Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Polska soft power rośnie w regionie. Dlaczego Czesi zaczęli nas podziwiać

Polska soft power rośnie w regionie. Dlaczego Czesi zaczęli nas podziwiać autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Czesi przez dekady patrzyli na Polskę z wyższością. Dziś coraz częściej mówią o „polskim cudzie gospodarczym”, a Polska staje się dla nich punktem odniesienia w regionie. To nie tylko efekt sprawnej promocji ani marketingu państwa, lecz przede wszystkim konsekwentnie budowanej siły – gospodarczej, infrastrukturalnej i militarnej. Historia tej zmiany pokazuje, czym naprawdę jest soft power i gdzie powinna koncentrować się polska polityka wizerunkowa.

Kilka uwag o polskiej soft power

Ceniona amerykańska analityk, Zineb Riboua, napisała niedawno, że żyjemy w czasach, w których upadł mit o soft power. „Miękka siła” miała być sposobem osiągania celów politycznych, bez konieczności uciekania się do „twardych” narzędzi – ekonomicznych czy militarnych. Wystarczać miał prestiż i atrakcyjność. „Wizerunek nie buduje siły, ale na odwrót: siła tworzy wizerunek” – stwierdza.

W ostatnich miesiącach szczególnie boleśnie odczuć można koniec iluzji „miękkiej siły” w Unii Europejskiej, która budując przez trzy dekady swoje „imperium moralne”, zapomniała zupełnie, że w momencie kryzysu słowa i wartości, które nie mają oparcia w sile, budzą wyłącznie lekceważenie, a nie respekt.

Ta obserwacja powinna być także lekcją dla Polski, która po roku 1989 zbyt często traktowała „miękką siłę” jako sztukę przypodobania się krajom zachodnim, zgodnie ze słowami Władysława Bartoszewskiego o brzydkiej pannie bez posagu.

Dobrym przykładem rzeczywistej dialektyki pomiędzy „miękką” a „twardą” siłą może być dyskutowany ostatnio w Polsce przypadek czeski.

81 procent Czechów uważa Polskę za najbliższego sojusznika – podał niedawno ośrodek badawczy Instytutu Socjologii Czeskiej Akademii Nauk. Polska uzyskała niemal dwudziestoprocentową przewagę nad następnymi w kolejności – Niemcami, Skandynawami i Słowakami.

W czeskich mediach, które przez dekady postrzegały sąsiada jako kraj zacofany i nieciekawy, już od dłuższego czasu trwa „moda na Polskę”. Nowy format reportażowy publicznej Czeskiej TV zadebiutował w lutym półgodzinnym materiałem o „polskim cudzie gospodarczym”, w którym przewodnikami po „polskim złotym wieku” są Marcin Piątkowski i Jadwiga Emilewicz. W zeszłym tygodniu najpoczytniejszy portal informacyjny „Seznam Zpravy” przyniósł obszerny artykuł o projekcie CPK.

Z pewnym opóźnieniem na tę samą falę fascynacji polskim sukcesem wskoczyły także media słowackie. Liberalny dziennik „Sme” kilka tygodni temu reklamował obszerny tekst o Polsce słowami: „Słowacy chętnie porównują się z Czechami i Austriakami. Polska była ignorowanym sąsiadem. Patrzyli na nią jako na kraj podejrzanego mięsa, krówek, sprzątaczek i hydraulików, którzy za pracą uciekają do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Kiedy jednak Słowacy topili się w nostalgii… za północną granicą rodził się cud gospodarczy”.

W Polsce mamy skłonność do narzekania na słabość promocji Polski w porównaniu zwłaszcza do naszych zachodnich sąsiadów. Wbrew pozorom sieć instytucji, które dla szeroko pojętej promocji Polski i polskiej kultury stworzyliśmy w ostatnich dekadach, jest całkiem pokaźna i wśród chociażby Czechów i Słowaków wielu sąsiadów wzbudza zazdrość.

