Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Zaskakujące badanie Ipsos: Młodzi mężczyźni skręcają w stronę patriarchatu. Czy to prawda?

Zaskakujące badanie Ipsos: Młodzi mężczyźni skręcają w stronę patriarchatu. Czy to prawda? Źródło: envato.com

Badanie Ipsos z okazji Dnia Kobiet wywołało medialną burzę. W nagłówkach pojawiła się teza, że młodzi mężczyźni chcą powrotu patriarchatu. Problem w tym, że opiera się ona na jednym wyrwanym z kontekstu pytaniu. Kiedy spojrzeć na cały raport, okazuje się, że dane mówią raczej o czymś innym: o sporze wokół interpretacji równości płci i o narodzinach bardziej konserwatywnego języka feminizmu.

 

Gen Z chce powrotu patriarchatu?

„Młodzi mężczyźni skręcają w stronę patriarchatu”, „2026 nowym 1950?” – to tylko część z alarmistycznych diagnoz po opublikowaniu przez Ipsos, z okazji Światowego Dnia Kobiet, globalnego badania opinii publicznej. Zgodnie z tą interpretacją „młodzi mężczyźni się cofają”, a kilka dekad walki o równość ponosi właśnie porażkę. Głównym dowodem ma być krążąca w nagłówkach liczba 31 proc. mężczyzn z pokolenia Z, którzy zgadzają się ze zdaniem: „żona powinna być zawsze posłuszna mężowi”.

Problem polega na tym, że liczba ta została wyrwana z kontekstu całego raportu. A kiedy czyta się go uważnie, obraz okazuje się znacznie bardziej złożony, a w wielu punktach zupełnie nie pasuje do tezy o powrocie patriarchatu.

Statystyka, która ukrywa różnice kulturowe

Wspomniane 31 proc. jest globalną średnią z 29 krajów. Również liczba respondentów przypadająca na dany kraj różni się od siebie np. w Japonii w badaniu udział wzięło 2 tys. osób, w Indiach 2,2 tys., a w Polsce jedynie 500.

Szczególnie istotny jest tutaj kontekst różnic kulturowych i norm społecznych występujących wśród badanych mieszkańców Europy Zachodniej, Azji Południowo-Wschodniej oraz Ameryki Łacińskiej. W części z tych społeczeństw język relacji rodzinnych jest silnie zakorzeniony w tradycji religijnej i kulturowej. Deklaracje dotyczące „posłuszeństwa” czy „przewodnictwa” w rodzinie bywają elementem symbolicznego języka norm społecznych, a nie dosłownym opisem relacji w codziennym życiu.

Globalne uśrednienie takich odpowiedzi tworzy statystykę, która wygląda sensacyjnie, a nawet zatrważająco, ale w rzeczywistości maskuje kulturowe różnice i niewiele mówi o przemianach relacji płciowych na Zachodzie.

Warto też pamiętać o rzeczy najprostszej: jeśli 31 proc. respondentów deklaruje poparcie dla najbardziej mizoginistycznej tezy z badania, oznacza to jednocześnie, że około 69 proc. ją odrzuca. A co najważniejsze dla nas – wśród polskiej populacji to przekonanie występowało jedynie u 12 proc. ankietowanych.

Jedno pytanie to nie diagnoza społeczeństwa

„Żona powinna zawsze być posłuszna mężowi” – nie jest to pytanie o podział obowiązków w rodzinie, o model partnerstwa ani o role ekonomiczne. Jest to pytanie o absolutystyczną normę. Ten test sprawdza raczej intuicje kulturowe i reakcje na język norm niż rzeczywiste preferencje dotyczące codziennego życia, które zdecydowanie różnią się od użytej formułki.

Czemu zresztą dowodzą odpowiedzi na kolejno zadane pytania w raporcie, które nie trafiły już na nagłówki tekstów publicystycznych, jako że nie potwierdzały śmiało postawionej tezy o „wielkim powrocie patriarchatu”.

Wśród nich znajdziemy liczbę 62 proc. (w ujęciu globalnym), która uważa, że obowiązki w związku/gospodarstwie domowym powinny być dzielone po równo między kobietę, a mężczyznę (w Polsce to 64 proc.), 77 proc. uważa za istotne aby wspólnie podejmować decyzje dotyczące domostwa (w Polsce 81 proc.). Natomiast w przypadku opieki nad potomstwem 73 proc. respondentów uznaje, że obowiązki nad nim powinny być dzielone po równo (w Polsce to 75 proc.).

Widzimy zatem, że nawet w skali globalnej stereotypy dotyczące podziału ról w relacjach damsko-męskich nie są tak tradycyjne i zacofane jak pokazywałby to skrót myślowy, wyciągnięty ze zdania o „posłuszeństwie”.

Dane, które nie pasują do tezy o patriarchacie

Równość kobiet jest istotna dla 62 proc. badanych, a około 60 proc. uważa, że świat działałby lepiej, gdyby więcej kobiet zajmowało stanowiska przywódcze w biznesie i polityce. W wielu krajach znaczna większość deklaruje także, że kobiety powinny mieć takie same możliwości kariery zawodowej jak mężczyźni.

