Zaostrzmy prawo, by bronić ofiary zgwałcenia? Projekt PiS to populizm prawny
Projekt PiS wprowadza surowe podwyższenie kar za nadużycie zależności i przestępstwa seksualne wobec osób szczególnie zależnych. Zamiast realnej ochrony ofiar, zmiana może być przejawem populizmu prawnego i utopizmu penalnego – emocjonalnego, doraźnego reagowania na dramatyczne przypadki, bez uwzględnienia różnorodności sytuacji i ryzyka nadużyć. Emocje nie są dobrym doradcą w projektowaniu zmian w prawie karnym.
Zbrodnia i przepis
Tragiczna, szeroko komentowana sprawa zgwałcenia, którego miał się dopuścić funkcjonariusz policji, nie pozostała bez legislacyjnego echa. Przybrało ono formę projektu nowelizacji kodeksu karnego, złożonego przez klub poselski Prawo i Sprawiedliwość (druk nr 2210).
Czego dokładnie dotyczy ta zmiana? Aby to zrozumieć, musimy odróżnić od siebie dwie sytuacje. W pierwszej z nich szef przedsiębiorstwa, korzystając z braku świadków, przemocą zmusza przełożoną do odbycia z nim stosunku. Jest to w świetle ustawy zgwałcenie – sprawca doprowadził ofiarę do stosunku bez jej zgody.
W drugiej sytuacji szef grozi pracownicy zwolnieniem w razie odmowy współżycia. Wykorzystuje więc swoją szczególną pozycję, aby skłonić ją do świadomego wyrażenia zgody na wejście w relację seksualną. Jego czyn podlega karze z art. 199 k.k., kryminalizującego nadużycie zależności lub krytycznego położenia ofiary. Proponowana zmiana sprowadza się do podwyższenia kary grążącej za to właśnie przestępstwo.
Obecnie odpowiedzialność za ten czyn wynosi do 3 lat pozbawienia wolności. W myśl projektowanych zmian – od roku do lat 10. Za popełnienie takiego czynu przeciw małoletniemu grozi aktualnie od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, wedle projektu – od 2 do 15 lat.
Szczególnie surową odpowiedzialność projekt przewiduje w sytuacji, gdy pokrzywdzony jest szczególnie zależny od sprawcy, znajduje się pod jego faktyczną władzą lub kontrolą. Przykładowo, wskazano osobę pełniącą funkcję m.in. lekarza czy duchownego.
Analogicznie traktuje się sprawcę, który nadużywa zależności wynikającego z pełnionej funkcji lub wykonywanego zawodu. Wówczas kara może wynosić od 3 do 20 lat więzienia.
Ryzyko zbyt łagodnej kary
W jaki sposób projektodawca uzasadnia konieczność tych zmian?
Otóż za zgwałcenie grozi obecnie od 2 do 15 lat pozbawienia wolności. Jest więc to sankcja znacząco wyższa, niż ta możliwa obecnie do orzeczenia za nadużycie zależności. W opinii autorów projektu różnica między tymi typami czynów może być zaś w praktyce trudna do uchwycenia.
W wypadku nadużycia zależności „sytuacyjnie mamy do czynienia z realnym przymusem psychicznym i pozornością zgody”. W związku z tym istnieje „ryzyko, że w części spraw” dojdzie do kwalifikacji czynu z przepisu przewidującego znacznie łagodniejszą odpowiedzialność.
Może zdarzyć się pomyłka, wskutek której kara orzeczona za czyn szkodliwy niemalże jak zgwałcenie będzie zbyt łagodna. Należy więc zlikwidować instrumenty, pozwalające na stosunkowo łagodne potraktowanie sprawcy przestępstwa nadużycia zależności. W uzasadnieniu zauważa się, że jednym ze skutków podniesienia kar będzie uniemożliwienie orzeczenia „zawiasów”.
Jedna ocena, wiele scenariuszy
Czy przywołane rozumowanie uzasadnia dostatecznie obecne zmiany? Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, przywołajmy najpierw dwie sytuacje. Celowo podaję przykłady z kultury, ponieważ pomagają one na uzyskanie potrzebnego w tej sprawie dystansu.
Nie chodzi mi, rzecz jasna, o usprawiedliwianie sprawców ani trywializowanie tego bolesnego i trudnego zagadnienia, lecz o wyciągnięcie wniosków z proponowanej przez PiS zmiany prawa.
