Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Polska odpowiedź na wagnerowców? Jak wspierać białoruską opozycję i dbać o nasze interesy

Polska odpowiedź na wagnerowców? Jak wspierać białoruską opozycję i dbać o nasze interesy naszywka Pułku im. Konstantego Kalinowskiego, screen [z:] https://www.youtube.com/watch?v=z1N7yOd1x_Y

W naszym interesie nie jest całkowity chaos na Białorusi. Taki scenariusz wzmacniałby zagrożenie jeszcze głębszego niż obecnie uzależnienia tego kraju od Rosji. Gdyby jednak doszło do przesilenia w Mińsku, związanego chociażby z walką o władzę po „odejściu” Łukaszenki, nie możemy przyglądać się temu biernie.

Czy na Zachodzie powinna zostać powołana „Białoruska Armia Wyzwoleńcza”? To właśnie postulują Mikołaj Statkiewicz, zwolniony niedawno z kolonii karnej wieloletni białoruski opozycjonista, oraz Wadzim Kabanczuk, minister obrony Białorusi na emigracji, który walczył w szeregach Pułku Kalinowskiego.

Postawienie takiej kwestii w rodzimej debacie może narażać na zarzut o niebezpieczne awanturnictwo i megalomanię. Do niedawna podobnie było z tematem broni jądrowej. Tabu jednak upadło i debata wokół „naszej bomby” stała się niemożliwa do zignorowania. Nie ma to nic wspólnego z nagłym przypływem powszechnego zainteresowania fizyką. Powodem zmiany jest konieczność poszukiwania nowych, twardych instrumentów polityki państwa w niebezpiecznych czasach.

Z tego samego powodu warto przyjrzeć się koncepcjom Białorusinów i rozważyć ich użyteczność dla polskiej polityki wschodniej.

Opozycja na wygnaniu

Białoruska opozycja cierpi na problem, który dotyka większości zmuszonych do opuszczenia swojego kraju przeciwników utrwalonego porządku. Jej wpływ na sytuację wewnętrzną jest ograniczony, jej pozycja zależy przede wszystkim od dobrej woli obcych rządów. Niedawno liderka białoruskiej opozycji, Swietłana Cichanouska, została zmuszona do opuszczenia swojej dotychczasowej siedziby w Wilnie. Schronienie znalazła w Warszawie.

Mało kto w Polsce zdaje sobie sprawę, że większość struktur białoruskiego „państwa na uchodźstwie” znajduje się w naszym kraju. Podobnie jak tysiące Białorusinów i wielu weteranów Pułku Kalinowskiego, którzy walczyli na Ukrainie. Nic więc dziwnego, że poza „kolektywnym Zachodem” największe nadzieje Białorusinów związane są z Polską i to do naszego kraju kierowane są głosy wzywające do podjęcia akcji.

Sami wielokrotnie na przestrzeni dziejów braliśmy udział w podobnych działaniach, by wspomnieć Legiony Dąbrowskiego i Piłsudskiego czy Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie w trakcie drugiej wojny  światowej.

Nie oznacza to oczywiście konieczności natychmiastowego zgadzania się na podobne propozycje, ale jest to kapitał, którego nie powinniśmy ignorować, tylko poważnie rozważyć jego wykorzystanie zgodnie z polskim interesem.

W awangardzie niepodległości

Wadzim Kabanczuk w wywiadzie udzielonym Centrum Europy wprost stwierdza, że powodzenie jakiejkolwiek akcji „wymaga synergii i woli politycznej ze strony Warszawy”, a skala i charakter zależą „od zapotrzebowania strony polskiej”. Wizję mobilizacji dużego – jego zdaniem – potencjału białoruskiej diaspory w Polsce kreśli przede wszystkim jako odpowiedź na groźby eskalacji działań ze strony Rosji, która mogłaby wciągnąć do nich Białoruś.

Kabanczuk uważa, że w takiej sytuacji rząd na emigracji nie będzie przyglądał się temu z boku, tylko podejmie kroki podnoszące swoją podmiotowość i poprosi państwa NATO o pomoc w zbudowaniu sił zbrojnych, które miałyby „iść w awangardzie, gdy przyjdzie czas odzyskać niepodległość Białorusi”.

