Leszek Miller nowym patronem prawicy? Kto następny – Jaruzelski?
Prawica odkrywa Leszka Millera na nowo. Czynienie z postkomunisty autorytetu w sprawie obrony polskiej suwerenności i interesów świadczy o naiwności oraz braku trzeźwej oceny tej postaci. Tego rodzaju stanowisko wynika z bezkrytycznego zachwytu jego bon motami o Ukrainie i jest przejawem ignorancji – nie tylko wobec historii Polski, lecz także wobec złożonej biografii byłego premiera.
Na nowego Millera nabrał się chociażby Grzegorz Braun, stwierdzając: „Leszek Miller byłby moim ambasadorem”. Czy „antykomunistycznemu” Braunowi nie przeszkadzała PZPR-owska przeszłość byłego premiera? Sam Miller mówił przecież o sobie: „jestem chyba jedynym politykiem, który zajmował bardzo wysokie stanowiska w poprzedniej Polsce i bardzo wysokie stanowiska w nowej Polsce”.
Historię Millera należy jednak opowiedzieć w pięciu aktach – od członkostwa w komunistycznej młodzieżówce i wstąpieniu w skład PZPR z transformacją ustrojową w tle, premiera-lidera postkomunistycznej Lewicy, politycznego dinozaura prowadzącego Lewicę pod próg, europosła głosującego za centralizacją Unii, aż do komentatora przeszłej i bieżącej polityki.
Leszek Miller – od komunisty do postkomunisty
Był członkiem PZPR od 1969 roku aż do rozwiązania partii. W aparacie partyjnym przeszedł drogę od szczebla lokalnego do funkcji w kierownictwie centralnym, dochodząc m.in. do stanowiska sekretarza Komitetu Centralnego. W tym czasie jawił się jako lojalny działacz partii, który pomógł w rebrandingu komunistów.
W trakcie działalności partyjnej ukończył studia z zakresu nauk politycznych w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, była to uczelnia mająca kształcić komunistyczne elity partyjne. Pod koniec istnienia partii wszedł w skład Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR, będąc jednym z najbardziej zaufanych ludzi Mieczysława Rakowskiego.
W latach 90. podczas przeobrażenia komunistów w demokratów był jedną z wiodących postaci nowej lewicy, choć najmocniej symbolizował stary aparat władzy. Miller był w grupie politycznych oligarchów z PZPR, którzy poszukiwali sposobów na odnalezienie się w nowej, demokratycznej rzeczywistości.
Najpierw współtworzył SdRP, w której pełnił funkcję sekretarza generalnego, a w czasie lewicowych rządów piastował urzędy ministerialne. Pod koniec wieku doprowadził do skonsolidowania organizacji skupionych wokół SLD do utworzenia jednolitej partii politycznej o tej samej nazwie.
Skuteczne zarządzanie strukturą, sprawna kampania wyborcza oraz rozpad i kompromitacja ówczesnej koalicji rządzącej otworzyły SLD drogę do zdecydowanego zwycięstwa z wynikiem 41,04% głosów w 2001 roku.
Leszek Miller, czyli afera
Rządy Millera były obciążone licznymi aferami wizerunkowymi i gospodarczymi. Afera Rywina, która wstrząsnęła całą Polską, stała się gwoździem do trumny większości parlamentarnej. Oprócz tego rządom lewicowym przytrafiła się afera starachowicka, która ujawniła powiązania polityków SLD ze światem przestępczym.
Dodatkowo ujawniono istnienie tajnych więzień CIA w Polsce, co zaszokowało opinię publiczną. Sprawa więzień ukazuje także polityczny oportunizm Millera, który jeszcze w 1990 roku miał współorganizować pożyczkę od KPZR dla polskich postkomunistów, a już po 12 latach w Polsce pod jego rządami funkcjonowały tajne więzienia zagranicznego – zachodniego wywiadu.
Sprawa tzw. „moskiewskiej pożyczki” z 1990 r. wraca dziś jako test pamięci o realnych interesach postkomunistycznego środowiska. W relacjach i dokumentach pojawiały się wątki wskazujące na udział Millera w koordynacji operacji po stronie PZPR, choć on sam temu zaprzeczał.
Polityk ambiwalentny
W kontekście „marszu na zachód” można przychylić się do tezy Roberta Krasowskiego, który twierdzi, że wybory nie mają aż tak dużego wpływu na losy państwa, jak lubimy im przypisywać. Miller nie szukał porozumienia z Rosją, ale – jak inni – parł ku Zachodowi. Zmienił front, bo taka była logika demokratycznej Polski.
Tę zdolność „dopasowania się” widać także w kwestii polityki energetycznej. Za rządów Millera wycofano się z umowy, która miała wzmocnić dywersyfikację dostaw gazu z kierunku norweskiego i duńskiego. W praktyce oznaczało to przedłużenie uzależnienia od rosyjskiego surowca, a z perspektywy czasu widać, że taki stan rzeczy zwiększał podatność państwa na presję i szantaż energetyczny.
