Tusk się cieszy, a Kaczyński ma problem. 9 wniosków po wecie Nawrockiego
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie ustawy wdrażającej unijny program SAFE z pewnością była najtrudniejsza w jego dotychczasowej prezydenturze. W żadnej innej sprawie opinia publiczna nie była równie podzielona, a debata – tak rozbudowana. Ciężar gatunkowy weta Nawrockiego jest duży nie tylko ze względu na wagę samego programu SAFE, ale przede wszystkim jego długofalowe konsekwencje. Oto 9 systemowych wniosków, jakie należy wyciągnąć z decyzji głowy państwa.
1. Bezpieczeństwo nie ucierpi (tak bardzo, jak niektórzy myślą)
Poważną dyskusję o SAFE zacząć należy od podkreślania realnego znaczenia weta. Otóż wbrew powszechnym intuicjom i narracji w duchu „Nawrocki zablokował 185 mld zł dla polskiego wojska” program SAFE będzie realizowany. Ustawa, wobec której prezydent odmówił podpisu, nie dotyczyła samej decyzji, czy Polska z tego mechanizmu skorzysta – tę bowiem podjął rząd niezależnie od samej ustawy i opinii Prezydenta RP – a mechanizmu wdrożenia.
Weto oznacza, że nie zostanie stworzony Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, czyli specjalny, wyodrębniony fundusz działający przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Zamiast niego do obsługi SAFE zostanie wykorzystany dotychczasowy Fundusz Wspierania Sił Zbrojnych.
Nie jest to rozwiązanie optymalne, bo FWSZ ma ograniczenia, których nie miał nowy fundusz, przez co unijnych środków nie będzie można wykorzystać w pełnym zakresie. Ale zdecydowana większość pieniędzy przewidzianych w jego ramach i tak do Polski trafi.
2. Bezpieczeństwo nie jest wyłączone z partyjnej naparzanki
Polska polityka to jedna wielka bijatyka. To oczywiste stwierdzenie, niemniej wydawało się, że bezpieczeństwo to jedyny obszar, który pozostaje poza nią. Dla przypomnienia – pisowska ustawa o obronie ojczyzny przeszła przez parlament niemal jednogłośnie. Dziś spór o SAFE kończy jednak ten etap cichego porozumienia w tej dziedzinie.
Ci, którzy spodziewają się, że spór, który ostatnio wyeskalował, niedługo ucichnie, bo przecież klamka i tak zapadła, są w błędzie. Logika decyzji, a przede wszystkim argumentów, jakie ostatnimi czasy padły, powoduje, że politycy prawicy nie będą mogli spuścić nogi z gazu. Już pojawia się absurdalna argumentacja, że realizacja SAFE to ominięcie nie tylko weta, ale i konstytucji.
Decyzja o wecie jest zatem jedynie kluczowym kamieniem milowym, a nie zakończeniem sporu. Kolejny obszar zostaje wciągnięty w partyjną wojnę. O tym, jak bardzo jest on newralgiczny i w jak bardzo newralgicznym czasie odbywa cały proces, nie trzeba nikomu mówić.
3. Pogłębienie toksycznej kohabitacji
Niestety decyzja w sprawie SAFE redukuje i tak już minimalny poziom zaufania między obozem rządowym a Pałacem Prezydenckim. W ostatnich miesiącach przykładów toksyczności kohabitacji mieliśmy sporo, ale zdarzały się rzadkie momenty cichej zgody w kilku tematach, oczywiście poza radarami opinii publicznej. Decyzja w sprawie SAFE wprowadza kolejną porcję nieufności, zmniejszając i tak minimalny grunt, na jakim oba pałace są w stanie rozmawiać.
Co ważne, decyzja może osłabić tę nić, na której wisiała współpraca rządu i KPRP. Na ustawie o SAFE szczególnie zależało bowiem szefowi MON Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który utrzymuje dobre relacje z prezydentem na ważnym odcinku bezpieczeństwa. Lider ludowców ma prawo więc być szczególnie rozczarowany, a jego dobre stosunki z Dużym Pałacem dobrze służyły Polsce.
