medialnie widoczne – to dziś domena skłóconej prawicy.

Jednocześnie po stronie rządowej powoli zaczyna się debata nad tym, w jakiej konstelacji pójść do wyborów parlamentarnych w 2027 roku. W „Rzeczpospolitej” Michał Kolanko pisze o rosnącej presji na wspólną listę, która choć z pozoru jest wyłącznie taktycznym konstruktem, to przy okazji poprzedniej elekcji doczekała się swoistego „kościoła”.

Dziś na nowo odbywa się zaganiactwo medialnego zaplecza Koalicji Obywatelskiej. „Demokraci muszą pójść do wyborów maksimum dwoma blokami. W przeciwnym razie czekają nas rządy kwartetu: Nawrocki, Kaczyński, Mentzen, Braun. Nie będzie to Polska naszych marzeń” – pisze Jarosław Kurski na łamach „Wyborczej”.

Najciekawszymi elementami w tej układance zdają się być dwie formacje: opozycyjna de facto Partia Razem oraz wspomniana już, pokiereszowana, Polska 2050 – już bez Szymona Hołowni w nazwie.

Pełczyńska-Nałęcz nie jest lewicowa

Potencjalny sojusz tych dwóch formacji do tej pory używany był jako karta bijąca wobec Pełczyńskiej-Nałęcz. Jej dziś już byli partyjni koledzy, na czele oczywiście z Ryszardem Petru, zarzucali jej w czasie wewnętrznej kampanii lewicowe poglądy gospodarcze.

Na podobieństwo minister funduszy do Adriana Zandberga zwracała również uwagę część prawicy, wskazując jednak na inne aspekty. „Jeden z polityków PO, który obserwuje Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz od dawna, mówi: »Zgadzam się z tymi, którzy są zdania, że pod względem światopoglądowym przypomina ona działaczy partii Razem Adriana Zandberga. To typowa zwolenniczka liberalizmu obyczajowego i trzymania Kościoła na dystans«” – relacjonował Piotr Semka w „Do Rzeczy”.

W rzeczywistości obie te opinie są mocno przesadzone. Liderka Polski 2050 nie zdradzała się do tej pory z wyrazistą agendą w sprawach obyczajowych; więcej – biorąc na sztandary hasła „wyrazistego centrum” Pełczyńska-Nałęcz raczej wypisuje się z wojny kulturowej.

Z kolei robienie z następczyni Szymona Hołowni socjalistki jest jeszcze bardziej kuriozalne i zdecydowanie więcej mówi o stanie naszej debaty publicznej i jej ideowym skrzywieniu niż o poglądach szefowej resortu funduszy.

Próby zwalczenia części patologii na rynku mieszkaniowym i propozycje lekkiej choćby korekty podatkowych nierówności nie przynależą bynajmniej jedynie do lewicy. Jeśli ktoś uważa inaczej, to w gruncie rzeczy zinternalizował korwinowskie przekonanie, że niemal każda regulacja to dzieło komunizmu.

Z drugiej strony, przyznać trzeba, że opowieść o świecie, którą proponuje liderka Polski 2050, ma w sobie pewien społeczny powab. Podczas sobotniego Kongresu Nowego Otwarcia minister funduszy mówiła o „przywróceniu bezpieczeństwa życia codziennego” i triadzie „praca, płaca, mieszkanie”.

„Uśmiechnięty establishment od lat patrzy na Polskę tylko przez pryzmat najlepszych dzielnic, największych polskich metropolii i zupełnie zapomina o reszcie – o zwykłych ludziach, o klasie średniej, o pracownikach, o małych i średnich przedsiębiorcach, o młodych, którzy zaczynają swoje życie i chcą samodzielnie wreszcie stanąć na nogi” – wyliczała Pełczyńska-Nałęcz.

Liderka Polski 2050, jako osoba wywodząca się z liberalnych elit, ale jednocześnie krytyczna wobec ich dorobku, chce ustawić się w roli kogoś, kto – z jednej strony – docenia ciężką pracę i nie przejawia ideologicznej niechęci do przedsiębiorczości (co zarzucają ludzie Polski 2050 Partii Razem), z drugiej – dostrzega systemowe niesprawiedliwości, których nie da się rozwiązać prostym zaklęciem „więcej rynku”.

Koalicja mieszkaniowa?

Temat potencjalnej koalicji Pełczyńskiej-Nałęcz i Zandberga wrócił niedawno za sprawą publikacji Kolektywu Analitycznego Res Futura, który przyjrzał się aktywności internetowej obu tych polityków w kontekście tematu mieszkalnictwa, jednoczącego – mimo pewnych różnic –liderów Razem i Polski 2050.

„Mieszkalnictwo jest najsilniejszym tematem własnym Pełczyńskiej-Nałęcz w całym badanym okresie — 38,6% jej postów dotyczy tej problematyki, co oznacza niemal czterokrotnie więcej niż konto partyjne PL2050 (9,6%). To nie jest temat reaktywny ani okazjonalny. Pełczyńska buduje wokół niego swój wyróżnik programowy konsekwentnie i z rosnącą intensywnością” – pisze Res Futura.

I dalej: „Po stronie Razem mieszkalnictwo zajmuje 12,8% postów partyjnych, co czyni je trzecim najważniejszym tematem po krytyce PiS i SAFE. Kluczowe jest jednak to, że temat ten generuje u Razem ponadprzeciętne zaangażowanie.

Post »Jolanta Brzeska zamordowana, żeby czynsze mogły rosnąć« osiągnął 5 164 interakcje drugi wynik w całej próbie Razem przy minimalnej treści i zerowym kontekście bieżącym. To wskaźnik głębokiego rezonansu emocjonalnego, nie przypadkowego zainteresowania”.

