Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Geopolityka Internetu. Jak kable podmorskie dają władzę Big Techom

przeczytanie zajmie 6 min
Geopolityka Internetu. Jak kable podmorskie dają władzę Big Techom Podmorski kabel telekomunikacyjny, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=yd1JhZzoS6A

Kto kontroluje kable podmorskie, ten kontroluje znaczną część Internetu. Kto kontroluje Internet i przepływ informacji, ten posiada realne narzędzie władzy w gospodarce XXI wieku. Z tej perspektywy Polska przypomina kolonię Big Techów, które funkcjonują jak współczesne wcielenia kompanii handlowych z czasów Imperium Brytyjskiego.

Internet to nie chmura, ale ponad milion kilometrów kabli

W powszechnym wyobrażeniu Internet jawi się nam jako świat wirtualny, coś niematerialnego, umożliwiając komunikowanie się z najodleglejszymi miejscami świata. W epoce popularności usług chmurowych łatwo ulec wrażeniu, że dane po prostu „unoszą się” gdzieś w sieci, w trudnej do uchwycenia cyfrowej przestrzeni.

W rzeczywistości globalny system obiegu informacji opiera się na jak najbardziej materialnej infrastrukturze. Dane przemieszczają się między kontynentami dzięki światłowodom biegnącym po dnie mórz i oceanów – arteriom współczesnego Cyfrowego Imperium.

Według analizy think tanku RAND ponad 97 proc. globalnego ruchu internetowego przechodzi właśnie przez kable podmorskie, których łączna długość przekracza 1,4 miliona kilometrów. Ta wysoce rozbudowana sieć połączeń łączy giełdy finansowe, centra danych, platformy cyfrowe i instytucje państwowe w jeden globalny system przepływu informacji.

By zrozumieć złożoność tego systemu, warto prześledzić drogę, jaką pokonują dane. Gdy wysyłamy wiadomość, publikujemy post lub dokonujemy płatności online, informacja najpierw trafia do sieci lokalnego operatora, następnie do krajowych sieci światłowodowych i punktów wymiany ruchu internetowego (Internet Exchange Points), gdzie operatorzy przekazują między sobą ogromne wolumeny danych.

Stamtąd ruch kierowany jest do międzynarodowych sieci transmisyjnych, w tym kabli podmorskich łączących kontynenty, a ostatecznie do centrów danych, w których informacje są przechowywane i przetwarzane. Cały ten proces trwa ułamek sekundy.

USA – cyfrowy hegemon

Jeśli w Imperium Rzymskim wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, to w Cyfrowym Imperium wszystkie drogi prowadzą do Ashburn. Miejscowość leżąca na przedmieściach Waszyngtonu, w Hrabstwie Loudoun, w którym działa dziś około 200 centrów danych, co czyni region północnej Wirgini hubem o największej koncentracji przetwarzania danych na świecie.

To właśnie tam powstało jedno z głównych centrów globalnego Internetu, obsługującą znaczną część ruchu międzykontynentalnego i daje ono Stanom Zjednoczonym pozycję cyfrowego hegemona.

Podobne węzły infrastruktury znajdują się również w Europie Zachodniej, największe z nich w rejonie Frankfurtu, Amsterdamu i Londynu. Kolejnym z ważnych węzłów są korytarze kabli podmorskich m.in. w regionie Morza Śródziemnego i Kanału Sueskiego, łączące Europę z Azją, jak i wielkie huby infrastrukturalne Azji Południowo-Wschodniej, z centrum w Singapurze.

Za powstaniem tej infrastruktury stoi wyspecjalizowany przemysł kablowy, który od dekad buduje fizyczny kręgosłup globalnego Internetu. Na świecie jest zaledwie kilka firm, które odpowiadają za projektowanie, produkcję i instalację większości kabli podmorskich.

Do najważniejszych należą SubCom (USA), Alcatel Submarine Network (Francja), NEC (Japonia) oraz HMN Technologies (Chiny). Sama operacja układania kabli jest skomplikowanym przedsięwzięciem logistycznym, a na świecie funkcjonuje jedynie około 80 specjalistycznych statków kablowych, potrafiących prowadzić takie operacje.

