Matylda Damięcka. Nowa królowa słusznopolskiej strony internetu
Czy wróciliśmy do czasów świetności „Gazety Wyborczej”? Świat w rysunkach Matyldy Damięckiej jest jak powrót do przeszłości. Autorka nie pozostawia wątpliwości co do swojego światopoglądu i sympatii politycznych. Robi to jednak ze specyficznym dla wielkomiejskiego inteligenta tonem „moralnego wzmożenia” i z trudem skrywanej wyższości wobec ludu. Wystarczy być nieco subtelniejszą Natalią Wałoch, żeby libki masowo piały z zachwytu. Intrygujące zjawisko.

W tych jakże niespokojnych czasach, w jakich przyszło nam żyć, człowiek zaczyna doceniać rzeczy stałe i niezmienne. Kto wie, komu jutro zagrozi prezydent USA? Kto wie, jaki jeszcze zawód już za chwilę, już za momencik nie zostanie zautomatyzowany sztuczną inteligencją? Kto wie, czy za chwilę kolejni politycy nie okażą się znajomymi Jeffreya Epsteina?
W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, niż poszukać wartości i zjawisk, którym burzliwe meandry XXI w. w żaden sposób nie zagrażają. Na przykład niczym niezmącone poczucie wyższości wielkomiejskich liberałów.
W tej chwili jeszcze niosą się echa głośnego felietonu Natalii Waloch, w którym autorka poradziła pierwszej damie Marcie Nawrockiej zamilknąć, uprzednio nazywając ją „dziewczyną z blokowiska”. O pokładach pogardy zawartych w jej krótkim tekście można by pisać i pisać, z pewnością jeszcze na ten felieton się powołam.
Ja jednak dzisiaj chcę się przyjrzeć innej reprezentantce wielkomiejskiego libertariatu, której rysunki stały się niejako instytucją po „słusznopolskiej” stronie internetu – Matyldzie Damięckiej.
Jak przedstawia ją Mariusz Szczygieł w „Rozmowach (nie)dokończonych)”, Damięcka jest „rysowniczką, aktorką, wokalistką” i – tu pyta z niepewnością – „komentatorką życia”. Damięcka skromnie uzupełnia, że „aspiruje do bycia człowiekiem” i że „fajnie byłoby dobić do tego tytułu”.
Jak widzimy, Damięcka zarabia na życie poprzez twórczość, co oczywiście predestynuje ją do statusu inteligenckiego. Któż inny mógłby wpaść na aspirowanie do bycia człowiekiem? No na pewno nie „Polacy, którzy pamiętają Sienkiewicza ze szkoły, gdy ostatni raz mieli książkę w ręku”, by zacytować Waloch.
Jakie są więc rysunki, które przyniosły jej taką renomę w polskim internecie? Według Onetu, są one „odważne i prowokujące do refleksji”. W sumie trudno się nie zgodzić – ostatecznie z jakiegoś powodu ten tekst powstaje.
WP Kobieta z kolei podsumowuje jej twórczość prostymi słowami – „jak zawsze w punkt”.

Matylda Damięcka, „Wolność”, źródło: Facebook
Doszło nawet do sytuacji, w której fani jej grafik wręcz domagali się jej komentarza na temat fatalnych warunków w schroniskach dla zwierząt, gdy akurat ta kwestia rozgrzewała polski internet.
Problem polega na tym, że od samych rysunków znacznie ciekawsza jest mentalność, jaka się z nich wyłania. Same rysunki są oszczędne w środkach i często sprowadzają się do humoru stereotypowo millenialskiego. Często są to po prostu, jak nazwał je Szczygieł w wyżej cytowanym wywiadzie, „pisunki” – stylizowane zdania, z drobną grą słowną lub żartem graficznym.
Trudno zresztą z tego czynić zarzut Damięckiej – ostatecznie nie oczekujemy od grafiki w necie kunsztu renesansowych mistrzów pędzla. Co jednak uderza mnie, gdy oglądam jej twórczość na Instagramie, to jak bardzo wymowa jej rysunków katapultuje mnie w przeszłość.
Można odnieść wrażenie, że wróciliśmy do lat 90. i wczesnych 00. – jakbyśmy wrócili do czasów świetności „Gazety Wyborczej”. Świat w rysunkach Damięckiej jest prosty – by zacytować jeden z nich, „Polak Polakowi Polakiem”. Damięcka nie pozostawia wątpliwości co do swojego światopoglądu i sympatii politycznych – co oczywiście jest jej prawem. Robi to jednak ze specyficznym dla wielkomiejskiego inteligenta tonem „moralnego wzmożenia”.
„UWAGA – ilustracje mają aktywować ukryte uprzedzenia, generalizacje, braki w znajomości historii, islamofobię, antysemityzm i inne izmy”, jak głosi jeden z jej pisunków. Polska i światowa polityka jest starciem dobra ze złem przecież.
Na szczęście mamy takie osoby jak Damięcka, które osobom takim jak ja są w stanie wskazać, kto jest kim. Na swój sposób jest to pocieszające. Tyle rzeczy się w naszym kraju zmieniło, ale nie „misja” wielkomiejskiej inteligencji (bawią zwłaszcza ukryte „uprzedzenia i generalizacje”). Jest to tym bardziej uderzające, że Damięcka naprawdę niczym nie zaskakuje.
Weźmy na przykład rysunek z 11 listopada 2025 r. – „pisunek” ze słowem „patridiota”. Albo – rysunek z tego samego dnia, przedstawiający szklankę do połowy wypełnioną czerwonym płynem z podpisem „Człowieczeństwo do połowy”. Jeśli uświadczymy barw lub symboli narodowych u Damięckiej, to prawie zawsze znajdziemy je w negatywnych konotacjach.