Trudno uznać to za sygnał powrotu patriarchatu. Raczej przeciwnie – wskazuje to na szeroką akceptację kobiecej sprawczości, ambicji i obecności w życiu publicznym.

Przy czym rośnie niestety napięcie wokół interpretacji równości płci. 52 proc. mężczyzn deklaruje, że działania na rzecz równości zaczynają ich zdaniem działać przeciwko mężczyznom. To bardzo istotny sygnał zmiany percepcji społecznej. Jeszcze kilkanaście lat temu dominowała narracja o świecie zdominowanym przez strukturalną nierówność. Dziś coraz częściej pojawia się przekonanie, że główne cele ruchów równościowych zostały w dużej mierze osiągnięte.

Oznacza to, że główną osią sporu nie jest już sama idea równości. Spór dotyczy raczej jej zakresu i sposobu realizacji. W wielu społeczeństwach rośnie przekonanie, że podstawowe cele ruchów emancypacyjnych zostały osiągnięte, zatem dalsza walka nie jest konieczna. Co może odzwierciedlać skala deklaracji przynależności do ruchu feministycznego. W samej Polsce jedynie 39 proc. kobiet określa się jako feministki, wśród mężczyzn zaś ten odsetek wynosi 22 proc.

Respondenci częściej okazują się optymistyczni co do przyszłości młodych kobiet niż młodych mężczyzn. Innymi słowy, w zbiorowej wyobraźni społecznej to właśnie kobiety częściej postrzegane są dziś jako grupa, której perspektywy się poprawiają.

Nie powrót patriarchatu, lecz redefinicja ról

Zestawione razem dane malują bardziej złożony obraz niż proste stwierdzenie o powrocie patriarchatu. Z jednej strony mamy szeroką akceptację dla sukcesów kobiet, ich obecności w polityce i biznesie oraz przekonanie, że ich pozycja w społeczeństwie słusznie się wzmacnia. Z drugiej zaś strony rośnie sceptycyzm wobec niektórych interpretacji polityki równościowej i poczucie, że zmiany społeczne zaczynają wprowadzać nowe napięcia.

Najbardziej sensowną interpretacją tych danych nie jest więc powrót patriarchatu, lecz redefinicja ról płciowych. W wielu społeczeństwach Zachodu trwa dziś intensywna debata o tym, jak powinny wyglądać relacje między kobietami i mężczyznami po kilku dekadach rewolucji obyczajowej.

Według środowisk aktywistycznych i akademickich, powinniśmy dążyć do możliwie jak najpełniejszej symetrii ról. Jednakże coraz wyraźniej możemy dostrzec pojawienie się innego sposobu myślenia.

Konserwatywny feminizm

Ten drugi model nie odrzuca emancypacji kobiet ani ich aspiracji. Zakłada jednak, że równość nie musi oznaczać całkowitego zatarcia różnic między płciami. Coraz częściej określa się go mianem konserwatywnego feminizmu.

Wbrew pozorom nie jest to pojęcie sprzeczne. W historii ruchów kobiecych istniał już podobny nurt, nazywany często feminizmem społecznym albo maternalnym. Maternal Feminism (feminizm macierzyński, maternalny) był unikalnym połączeniem feminizmu i feminizmu społecznego, które podkreślało, że kobiety jako matki i opiekunki odgrywają niezwykle istotną rolę w kształtowaniu społeczeństwa, jak i polityki.

Jego zwolenniczki argumentowały, że kobiety powinny mieć większy wpływ na życie publiczne, ponieważ wnoszą do niego unikalną dla kobiet perspektywę moralną i społeczną. Dla nich zatarcie różnic między płciami nie było celem, a chęcią uznania kobiecej sprawczości w ramach bardziej komplementarnego modelu ról.

Koniec monopolu interpretacyjnego

Jeśli spojrzeć na dane z raportu Ipsos z tej perspektywy, wyniki zaczynają układać się w spójny obraz. Szerokie poparcie dla kobiet w polityce i biznesie współistnieje z przekonaniem, że równość w wielu obszarach została już osiągnięta, a dalsze działania powinny być prowadzone ostrożniej.

Główny wniosek z badania to wyraźny koniec swoistego monopolu interpretacyjnego. Dyskusja o roli kobiet w społeczeństwie przestaje być wyłączną domeną liberalnego środowiska, a przejmują i reinterpretują ją grupy o konserwatywnej intuicji. Te, które odwołują się do własnej definicji emancypacji zakorzenionej w tradycji godności kobiety, feminizmu maternalnego oraz podmiotowości w tradycji.

Nie obserwujemy cofnięcia historii. Obserwujemy raczej moment, w którym pojęcie feminizmu zaczyna być reinterpretowane przez różne środowiska społeczne. A to oznacza nie jego słabość, lecz to, że stał się trwałą częścią współczesnej kultury politycznej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.