Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Kto zyska na wojnie w Iranie? Ani Donald Trump, ani Polska

przeczytanie zajmie 4 min
Kto zyska na wojnie w Iranie? Ani Donald Trump, ani Polska J.D. Vance i Donald Trump, źródło: Wikimedia Commons

Popularna na polskiej prawicy teza, że osłabienie Iranu leży w polskim interesie, bo przecież Iran to sojusznik Rosji – jest chybiona. Ta współpraca nie jest ani bardzo intensywna, ani krytyczna dla Moskwy. Osłabienie Iranu daje więc Rosji niewielką stratę, a systemowy koszt, jaki Stany ponoszą w Iranie, rekompensuje to z nawiązką.

Polskim sojusznikiem na Bliskim Wschodzie jest przede wszystkim święty spokój. W przeciwieństwie do wojny Rosji z Ukrainą, konflikt irański to – jak mawiał błędnie używany klasyk – nie nasza wojna. Nie oznacza to, że opinia publiczna nie ma prawa oceniać działań wojennych ani racji stron konfliktu. Z punktu widzenia interesu państwa polskiego jest to jednak sprawa drugorzędna.

Kluczowe jest, by w regionie panowała stabilizacja – niezależnie od tego, jaki porządek polityczny konserwuje. Priorytet stabilizacji oznacza, że w polskim interesie leży, aby wojny tam nie wybuchały, a te, które już wybuchły, kończyły się jak najszybciej – w tym także obecna wojna w Iranie. Polska powinna więc „kibicować”, aby administracja Trumpa jak najprędzej uznała interwencję za zakończoną, a wojska USA wróciły do domu.

Dlaczego stabilizacja jest dla nas priorytetem? Najbardziej namacalny powód to ceny ropy. Dla państw importujących węglowodory każdy niepokój na Bliskim Wschodzie oznacza droższe paliwo na stacjach, wyższą inflację i hamowanie wzrostu gospodarczego.

Ale są też ważniejsze, strategiczne powody. Najistotniejsze z polskiej perspektywy jest utrzymanie uwagi świata – a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych – na wojnę rosyjsko-ukraińską. Między Bliskim Wschodem a Europą Wschodnią istnieje niestety konkurencja o uwagę i zasoby.

Im większe zaangażowanie militarne USA na rzecz Izraela (i szerzej – w Iranie), tym mniejsze możliwości wsparcia Ukrainy – nawet w formule płatnej. Nawet Stany Zjednoczone mają ograniczoną ilość czasu, energii politycznej i decyzyjnej, by zajmować się równolegle wieloma kryzysami.

Skala obecnego zaangażowania amerykańskiego sprzętu w Iranie jest już na tyle duża, że wpłynie nie tylko na zapasy USA, ale także na łańcuchy dostaw i terminy realizacji zamówień dla innych państw, w tym dla nas. Intensywna operacja w Iranie przyspiesza więc degradację strategiczną Europy i zachęca Rosję do testowania granic reakcji USA w naszym regionie.

Swoją drogą, popularna na polskiej prawicy teza, że osłabienie Iranu leży w polskim interesie, bo przecież Iran to sojusznik Rosji – jest chybiona. Ta współpraca nie jest ani bardzo intensywna, ani krytyczna dla Moskwy (w przeciwieństwie do relacji rosyjsko-chińskiej). Osłabienie Iranu daje więc Rosji niewielką stratę, a systemowy koszt, jaki Stany ponoszą w Iranie, rekompensuje to z nawiązką.

Na tym nie koniec problemów. Interwencja USA odbywa się nie tylko z jawnym złamaniem prawa międzynarodowego, ale też bez „chirurgicznej precyzji”. Najbardziej spektakularnym przykładem jest zbombardowanie w Minabie szkoły dla dziewcząt, w wyniku którego zginęło 175 osób.

O ile łamanie prawa międzynarodowego już nikogo specjalnie nie dziwi (Trump nie jest pierwszym prezydentem USA, który je łamie – choć dokonuje tego wyjątkowo intensywnie), o tyle forma tej agresji wykracza poza chrześcijańską doktrynę wojny sprawiedliwej.

Ta doktryna dopuszcza czasem wyjście poza prawo, ale tylko przy wyraźnych, zwłaszcza moralnych powodach. Świat zaakceptował interwencję USA w Afganistanie w 2001 r. właśnie dlatego, że uznano prawo Ameryki do ścigania Al-Kaidy mimo naruszenia suwerenności.

Trump w Iranie nie fatyguje się nawet symbolicznym przedstawieniem takiego usprawiedliwienia – wychodzącego poza wąsko pojmowany interes USA. To dodatkowo osłabia amerykańskie soft power na świecie i pogłębia antyamerykanizm w wielu społeczeństwach, w tym europejskich.

To głównie koszt dla USA, ale na nas również się odbije – w polskim interesie leży bowiem utrzymanie jak najlepszych relacji transatlantyckich. Trudno jednak o nie dbać w obecnej sytuacji. Opinia publiczna (zwłaszcza europejska) jest szczególnie wrażliwa na akty demonstracyjnej, nagiej i brutalnej siły. Europejscy politycy – nawet jeśli ze względów bezpieczeństwa będą chcieli bliskich relacji z USA – będą non stop konfrontowani z emocjami społecznymi, które w wielu krajach są już mocno antytrumpowskie.

Czy wojna szybko się skończy? Trump zapowiada kilkudniową, maksymalnie kilkutygodniową operację, ale nie jest to przesądzone. Prezydent zapewne planuje wyjść w momencie jakiegoś spektakularnego sukcesu, który da się sprzedać elektoratowi jako zwycięstwo.

Pytanie, czy taki sukces będzie łatwy do osiągnięcia. Na razie nie udało się zmienić kursu reżimu; ten zaś całkiem sprawnie wybrał nowego przywódcę. Nadal jednak nie mamy pewności, na ile obecny system jest stabilny i czy dotrwa do swoich 50. urodzin w 2029 r.

Brak szybkiego sukcesu w kwestii zmiany kursu – połączony z perspektywą, że osłabiony reżim może przechodzić poważne turbulencje – może skłonić Trumpa do wydłużania operacji, jeśli pojawi się poczucie, że rewolucja jest „na wyciągnięcie ręki”. Taka pokusa jest realna – dotychczasowy etap nie jest przez elektorat MAGA uznawany za sukces.

Wydłużenie akcji to scenariusz groźny: interwencje w Iraku i Afganistanie też miały być krótkie, a trwały latami. Właśnie dlatego, że wciąż widziano (lub chciano widzieć) perspektywę korzystnej zmiany. Nawet jeśli Trump nie wejdzie do Iranu na lata, lecz na miesiące, to wystarczy, by wywołać duży regionalny chaos i globalne skutki uboczne. Dla Europy – kto wie, czy nie najbardziej dotkliwe w postaci kolejnych fal migracji wojennych.

Na wojnie w Iranie tracą więc i Trump, i Polska. Oczywistym wygranym jest Izrael, któremu udało się przedstawić własny interes (zniszczenie Iranu) jako interes Stanów Zjednoczonych – mimo obiektywnej rozbieżności tych interesów.

Istnieje miła dla nas interpretacja: że interwencja USA pokazuje, jak daleko Amerykanie są gotowi iść w obronie swoich najważniejszych sojuszników. Pytanie brzmi, czy Polska może być dla USA „Izraelem Europy Wschodniej”? Chcielibyśmy bardzo, ale niestety – to się nie uda.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.