4 lata bez widoku na pokój? 10 faktów, które powinieneś znać o wojnie na Ukrainie
Dziś mija czwarta rocznica rosyjskiej inwazji na Ukrainę. To, co miało być błyskawiczną „specjalną operacją wojskową” przerodziło się w najkrwawszy konflikt w Europie po obu wojnach światowych. Bilans? Setki tysięcy zabitych, zrujnowana gospodarka, kryzys uchodźczy i front, który od miesięcy pozostaje w martwym punkcie. Oto 10 rzeczy, które trzeba wiedzieć o wojnie u naszych granic.
- Najwięcej zgonów od czasów II wojny światowej
Ustalenie wiarygodnej liczby ofiar tak intensywnego konfliktu zbrojnego stanowi wyzwanie. Z pomocą przychodzą szacunki raportu Russia’s Grinding War in Ukraine opracowanego przez amerykański think-tank Center for Strategic & International Studies (CSIS) w styczniu tego roku. Jego analiza nie pozostawia żadnych wątpliwości co do rozmiaru wojennego żniwa zbieranego przez Kreml.
Od lutego 2022 do grudnia 2025 roku siły ukraińskie poniosły straty rzędu 500-600 tysięcy żołnierzy, do czego zalicza się zarówno tych zabitych, jak również rannych i zaginionych. Samą liczbę poległych szacuje się na 100-140 tysięcy, a więc od ok. 17% do 28% strat bezpowrotnych.
Straty osobowe poniesione przez stronę ukraińską są jednak zdecydowanie mniejsze niż ubytki agresora. Według danych CSIS rosyjskie siły zbrojne utraciły w analizowanym okresie niespełna 1,2 mln żołnierzy, z czego od 275 do 325 tys. (ok. 23-27%) stanowią polegli . Autorzy raportu przyznają, że przedstawione liczby są „zdumiewające”, bowiem żadne mocarstwo nie poniosło nawet porównywalnych do Rosji strat w żadnej wojnie od czasów II wojny światowej!
W samej wojnie z Ukrainą Rosja straciła jedenastokrotnie więcej żołnierzy niż w obu wojnach czeczeńskich łącznie oraz siedemnastokrotnie więcej niż Armia Radziecka w Afganistanie. Dla porównania z USA, w czasie wojny koreańskiej zginęło 54,4 tys. amerykańskich żołnierzy, a w katastrofalnej dla Waszyngtonu wojnie wietnamskiej „zaledwie” 47,4 tys.
Od ofiar wojskowych znacznie trudniej ustalić jest liczbę ofiar cywilnych, dlatego najbezpieczniej będzie polegać na danych Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka (OHCHR). Według nich, po stronie ukraińskiej straty poniosło ok. 56,5 tys. obywateli, z czego ponad 41 tys. zostało rannych, a 15 tys. zabitych. Warto wspomnieć o przykrej statystyce, że spośród ofiar śmiertelnych blisko 800 to dzieci.
Jeszcze większe wyzwanie stanowi oszacowanie liczby cywili Federacji Rosyjskiej, których bezpośrednio dotknęły uderzenia odwetowe wojsk ukraińskich. Rosyjska agencja prasowa TASS podaje, że od początku inwazji do 15 stycznia 2026 roku zginęło ponad 1 tys. obywateli Rosji (uwzględniając też Krym i Donbas), lecz wiarygodność cytowanego źródła pozostawia oczywiście wiele do życzenia.
Opozycyjny wobec Kremla portal 7×7 Horizontal Russia podawał z kolei, że do 25 grudnia 2024 roku śmierć poniosło niecałe 400 mieszkańców zachodniej Rosji, a więc terenów, gdzie Ukraińcy przeprowadzali operacje dywersyjne (np. częściową okupację obwodu kurskiego).
Reasumując, to Rosja ponosi wyraźnie większy ciężar strat na froncie – na jednego utraconego żołnierza ukraińskiego przypada średnio od 2 do 2.5 żołnierza rosyjskiego. Jednocześnie wojna toczy się niemal wyłącznie na terytorium Ukrainy, co sprawia, że nad Dnieprem liczba zabitych cywilów jest ponad 15-krotnie wyższa niż po rosyjskiej stronie granicy. Podkreślmy raz jeszcze, że wyżej przedstawione dane są jedynie szacunkami, a z powodu zatajania bądź manipulowania statystykami wojennymi przez strony konfliktu dokładna liczba strat pozostaje niemożliwa do zbadania.