W „Tosce” Giacomo Pucciniego podejrzany o udział w spisku zostaje aresztowany i skazany na śmierć. Szef policji oświadcza jego ukochanej, że skłonny jest, wbrew swoim zwyczajom, doprowadzić do ułaskawienia, jeżeli ona mu się odda. Zrozpaczona kobieta się zgadza i sama przychodzi do jego gabinetu. Gdyby finalnie doszło między nimi do stosunku, można byłoby mówić o przestępnym nadużyciu, związanym z pełnioną przez sprawcę funkcją.
Sięgnijmy teraz do innego dzieła kultury. Bohater filmu „E=MC2” Olafa Lubaszenki, z zawodu gangster, opłaca wszelkie koszty życiowe studentce, z którą jednocześnie współżyje – za jej zgodą. Początkowo jest ona nawet zadowolona z takiego obrotu spraw, później uznaje, że popadła w rodzaj zależności od przestępcy, nie jest w stanie go opuścić. Gangster nie stosuje wobec niej przemocy, ich relacja nie jest też naznaczona permanentnym konfliktem, przeżywa, by tak rzec, różne okresy.
Ocena szkodliwości czynu z sytuacji pierwszej wydaje się jednoznaczna. Wielu mogłoby uznać, że przykład ten mógłby być wręcz ilustracją dla argumentacji z uzasadnienia projektu. Jednak już interpretacja drugiej sytuacji może budzić pewne wątpliwości. Kiedy i w jakim stopniu opisana relacja opiera się na nadużyciu zależności?
Przyjmując, że przynajmniej kilka razy doszło w niej do popełnienia przestępstwa, widzimy jednak, że jego stopień szkodliwości społecznej jest dalece niższy niż w historii przedstawionej w operze Pucciniego.
Nowelizowane przepisy mogą więc mieć zastosowanie do bardzo różnych sytuacji. Projekt zdaje się tego problemu nie dostrzegać. Ma się wrażenie, że jego autorzy mieli przed oczyma szczególnie drastyczny przypadek nadużycia zależności, w którym trauma ofiary byłaby porównywalna do traumy związanej ze zgwałceniem.
Sytuacja taka została potraktowane jako reguła, ale czy na pewno takie rozumowanie odpowiada rzeczywistości? Zlekceważono istnienie przypadków mniejszej wagi, w myśl zasady „lepiej karać za surowo niż dopuścić, by dało się choć raz ukarać zbyt łagodnie”.
Ryzyko nadużyć
Dodajmy, że walka z omawianym przestępstwem jest ze swojej natury szczególnie trudna ze względu na spore ryzyko nadużyć. Aby to zwizualizować, wyobraźmy sobie jeszcze jedną sytuację.
Szef firmy wdaje się w romans ze swoją pracownicą. Po pewnym czasie dochodzi między nimi do konfliktu. W skutek eskalacji podwładna oskarża szefa, że tak naprawdę doprowadzał ją do stosunku poprzez wykorzystanie relacji zależności. Nawet jeśli tego typu sprawa nie skończyłaby się skazaniem, to już samo (często długotrwałe) toczenie się postępowania karnego mogłoby oznaczać dla oskarżonego złamanie kariery.
Oczywiście nie oznacza to, że przestępstwa tego typu nie powinny być ścigane. Należy jednak działać na tym polu ze szczególną ostrożnością, posługiwać się raczej skalpelem niż nożem kuchennym. Tymczasem proponowane rozwiązania są niestety sięgnięciem po siekierę.
Zauważmy, że podniesienie wymiaru grożącej kary ma często niedostrzegane na pierwszy rzut oka konsekwencje. Przykładowo nadmieńmy, że jako jedna z przesłanek zastosowania tymczasowego aresztowania traktowane jest, w pewnym uproszczeniu, zagrożenie zarzucanego czynu karą przekraczającą 8 lat.
Środek ten jest w praktyce często nadużywany, toteż po nowelizacji podnoszącej zagrożenie karą do lat 10 wzrosłoby prawdopodobieństwo, że podejrzany trafi do aresztu, co dla wielu będzie doświadczeniem traumatycznym. Tym bardziej trzeba postawić pytanie o wzrost ryzyka nadużyć.
Nie tak dawno znaczne kontrowersje wywołała, promowana przez lewicę, nowelizacja ustawy, mająca zmienić definicję zgwałcenia. W mojej opinii słusznie wskazywano wówczas na możliwe nadużycia, zarzucano lekkomyślne normowanie delikatnej sfery relacji międzyludzkich za pomocą najbardziej represyjnej formy regulacji, jaką jest prawo karne.
Przedłożony przez PiS projekt, a zwłaszcza jego uzasadnienie, może spotkać się z podobnymi zarzutami. W gruncie rzeczy jego lektura przywodzi na myśl niektóre argumenty podawane niegdyś przez polityków lewicy.