Matylda Damięcka, „Wolność”, źródło: Facebook
Prawie, bo okazuje się, że głosowanie na Rafała Trzaskowskiego w zeszłorocznych wyborach to jest patriotyczny obowiązek. Takich bezrefleksyjnych sprzeczności w jej twórczości jest zresztą więcej – Damięcka oczywiście wspiera walkę „społeczności LGBT” o swoje „prawa”, co nie przeszkadza oczywiście przedstawić nielubianych polityków z odpowiednią sugestią.
Najsłynniejszym rysunkiem Damięckiej jest grafika zatytułowana „My Polaki, cebulaki”. Nie ma sensu przytaczać szczegółów inby, jaką wywołał on po „prawdziwopolskiej” stronie polskiego internetu. Znacznie ciekawsze są w nim aspekty klasowe – „pierze, wełna, polar”, „kalesony, barchany”, „skóra, smalec”, „bigos, s. warzywna”.
„Polaczkowość” i polskie przywary narodowe są tutaj połączone z przaśnością PRL-u i symbolami polskiej biedy. I tu dochodzimy do największego problemu z twórczością Damięckiej.
Autorka ma prawo oczywiście twierdzić, że naśmiewa się z naszych „wspólnych” przywar i że reakcje na ten rysunek są zaledwie projekcją własnego bólu, jak zrobiła to w wywiadzie ze Szczygłem oraz zaprzeczać, że się wywyższa. Nie grozi nam nawet cień autorefleksji (nie po to przecież tworzy rysunki, które mają do niej skłaniać, c’nie) ze strony warszawskiej artystki, jak takie połączenie może być odebrane poza wielkomiejską bańką.
Zapewnienia te zresztą brzmią bardzo blado w kontekście kilku innych przykładów – czy naprawdę autorka rysunku delikwenta z brakującym uzębieniem i złotym naszyjnikiem Polski Walczącej, który oczywiście jest pacynką w rękach kogoś potężniejszego, brzmi wiarygodnie? Czy ten „pisunek” z uroczym dialogiem może zostać odczytany inaczej, niż pogarda wobec wyrazów patriotyzmu prostego ludu?
Klasizm jej twórczości i spojrzenia na politykę może ukrywać się pod płaszczykiem europejskości i „słusznych wartości”, ostatecznie jednak świadczy on tylko o jednym – o potrzebie pogardy, co raczej charakteryzuje osoby zakompleksione. Dlatego właśnie, obcując z jej twórczością, mam wrażenie, jakbym wszedł do wehikułu czasu i chyba też dlatego te rysunki są tak… miałkie i mało ciekawe. By symetrystycznie uprzedzić zarzuty o stronniczość – jej rysunki są tak mało oryginalne i bezbeckie, że można znaleźć dosłownie te same chwyty u… Cezarego Krzysztopy.
Fenomen rysunków Damięckiej jest najciekawszy – podobnie jak felieton Waloch – jako ekspresja wciąż żywych kompleksów polskiej klasy średniej, wchodzącej w dojrzewanie w latach 90. i jego sposobu patrzenia na świat. Polska jako „obciach”, patriotyzm jako „demon”, Zachód jako niedościgniony wzorzec i punkt odniesienia – wszystko się zgadza.
Jak w „Ferdydurke”, Damięcka jest po „słusznej stronie mocy” wobec kogoś – a tym kimś jest ten Polak-Robak-Cebulak, któremu brakuje wykształcenia, uzębienia i znajomości angielskiego. Nawet w wywiadzie ze Szczygłem Damięcka sygnalizuje swoje „obycie” poprzez użycie z nieukrywaną satysfakcją i nachalnym wręcz akcentem słówka „circumstances” (życzliwie podpowiadam na przyszłość – „okoliczności”).
Na swój sposób twórczość Damięckiej i tekst Waloch najlepiej pokazuje problem z polskimi „libkami” – ich poglądy są pochodną zazdrośnie strzeżonej pozycji społecznej i definiowania się wobec „chama” i stąd właśnie bezradność wobec zmieniającego się świata, w którym jak na złość zdarzy się „chamom” wygrać wybory.
Dlatego właśnie rysunki Damięckiej operują humorem Szkła Kontaktowego i cieszą się popularnością wśród podobnej publiki. Dlatego Waloch musiała podkreślić, że Marta Nawrocka jest „dziewczyną z blokowiska”, którą „stanowisko przerasta”. I dlatego żadna z obu pań nie będzie w stanie niczego ciekawego o współczesnej Polsce powiedzieć – są zbyt zajęte mówieniem o sobie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.