- Europa stoi po stronie Kijowa
Unia Europejska pozostaje niekwestionowanym liderem w niesieniu pomocy Ukrainie, co znajduje potwierdzenie w liczbach. Jak podaje Kiloński Instytut Badań nad Gospodarką Światową, w latach 2022-2025 UE (instytucje unijne i państwa członkowskie) przeznaczyła na wsparcie Kijowa ponad 175 miliardów euro.
Udzielona pomoc dzieli się na dwie sfery: wojskową, na którą łącznie przeznaczono ok. 80 mld EUR, a także finansowo-humanitarną opiewającą na sumę ponad 95 mld. W ubiegłym roku europejska pomoc wojskowa wzrosła o 67% w stosunku do średniej z lat 2022–2024, podczas gdy pomoc niemilitarna wzrosła o 59%.
W samym 2025 roku Europa przekazała Ukrainie ok. 60 mld EUR, co oznacza, że odpowiadała za ponad 92% globalnej pomocy udzielonej Kijowowi. Szczególne wrażenie robi wzrost udziału w pomocy finansowo-humanitarnej, który wzrósł z około 50% na początku inwazji do 90% w ubiegłym roku.
Pierwsze miejsce zajęły Niemcy; wartość 8-10 mld EUR liczą m.in. przekazane przez Berlin czołgi Leopard czy bezpośrednie transfery pieniężne do Kijowa. Miejmy jednak z tyłu głowy fakt, iż badaniom Instytutu Kilońskiego zarzuca się zaliczanie złożonych przez rząd obietnic do pomocy już udzielonej, dlatego ostateczna liczba może być zawyżona.
Polska w tym rankingu zajmuje 5. miejsce, przeznaczyliśmy bowiem 2-4 mld EUR pomocy, do której zalicza się przede wszystkim sprzęt z naszych zapasów (czołgi czy haubice), amunicję i wsparcie logistyczne.
- Na Ukrainie skończył się amerykański sen?
Na zupełnie przeciwnym względem UE biegunie znajdują się Stany Zjednoczone, które z biegiem wojny drastycznie ograniczyły swoje wsparcie dla Kijowa. O ile w latach 2022-2024 Amerykanie zaoferowali w przeliczeniu na euro 114 mld na pomoc Ukrainie, o tyle w roku 2025 było to już zaledwie 0,4 mld euro. Warto nadmienić, że dotyczy to wyłącznie pomocy wojskowej; na cele humanitarne Biały Dom nie przeznaczył bowiem ani centa.
Fakt ten przestaje jednak dziwić, jeśli przypomnimy sobie, że w 2025 roku doszło do zmiany w Gabinecie Owalnym USA. Po upływie kadencji proukraińskiego Joe Bidena urząd prezydenta objął Donald Trump, który zmienił amerykańską strategię bezpieczeństwa na niekorzyść Kijowa.
Administracja Trumpa nie uruchomiła ani jednego nowego pakietu pomocy w ramach Presidential Drawdown Authority, zamroziła dostawy m.in. wskutek głośnej kłótni z prezydentem Zełeńskim, a później jedynie symbolicznie wznowiła część wcześniej zatwierdzonych przesyłek po negocjacjach pokojowych. Obecnie wkład USA w pomoc Ukrainie pozostaje zatem pośredni; amerykański sprzęt trafia za naszą wschodnią granicę, lecz jego koszty pokrywa Europa.
- Przybywa ukraińskich dezerterów
Jednym z najpoważniejszych wyzwań, przed jakimi stoją Siły Zbrojne Ukrainy podczas trwającego konfliktu, jest lawinowy wzrost dezercji i samowolnego opuszczenia jednostek (w skrócie AWOL od absent without official leave). Od lutego 2022 do października 2025 Prokuratura Generalna wszczęła 235-255 tys. spraw o AWOL oraz 54-56 tys. spraw o dezercję. Łącznie daje to 290-311 tys. postępowań karnych, a więc liczbę porównywalną z przedwojenną liczebnością całej armii .
Rok 2025 pobił wszelkie rekordy. W tym okresie wpłynęło ponad 160-176 tys. nowych spraw, czyli aż czterokrotnie więcej niż w 2024 roku. Najbardziej krytyczne okazały się miesiące maj, wrzesień i październik, kiedy liczba nowych przypadków sięgała 17-21,6 tys. miesięcznie.