Na sugestywną publikację Res Futury dość chłodno zareagowali zarówno ludzie Razem, jaki i Polski 2050, wymieniając razy na portalu X. Ale czy taki sojusz jest rzeczywiście niemożliwy?

Liczne znaki zapytania…

Wątpliwości i punktów stycznych jest co najmniej kilka. Podstawowe pytanie brzmi: czy rzeczywiście mieszkalnictwo będzie w 2027 roku na tyle silnym leitmotivem, by można było uczyć z niej oś kampanii wyborczej? Nie jest to wykluczone, bo nawet jeśli w mieszkaniówce zaczyna się coś dziać, to zadowalające efekty przyjdą dopiero po czasie. Możemy więc zakładać, że jeszcze przez najbliższy rok trudności na rynku mieszkaniowym – szczególnie dla młodych – będą jakościowym paliwem politycznym.

Po drugie, wzajemna ideowa niechęć nie jest wyłącznie pozorowana ani przyczynkarska. Partia Razem, mimo swojego co do zasady konsekwentnego kursu do centrum (po drodze przydarzyło się de facto sprzeczne z nim wyrzucenie z partii Pauliny Matysiak), dalej ma w Polsce – także wśród klasy średniej, do reprezentowania której aspiruje Pełczyńska-Nałęcz – wizerunek ugrupowania skrajnie lewicowego.

Współpraca z kimś takim oznaczałaby konieczność tłumaczenia się za koszulki z Karolem Marksem czy zmitologizowane po części pomysły w rodzaju „podatku 75-procentowego”. To szczególnie trudne, gdy twoim głównym przekazem ma być budowa „wyrazistego centrum”.

Po drugiej stronie nie jest lepiej. „Centrowa” (choćby lekka i estetyczna) korekta w Razem była i jest narzucana odgórnie. Dalej przeważająca część aktywu tej partii, to zwolennicy kursu na reprezentowanie głównie wszelakich mniejszości i budowania raczej ekscentrycznego klubu dyskusyjnego aniżeli poważnej partii politycznej.

Już raz jednak dali się przekonać do liftingu – przy okazji prezydenckiej kampanii wyborczej. Wówczas to Adrian Zandberg właściwie w każdym zdaniu mówił o rozwoju Polski, strategicznych inwestycjach i kwestiach gospodarczych.

Czy analogiczny glejt kierownictwo Razem dostałoby od ważącego sporo w partii „dołu” w sprawie koalicji wyborczej z niedawnymi kolegami partyjnymi liberałów w typie Ryszarda Petru? Z pewnością Pełczyńską-Nałęcz i jej ludzi czekałoby maglowanie na wszystkie strony ze ściśle określonej „prawomyślności”.

Z drugiej strony ktoś słusznie zapyta: czy liderka Polski 2050 jest bardziej liberalna od Czarzastego i Biedronia, z którymi Razem jednak koalicję zawarło? Pewnie nie jest, ale podstawowa różnica leży gdzie indziej: w 2019 roku SLD i Wiosna de facto programu nie miały, stąd łatwo poddały się częściowej „razemizacji” w tej dziedzinie.

Pełczyńska-Nałęcz poglądy ma i – zakładam – nie ma zamiaru ich koniunkturalnie zmieniać czy tuszować po to, żeby ładniej wyglądało dla przesiadującego godzinami na partyjnym Slacku aktywu Razem. I to może być problem, nawet jeśli obie te partie mają wyraźnie społeczny profil.

… i równie liczne korzyści

Korzyści z takiego sojuszu mogłyby jednak być niebagatelne.

Zacznijmy od tego najbardziej przyziemnego: pieniędzy. Polska 2050 ma subwencję, Partia Razem – nie. To rachunek dość prosty, na pewno bardziej przejrzysty niż ideowe układanki. Co Zandberg ma w zamian? Partyjne struktury.

To brzmi paradoksalnie, ale to małe lewicowe ugrupowanie jest dziś kilkukrotnie większe niż współrządząca Polską partia Hołowni i Pełczyńskiej-Nałęcz. W grudniu liczba członków zbliżała się do 7 tys., podczas gdy w partii Pełczyńskiej-Nałęcz 659 członków stanowiło 94 proc. uprawnionych do głosowania na wybór przewodniczącej. Dodajmy dla porządku, że odbył się on przed rozłamem, w wyniku którego powstał autoryzowany przez Tuska klub Centrum.

Co więcej, na poziomie poparcia obie te partie są… „na musiku”. Ani Razem, ani tym bardziej Polska 2050 nie mają szans, by dostać się samodzielnie do Sejmu w 2027 roku, a to wymusza poszukiwania partnerów. Zandbergowi raczej nie marzy się powrót na listy Czarzastego, a Pełczyńska-Nałęcz chyba nie chciałaby firmować nowej, neoliberalnej „partii przedsiębiorców”, jeśli taka powstanie.

Gdyby koalicja Polska 2050-Partia Razem przekroczyła próg wyborczy, to niewykluczone, że wisiałaby na niej możliwość utworzenia rządu przez Donalda Tuska. To zaś stwarza pole do poważnych negocjacji i realnego – jeszcze efektywniejszego niż dziś z perspektywy minister funduszy – wdrażania w życie prospołecznych rozwiązań, które do pewnego stopnia łączą ją z Zandbergiem.

Czy więc taka prospołeczna koalicja klasy średniej i prekariatu miałaby szanse się ziścić? Dla Polski byłby to dobry scenariusz, bo umożliwiałby silniejszy wpływ na nadwiślańską rzeczywistość ze strony sił prawdziwie ideowych. Pytanie brzmi, czy ewentualne małżeństwo z rozsądku, z ograniczonym polem ideowej zgody, miałoby szanse na długie życie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.