Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Katastrofa, która nie śniła się demografom. Czy i jak można zatrzymać wymieranie Polaków?

Katastrofa, która nie śniła się demografom. Czy i jak można zatrzymać wymieranie Polaków? Jan Matejko "Portret trojga dzieci artysty", źródło: Wikimedia Commons

Wymieramy w tak zastraszającym tempie, że jego groza wciąż nie dotarła do świadomości większości z nas. Wskaźniki są znacznie gorsze, niż najczarniejsze prognozy demografów sprzed dekady. Jednocześnie, choć to stwierdzenie niepoprawne, Polska jest prorodzinnym rajem, gdy chodzi o politykę państwa. Jeśli chcemy coś zmienić potrzebujemy mentalnej rewolucji, bo same interwencje publiczne nie wystarczą.

Demografia gorsza niż pandemia

Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w 2025 roku w Polsce urodziło się 238 000 dzieci, a zmarło – 406 000 osób. To oznacza negatywny bilans demograficzny rzędu 168 000 ludzi. Tylu obywateli bezpowrotnie „ubyło”.

To jakby w ciągu jednego roku wymarła populacja Olsztyna. Przy takim jak w minionym roku miesięcznym ubytku ludności w postaci 14 000 mieszkańców wystarczy 13 miesięcy, by z mapy zniknęły Kielce. 168 000 osób to więcej niż mieszka w trzech innych miastach wojewódzkich. Do wymarcia Zielonej Góry wystarczy 10 miesięcy, Opola – 9 miesięcy, Gorzowa Wielkopolskiego – 8 miesięcy.

Jeszcze gorzej wygląda ta statystyka, gdy spojrzymy na nią przez pryzmat polskich średnich miast, których los szczególnie leży nam od lat w Klubie Jagiellońskim. Różnica pomiędzy urodzeniami a zgonami w 2025 roku w Polsce to, gdy przeliczymy to np. na perspektywę Małopolski, łączna populacja Tarnowa, Oświęcimia i Chrzanowa.

By zwizualizować ten zatrważający trend w Pomorskiem musielibyśmy zmazać z mapy ludność Malborka, Tczewa, Wejherowa i Sopotu, a na Podkarpaciu – za jednym zamachem „skasować” Przemyśl, Mielec i Stalową Wolę.

Oczywiście przeliczenie ogólnopolskich statystyk na regionalną perspektywę ma działać głównie na wyobraźnię, ale równolegle i lokalne dane są zatrważające. To właśnie średnie miasta, źródło polskiej przewagi społeczno-gospodarczej, jaką jest policentryczny układ rozwojowy, wymierają wyjątkowo szybko.

Jak ostatnio na platformie X zwrócił uwagę Marek Sobolewski, w wielu z nich w pierwszej połowie minionego roku na jedno urodzenie przypadało więcej niż 3 zgony. To przypadek Sosnowca, Jeleniej Góry, Przemyśla, Włocławka, Kędzierzyna Koźla, Wałbrzycha, Dąbrowy Górniczej, Inowrocławia i Będzina. W Ostrowcu Świętokrzyskim padł rekord: 4,1 śmierci na jedno urodzenie.

 

Jeśli do kogoś nie przemawiają te dane w ujęciu „znikających miast”, to spróbujmy opowiedzieć je inaczej. Pamiętacie pandemię, strach związany z powszechnym zagrożeniem śmiercią i wyliczanie nadmiarowych zgonów? Przypomnijmy sobie liczby, które wówczas elektryzowały opinię publiczną.

W 2020 roku tzw. nadmiarowe zgony szacowano na ok. 77 000. W 2021: na 117 000. W 2022: na ok. 45 000. To oznacza, że bez żadnej pandemii ubyło w Polsce z tytułu demograficznej katastrofy więcej mieszkańców, niż średnio przez łącznie dwa lata zmagania się z COVID-19!

To statystyki, które nie śniły się demografom z najczarniejszych koszmarach.

Pesymiści sprzed dekady byli zbyt optymistyczni

Przed ponad dekadą, w 2014 r., Główny Urząd Statystyczny opracował obszerny raport pt. „Prognoza ludności na lata 2014-2050”. Był to bodaj pierwszy dokument, który wzbudził poważne, alarmistyczne nastroje w debacie ekspercko-politycznej. To solidna, 170-stronnicowa publikacja pełna wyliczeń, diagramów i tabel, przez lata będąca punktem odniesienia dla wszelkich innych prac w tym temacie.

Na jej kanwie powstał społeczny klimat dla poważnych postulatów w dziedzinie polityki demograficznej, z programem 500+ na czele. Gdy prognozę formułowano, to nikomu nie przychodziło do głowy, że ledwie parę lat później wejdzie w życie prorodzinny program tej skali.

