Czy transgenderyzm był tylko modą? Nowe dane pokazują spadek identyfikacji
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Zachód stoi u progu trwałej rewolucji tożsamościowej. Liczba młodych osób deklarujących identyfikację trans lub niebinarną rosła w zawrotnym tempie. Dziś jednak coraz więcej badań wskazuje na spadek tego trendu. Czy mieliśmy do czynienia z głęboką zmianą antropologiczną – czy raczej z kohortową falą wzmocnioną przez pandemię, aktywizm i media społecznościowe?
Transgenderyzm skończył się, zanim zdążył się zacząć?
Do niedawna wydawało się, że Zachód stoi u progu głębokiej rewolucji tożsamościowej. Mainstreamowe media, celebryci, a także uniwersytety przekonywały nas, że jesteśmy świadkami kolejnego kulturowego przełomu – fali emancypacji dotyczącej płci.
Po burzliwych latach „edukowania” społeczeństwa nowym inkluzywnym zasobem pojęć i wszechobecną polityką tożsamościową, najnowsze dane ujawniają, że transgenderyzm i niebinarność jako zjawiska masowe, zaczęły wycofywać się, zanim na dobre się utrwaliły.
Badacze obserwowali przez ostatnie 10 lat gwałtownie rosnący odsetek dzieci i młodzieży niejednoznacznie sprofilowanych płciowo. Co więcej, zjawisko to dotyczyło niemalże tylko pokolenia Z, które w dzieciństwie nie wykazywało żadnych oznak dysforii płciowej.
W samej Anglii według J. Michaela Bailey’a z 250 przypadków w latach 2011-2012 liczba ta wzrosła do 5 tysięcy w latach 2021-2022 – co ciekawe zmieniając dominację statystyczną z chłopców na dziewczęta.
Trend rósł gwałtownie do ok. 2023 roku, po czym zaczął spadać zwłaszcza wśród najmłodszych grup wiekowych.
Surowa analiza danych z corocznych badań Fundacji na Rzecz Praw Indywidualnych i Ekspresji (FIRE) zawarta w raporcie Erica Kaufmanna wskazała, że na wykonanej próbie ponad 60 tys. amerykańskich studentów w roku 2025 tylko 3,6% z nich określiło się jako osoba inna niż mężczyzna czy kobieta. Dla porównania w roku 2024 odsetek ten wynosił 5,2%, a w 2022 i 2023 – 6,8%.
Tendencja spadkowa była szczególnie widoczna w elitarnych instytucjach. Coroczne ankiety w Andover Phillips Academy wskazywały odsetek studentów „niebinarnych” w 2023 roku na poziomie 9,2%, w ubiegłym zaś liczba ta spadła do 3%. Podobnie jak na Uniwersytecie Browna, gdzie był to spadek z 5% do 2,6%.
Badania Jean M. Twenge były próbą potwierdzenia wniosków Kaufmanna, koncentrując się przy tym na identyfikacji transseksualnej wśród studentów. Jej analiza ogólnokrajowych danych Cooperative Election Study administrowanych przez Tufts University w ramach programu YouGov potwierdziły, że wśród osób w wieku 18-22 lata identyfikacja transpłciowa w latach 2022-2024 spadła o prawie połowę, zaś niebinarna o połowę w okresie 2023-2024.
Wiele wskazuje więc na to, że mamy do czynienia nie ze zmianą tożsamościową, która logicznie narastałaby na przestrzeni wielu lat, lecz kulturową modą.
Dysforia występuje bardzo rzadko
Dysforia płciowa według większości danych opartych na analizach populacyjnych Behavior Risk Factor Surveillance System i Youth Risk Behavior Survey, a także najnowszych autorstwa Kennetha J. Zuckera dotyczy 0,5-1,3% populacji. Obecna była przed erą mediów społecznościowych i nie zanikała wraz ze zmianą trendów kulturowych.
Czym innym jest jednak masowa fala deklaracji tożsamościowych przetaczająca się tylko przez Zachód – co warto podkreślić. To zjawisko ma wszystkie cechy klasycznej mody kulturowej: szybki wzrost, gwałtowne nasycenie i równie szybkie oznaki cofania się.
Tak nie wygląda typowy przebieg kolejnej „słusznej emancypacji”, charakteryzującej się długofalowym wzrostem i międzypokoleniową ciągłością. Czego próżno szukać w przypadku fali transgenderyzmu.