Na początku 2026 roku nowy minister obrony Mychajło Fedorow ujawnił, że aktualnie poza jednostkami przebywa ok. 200 tys. żołnierzy. Realistyczne szacunki niezależnych portali analitycznych jak Frontelligence Insight wskazują na 150-200 tys. faktycznie nieobecnych, choć według niektórych ukraińskich parlamentarzystów mowa jest nawet o 250 tys. dezerterach. Część spraw kończy się powrotem żołnierza lub umorzeniem, ale skala zjawiska jest ogromna.
Jako główne przyczyny masowych dezercji wymienia się przymusową mobilizację, brak rotacji na froncie, rosnące zmęczenie wojną i chaos w strukturach dowodzenia. Nawet 80% nowo zmobilizowanych znika z centrów szkoleniowych zanim trafi na linię frontu. W obliczu wzrastających przypadków uciekania od służby wojskowej listopadzie 2025 Prokuratura Generalna przestała publikować dane, uznając je za „informacje o znaczeniu państwowym”.
- Polska solidarność ratuje Ukrainę
Dramat wojny wiąże się także z ogromną katastrofą humanitarną, której zapobieżenie kosztuje społeczność międzynarodową miliardy euro. W latach 2022-2025 przeznaczono globalnie na ten cel ponad 149 mld EUR, z czego 94 miliardy są zasługą Unii Europejskiej, o czym mowa w punkcie 2.
Istnieją również inne instytucje, w ramach których Ukraina otrzymywała i otrzymuje nadal wsparcie humanitarne. W ramach skoordynowanego planu ONZ pt. Ukraine Humanitarian Needs and Response Plan 2025 nasi wschodni sąsiedzi otrzymali ponad 1,5 miliarda dolarów, a więc osiągnięto blisko 60% wymagań planu wynoszącego 2,6 mld. To środki na najpilniejsze potrzeby takie jak żywność, schronienie, leki, gotówka dla poszkodowanych i opieka nad dziećmi.
A jak z pomocą humanitarną spisuje się Polska? Przy granicy powstały punkty recepcyjne, które do 2025 roku obsłużyły ponad 1,6 mln Ukraińców, a z zorganizowanego zakwaterowania zbiorowego skorzystało 574 tys. osób. Do połowy 2024 roku ponad 2 mln Ukraińców skorzystało z rządowego dofinansowania zakwaterowania i wyżywienia.
Szacuje się, że całkowite wydatki na wsparcie ukraińskich uchodźców w Polsce od 2022 do lutego 2025 wyniosły około 29,3 mld euro. Jest to zdecydowanie największa suma spośród wszystkich krajów OECD.
Ogromną rolę odegrała także zwykła ludzka solidarność. Według badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego aż 77% Polaków angażowało się w pomoc uchodźcom, a 7% otworzyło dla nich własne mieszkania.
W pierwszym półroczu wojny Polacy przekazali z własnej kieszeni około 10 mld zł. Polska wyróżnia się również najwyższym w OECD odsetkiem zatrudnionych uchodźców (od 65% do 78% według różnych raportów), co pozwoliło wielu Ukraińcom szybko powrócić do życia gospodarczego.
- Ukraińcy wciąż potrzebują pomocy
Według najnowszego Ukraine Humanitarian Needs and Response Plan 2026, 10,8 miliona ludzi na Ukrainie potrzebuje obecnie pomocy. Dotyczy to zarówno osób wewnętrznie przesiedlonych w wyniku wojny, jak i cywilów, którzy pozostali na miejscu zmagań bitewnych.
Liczba ta spadła nieco w porównaniu z 2025 rokiem (wówczas było to 12,7 mln), lecz prawdopodobnie wynika to z konieczności skupienia się ONZ na najcięższych przypadkach, a nie poprawy sytuacji ; wszak wojna wciąż trwa, a kryzys humanitarny pogłębia się.
Priorytetowa pomoc obejmuje m.in. żywność, opiekę zdrowotną czy zaspokojenie potrzeb w sezonie zimowym i jest zaplanowana przez ONZ i partnerów dla 4,1 mln najbardziej zagrożonych osób.
Chodzi przede wszystkim o mieszkańców obszarów przyfrontowych, osoby niedawno przesiedlone, osoby poszkodowane w wyniku ataków rakietowych oraz tych, którym grozi wykluczenie z systemów pomocy społecznej. Na realizację tych działań organizacja apeluje o 2,3 mld dolarów.
- Zima zbiera swoje żniwo
Od początku inwazji Rosja wzięła na celownik ukraiński system energetyczny. Ataki na elektrownie, linie przesyłowe i elektrociepłownie sprawiły, że we wszystkich większych miastach kraju wielogodzinne, a nawet wielodniowe przerwy w dostawach prądu i ogrzewania stały się codziennością.