Pomimo tego „spełnienie się” najbardziej alarmistycznych wówczas prognoz z 2014 byłoby w istocie nie katastrofą, ale… wielkim sukcesem. Gdy eksperci bili w tarabany, że zbliżamy się do demograficznego dna – rzeczywistość zastukała od spodu.

W wariancie demografów z GUS, który był najbardziej wypośrodkowany, w 2025 roku urodzić miało się 310 802 dzieci. To o 72 802, czyli o 30% więcej, niż przyszło ich na świat w rzeczywistości.

Ba, najbardziej pesymistyczna z prognoz zakładała wciąż wynik istotnie – o ponad 55 000 dzieci –lepszy, niż ten który się ziścił. O wariancie optymistycznym aż wstyd wspominać – zgodnie z nim miało urodzić się dokładnie o połowę więcej dzieci, niż faktycznie się urodziło.

Prześniony raj prorodzinny

Te liczby szokują najbardziej, gdy osadzimy je we właściwym kontekście. Otóż mamy dziś w Polsce bardzo hojną politykę wsparcia rodzin. Mamy system płatnych, dłuższych niż w wielu innych zamożniejszych państwa urlopów macierzyńskich i rodzicielskich. Mamy 800+. Mamy programy wsparcia dzieci do trzech lat: najpierw wprowadzony za rządów PiS Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (12 000 zł od drugiego dziecka), a obecnie tzw. babciowe w kwocie 1500 zł miesięcznie przez dwa lata dla rodziców powracających na rynek pracy.

Mamy też rozwinięty system żłobkowy i przedszkolny. Jeszcze kilka lat temu brak dostępu do publicznej opieki dla najmłodszych wskazywany jako główne utrudnienie dla rodziców. W ciągu minionej dekady dostępność miejsc żłobkowych uległa zwielokrotnieniu, a dziś – coraz częściej słyszymy o wolnych miejscach i… pomysłach na zamykanie placówek z powodu braku chętnych.

Wreszcie mamy także szereg pomniejszych instrumentów: od symbolicznych świadczeń o charakterze benefitowym, takich jak Karta Dużej Rodziny, przez istotne ulgi podatkowe, aż po państwowe emerytury gwarantowane dla matek, które zdecydowały się zrezygnować z kariery zawodowej na rzecz wychowania co najmniej czworga dzieci.

Ta lista oczywiście nie unieważnia szeregu wyzwań, jakich wciąż doświadczają rodziny, by wspomnieć choćby ceny mieszkań. Nie zmienia to jednak faktu, że mniej więcej od 2013 r., kiedy wydłużono urlopy dla matek do roku, trwa prześniona, prorodzinna rewolucja.

Dokładnie w tym samym czasie zapaść demograficzna, której kolejne „rewolucyjne” narzędzia miały przeciwdziałać, przybrała formę bardziej przerażającą, niż prognozowano, formułując diagnozy stojące za tymi reformami.

Potrzebna zmiana myślenia

Pod koniec 2025 roku dużą debatę wywołał esej Anny Gromady „Co począć z katastrofą demograficzną” opublikowany w cyklu Polityki Insight i Fundacji PKO Banku Polskiego. Wydaje się, że to pierwsza tak celna, kompleksowa i jednocześnie alarmistyczna publikacja, która przebiła bańkę dotąd pasjonujących się tematem środowisk prorodzinnych i eksperckich, często konserwatywnych.

Po pierwsze, Gromada w swoim eseju przywołuje wiele cennych danych. Liczba dzieci na kobietę plasuje nas na 198. miejscu na 209 państw. Średni wiek urodzenia pierwszego dziecka dobił do 29 lat. Dwoje na troje Polaków przed trzydziestką nie jest w związku, który rokuje na pojawienie się dzieci: są singlami (44%) albo w związku bez wspólnego zamieszkiwania (21%).

Po drugie, ekonomistka odważnie przyznała, że scenariusz zastępowalności pokoleń jest nie do odbudowania. To, co możemy robić, to adaptować się do nowej rzeczywistości oraz starać się chociaż zatrzymać tempo spadku wskaźników dzietności, a także długofalowo budować warunki ku ich delikatnej poprawie w przyszłości.

Po trzecie, między słowami autorka przekonująco pokazała, że w większym stopniu mamy do czynienia z kryzysem relacyjno-cywilizacyjnym, niż ekonomiczno-bytowym. Wśród najważniejszych wyliczonych przez Gromadę wątków należy wskazać: tryumf indywidualizmu nad wspólnotowością; zjawisko „recesji seksualnej”; problem samotności młodych mężczyzn i ich niedopasowania – geograficznego, edukacyjnego, zdrowotnego, psychologicznego – do młodych kobiet; nadużywanie i uzależnienie od pornografii; zgubną rolę aplikacji randkowych oraz szerszą negatywną rolę smartfonów, a nawet tzw. kulturę terapeutyczną.

