Polska 2050 rozpadła się. Donald Tusk rozmontował koalicyjny bezpiecznik
Upadek Polski 2050 skutkować będzie wymontowaniem bezpiecznika z Koalicji 15 Października. Do tej pory partia Szymona Hołowni pełniła funkcję hamulcowego wobec najbardziej hardkorowych pomysłów KO.
Rozpad miły dla Tuska
„To jest dla nas niezwykle ważne, by przestać być wewnętrzną opozycją tej koalicji. Jesteśmy jej członkiem, podmiotowym uczestnikiem i to jest niezwykle ważne, by zakończyć dyskusje wokół tego, czy koalicja ma trwałe fundamenty, by dalej funkcjonować” – mówiła Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji prasowej, na której ogłoszono powstanie nowego klubu parlamentarnego Centrum, złożonego z secesjonistów z Polski 2050.
Choć na analizy sytuacji tej partii wylano w ostatnich tygodniach hektolitry atramentu, pani posłanka w tej wypowiedzi dotknęła clou sprawy. Bowiem obok sporu ideowego, o którym pisałem na tych łamach, główną osią konfliktu w niegdysiejszym ugrupowaniu Szymona Hołowni był stosunek do Donalda Tuska.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chciała – i zapewne chce nadal – odgrywać w Koalicji 15 Października rolę podmiotowego współpracownika, który nie podważając sensu sojuszu, punktuje partnerów i forsuje własne rozwiązania, cokolwiek byśmy o nich sądzili.
Rozłamowcy za to chcą być „lojalnym członkiem” koalicji, czyli w praktyce takim, który siedzi cicho i jedyne, co mówi, to „oczywiście, kierowniku”. Czy – dajmy na to – Aleksandra Leo czy Joanna Mucha na serio podważyły kiedyś politykę Tuska? Dla członków klubu Centrum każda krytyka lidera Koalicji Obywatelskiej to ustawianie się na pozycji „opozycji wewnętrznej”.
Nie sądzę, by secesja w Polsce 2050 odbyła się na bezpośrednie polecenie Donalda Tuska, ale trudno jednocześnie zakładać, że premier nie kibicował Paulinie Hennig-Klosce. W końcu ktoś taki jak ona – osoba wypłukana z politycznych ambicji – to sojusznik wręcz idealny.
Da się jej ochłapy, będzie mogła – pod rękę z Ryszardem Petru – powiedzieć coś o wsparciu dla przedsiębiorców i załatwione. Szable będą. W takiej współpracy nie trzeba uwzględniać tego, że serio ma na siebie pomysł i chce go realizować, nawet jeśli w ograniczonym stopniu.
Oczywiście w obecnej sytuacji ta realizacja stoi pod znakiem zapytania. Mimo że Pełczyńska-Nałęcz na razie przynajmniej pozostanie ministrem (w końcu jej szable mogą pozbawić gabinet Tuska większości), to okrojonej z kadr formie Polska 2050 traci jakiekolwiek szanse na samodzielne przekroczenie progu wyborczego.
Czy zawiąże się jakiś nowy sojusz? Z Partią Razem? Wiele plotek się w tej sprawie pojawia – gdyby na scenę miał wkroczyć zupełnie nowy byt, to szybciej niż później dostaniemy konkrety.
Kara za bunt
Rozpad Polski 2050 czytać można w kluczu pewnego rewanżu. Otóż mimo tego, że co do zasady był to koalicjant ugodowy, to Szymon Hołownia odegrał rolę nie do przecenienia w powyborczym szaleństwie Koalicji Obywatelskiej, która już nie tylko swoim radykalnym skrzydłem wysyłała sygnały, że wobec „nieprawidłowości” związanych z liczeniem głosów należałoby odłożyć zaprzysiężenie Karola Nawrockiego.
Wówczas to właśnie ówczesny marszałek Sejmu zachował się pryncypialnie i nie pozwolił na to, by antypaństwowe fantazje uczyniły z Rzeczypospolitej państwo niepoważne. Zresztą Hołownia stwierdził później w Polsacie, że proponowano mu przeprowadzenie „zamachu stanu”. Patrząc na reakcje liberalnego komentariatu, widać było, że naruszył tabu.
Bo mimo że na „nieprawidłowości” nabierały się – celowo lub nie – media, eksperci i politycy, to po słowach marszałka Sejmu wszyscy wzdrygnęli się, jakby po imieniu nazwał wstydliwą dla „demokratów” prawdę.
Jego ówczesną postawę można porównać z zachowaniem Jarosława Gowina, który również uchronił Polskę od niezmierzonej kompromitacji, gdy w 2020 roku zablokował próbę przeprowadzenia „wyborów kopertowych” bez podstawy prawnej.
Niewykluczone, że gdyby nie Hołownia i Gowin, to PiS-owscy i KO-wscy twardogłowi w obu tych przypadkach poszliby na ścianę – z katastrofalnym skutkiem dla Polski.
Niestety los tych dwóch polityków można porównać także w zakresie partyjnej porażki. Zarówno były lider Porozumienia, jak i Polski 2050 relatywnie krótko po buncie wobec hegemonicznego partnera w koalicji stracili swoje ugrupowania, rozbite – oczywiście całkiem przypadkiem – w interesie PiS-u lub KO.
Były wicepremier – odchorowawszy swoje – jest dziś poza polityką, ba, poza życiem publicznym. Niegdysiejszy marszałek Sejmu przyznał niedawno, że również musiał podreperować swoje zdrowie. Takie są skutki otwartego buntu wobec dominatorów w kluczowych sprawach.
Bezpiecznik rozmontowany
Upadek Polski 2050 – podobnie jak rozpad Porozumienia przed laty – skutkować będzie wymontowaniem bezpiecznika z Koalicji 15 Października. Do tej pory bowiem, co idealnie ilustrowała sprawa wyborów prezydenckich, partia Szymona Hołowni (z PSL-em) pełniła funkcję hamulcowego wobec najbardziej hardkorowych, polaryzacyjnych pomysłów KO. Próbowała przekierowywać uwagę na program, gdy ludzie Tuska mówili o wsadzaniu PiS-owców do więzienia.
Dziś ten bezpiecznik będzie coraz słabszy. Gdy Porozumienie przestało być liczącym się podmiotem w ramach Zjednoczonej Prawicy, a twardogłowi Kaczyńskiego dopięli wrotki na całego – szczególnie w kampanii wyborczej 2023 roku – skończyło się to dla prawicy wyborczą porażką. Czy Tusk podzieli ten los?
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.