Podobną śmiałość można zauważyć w omówionym przez Centrum Europy artykule Mikołaja Statkiewicza, który także postrzega mobilizację diaspory jako odpowiedź na groźbę eskalacji ze strony Rosji. Stwierdza on wręcz, że rozmieszczenie takich sił przy granicy z Białorusią zmusiłoby Rosję do rezygnacji z uderzenia na Ukrainę i państwa bałtyckie z terytorium Białorusi.

Taki „Białoruski Korpus” miałby w tym ujęciu uderzyć na tyły zgrupowania ofensywnego i doprowadzić do rozniecenia antyrosyjskiego powstania. Są to dość optymistyczne wizje rozwoju sytuacji. Co więc możemy z nich wyciągnąć?

Odpowiedź na wagnerowców

Polska inicjatywa wcale nie musiałaby być związana ze środkami tak drastycznymi, jak uformowanie armii wywołującej powstanie na Białorusi czy zajmującej Mińsk. Zmobilizowane siły białoruskiej diaspory mogłyby pełnić rolę polskiej „odpowiedzi na wagnerowców”, czyli formacji operujących w szarej strefie (poniżej progu wojny) i stanowiących instrument oddziaływania na sytuację na wschodzie.

Gdy po nieudanej próbie puczu Jewgienija Prigożyna w czerwcu 2023 roku Grupa Wagnera została wycofana z frontu ukraińskiego i skierowana na Białoruś, wielu w Polsce zastanawiało się, czy „żarty” Aleksandra Łukaszenki o wysłaniu wagnerowców na Rzeszów są faktycznie tylko żartami. Nie były to regularne jednostki armii rosyjskiej, więc scenariusz „zielonych ludzików” zajmujących kilka przygranicznych wiosek nie mógł być całkowicie wykluczony.

Choć wtedy do tego nie doszło, to wizja wykorzystania przez reżimy w Mińsku i Moskwie „taktyki salami” (ograniczonych działań, z których każde z osobna jest zbyt małe, by wywołać zdecydowaną reakcję) jest nadal możliwym scenariuszem.

W tej sytuacji dysponowanie jednostkami złożonymi ze zmobilizowanych do działania przeciwko reżimowi w Mińsku ochotników byłoby dużym atutem, który wpływałby na kalkulacje polityczne Łukaszenki. Nie tak łatwo byłoby mu podjąć decyzję o działaniach skierowanych przeciwko Polsce, gdyby wiedział, że w razie konieczności jesteśmy gotowi i zdolni odpowiedzieć w podobny sposób.

Wadzim Kabanczuk podkreśla, że w szeregach takiej formacji znalazłoby się najpewniej wielu ochotników z Pułku Kalinowskiego, którzy posiadają doświadczenie frontowe oraz wiedzę z zakresu wykorzystania dronów, rozpoznania i medycyny pola walki, co ma decydujące znaczenie w szybkich i ograniczonych operacjach w szarej strefie.

Wojna wywiadów

Jednym z poważniejszych zagrożeń związanych z powołaniem takich formacji byłoby ryzyko zinfiltrowania ich przez agentów białoruskiego KGB. Ryzyko to jest realne i nie należy go bagatelizować. Kabanczuk również tego nie robi i uważa, że przy rekrutacji kluczowe znaczenie miałoby sprawdzenie kandydatów.

Warto podkreślić, że białoruska opozycja ma na tym polu niemałe doświadczenie i pewne istotne narzędzia. Rozmówca Centrum Europy wspomina, że w filtrowaniu kandydatów pomagają Cyberpartyzanci – białoruska grupa hakerska, która powstała po protestach w 2020 roku. Dysponują oni dostępem do baz danych na Białorusi, co według Kabanczuka pomogło w odrzuceniu wielu (choć nie wszystkich) osób, które chciały rozpracować opozycyjne ugrupowania od środka.

Należy podkreślić, że idealnych warunków wolnych od agentury obcych wywiadów nie będzie. To w obecnej sytuacji niemożliwe. Naszym zadaniem jest znalezienie sensownej odpowiedzi na tę sytuację. Zamiast jednak abdykować z polityki na tym kierunku, warto zmobilizować potencjał nastawionej propolsko białoruskiej diaspory.