W odstąpieniu od realizacji wskazywano na rolę Aleksandra Gudzowatego, będącego właścicielem spółki pośredniczącej w wymianie gazu pomiędzy Polską i Rosją, jako osobę, która miała lobbować na rzecz utrzymania status quo. Współpracę z Rosją utrzymano, renegocjując jej warunki poprzez doprowadzenie do zmniejszenia dostaw, co przyniosło pewne oszczędności ekonomiczne.
Rząd Millera miał jednak na swoim koncie kilka sukcesów. Oprócz powrotu na ścieżkę wzrostu gospodarczego, to właśnie na barki jego rządu spadła ostatnia faza negocjacji akcesyjnych do Unii Europejskiej i ostateczne wstąpienie do unijnych struktur, co stanowi jedno z kluczowych wydarzeń współczesnej Polski.
Należy jednak pamiętać, że marsz Millera na Zachód nie był skutkiem ideowej refleksji. Kurs ten nie wziął się z moralnej przemiany elit postkomunistycznych, tylko z woli społeczeństwa i logiki epoki. W tym sensie europejskość Millera była jedynie adaptacją do nowych reguł.
U schyłku sprawowania władzy jego gabinet notował rekordowo niskie w historii III RP poparcie społeczne, przebijając rząd Jerzego Buzka, którego Miller potrafił wcześniej krytykować mówiąc: „Pan Jerzy Buzek powinien podać się do dymisji. Gdyby w moim rządzie doszło do jakiejkolwiek korupcji, a poparcie społeczne spadłoby poniżej 20%, to poczucie przyzwoitości nakazałoby mi podać się do dymisji”.
Ostatnie polityczne podrygi w Polsce
Wobec braku miejsc na listach dla byłego premiera, Miller starał się znaleźć dla siebie miejsce w innym komitecie. W 2007 roku startował jako jedynka Samoobrony w okręgu łódzkim, jednocześnie nie zostając członkiem partii. Warto przypomnieć, że Miller w trakcie procesu podłączania się do list Samoobrony rzucał hasłami obrony pozytywnej pamięci o PRL oraz wskazywał, że jednym z jego głównych celów jest niedopuszczenie Kaczyńskich ponownie do władzy.
Następnie w 2008 roku próbował utworzyć nową partię – Polska Lewica, z której jednak dość szybko zrezygnował, wracając w 2010 roku do SLD. W tym samym roku sam stwierdził też, że nadchodzi era polityków będących specjalistami od uwodzenia, dostrzegając zapewne wpływ nowych środków przekazu na politykę.
W 2011 roku uzyskał mandat posła, a także został ponownie przewodniczącym partii. Otwarcie głosił wówczas, że „trzeba odebrać prawicowej Europie możliwość rządzenia i trzeba odebrać polskiej prawicy możliwość rządzenia w Polsce”.
Po klęsce wyborczej w 2015 roku i nieprzekroczeniu progu wyborczego przez koalicyjny komitet Zjednoczona Lewica nie ubiegał się o reelekcję i oddał partię w ręce Włodzimierza Czarzastego.
Europoseł szkodzący Polsce
W 2019 roku został jeszcze europosłem z ramienia Koalicji Europejskiej. Jego działalność w europarlamencie z prawicowej perspektywy należy ocenić jednoznacznie negatywnie.
Miller był wśród europosłów głosujących za rezolucją wzywającą do zablokowania środków z KPO dla Polski. Komentując podjęcie decyzji o głosowaniu „za”, stosował pokrętną logikę, oświadczając np., że głosował za nią, aby polski rząd przestał blokować środki z Brukseli dla Polski.
Z perspektywy czasu wydaje się oczywiste, że blokada ta miała charakter polityczny, nie odnosiła się natomiast tylko do kwestii praworządności, czego jednoznacznym dowodem było ekspresowe tempo odblokowania środków dla rządu Donalda Tuska bez przeprowadzenia zmian w wymiarze sprawiedliwości.
Były premier głosował także za zniesieniem zasady jednomyślności, a więc za odebraniem Polsce prawa weta, jednoznacznie opowiadając się przeciwko temu uprawnieniu, oraz za przyznaniem Brukseli kolejnych kompetencji do wyłącznej oraz współdzielonej właściwości Unii Europejskiej. Budzi to kontrowersje prawne, chociażby w kontekście orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego podważającego działania instytucji unijnych (ultra vires).
W 2015 roku na falach RMF FM stwierdził, że trudno będzie odmówić przyjęcia uchodźców, ale nie należy ich przyjmować bezwarunkowo, a na pewno Polska powinna przeciwstawić się narzucaniu kwot. Jednak już w 2024 roku głosował za przyjęciem paktu migracyjnego w formule zakładającej przyjmowanie nielegalnych imigrantów bądź ponoszenie „dobrowolnej” przymusowej opłaty w wysokości 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego nielegalnego migranta do określonego limitu.