Najbardziej dramatyczna sytuacja panuje w Kijowie, gdzie po zimowych atakach rakietowych ponad 70% mieszkańców pozostaje odciętych od dostaw prądu i ogrzewania. Oznacza to, że w okresie, gdy temperatura w mieszkaniach utrzymuje się na poziomie zaledwie 5-12°C, a na zewnątrz potrafi spaść nawet do -17°C, około 2 mln osób narażonych jest na realne ryzyko wychłodzenia i zamarznięcia.
Trudna sytuacja panuje też w Charkowie i całym obwodzie charkowskim, gdzie przerwy w dostawach energii trwają całymi dniami i często oznaczają także brak ogrzewania. W obwodzie dniepropietrowskim po jednym z ataków w styczniu ponad 800 tys. gospodarstw domowych zostało jednocześnie pozbawionych prądu, ciepła i wody.
Poważne problemy dotykają również Odessy i regionu odeskiego, a także Zaporoża, gdzie przerwy w dostawach energii sięgają kilkunastu godzin dziennie, a w miejscowościach położonych bliżej linii frontu regularnie brakuje ogrzewania.
W najbardziej ekstremalnej fazie zimy awaryjne wyłączenia obejmowały jednocześnie kilkanaście obwodów, a bez prądu pozostawało nawet 2-3 mln osób dziennie. Najdotkliwiej odczuwają to mieszkańcy wielkich osiedli bloków, gdzie brak energii oznacza jednocześnie brak wind, wody i centralnego ogrzewania.
- Europa – dom dla ukraińskich uchodźców
Wojna rosyjsko-ukraińska doprowadziła do bezprecedensowego w skali Europy i świata kryzysu uchodźczego. Według statystyk Międzynarodowej Organizacji Migracji ONZ, aż 10,6 miliona Ukraińców zostało zmuszonych do opuszczenia swojego miejsca zamieszkania, co stanowi blisko 1/4 całej przedwojennej populacji kraju! Szacuje się, że 3,7 mln ludzi to tzw. uchodźcy wewnętrzni, którzy pozostali w ojczyźnie.
Większość jednak, bo aż 6,9 miliona, postanowiła poszukać schronienia za granicą. Tu prym ponownie wiedzie Europa, w której krajach pod tymczasową ochroną przebywa 4,3 mln Ukraińców.
Państwem, gdzie obecnie przebywa najwięcej naszych sąsiadów są Niemcy goszczące 1,3 mln uchodźców ze wschodu Europy. Jednej z przyczyn tego stanu rzeczy można doszukiwać się w fakcie, że Berlin wypłaca uciekającym przed wojną Ukraińcom najwyższe miesięczne zasiłki w porównaniu z innymi krajami.
Nie można zapomnieć oczywiście o Polsce, która zajmuje drugie miejsce w tym zestawieniu. Nasz kraj obecnie stanowi schronienie dla ponad 980 tys. uchodźców wojennych. Zresztą większość Ukraińców, która opuściła swój kraj, przekroczyła naszą wschodnią granicę i albo tymczasowo została nad Wisłą, albo od razu udała się do innych państw. Ponownie trzeba podkreślić, że były to w przytłaczającej większości państwa europejskie, choć pokaźna mniejszość uzyskała azyl w USA (230 tys.) czy posiadającej tradycyjnie silną więź z Ukrainą Kanadzie (290 tys.).
- Mieszkalnictwo i transport są w stanie opłakanym
W punkcie 7. mowa była o infrastrukturze energetycznej, która pozostaje jednym z najmocniej dotkniętych przez rosyjskie ataki sektorów państwa. Straty są ogromne: zniszczeniu lub poważnemu uszkodzeniu uległo 87% elektrowni węglowych, a łącznie kraj utracił około 42% swoich mocy wytwórczych, w tym okupowaną Zaporoską Elektrownię Jądrową oraz znaczną część elektrowni cieplnych i wodnych.
W samym styczniu 2026 roku odnotowano ponad 217 uderzeń wymierzonych w infrastrukturę energetyczną, w tym kilka skoordynowanych ataków obejmujących jednocześnie wiele regionów kraju.
Energetyka jest jednak dopiero trzecią gałęzią infrastruktury pod względem poniesionych w wojnie szkód. Największe straty odnotowano bowiem w mieszkalnictwie Według ONZ uszkodzeniu lub zniszczeniu mogło ulec ok. 2,5-3 mln domów i mieszkań, czyli 13% miejsc zamieszkania w całym kraju.
