Big Techy odciążą mieszkańców w rachunkach za prąd. To dobrze, ale… co z centrami danych?
Trump odbiera Big Techom możliwość przerzucania kosztów prądu na zwykłych Amerykanów; od teraz to giganci sami mają opłacać swoje energochłonne inwestycje. To rozsądny ruch w obronie kieszeni obywateli, lecz nie rozwiązuje fundamentalnej kwestii: nowe centra danych to rekordowi konsumenci prądu i jeden z największych trucicieli środowiska.

Tańszy prąd dla Amerykanów?
W zeszłym tygodniu prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wygłosił orędzie, w którym zadeklarował, że koszty budowy nowych centrów danych oraz źródeł energii potrzebnych do ich podtrzymywania zostaną w całości pokryte przez koncerny Big Tech.
Decyzja ta jest motywowana chęcią odciążenia gospodarstw domowych od płacenia wyższych cen prądu, których wskaźnik wzrostu znacznie przewyższa wskaźnik inflacji.
– Wielu Amerykanów niepokoi się, że zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych AI może w niesprawiedliwy sposób wywindować ich rachunki za prąd. Dziś mogę z przyjemnością ogłosić, że wynegocjowałem nową deklarację o ochronie odbiorców […]
Mówimy dużym koncernom technologicznym, że mają obowiązek zaspokajać swoje potrzeby energetyczne samodzielnie. Mogą budować własne elektrownie i wytwarzać energię na swoje potrzeby, w ten sposób nikogo nie dotkną podwyżki cen, a w wielu przypadkach ceny prądu spadną – obiecywał amerykański prezydent.
Trump nie wymienił z nazwy konkretnych podmiotów, z którymi wynegocjował nowe prawo. Natomiast według doniesień medialnych do sygnatariuszy rzeczonej deklaracji możemy zaliczyć największe potęgi cyfrowe jak Alphabet, Amazon, Metę, Microsoft czy OpenAI.
Centra danych – niszczycielskie narzędzie korporacji
Decyzja Trumpa na pierwszy rzut oka wydaje się słuszna, gdyż zwalnia obywateli z płacenia wyższych rachunków za energochłonne inwestycje, za które odpowiedzialność powinny ponosić Big Techy jako ich wykonawcy.
Nie eliminuje ona jednak głównego źródła problemu, jakim jest powstawanie nowych centrów danych, jednych z największych konsumentów energii elektrycznej i zarazem największych szkodników dla środowiska naturalnego. O ich destrukcyjnym wpływie pisaliśmy na łamach Klubu Jagiellońskiego, warto więc przypomnieć najważniejsze fakty o tych strategicznych obiektach.
Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE), światowe zużycie energii elektrycznej przez centra danych wyniosło aż 415 TWh, a więc ok. 1,5% całkowitego zużycia energii na Ziemi.
To i tak stosunkowo niewielki odsetek w porównaniu do Europy; szacuje się, że od 70 do 96 TWh zużytej przez centra danych energii odpowiada 2-3% całkowitego zapotrzebowania na prąd na kontynencie. Zaznaczmy przy tym, że udział ten różni się w zależności od państw członkowskich: od Polski, gdzie to wciąż tylko ok. 2%, po Irlandię, gdzie centra danych odpowiadają już za 22% całkowitego krajowego zużycia energii elektrycznej!
Liczby te wciąż będą rosnąć, według MAE w tym roku zapotrzebowanie na energię elektryczną przez centra danych będzie wynosić od 620 TWh do aż 1050 TWh. Ta astronomiczna suma z pewnością będzie rosła, głównie za sprawą rozwoju sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii jak kryptowaluty.
Najpoważniejszym skutkiem działalności centrów danych jest jednakże masowa degradacja środowiska. W książce Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem Sylwia Czubkowska ukazuje barbarzyński sposób eksploatacji zasobów naturalnych przez infrastrukturę wielkich korporacji.
Jednym z najbardziej uderzających przykładów, który podczas lektury wywołuje szczególną odrazę, jest przypadek centrum danych Microsoft położonego w pobliżu Middenmeer w Holandii. W 2021 roku obiekt zużył 84 tysiące metrów sześciennych wody, a więc ilość odpowiadającą temu, ile wszyscy mieszkańcy tej miejscowości zużywają przez 5 lat!
Skala zapotrzebowania centrum danych na wodę miała poważne konsekwencje. Instalacja pobierała wodę również w czasie letnich fal upałów, które doprowadziły do suszy w całym kraju.
Nie jest to zresztą odosobniony przypadek; globalne koncerny technologiczne za pośrednictwem swoich centrów danych wykorzystują ogromne ilości zasobów wodnych. Przykładowo, w Irlandii roczne zużycie wody przez tego typu infrastrukturę szacuje się na około 50 milionów metrów sześciennych!
„Te altruistyczne według PR-owców inwestycje okazują się bardzo kosztowne w eksploatacji (…) Po jakimś czasie zauważają to okoliczni mieszkańcy: w spadku ciśnienia wody, w wysychających rzeczkach i studniach, w tym, jak pudła wielkich hal oświetlają okolicę, jak hałasują i jak zmieniają krajobraz” – pisze dziennikarka.
Dane – nowy zasób polityczny
Wyjątkowym optymizmem może napawać fakt, że rozwój centrum danych budzi poważny opór w amerykańskim społeczeństwie, co ma swoje bezpośrednie przełożenie na politykę.
Według sondażu Public First dla Politico cytowanego przez „Dziennik Gazetę Prawną”, 20% wyborców Demokratów i 10% zwolenników Republikanów wyraziło zdanie, że poparcie ich kandydata dla centrów danych mogłoby ich zniechęcić do oddania na niego głosu.
Sceptycyzm wobec tych placówek wykracza poza partyjne podziały nad Atlantykiem, ponieważ obietnica uregulowania działalności centrów danych pomogła demokratce Abigail Spanberger zostać gubernatorem stanu Wirginia (tam znajduje się ok. 1/4 tego typu obiektów w całych USA), jak również jest jednym z głównych postulatów Rona DeSantisa, republikańskiego gubernatora Florydy i jednego z najpotężniejszych sojuszników Donalda Trumpa na poziomie stanowym.
Widzimy zatem, że walka o dane będzie w najbliższych latach stanowić jeden z głównych obiektów rywalizacji między obywatelami, rządami i Big Techami. Jak słusznie zauważa Sylwia Czubkowska w wywiadzie dla KJ, duże firmy technologiczne wysoko cenią sobie dane, które pozwalają im realizować swoją ambicję, jaką jest kontrola użytkowników i zdobycie w ten sposób potęgi, którą dotychczas mogły się cieszyć tylko państwa.
„Dane to nasz zasób – czy chcemy oddawać je za darmo za obietnice od wielkich firm? Jeszcze 10-20 lat temu w Polsce nie myśleliśmy o danych jako o zasobie” – komentowała.
Warto na koniec niniejszych rozważań przytoczyć apel dziennikarki, aby rząd uznał dane Polaków ze cenne dobro narodowe, a nie tylko narzędzie do tresowania AI.
„Można dzięki tym danym tworzyć własne usługi publiczne czy komercyjne” – proponowała Czubkowska.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