Niekoniecznie w formie  „Legionów Kalinowskiego”, lecz jako elementu szerszego zestawu realnych instrumentów oddziaływania na sytuację w regionie. Stworzenie odpowiednich ram i infrastruktury pozwoliłoby wykorzystać dla polskiej polityki wschodniej istniejący realnie zapał.

Białoruś słynie ze świetnych informatyków, czemu Cyberpartyzanci dali przykład, atakując system kolei białoruskich w 2022 roku, co utrudniło transport rosyjskiego sprzętu w kluczowym momencie wojny. Inną spektakularną akcją był atak hakerski na infrastrukturę cyfrową rosyjskiego przewoźnika lotniczego Aeroflot w lipcu 2025 roku, który doprowadził do paraliżu ruchu lotniczego, opóźnień i odwołań wielu lotów w Rosji.

Kreml coraz częściej posługuje się operacjami wpływu, presją hybrydową, atakami hakerskimi i działaniami poniżej progu wojny. Obrona przed nimi jest trudniejsza i mniej skuteczna niż możliwość ofensywnego odpowiedzenia w podobny sposób, nawet jeśli hipotetyczna.

Wykorzystanie potencjału i doświadczenia Białorusinów w tej sprawie byłoby dla Polski korzystne. Twarde instrumenty oddziaływania na sytuację są potrzebne nie dla samej satysfakcji z ich posiadania, lecz dla korzystnego kształtowania swojego środowiska bezpieczeństwa, które otwiera pole do realizacji skuteczniejszej i ambitniejszej polityki zagranicznej.

Ręka na pulsie

Kluczową kwestią w przypadku jakiejkolwiek inicjatywy tego typu byłoby zachowanie kontroli nad jej charakterem i kierunkami działania. Jeżeli podobny projekt w ogóle miałby powstać, to powinien pozostawać pod ścisłym nadzorem państwa polskiego, na którego terytorium znajduje się większość zaplecza organizacyjnego białoruskiej emigracji.

Obecnie zdajemy się przechodzić nad tym faktem do porządku dziennego i nie wykorzystujemy atutu, który dano nam niejako za darmo.

Konieczne byłoby oczywiście stworzenie odpowiednich ram organizacyjnych do działania, ale powinna to być sprawa wtórna wobec polskiego interesu, który w epoce niepewności wymaga poszukiwania nowych instrumentów oddziaływania na układ sił w regionie. Ich znaczenie polega na możliwości wpływania na kalkulacje przeciwnika zanim dojdzie do otwartej konfrontacji.

Być może nieco na przekór przytaczanym tu przeze mnie argumentom uważam, że w polskim interesie nie jest całkowity chaos na Białorusi. Taki scenariusz wzmacniałby zagrożenie jeszcze głębszego niż obecnie uzależnienia tego kraju od Rosji. Co więcej, propozycje Kabanczuka w oczywisty sposób odzwierciedlają interesy białoruskiej opozycji, które nie zawsze muszą się rymować z tym, na czym zależy Warszawie.

Gdyby jednak doszło do przesilenia w Mińsku, związanego chociażby z walką o władzę po „odejściu” Łukaszenki, nie możemy przyglądać się temu biernie. Powinniśmy posiadać odpowiednie struktury pozwalające zareagować w sposób adekwatny dla naszego interesu.

Polska racja stanu wymaga posiadania prawa głosu w sprawach architektury bezpieczeństwa regionu. Takie prawo głosu można zapewnić sobie jedynie realnymi zdolnościami, które stanowią walutę polityczną w stosunkach z innymi państwami.

Wspólnym interesem Polski i białoruskiej opozycji pozostaje wywieranie presji na reżim w Mińsku. Warto rozważyć głębszą współpracę i wykorzystać okazję, zamiast udawać, że wszystko, czego dotychczas nie wymagała od nas sytuacja międzynarodowa, jest poza naszym zasięgiem. Realne problemy i wątpliwości związane z tym pomysłem nie powinny zwalniać nas z odpowiedzialności za poszukiwanie odpowiedzi na dylematy strategiczne, które stawia przed nami obecna epoka.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.