Drugi w zestawieniu był transport, którego straty szacuje się na około 36 mld dolarów. Uszkodzonych lub zniszczonych zostało ponad 25 tys. km dróg, 344 mosty i wiadukty, 507 km linii kolejowych, 126 stacji oraz 19 cywilnych lotnisk. W ostatnim czasie Rosja nasiliła ataki na infrastrukturę drogową i kolejową, dążąc do sparaliżowania logistyki kluczowej dla prowadzenia wojny.
Dotkliwe straty poniosła także infrastruktura społeczna. Uszkodzonych lub zniszczonych zostało ponad 4300 szkół i placówek edukacyjnych, co sprawia, że co trzecie ukraińskie dziecko nie ma możliwości normalnej nauki stacjonarnej. Odnotowano również ponad 2700 ataków na obiekty medyczne, w tym szpitale i przychodnie, a w 2025 roku liczba uderzeń w sektor ochrony zdrowia wzrosła o 48% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Zniszczenia w infrastrukturze przekładają się rzecz jasna na realne koszty. Niedawno Ministerstwo Rozwoju Gmin i Terytoriów Ukrainy wraz z Bankiem Światowym, Komisją Europejską i ONZ przedstawiło wyniki tzw. piątej Szybkiej Oceny Szkód i Potrzeb (RDNA5).
Raport obejmuje okres od 24 lutego 2022 do 31 grudnia 2025 roku. Według niego, łączne potrzeby odbudowy i rekonstrukcji Ukrainy w ciągu najbliższych 10 lat będą wynosić aż 588 miliardów dolarów!
- Co dalej z Ukrainą?
Ostatnich miesięcy Ukraina z pewnością nie może zaliczyć do udanych. Rosjanie utrzymują nieznaczne prowadzenie na polu bitwy, co ostentacyjnie wykorzystują do ponawiania swoich nierealistycznych żądań w rozmowach pokojowych z USA. Jednocześnie Moskwa nie zdobyła większości roszczonego przez siebie terytorium, przykładowo ponad 1/4 Donbasu pozostaje wciąż pod kontrolą Kijową.
Obecnie ten region, jak przyznają Amerykanie, jest główną kością niezgody między obiema stronami, co sprawia, że kwestia pokoju na drodze negocjacji pozostaje czymś bardzo odległym.
Prezydent Zełenski może mieć pretensje do swoich najbliższych partnerów. Trudno się oczywiście dziwić w przypadku USA, które pod rządami Trumpa ograniczyło pomoc wojskową do minimum (patrz punkt 3), a sam włodarz Białego Domu przez swój chimeryczny charakter nie jest sojusznikiem godnym pełnego zaufania.
Nawet Europa, która mogłoby się zdawać wspiera Kijów całym swoim sercem nie potrafiła zdobyć się na odwagę i przekazać pełnej sumy zamrożonych rosyjskich aktywów na sprzęt wojskowy. Zełenski dobrze zdaje sobie z tego sprawę, gdyż podczas tegorocznego forum w Davos skrytykował polityków Starego Kontynentu za brak woli politycznej, wzywając ich do większej śmiałości.
Jednocześnie prezydent Ukrainy oraz jego obywatele mają w tym całym nieszczęściu powody do optymizmu. Zgodnie z cytowanym w pkt.1 raportem CSIS, siły rosyjskie zajęły zaledwie 0,8% ziem ukraińskich, z czego jakiekolwiek strategiczne znaczenie posiadają jedynie okolice Pokrowska w obwodzie donieckim i Kupiańska w obwodzie charkowskim. Najnowsze zdobycze terytorialne zaliczają się równocześnie do najwolniej podbitych w ostatnim stuleciu wojennym Kremla.
Jak słusznie zauważa prezes Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk w tekście na łamach „Tygodnika Powszechnego”, wojna będzie trwała dopóki Putin będzie uważał, że może ją wygrać, lecz na razie spotyka się z równie silną determinacją Ukrainy do obrony własnego życia i wolności.
W najbliższych miesiącach gra będzie się zatem toczyć o dokładnie tę samą stawkę, co od początku wojny: o przetrwanie państwowości Ukrainy, jej pełną suwerenność i wreszcie zabezpieczenie miejsca we wspólnej europejskiej rodzinie.
Zmagania trwają już cztery lata i na razie niewiele wskazuje, aby skończyły się w tym roku. Heroiczna obrona przeciwko kilkukrotnie w teorii silniejszemu agresorowi pozwala jednak mieć nadzieję, że Ukraińcy w przyszłości osiągną wyżej wymienione cele.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.