Z drugiej strony w polskim postrzeganiu zbyt często mylimy „soft power” ze zwyczajnym marketingiem. W przemianie wizerunkowej Polski nad Wełtawą i Dunajem wielką rolę odegrały oczywiście instytucje powołane do budowania polskiej soft power właśnie – także Instytut Polski w Pradze, którym miałem zaszczyt kierować.

Jednak ich zadaniem było już tylko „opowiedzenie” o polskiej przemianie, opakowanie jej w język i skojarzenia bliskie czeskiej czy słowackiej publiczności. Przemiana ta wypracowana została jednak przez „twardą siłę”, czyli polską gospodarkę, której nieprzerwany wzrost kontrastował ze stagnującym tempem rozwoju Czech i Słowacji, polską infrastrukturę, która zawstydzała odwiedzających z południa i polską armię – która w momencie zagrożenia ze Wschodu zaczęła być postrzegana jako polisa bezpieczeństwa dla mniejszych sąsiadów.

Choć dla wielu Polaków, pogrążonych w codziennej przepychance „polsko-polskiej” może to zabrzmieć jak herezja, jednym z filarów czeskiego i słowackiego zafascynowania naszym sukcesem jest ciągłość polskiej polityki w kwestiach fundamentalnych. „W sprawach najważniejszych nie ma tam konfliktu” – pojawiają się często głosy w dyskusjach.

„Wszyscy tak samo ostrożnie patrzą na Rosję, chcą budować siły zbrojne, a w gospodarce stawiają na rozwój i rozmach, nie boją się odważnych projektów. I ta odwaga w połączeniu z ciągłością przynosi efekty” – można usłyszeć.

Czesi zazdroszczą nam dumy narodowej

Historia zmiany czeskiego (i stopniowo także słowackiego) postrzegania Polski pokazuje też, że wbrew utrwalonym, postkolonialnym schematom myślowym, tak popularnym nad Wisłą, istotą budowania soft power Polski nie musi być naśladownictwo, chwalenie się sukcesami „ksero-modernizacji”, dzięki której możemy być „tacy jak wszyscy”.

Wręcz przeciwnie – ważnym elementem wizerunku Polski w Czechach jest zdolność do asertywnego formułowania własnych interesów i cechy związane z „romantycznym paradygmatem polskości” – umiłowanie wolności, odwaga, silnie manifestowana tożsamość narodowa. „Zazdroszczę im, że nie wstydzą się swojej flagi”, „Polacy to dumny naród” – brzmią częste konstatacje, nawiązujące krytycznie do czeskiego auto-postrzegania w duchu „Przygód dobrego wojaka Szwejka”.

Nieprzypadkowo chyba najczęstszym „wizualnym” skojarzeniem związanym z Polską dla czeskich internautów stała się husaria. Memy z oskrzydlonymi jeźdźcami znaleźć można niemal pod każdym tekstem o Polsce w czeskich mediach społecznościowych.

I kiedy głębiej się zastanowić, husaria jest świetnym wyrazem związku soft power (co tu dużo mówić, dobrze się prezentuje…) z hard power (symbol siły i świetności Rzeczpospolitej) oraz związku polskiej wyjątkowości z uniwersalną opowieścią o umiłowaniu wolności i konieczności walki o nią.

Jest jeszcze jedna lekcja, którą z polskiego „success story“ w Czechach można wyciągnąć: w rozważaniach o polskiej soft power często całkowicie koncentrujemy się na zdobyciu uznania wśród zachodnich sojuszników. Świadczą o tym choćby budżety polskich instytucji zajmujących się promocją placówek dyplomatycznych. Dość powiedzieć, że biura POT w Pradze doczekaliśmy się dopiero w 2022 roku a biuro Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji w Bratysławie dotąd nie powstało.