4. Prawica wkręca się w „mentalny” polexit
Decyzja w sprawie SAFE to ważny kamień milowy w procesie „suwpolizacji” Prawa i Sprawiedliwości, będącym efektem traumy po sporze wokół KPO i ściganiu się z Konfederację i Grzegorzem Braunem na antyunijną retorykę. W obszarze polityki europejskiej oznacza to ześlizgnięcie się z eurorealizmu na eurosceptycyzm, czyli przejście z pozycji pragmatycznych i „reformatorskich” do czystej kontestacji bez realnego planu zmian Unii.
Suwpolizacja oznacza, że PiS będzie wyrażał pryncypialną niezgodę na realizację projektów mających jakikolwiek powab „proeuropejskości”. Nawet jeśli dotyczą one obszaru bezpieczeństwa, w którym warto budować dodatkową polisę, i gdzie PiS przez lata był otwarty na argumenty.
Nie oznacza to, że niedługo powinniśmy się spodziewać ogłoszenia przez prawicę opuszczenia Unii (większość elektoratu tego nie chce), ale PiS zmierza dziś ku „mentalnemu” polexitowi, a decyzja o SAFE tylko wzmacnia go na tych pozycjach.
Co więcej, podbijanie narracji o warunkowości jako fundamentalnym zagrożeniu dla suwerenności oznacza, że już niedługo prawica stanie przez dylematem, czy zaakceptować unijne środki z wieloletniego budżetu (podkreślmy – dotacje, a nie kredyty jak SAFE) i zarazem idącą za nimi warunkowość, czy też odrzucić jedno i drugie. Innego wyjścia nie będzie.
Dla wielu prawicowych wyborców rozgrzanych narracją w duchu „warunkowość to zło wcielone” będzie to ostateczny dowód, że z UE trzeba się zawijać. PiS pogłębi więc na własne życzenie pęknięcie w prawicowym elektoracie, którego nie będzie w stanie obsłużyć jedną narracją.
5. Prawica traci nimb formacji od bezpieczeństwa
Na tym nie koniec problemów dla prawicy. Warto dostrzec też inny długofalowy koszt, jaki może ona ponieść w związku z przyjętą narracją o SAFE. W ostatnich latach to, co przyciągało do PiS osoby spoza twardego elektoratu, był wizerunek „partii od bezpieczeństwa”.
PiS bowiem zawsze był partią podkreślającej priorytet tej sfery – także wtedy, kiedy inni zagłębiali się w fukuyamowski świat ,w którym mieliśmy spierać się o gospodarkę, bo przecież problemy bezpieczeństwa miały odejść na śmietnik historii. Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie pisowska diagnoza wybrzmiała w całej okazałości i choć inni do niej się podłączali, to PiS zgarniał premię za wiarygodność.
Od pewnego czasu ta przewaga zaczynała się zacierać. Donald Tusk zdawał sobie sprawę, że ta przewaga to ważny strategiczny zasób partii Kaczyńskiego, który należy zniwelować, i od samego początku rządu mocno sztandar bezpieczeństwa wywiesza do góry.
SAFE jest triumfem Tuska, bo premier nie tylko dogonił PiS, ale i dołożył się do pogrzebania przez Nowogrodzką narracji o tym, że to Kaczyński dba o bezpieczeństwo, szczególnie w „twardym”, militarnym aspekcie.
6. Tusk triumfuje – większość za jego planem
Problemy prawicy to naturalnie sukces premiera. Jest on tym większy, że weto Nawrockiego nie będzie dla szefa rządu żadnym kosztem, a wręcz przeciwnie – dodatkową korzyścią, bo przecież te pieniądze do Polski przyjadą.
Tusk nie tylko więc może się pokazać jako osoba, która dba o bezpieczeństwo, inwestując rekordowe środki w wojsko; nie tylko pokazuje skuteczność w UE w kontraście do PiS, ale – również w kontraście do Nawrockiego – stawia na realne, a nie wirtualne pieniądze.
Najważniejsze dla lidera Koalicji Obywatelskiej jest to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu w ważnym sporze ma po swojej stronie większość społeczeństwa. Chociaż na ostatniej prostej przewaga zwolenników SAFE nad przeciwnikami stopniała, to wciąż ok. 60% Polaków jest bliżej premiera niż prezydenta. To prawie dwukrotnie większa grupa niż ta, która na co dzień pozytywnie ocenia rząd Tuska.