To tekst przełomowy, bo został z aprobatą przyjęty w głównym nurcie medialnym, politycznym, eksperckim. Tymczasem przez poprzednie lata podejmowanie wielu z powyższych wątków było jak zepsucie powietrza w dobrym towarzystwie.

Sami doświadczaliśmy tego w Klubie Jagiellońskim wielokrotnie. Gdy na łamach „Pressji” przestrzegaliśmy przed tinderem i pornografią. Gdy formułowaliśmy postulaty ograniczenia dostępu do smartfonów dla dzieciaków. Gdy wydaliśmy fundamentalny raport „Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce”. Gdy zwracaliśmy uwagę na ciemne strony kultury terapeutycznej. Za każdym razem spotykaliśmy się z falą oburzenia i upupianiem „ciemnogrodzkimi”, „incelowskimi” i „antynaukowymi” etykietami.

Tak, katastrofa demograficzna to nie choroba sama w sobie, ale objaw fundamentalnej, skrajnie indywidualistycznej przemiany cywilizacyjnej, jaka stała się udziałem całego zachodniego świata i zaowocowała epidemią samotności. Przemiana ta postępowała od dekad i była nieodłącznym elementem rzeczywistości turbo-kapitalizmu, migracji (także wewnętrznych!), globalizacji i sekularyzacji.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat dwukrotnie przyspieszyła w nienaturalny sposób, niczym na „sterydach”. Pierwszą „szprycą” było upowszechnienie się smartfonów i mediów społecznościowych. Drugą – nasilenie lęków związanych wpierw z pandemią, a następnie z rozpadem globalnego ładu ekonomiczno-politycznego.

Czas wyciągnąć z tego wnioski.

Prorodzinną rewolucję zaczynamy od siebie

Zdecydowaliśmy, że kampanię 1,5% podatku na rzecz Klubu Jagiellońskiego skoncentrujemy w tym roku wokół tej tematyki, a z pozyskanych środków chcemy sfinansować rozpisane na rok działania naszego środowiska. Mamy ambicję, by problematyka ta stała się horyzontalnym kontekstem naszych najważniejszych aktywności. Próbując przekonać polityków, media, urzędników że nie ma ważniejszego problemu i wyzwania – musimy zacząć od siebie.

Po pierwsze, potrzebujemy dalszej pracy uświadamiająco-alarmistycznej skalę problemu. Te były dotąd skoncentrowane na danych gospodarczych i demograficznych.

Prognozy głodowych emerytur, porównania wskaźników TFR (ang. Total Fertility Rate – współczynnik dzietności całkowitej) i wizja załamania systemu ochrony zdrowia to komunikaty trudne do przetrawienia przez wiele osób. Staramy się je uczynić bardziej namacalnymi – zwizualizować, osadzić w doświadczeniu. Stąd metafora znikających średnich miast, którą chcemy komunikować się przez najbliższych kilkanaście tygodni.

Po drugie, równolegle niezbędny jest nowy, pozytywny język opowieści o rodzinie. Zamierzamy go wypracować w jednej z planowanych na ten rok tek naszego czasopisma Pressje, nota bene pozbawionego właśnie państwowego mecenatu decyzją urzędników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Musimy nauczyć się przekonująco opowiadać nieprzekonanym o rodzinie jako ostoi bezpieczeństwa i relacyjnego spełnienia. O posiadaniu dzieci jako źródle egzystencjalnego szczęścia. O doświadczeniu rodzeństwa jako szczepionce na choroby współczesnego świata. Wreszcie o tym, że prawdziwie podmiotowe mogą być państwa i narody młode, żywotne, marzącej o swojej wielkiej przyszłości. Bez rodzin i przyszłych obywateli – żadnej podmiotowości, a zatem i wielkiej przyszłości, nie będzie.

Po trzecie, konieczne są działania adaptacyjne. Radykalne starzenie się społeczeństwa wywróci najpierw ekonomiczną, a potem społeczno-polityczną równowagę. Chcemy wrócić do postulatu głosowania rodzinnego: przeprowadzić pierwsze w Polsce badania na ten temat oraz opublikować ich wyniki i dopracowaną koncepcję reformy w postaci eksperckiego raportu.

Po czwarte, musimy zadbać o obecność i komfort rodzin w przestrzeni publicznej i życiu społecznym. Symboliczne „strefy bez dzieci” to tylko wierzchołek góry lodowej dużo szerszego problemu, jakim jest niedopasowanie do potrzeb rodzin szeregu ważnych społecznie miejsc, usług i wydarzeń. Sami w tym kierunku chcemy rozwijać coroczną Czerwcówkę Klubu Jagiellońskiego, by stała się unikalnym spotkaniem, w czasie którego w poważnych debatach eksperckich, politycznych i międzynarodowych mogły i chciały uczestniczyć całe rodziny. W minionym roku poczyniliśmy ku temu pierwszy krok.