Od lat 90., wraz z rozwojem komercyjnego Internetu, rozpoczął się gwałtowny rozrost sieci oraz wymiana starszych kabli miedzianych na światłowody. Już w połowie drugiej dekady XXI wieku funkcjonowało około 300 systemów kabli podmorskich, natomiast dziś na dnie oceanów działa ich około 570, tworząc swoisty szkielet globalnej sieci połączeń.

Big Techy, czyli Cyfrowe Kompanie

W czasach imperiów kolonialnych prywatne kompanie handlowe potrafiły kontrolować szlaki handlowe, porty i całe regiony świata. Zdaje się, jakbyśmy oglądali nowe wcielenie tamtego okresu w realiach XXI wieku. W ostatniej dekadzie wraz z gwałtownym wzrostem tworzenia danych i rozwojem usług chmurowych, jesteśmy świadkami de facto powstawania Cyfrowych Kompani Wschodnioindyjskich.

Według zestawienia TeleGeography największym kolonizatorem jest Google, który uczestniczy w 34 systemach kabli podmorskich, z czego 18 powstało jako projekty w pełni kontrolowane przez tę firmę. Meta jest współwłaścicielem lub inwestorem w około 20 systemach kablowych, w tym jednym z największych projektów infrastrukturalnych ostatnich lat, czyli 2Africa. Microsoft bierze udział w 9 projektach, głównie jako współinwestor lub duży nabywca przepustowości, a Amazon – w 7 takich projektach.

W efekcie, globalna infrastruktura obiegu informacji, która dwie dekady temu była domeną operatorów telekomunikacyjnych, m.in. takich jak AT&T, Verizon, Orange, China Telecom, dziś przechodzi w ręce Big Techów. Według analizy think tanku CSIS cztery największe firmy technologiczne – Google, Meta, Microsoft i Amazon – kontrolują lub dzierżawią już około połowę globalnej przepustowości kabli podmorskich, co pokazuje skalę koncentracji infrastruktury w rękach kilku globalnych prywatnych podmiotów.

Cyfrowa geopolityka

Powstanie nowoczesnej infrastruktury cyfrowej ze swoją całą złożonością, stworzyło również nową architekturę władzy w gospodarce światowej. Przez długi czas uważano, że taki stan rzeczy doprowadzi do tzw. kompleksowej współzależności, czyli sytuacji wzajemnej zależności między państwami, która miała ograniczać użycie siły i sprzyjać współpracy.

Projekt globalizacji doprowadził jednak do podziału na centrum i peryferie, z dominującą rolą Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy politolodzy Henry Farrel i Abraham Newman opisali ten mechanizm jako uzbrojoną współzależność, czyli sytuację w której państwa kontrolujące centralne punkty globalnych sieci mogą je wykorzystywać jako narzędzie politycznego i gospodarczego wpływu.

Towarzyszą temu dwa mechanizmy: efekt panoptykonu, czyli zdolność do monitorowania przepływów w sieci, wynikająca z przewagi informacyjnej, oraz efekt wąskiego gardła, polegający na możliwości blokowania lub zakłócania przepływów innych aktorów sceny międzynarodowej.

Mechanizmy uzbrojonej współzależności zaczęły się materializować szczególne po zamachach z 11 września 2001 roku, gdy infrastruktura Internetu została włączona w aparat bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W ramach walki z terroryzmem amerykańskie służby zaczęły wykorzystywać centralną pozycję USA.

Programy prowadzone przez National Security Agency (NSA), takie jak STORMBREW, obejmowały przechwytywanie ruchu internetowego przepływającego przez kluczowe węzły. Dokumenty ujawnione przez Edwarda Snowdena pokazały, że NSA prowadziła operacje polegające na instalowaniu urządzeń przechwytujących w kluczowych punktach infrastruktury, oraz na współpracy z operatorami telekomunikacyjnymi i firmami technologicznymi – program PRISM – w celu uzyskania dostępu do danych przesyłanych na platformach technologicznych, co rodziło kontrowersje wobec naruszenia prywatności użytkowników.