W ten sposób stanął po stronie establishmentu unijnego, a przeciwko interesowi Polski i swoim wcześniejszym słowom. W niedawnej rozmowie u Bogdana Rymanowskiego Miller ponownie zmienił zdanie, przyznając, że głosowanie za paktem migracyjnym było błędem i dzisiaj nie głosowałby „za”.
Miller jest także zwolennikiem przyjęcia w Polsce euro. Brak zastąpienia złotówki unijną walutą przedstawia jako stanie z boku lub czekanie na peronie, kiedy inni wsiadają do ekspresowego pociągu, a dodatkowo jako przeciwstawianie się zobowiązaniu wynikającemu z traktatu akcesyjnego. Wśród zasług na rzecz centralizacji Unii należy wspomnieć, że głosował także za przyjęciem Zielonego Ładu, popierał zakaz rejestrowania aut spalinowych czy Fit for 55.
Z euroentuzjastyczną szczerością były premier jasno deklaruje, że „mocna Unia to jest mocna Polska, słaba Unia to słaba Polska”. W rozmowie z Rymanowskim, były premier stwierdził także, że jest zwolennikiem państwa europejskiego – Stanów Zjednoczonych Europy z zapewnioną autonomią dla każdego z państw.
Miller – „prawicowy” komentator historii i teraźniejszości
Leszek Miller stał się obecnie jednym z najbardziej wyrazistych krytyków Ukrainy. O ile część komentarzy z perspektywy prawicowej należy uznać za właściwe, w szczególności te odnoszące się do uległej postawy Polski względem wschodniego sąsiada, o tyle należy pamiętać, że w przeszłości były premier sam nie był w stanie załatwić kwestii ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej.
Rzekomy zwrot w prawo jest związany także z jego relacjami z przewodniczącym Lewicy Włodzimierzem Czarzastym. Nie jest tajemnicą, że obaj panowie nie przepadają za sobą, a Miller lubi stawiać się w roli recenzenta swojego byłego partyjnego kolegi (jeszcze z czasów PZPR). Wobec tego nie dziwią szydercze komentarze wytykające Lewicy brak programu gospodarczego.
To nie pierwsza zresztą wojna Millera z przedstawicielami byłego środowiska. Gdy był jeszcze premierem mówiło się przecież o szorstkiej przyjaźni z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, a przecież w całym tym konflikcie chodziło o to, który ze wspomnianych będzie miał decydujący wpływ na kształt lewicy w Polsce.
Miłe dla prawicowego ucha są także połajanki Millera w stronę posłanek Lewicy, krytyka współczesnego feminizmu oraz wolnościowe poglądy gospodarcze tworzące razem nimb polityka z trudną przeszłością, który jednak dobrze się zestarzał i na stare lata przeszedł na właściwą stronę historii.
Ahistoryczna prawica
Wobec całej tej sytuacji na krytykę zasługuje dzisiejsza nietrzeźwość w ocenie postaci Leszka Millera. Część środowisk prawicowych, odurzona jego aktualnymi komentarzami, zachowuje się tak, jakby życiorys przestał mieć znaczenie, tak jakby wystarczyło powiedzieć kilka zdań zgodnych z emocją dnia, żeby zasłużyć na status konserwatywnego mędrca.
Ta skłonność do adaptacji wraca dziś w innym przebraniu. Były premier co jakiś czas przedstawia się jako ekonomiczny liberał, przypominając o elementach „trzeciej drogi” z czasów swoich rządów: obniżeniu CIT, deregulacyjnych rozwiązaniach ułatwiających działalność gospodarczą czy próbach reformy finansów publicznych, a nawet detalach w rodzaju obniżenia akcyzy na alkohol. Stanowi to próbę układania własnego opisu autobiograficznego z powycinanych historii. Miller buduje narrację, która ma brzmieć atrakcyjnie dla młodszej prawicy.
I tak, postkomunista mówiący o tym, że „woli Konfederację Mentzena od Lewicy Czarzastego” wpisuje się w to, co chce usłyszeć część prawicowych wyborców, którzy lubią słyszeć o „nawróconych” na wolnorynkowe prawdy wiary. Przy okazji Miller może także punktować dawnych kolegów z Lewicy i pokazywać, że jedynym prawdziwym liderem bloku lewicowego był on sam.
Ciekawą tezę odnośnie byłego premiera postawił prof. Adam Wielomski, który stwierdził, że Leszek Miller „trafił na lewicę nie z powodu poglądów, lecz osobistych losów życiowych”.
Ahistorycznej prawicy należy zadać pytanie, czy gdyby pod koniec życia Wojciech Jaruzelski krytykował Unię Europejską i atakował naszych sąsiadów, to czy należałoby mu wybaczyć wprowadzenie stanu wojennego?
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.