7. Nawrocki podąża za emocjami bazy, a nie je kreuje
Decyzja w sprawie SAFE pokazała, że prezydent Nawrocki wolał bezpieczniej podążać za emocjami swojej wyborczej bazy, niż wejść w trudniejszą, ale zarazem ambitniejszą ścieżkę kreowania jej poglądów. Jednocześnie głowa państwa nie skorzystała z możliwości „zabicia ojca” jak to ujął Jan Rokita, który decyzję w sprawie SAFE potraktował jako test na polityczną dojrzałość prezydenta i możliwość definitywnego wyjścia spod kurateli Jarosława Kaczyńskiego.
Nie ma powodów, by sądzić, że decyzja Nawrockiego zapadła bezpośrednio pod wpływem nacisku samego prezesa PiS, ale pośrednio z pewnością narracja tej partii miała wpływ na finał sprawy.
To decyzja Kaczyńskiego, aby wejść w mocny anty-SAFE, rozgrzała tę emocję na prawicy, a prezydent biernie jej się poddał. Konsekwencje będą kosztowne dla Nawrockiego, bo prezydent wyrobił sobie opinię kogoś, kto kieruje się w decyzjach własnym osądem.
Nawet jeśli w sprawie SAFE w istocie tak było, to fakt, że ten osąd pokrywa się z narracją Kaczyńskiego, pokazuje, że linia Nawrockiego będzie – w niewielkim stopniu zmodyfikowaną – linią Nowogrodzkiej. Dla twardych zwolenników PiS to oczywiście zaleta, ale samego prezydenta – kłopot.
Aby bowiem wygrać ponownie wybory, trzeba zyskać poparcie znacznie szerszej bazy elektoratu. Zbliżenie wizerunkowe Nawrockiego z Kaczyńskim to oczywiście prezent dla dołującego w sondażach zaufania prezesa PiS, ale nie dla prezydenta, który jest na szczycie popularności wykraczającej poza twardą prawicę.
8. Nawrocki pokazuje sprawność – zdołał zminimalizować straty
Decyzja, jaką podjął Nawrocki, jest dla niego kłopotliwa, ale mając na uwadze atmosferę, trzeba uczciwie powiedzieć, że każda decyzja byłaby dla niego kosztowna. Jedyne coprezydent mógł w tej sprawie zrobić, to zminimalizować straty. I to mu wyszło. Pomysł SAFE 0% sprawił, że Nawrocki pokazał się jako ktoś z alternatywą i własną narracją.Była ona na tyle przekonująca, że mocno zredukowała, szczególnie na prawicy, liczbę zwolenników SAFE.
Prezydent tą koncepcją pokazał także sprawność swojej kancelarii. Za czasó Andrzeja Dudy nie mieliśmy tego typu kreatywnych pomysłów, dzięki którym prezydent narzucałby ton debacie publicznej. Nawrocki ewidentnie zbudował ekipę, która jest „operacyjnie” sprawniejsza.
9. Dalej nikt się nie interesuje efektywnością wydawanych środków
Mimo że debata o SAFE dzięki prezydenckiemu projektowi zyskała nową dynamikę, to niestety była to kolejna zmarnowana szansa na poważną rozmowę o finansowaniu polskiej armii. W tej dyskusji jedynym absorbującym opinię publiczną aspektem było pytanie, czy lepsze są środki z UE, czy z NBP. Tymczasem zupełnie pominięto to, co jest największym wyzwaniem, czyli pytanie, jak zagwarantować wysoką efektywność środków.
Podstawowy problem z wydawaniem środków z SAFE polega na tym, że ich cel powinien wynikać ze strategii polskiego przemysłu zbrojeniowego. To właśnie w długoterminowym planie powinniśmy odpowiedzieć na to, jak mądrze polonizować łańcuch wartości. Bez strategii, która pokazuje spójny plan całości, wydatki są robione „na czuja”, a także pod wpływem różnych lobbies. Tymczasem w grze są zbyt duże środki – i to jeszcze kredytowe – aby można było pozwolić sobie na ich marnowanie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

