Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Libertariański parafaszyzm. Czym jest ideologia Grzegorza Brauna?

Libertariański parafaszyzm. Czym jest ideologia Grzegorza Brauna? Grzegorz Braun i Janusz Korwin-Mikke ; źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=2JdzWs4YNBU

Im bliżej wyborów, tym wyraźniej widoczne będą kadry Konfederacji Grzegorza Brauna i tym więcej pojawi się programowych absurdów oraz kontrowersji. Libertariański parafaszyzm może okazać się ciekawostką w kolejnym tomie Antoniego Dudka, a nie początkiem politycznego przewrotu.

Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach magazynu „Plus Minus”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!

Tani wytrych

Faszyzm to pojęcie wytrych – nie niesie dziś za sobą żadnej realnej treści. Faszystą może być zarówno Putin, jak i Trump, a także dowolny lider „nowej”, „skrajnej”, „alternatywnej” czy „radykalnej” prawicy. Określenie to służy jednemu celowi: mniej lub bardziej inteligentnemu obrażaniu przeciwnika. Jeśli nazwiemy kogoś faszystą, nie musimy się nim już zajmować.

I tak też do tej pory radzono sobie z Grzegorzem Braunem – antyfaszystowskie skrypty uruchamiano na zasadzie odruchu Pawłowa. Ostatnio jednak co najmniej w dwóch miejscach ta moralizatorska postawa została wyraźnie przekroczona. Mowa tu o analizie Remigiusza Okraski, redaktora naczelnego „Nowego Obywatela” oraz wypowiedziach prof. Marcina Matczaka.

Na Brauna nie głosuje ciemnogród

Powszechnie sądzi się, że wyborcy Konfederacji Korony Polskiej to tradycyjni katolicy, raczej ubodzy i niewykształceni mieszkańcy prowincji. Skoro lider tego ugrupowania wita się staroświeckim „Szczęść Boże”, nie znosi Unii Europejskiej, Izraela i Tuska, nietrudno uruchomić skojarzenie, że Braun to po prostu bardziej radykalny Antoni Macierewicz.

Nic z tych rzeczy. Według styczniowego badania opublikowanego przez CBOS osoby w wieku 65+ to zaledwie 8% elektoratu Brauna (przy 26% wśród ogółu wyborców), natomiast aż 72% sympatyków mieści się w przedziale 34–65 lat.

Nie jest to również elektorat religijny – 30% deklaruje brak praktyk religijnych, a regularnie (raz w tygodniu lub częściej) praktykuje jedynie około jedna trzecia. Co więcej, mamy tu nadreprezentację osób zamożnych: 22% sympatyków Brauna osiąga dochody co najmniej 9000 zł miesięcznie (wobec 15% wśród ogółu wyborców).

Jak przekonuje naczelny „Nowego Obywatela”, upodabnia to wyborców Brauna do elektoratu partii faszystowskich:

„Historyczny faszyzm był ruchem wysadzonej z siodła i wystraszonej klasy średniej – nie ruchem ówczesnych prowincjonalnych ciemniaków. Był ruchem tych, którzy byli dość młodzi, nowocześni, dynamiczni i nieźle zarabiający, ale zarazem wielki kryzys ekonomiczny przełomu lat 20. i 30. albo usunął im grunt spod nóg, albo przynajmniej wystraszył ich takim scenariuszem”.

Na faszystów nie głosowała konserwatywna biedota, lecz przede wszystkim sfrustrowana i nieco spauperyzowana klasa średnia, łaknąca stabilizacji i opanowania chaosu.

Unikacze różnorodności

Figura surowego ojca jako lekarstwa na chaos to również sposób interpretowania fenomenu Grzegorza Brauna przez Marcina Matczaka. W świątecznym felietonie dla „Gazety Wyborczej” pisał on, że siła Brauna wyrasta z poczucia zagubienia i erozji tradycyjnych autorytetów.

W tym samym tekście wbija również kij w liberalne mrowisko. Zdaniem Matczaka to właśnie pisanie o chrześcijaństwie jako amoralnej religii, wyszydzanie spowiedzi czy zrównywanie wszystkich księży z pedofilami przyczynia się do wzrostu poczucia chaosu i gniewu. Te uczucia zaś politycznie potrafią zagospodarować jedynie brauniści.

To dość trafne spostrzeżenie. Grzegorz Braun proponuje bowiem – jako de facto jedyny na polskiej scenie politycznej – zupełnie odmienną orientację geopolityczną, obiecuje zmianę i alternatywę.

Brauniści – czynnik rewolucyjny?

Czy jednak to wszystko trzyma się kupy? Polska to przecież nadal względnie jednorodny kraj, zachodnia rewolucja obyczajowa nie dotarła do nas w wyraźny sposób, a sporo osób wciąż chodzi do Kościoła. Niby obawiamy się wojny i nie chcemy do niej dopuścić, ale usprawiedliwianie z tego powodu rosyjskich zbrodniarzy wydaje się powszechnie dość kuriozalnym pomysłem.