Mamy nadzieję, że pozyskane w toku kampanii 1,5% środki pozwolą nam obniżyć ceny uczestnictwa w tym wydarzeniu dla dużych rodzin oraz studentów, dla których te rodziny mogą być inspiracją do planowania własnych karier i odpowiedniego układania priorytetów. Nie ma lepszego argumentu, niż imponujący wzorzec. Dominująca tematyka tegorocznego spotkania będzie właśnie relacyjno-rodzinna. Już dziś rezerwujcie, wraz z rodzinami, weekend Bożego Ciała – spotkamy się w dniach 4-7 czerwca.

Po piąte, rodzinność to też ważny czynnik rozwoju gospodarczego. W Polsce wciąż brakuje rodzimego kapitału kumulowanego przez pokolenia, co jest jednym z ważnych źródeł pułapki średniego rozwoju. Wokół tej problematyki chcemy rozwijać projekt aplikacji Pola – już niebawem ruszy tworzony przez jej zespół cykl audio-video pod hasłem „Kapitał pokoleń”!

Po szóste, musimy już dziś zadbać o potencjał do zakładania rodzin w kolejnych pokoleniach. Najbardziej inspirującymi raportami czy podcastami nie przekonamy do posiadania dzieci dzisiejszego samotnego 40-latka samotnie zarządzającego odziedziczonym gospodarstwem ani wielkomiejskiej singielki pracującej w korporacji.

Wciąż jednak możemy walczyć o to, by marzenie o szczęśliwej rodzinie było możliwe do zrealizowania dla tych, którzy będą stali przed tą szansą za dekadę. Tu w pierwszej kolejności musimy jednak zatroszczyć się o ich dzisiejszy dobrostan.

Dlatego będziemy kontynuować działania legislacyjne i rzecznicze w sprawie dostępu do smartfonów, mediów anty-społecznościowych i pornografii. Równolegle zaproponujemy w tym roku model podatkowego obciążenia tych, którzy na nich zarabiają, kosztami radykalnego zwiększenia dostępu zarówno do opieki specjalistycznej w zakresie zdrowia psychicznego, jak i profilaktyki.

Po siódme, potrzebujemy lepiej skalibrować narzędzia polityki publicznej, które składają się na opisany „prześniony prorodzinny raj”. Skoro nie działają w oczekiwany sposób, to bez źle rozumianej poprawności politycznej musimy debatować nad ich korektą, celniejszym skierowaniem czy zupełnie nowymi pomysłami.

Prorodzinne prowokacje – zapraszamy do współpracy!  

Do tego ostatniego wyzwania chcemy zaprosić wszystkich Czytelników, Sympatyków, przedstawicieli innych środowisk ideowych i osoby o różnych sympatiach politycznych. Potrzebujemy narodowej burzy mózgów na rzecz rodziny, relacyjności i demografii.

Od połowy lutego do końca kwietnia zamierzamy przeprowadzić na łamach naszego portalu wielką debatę nad pomysłami na prorodzinne programy i reformy, a także nieoczywiste diagnozy.

Chcemy, by tej dyskusji nie krępowało żadne tabu. Będziemy publikować teksty prowokacyjne, dyskutować kontrowersyjne rozwiązania, zadawać trudne pytania i poszukiwać nieoczywistych odpowiedzi. Zapewne wiele z nich na końcu uznamy za nietrafione czy nierealistyczne. Wierzymy jednak, że dopiero taka nieskrępowana debata może zaowocować rozwiązaniami, które przełamią złe trendy w sposób znacznie skuteczniejszy, niż wydane dotąd „na demografię” setki miliardów złotych.

Zachęcamy Was do zgłaszania pomysłów na artykuły, reformy i działania. Chętnie opublikujemy Wasze wybrane propozycje. Będziemy starali się o nich szeroko dyskutować – także z decydentami. Prosimy Was też o wsparcie naszej kampanii #KiedyNieMaDzieci przez przekazanie 1,5% podatku Klubowi Jagiellońskiemu – przez wpisanie w deklaracji podatkowej numeru KRS Klubu Jagiellońskiego: 0000128315.

Misją Klubu Jagiellońskiego jest budowa podmiotowej Rzeczypospolitej, a realizujemy ją przez poszukiwanie rozwiązań ustrojowych, społecznych i gospodarczych służących integralnemu rozwojowi człowieka.

Tej misji nie da się zrealizować w państwie bez dzieci. W narodzie pogodzonym ze swoim starzeniem i wymieraniem, tracącym witalność. W społeczeństwie złożonym z samotnych, nieszczęśliwych ludzi. #KiedyNieMaDzieci – nie ma sensu troszczyć się o Polskę. Nie pozwólmy na to.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.