Pandemia jako tożsamościowe laboratorium
Szczyt identyfikacji trans i niebinarnych w Europie pokrywa się niemal idealnie z okresem pandemicznej izolacji. Lockdowny zerwały codzienne relacje rówieśnicze, szkoła i studia przeniosły się do Internetu, a media społecznościowe stały się głównym środowiskiem socjalizacji młodych ludzi, czyniąc ich jeszcze bardziej podatnymi na idee niezweryfikowane w codziennym świecie.
Gdy pandemia się skończyła, a młodzi wrócili do świata offline, trend zaczął wyraźnie słabnąć. Co sugeruje, że mieliśmy do czynienia nie z trwałą zmianą antropologiczną, lecz z reakcją na wyjątkowe, porównywalne do laboratoryjnych warunków społecznych: izolację, lęk, nadmiar czasu spędzanego w sieci oraz intensywną ekspozycję na określone narracje. Tym bardziej nośne i przekonujące dla młodego umysłu pogrążonego w negatywnych emocjach.
Media i popkultura nośnikami przekazu
Zgodność czasu nie miałaby większego znaczenia, gdyby nie czynnik medialny i kulturowy popularyzujące określone wartości. Konserwatywna organizacja aktywistyczna Concerned Women for America w swoim raporcie przybliżyła dane, które potwierdzają tę tezę. Według nich ponad 40% programów dla dzieci w serwisie Netflix zawierało treści LGBTQ, często w produkcjach oznaczonych jako odpowiednie dla najmłodszych.
Mechanizm był więc prosty. Media normalizowały określone identyfikacje, przedstawiając je jako powszechne i społecznie premiowane. Te deklaracje wracały następnie do mediów jako dowód „oddolnej zmiany”, wzmacniając cały przekaz.
Krótkotrwały eksperyment
Zjawisko to da się jednak opisać jeszcze inaczej – jako element szerszej walki o hegemonię kulturową, kolejnego koniecznego etapu procesu emancypacji.
Doktryna ta nie polega na narzuceniu ludziom nowych poglądów siłą. Jej istotą jest zmiana języka i hierarchii tego, co uznawane za normalne, a co za problematyczne. Gdy te ramy się zmieniają, zmieniają się także odpowiedzi, jakie jednostki znajdują dla własnych doświadczeń.
Doświadczenie dyskomfortu czy zagubienia to zjawiska uniwersalne w okresie dorastania. Nowością jednak było to, że kultura podsunęła nową interpretację tych doświadczeń: źródłem twojego problemu jest tożsamość płciowa.
Zamiast traktować kryzys tożsamości jako etap rozwojowy, zaczęto przedstawiać go jako dowód skrywanej prawdy o sobie. W ten sposób indywidualne doświadczenie zostało wpisane w szerszą narrację ideologiczną, która oferowała nie tylko wyjaśnienie problemu, lecz także moralne uznanie w środowisku, które subkulturę inności rozumie jako wyjątkowość.
Taki mechanizm kulturowy nie wymaga centralnego planowania. Nie chodzi tutaj o szerzenie teorii spiskowej, jakoby istniał wielki spisek lewicowych mediów w celu zindoktrynowania dzieci i nastolatków. Wystarczył splot różnych instytucji, mediów, aktywizmu i algorytmów mediów społecznościowych.
Taka zdecentralizowana strutkura ideologiczna gra do jednej bramki, ponieważ transgenderyzm szybko został opowiedziany jako kolejny etap emancypacji i progresywnej redefinicji norm kulturowych.
Problem w tym, że takie eksperymenty są trwałe tylko wtedy, gdy utrzymuje się presja kulturowa i społeczeństwo w swojej masie daje się do takiej opowieści przekonać. Gdy pandemia się skończyła, narracja straciła swoją intensywność, a temat przestał być nośny, mechanizm zaczął się rozpadać. To, co miało uchodzić za odkrycie tożsamości, coraz częściej okazywało się interpretacją narzuconą przez chwilowy klimat kulturowy.
Co zostaje po modzie na transgenderyzm?
Dziś coraz więcej wskazuje na to, że fala opada. Dane pokazują spadki identyfikacji, narracja medialna się zmienia, a temat przestaje generować dawny kapitał symboliczny.
To nie znaczy, że dysformia płciowa zniknie. Oznacza natomiast, że masowa moda tożsamościowa powoli się wyczerpuje.
Pozostaje pytanie o koszty. Społeczeństwa Zachodu będą jeszcze długo porządkować skutki eksperymentu, który zakończył się szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. Gorzka uwaga George’a Orwella nasuwa się tu sama: „Niektóre idee są tak głupie, iż tylko intelektualiści mogą w nie wierzyć” – zwłaszcza wtedy, gdy dane zaczynają mówić coś zupełnie innego niż ideologia.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
