Wojciech Balczun mówi o „local content”. Czas na walkę o Priorytet Krajowy!
Minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=O9gv0xkTrRY
Brzmi to genialnie. Minister aktywów państwowych mówił na konferencji prasowej długo i pięknie o tym, jak ważne jest to, by gigantyczne pieniądze z inwestycji publicznych trafiały do polskich firm i zostawały w naszym kraju. Cieszy, że w podobnym tonie wypowiada się cały rząd i prezesi spółek Skarbu Państwa. Tylko czy wyjdziemy realnie poza fazę deklaracji?

Biało-czerwona klęska urodzaju
Jak dotąd działania administracji publicznej w zakresie patriotyzmu gospodarczego generowały raczej więcej szkody niż pożytku. Flagowym wydarzeniem poprzedniego prezydenta był „Kongres 590”. Nazwa nawiązywała do prefiksu kodu kreskowego 590, który został przypisany Polsce.
Co trzeba zrobić aby móc korzystać z tego kodu? Otóż niewiele. Wystarczy zarejestrować firmę w Polsce. Nie trzeba nawet prowadzić produkcji w naszym kraju, nie mówiąc o płaceniu podatków. Chyba nie o taki model rozwoju gospodarczego powinno nam chodzić, czyż nie?
Była pompatyczna Polska Fundacja Narodowa, były ławki niepodległości, które stały się raczej symbolem paździerzotyzmu. Dominowała zasada byle jak, byle było biało-czerwono. Ma to również odzwierciedlenie w rządowym oznaczeniu „Produkt Polski”. Definicja ułożona jest tak, że z oznaczenia mogą swobodnie korzystać firmy należące do zagranicznego kapitału.
Jedyną konsekwencją tych działań było ośmielanie zagranicznych podmiotów działających w Polsce do uprawiania polishwashingu, podkreślania choćby najmniejszego związku z Polską, by zyskać aprobatę konsumentów. Efekt jest taki, że na sklepowych półkach roi się od biało-czerwonych oznaczeń, które zamiast wzmacniać świadomą konsumpcję, wywołują dezorientację.
Jaką mamy gwarancję, że tym razem będzie inaczej? Że cały ten szum wokół local content realnie przysłuży się polskim firmom? Rafał Trzaskowski pięknie mówił w kampanii prezydenckiej o patriotyzmie gospodarczym. Problem w tym, że Warszawa od lat trzyma pieniądze w nie polskim banku.
Po raz kolejny pojawiło się również Prince Polo. Ekwiwalent reklamowy, jaki obecna partia rządząca zapewniła międzynarodowej korporacji
Mondelez Polska Sp.z o. o., właścicielowi marki Prince Polo, należy już liczyć w milionach złotych. Istnieją przecież polskie alternatywy:

Oczywiście cieszy fakt, że w proces definiowania local content zaangażowane są spółki skarbu państwa, a niektóre z nich deklarują nawet, że już działają w myśl patriotyzmu gospodarczego.
Zanim zaczniemy mówić o polonizacji budowy Portu Polska, spójrzmy jednak na banały. Oto menu polskiego LOT-u.

Przy niektórych produktach można zauważyć logotyp „Polish brand”. Problem w tym, że znaczna część firm oznaczonych tym logiem nie jest polska. Przykładowo, Berlinki należą do koncernu Animex, firmy która w aplikacji „Pola. Zabierz ją na zakupy” oceniania jest tak:

Ten i podobne produkty możesz weryfikować za pomocą naszej wyszukiwarki. Woda i masło serwowane w polskich, państwowych liniach lotniczych nie zawsze są polskie. Skoro wykładamy się na takich banałach, jaka jest szansa, że dokonamy realnej repolonizacji w przetargach za miliardy?
Priorytet Krajowy
Minister Wojciech Balczun w Szczecinie mówił: „Local content to nie jest kwestia dwóch lat, to budowanie fundamentu i ekosystemu dla polskiej gospodarki, który będzie adekwatny do naszych ambicji”. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom szef resortu aktywów państwowych nie zdradził jednak definicji „local content”.
Zachęcił za to do zgłaszania propozycji na spolszczoną nazwę tej idei. Wbrew pozorom, to krytycznie ważne. Granica pomiędzy kolejną zmarnowaną szansą, a rewolucją podmiotowości jest bardzo cienka, wręcz gramatyczna. Można bowiem stwierdzić, że polska jest firma, która produkuje w Polsce I należy do polskiego kapitału lub taka, która produkuje w Polsce LUB należy do polskiego kapitału.
Jeden spójnik zmienia wszystko. Minister powoływał się też na badania, z których wynika, że 90% Polaków chce żeby przy dużych projektach, finansowanych przez państwo, uczestniczyły firmy polskie. Tylko co to znaczy „polskie”?
W ramach projektu, który realizowaliśmy we współpracy z państwową spółką PGE, przedstawiono badania nt. tego, jak Polacy definiują polskość firm. Wynika z nich jednoznacznie, że kwestia polskości kapitału ma dla Polaków bardzo duże znaczenie.
W kompleksowym raporcie nt. patriotyzmu gospodarczego, analizującym wszystko, co działo się w tym temacie od dekady, również zwracamy uwagę, że działania administracji publicznej w zakresie polonizacji gospodarki należy poprzedzić kompleksowymi badaniami.
Definicje, nazwy i layout rządowych programów w zakresie patriotyzmu gospodarczego, powinny być spójne z oczekiwaniami Polaków, ale przede wszystkim powinny przełamywać mity i stereotypy, zamiast utrwalać błędne przekonania konsumenckie.
Nazwa tak ważnej reformy funkcjonowania państwa powinna również oddziaływać na świadomość konsumencką i zmieniać postawy zakupowe. Nie tylko administracja publiczna może promować te idee.
My, zwykli konsumenci również powinniśmy priorytetowo wybierać to, co polskie. Tak samo powinni postępować polscy przedsiębiorcy, kupując to co możliwe od siebie nawzajem. Być może dobrą nazwą dla „local content” będzie więc Priorytet Krajowy.
Każdy zarówno konsument, instytucja publiczna, czy przedsiębiorca, w swojej polityce zakupowej powinien rozstrzygać, który z możliwych wyborów będzie najlepszy dla Rzeczpospolitej.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