A gospodarka? Ostatnie 37 lat to okres nieustannego rozwoju i wzrostu dobrobytu. Może Okraska i Matczak po prostu tak dopasowują teorię, żeby pasowała im do rzeczywistości? Obaj komentatorzy dostrzegają jednak procesy, które są powszechnie ignorowane.

Już Alexis de Tocqueville w książce Dawny ustrój i rewolucja zauważył, że rewolucja francuska wcale nie wybuchła w momencie, w którym społeczeństwo doświadczało największego ucisku ekonomicznego. Paradoksalnie stwierdzał, że „Francuzom ich położenie wydawało się tym nieznośniejsze, im bardziej się poprawiało”.

To intrygujące spostrzeżenie rozwija i tłumaczy także Eric Hoffer w książce Prawdziwy wyznawca: „Nasza frustracja większa jest wtedy, gdy mając dużo, chcemy jeszcze więcej, aniżeli wówczas, gdy nie mamy nic i chcemy niewiele”.

Jeśli jesteś typowym zwolennikiem Grzegorza Brauna, masz około 50 lat, zarabiasz około 7–8 tysięcy złotych na rękę po 25 latach pracy. Widzisz, jaki skok cywilizacyjny dokonał się w Polsce i jak bardzo zmienił się poziom twojego życia. Ale to tyle – osiągnąłeś swój limit.

Wszystko, co osiągnąłeś, z perspektywy czasu wydaje się jednak dość skromne. Masz poczucie, że cały twój dorobek życia może bardzo szybko się ulotnić. Chciałeś zbudować coś trwałego, a okazuje się, że żyjesz w czasach, które taką trwałość i bezpieczeństwo wykluczają.

Widzisz powszechną degrengoladę polityków, więc nawet jeśli nie zgadzasz się z wieloma poglądami Grzegorza Brauna, to jednak dostrzegasz w nim nadzieję na zmianę. Jeśli jakikolwiek elektorat w Polsce ma w sobie potencjał rewolucyjny, to jest nim właśnie elektorat Grzegorza Brauna.

Urok radykała

Dotykamy tutaj kluczowej sprawy. Sądzę, że Grzegorz Braun nie jest faszystą, ale czerpie z faszystowskich technik uprawiania polityki. Historyczny faszyzm był wybuchową mieszanką tradycji i nowoczesności.

Jan Werner Müller w książce Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie wiązał powstanie faszyzmu również ze sztuką nowoczesną.

„Chcemy sławić wojnę – jedyną higienę świata[…] Chcemy zburzyć muzea, biblioteki, akademie wszystkich rodzajów, chcemy zwalczać moralizm, feminizm i wszelką oportunistyczną lub utylitarną podłość” – pisał Filippo Tommaso Marinetti w Manifeście futurystycznym.

Jego retoryka przypomina tę przejmowaną później przez Mussoliniego. Faszystowskie narracje, czyniące z przemocy mechanizm rozwoju dziejów. Werner Müller pisał, że „naziści w całkowicie defensywnej postawie pragnęli bronić swojej przestrzeni przed historią – igraszkami czasu – i przed wrogim światem”.

Grzegorz Braun, swoją przeszłością w Pomarańczowej Alternatywie i ze swoim happenerskim sposobem uprawiania polityki, świadomie stylizujący się na ojca narodu, korzysta z charakterystycznej dla historycznego faszyzmu formy uprawiania polityki. Dosadnie nazywa wrogów i w głęboko defensywnej postawie pozycjonuje się jako przeciwnik tych, którzy rządzą światem – Żydów, mafii, masonów, big pharmy, „eurokołchozu” etc.

Nie faszysta, a libertarianin

Błądzi jednak ten, kto nazywa lidera Korony faszystą. Nie należy mylić formy uprawiania polityki z jej treścią.

Historyczni faszyści czcili państwo; masy ludzkie miały utożsamiać się z wodzem, nie miało być przestrzeni wolnych od wszechobecnego Lewiatana. Braun natomiast prezentuje libertariański pogląd na państwo i gospodarkę. Chcą zlikwidować ZUS, PIT i CIT oraz narzekają na zamordyzm biurokracji.

Historyczni faszyści militaryzowali społeczeństwo, gloryfikowali przemoc i dążyli do konfliktów zbrojnych. Brauniści natomiast bazują na lękach antywojennych; w kontekście Ukrainy głoszą, że „to nie nasza wojna”.

Nie znam w historii idei politycznych takiej mieszanki. Niewątpliwie Grzegorz Braun jest innowatorem. Libertariański parafaszyzm – ten potworek językowy chyba najlepiej określa ten światopogląd.

Pomylił odwagę z odważnikiem?

Czas pokaże, czy ugrupowanie Grzegorza Brauna utrzyma poparcie na poziomie 8–10%. Byłaby to niewątpliwa rewolucja w polskim życiu politycznym. Sądzę jednak, że Konfederacja Korony Polskiej może mieć problem z przekroczeniem progu wyborczego. Im bliżej wyborów, tym wyraźniej widoczne będą kadry tego ugrupowania i tym więcej pojawi się programowych absurdów oraz kontrowersji.

Libertariański parafaszyzm może okazać się ciekawostką w kolejnym tomie Historii politycznej Antoniego Dudka, a nie początkiem politycznego przewrotu.