Jednocześnie Stany Zjednoczone zaczęły traktować infrastrukturę cyfrową jako element rywalizacji technologicznej, a jej rywalem numer jeden stały się Chiny. Amerykańskie władze blokowały lub ograniczały niektóre projekty z udziałem chińskich podmiotów, wskazując na ryzyko związane z bezpieczeństwem. Przykładem była decyzja władz USA o zablokowaniu części projektu Pacific Light Cable Network, który miał połączyć ich państwo z Hong Kongiem.

Incydenty dywersyjne. Jak walczy się o Internet?

Międzynarodowe regulacje dotyczące infrastruktury podmorskiej, jak Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS) z 1982 roku gwarantuje państwom swobodę układania kabli na wodach międzynarodowych. Jednak w praktyce jej rola jest ograniczona i nie tworzy realnego systemu ochrony. Co roku dochodzi do około 100-200 uszkodzeń kabli, większość przypadków ma charakter przypadkowy, choć uległo to zmianie.

Straty wynikające z uszkodzenia telekomunikacyjnego kabla podmorskiego to około 24 mln euro dziennie, przy średnim czasie naprawy 7-24 dni, łączny koszt może wynosić 168–576 mln euro. Gdy prawo nie działa, znajdujemy się w „morskiej dżungli”, tym bardziej, że rolę piratów zdecydowały wziąć na siebie rosyjskie służby.

Główny Zarządu Badań Głębinowych (GUGI), dysponujący okrętami podwodnymi zdolnymi do operowania na dużych głębokościach oraz niszczenia kabli, zamienia Morze Bałtyckie czy też Północne w „szarą strefę” działań hybrydowych, o czym wiemy po wielu incydentach, które miały miejsce w ostatnich latach.

Cyfrowa suwerenność?

Złożoność dzisiejszej globalizacji rodzi wiele pytań. Czy Polska jako prowincja Cyfrowego Imperium jest skazana na bycie cyfrową kolonią? I funkcjonowanie jako kolejne terytorium taniej ekstrakcji danych? Wartość gospodarki cyfrowej odpowiada już za około 10,5% polskiego PKB, podczas gdy sektor telekomunikacyjny za około 1,3% PKB.

Sektor usług telekomunikacyjnych zdominowany jest przez operatorów należących do zagranicznego kapitału: Orange (Francja), T-Mobile (Niemcy), Play/P4 (Francja). Jedynym dużym operatorem z polskim kapitałem pozostaje Polkomtel/Plus, należący do grupy Polsat.

Podobna struktura widoczna jest w warstwie infrastruktury chmurowej. Polski rynek zdominowany jest przez globalnych dostawców – Microsoft Azure, Amazon Web Services oraz Google Cloud – obsługujących znaczną część usług biznesowych i publicznych.

Krajowa infrastruktura przetwarzania danych rozwija się jednak szybko, obecnie moc centrów danych w Polsce wynosi obecnie około 180 MW. Co więcej węzłem regionalnej wymiany ruchu internetowego pozostaje Equinix Internet Exchange Warsaw, dawniej PLIX, jeden z ważniejszych takich punktów w Europie Środkowo-Wschodniej.

Polska posiada także własne elementy cyfrowego ekosystemu, rozwijający się sektor centrów danych (Atman, Beyond.pl, Polcom), inicjatywy państwowe jak Polska Chmura, rozwój infrastruktury światłowodowej oraz działania przemysłowe – m.in. współpracę z TF Kable z sektorem energetyki offshore i projektami infrastruktury kablowej.

Mimo takich inicjatyw, polityka cyfrowa w naszym państwie dalej jest pisana przez prokonsulów z nadania amerykańsko-bigtechowego. Zamiast pobierać podatek cyfrowy, musimy płacić cyfrowy trybut. Jeśli Polska chce zwiększyć swoją suwerenność cyfrową, musi przestać być wyłącznie użytkownikiem globalnej infrastruktury danych oraz realistycznie wyznaczyć swoje cele inwestycji w strategicznych punktach dla państwa polskiego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.