W rzeczywistości jednak naturalną strefą oddziaływania naszej „miękkiej siły“ powinien być region, w którym żyjemy. Właśnie w krajach, takich jak Litwa czy Czechy polska opowieść jest podbudowana polską siłą, która funkcjonuje coraz powszechniej w świadomości sąsiadów jako filar bezpieczeństwa regionalnego i punkt odniesienia w innych dziedzinach.

Zarazem bez stałego oddziaływania na te kraje Polska pozbawia się najważniejszego (obok własnej siły) lewara w relacjach międzynarodowych – pozycji lidera regionalnego. To pozycja, która wbrew naszym wyobrażeniom, nie jest w żaden sposób przypisana do Warszawy z racji jednoznacznej przewagi nad mniejszymi sąsiadami w kategoriach, takich jak PKB czy liczba ludności.

Niemcy – naturalne gravitas

Niezależnie od dostrzeganego wszędzie sukcesu Polski, naturalnym punktem odniesienia dla wszystkich tych państw są Niemcy, które pozycję tę budowały przez dekady (a w przypadku Czech przez wieki). Chwilowy spadek prestiżu Berlina w związku z katastrofami Energiewende, Willkommenskultur i polityki wobec Rosji, jest właśnie – chwilowy.

Powrót bardziej realistycznej polityki Berlina w wykonaniu Merza natychmiast przekłada się na powrót do tradycyjnych schematów myślenia o regionie jako wagoniku podczepionym do niemieckiej lokomotywy.

O taki powrót do starych schematów tym łatwiej, że polska dyplomacja w ostatnich dwóch latach jest w krajach regionu często niemal niewidzialna, a pomysłu na aktywność na tym polu brak.

Jak mówi profesor Zdzisław Krasnodębski, „żeby mieć miękką siłę, trzeba najpierw mieć wolę mocy” – pragnienie przewodzenia i świadomość celu. Nie wystarczy sam sukces Polski i nie wystarczy nawet sieć instytucji, które będą go „sprzedawać” na międzynarodowym rynku prestiżu i atrakcyjności. Musimy też wiedzieć, do czego chcemy naszą „soft power” użyć.

Polski model przywództwa regionalnego

Należy jednak zauważyć, że nieumiejętność rozmowy z mniejszymi od Polski partnerami, która z jednej strony pozbawiona jest paternalizmu i lekceważenia dla słabszych, a z drugiej nie kończy się na idealistycznym „za wolność naszą i waszą”, ale steruje takim partnerstwem zgodnie z polskim interesem, jest długofalowo piętą achillesową polskiej dyplomacji.

To nasze „mentalnościowe” zadanie domowe do odrobienia, bez którego trudno marzyć o trwałym przywództwie w regionie.

Warto też na koniec podkreślić, że takie przywództwo stawia przed Polską większe wymagania, niż byliśmy skłonni brać na siebie w przeszłości. I to nie tylko wobec organów państwa, ale także innych instytucji i sektora prywatnego. Dwudziesta gospodarka świata nie może się opierać w swoich działaniach tylko o zasadę, że państwo pomaga biznesowi w jego zagranicznej ekspansji (i z tym bywa zresztą bardzo różnie).

Odpowiedzialność działa również w drugą stronę, choć polscy przedsiębiorcy wciąż rzadko zdają sobie z tego sprawę. Budowanie wizerunku Polski to inwestycja, która może przynieść korzyści także im. Pod tym względem pozostajemy jednak daleko w tyle – często nawet za czterokrotnie mniejszymi Czechami.

Choć to dziś oni z zainteresowaniem przyglądają się polskiemu sukcesowi, warto jednak – wracając do punktu wyjścia naszych rozważań – zauważyć dla równowagi, że cytowana na wstępie Zineb Riboua pracuje w jednym z najbardziej wpływowych amerykańskich i globalnych think tanków, Hudson Institute, którego jednym z głównych sponsorów od ubiegłego roku jest czeska firma PPF.u…

Tekst powstał w nawiązaniu do spotkania z cyklu Rozmowy polskie z prezydentem Karolem Nawrockim na temat „polskiego soft power”

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.