Nie sposób w związku z tym nie wspomnieć, że jednym z kontekstów, na który powołują się autorzy proponowanych rozwiązań, są zobowiązania mające wynikać z… Konwencji Stambulskiej. Przypomnijmy – projekt ten nie został złożony przez posłów Lewicy ani nawet Koalicji Obywatelskiej.
Populizm i utopizm penalny
Omówiony projekt jest, jak się wydaje, elementem szerszego problemu. Można by w tym miejscu wyrazić rytualne oburzenie na „populizm penalny” i uznać, że cała ta inicjatywa jest formą polowania na czarownice. Byłoby to jednak trywializowanie sprawy. Wydaje się, że w istocie mamy do czynienia z dwoma odmiennymi zjawiskami.
Z jednej strony, można rzeczywiście mówić o mechanizmie określanym jako populizm prawny. Drastyczna zbrodnia wywołuje często zrozumiały, choć emocjonalny, impuls do przywrócenia ładu moralnego. Gniew może posłużyć jako uzasadnienie zmiany prawa przedstawianej jako jego „zaostrzenie”. Często nie jest to zmiana przemyślana, lecz w krótkim okresie zaspokaja pewną potrzebę społeczną.
Drugie zjawisko, które można nazwać utopizmem penalnym, ma zgoła inny charakter, powiedzmy bardziej intelektualny. Większość ludzi przyzna zapewne, że w idealnym świecie, każdy sprawca poważnego przestępstwa ponosiłby odpowiednio surową karę, zaś państwo władne byłoby likwidować przestępczość, a nie tylko ograniczać jej skalę.
Utopizm penalny, jak każdy utopizm, idzie jednak dalej, twierdząc, że taki idealny stan nie tylko można osiągnąć, ale wręcz – trzeba osiągnąć. W tej perspektywie nie wystarczy, że dane zjawisko zdarza się rzadko; należy doprowadzić do jego całkowitego wyeliminowania. Wobec powagi tej misji ryzyka związane ze zmianami w prawie karnym schodzą naturalnie na plan dalszy.
Populizm penalny opiera się na emocji, utopizm penalny zaś na pewnej wizji świata i roli państwa. Pierwszy obliczony może być na doraźne wyzyskanie emocji wyborców, drugi często wynika z szerszych przesłanek ideologicznych czy programowych. Tendencje te występują jednak przeważnie łącznie, doskonale się przy tym uzupełniając.
Polityka ponad podziałami
Czy ze zjawiskiem tym da się sensownie walczyć? Warto zwrócić uwagę na propozycję prof. Roberta Zawłockiego, który w (niewątpliwe godnej polecenia) książce Traktat o złej sprawiedliwości postulował, by zmiany w kodeksach karnych zapadały większością kwalifikowaną.
Ponadto w myśl tej koncepcji niezbędne są daleko idące wymogi względem uzasadnienia takiego projektu, w tym obowiązek przedstawienia dokładnych danych pokazujących statystyczny obraz przestępczości.
Jest to propozycja bardzo ciekawa, jednak na ten moment trudno wyobrazić sobie warunki, w których dałoby się ją wprowadzić w życie. Nie chodzi nawet o to, że część postulowanych rozwiązań wymagałoby zmiany konstytucji. Opisane wyżej dyrektywy walki z przestępczością są tak naprawdę zbyt szeroko aprobowane, by chcieć im na poważnie przeciwdziałać.
Choć obie strony politycznego sporu potępiają pochopną legislację, to jednak w ostatecznym rachunku żadna nie potrafi oprzeć się tej pokusie, szczególnie w pewnej kategorii spraw. Wymieńmy tu, poza przestępstwami seksualnymi, chociażby walkę z przestępstwami w ruchu drogowym.
Pewien utopizm penalny, szczególnie skierowany na jakąś konkretną kategorię przestępstw, często wywodzi się z założeń programowych danej partii. Populizm penalny jest zaś zbyt kuszącym narzędziem politycznym, by z niego zrezygnować (zwłaszcza, gdy podejrzewa się, że zaraz zrobi to przeciwnik).
Można więc powiedzieć, że polityka karna jest, przynajmniej w ostatniej dekadzie, pod pewnymi względami chyba najbardziej spójną i prowadzoną ponad podziałami polityką państwową. Nie należy się jednak z tego cieszyć.
Zadanie „Sejm – nowe otwarcie. Monitoring systemu konsultacji społecznych aktów prawnych w Polsce” realizowane jest przez Klub Jagielloński dzięki finansowaniu ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 3. Ten utwór, z wyjątkiem zdjęć, jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe.
