Tucker Carlson. Najpotężniejsza postać amerykańskich mediów?
Fot. Gage Skidmore, wikimedia commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.
Nie pije alkoholu, nie pali i zdaje się szczerze kultywować więzi rodzinne. Od czasu studiów pozostaje w małżeństwie z jedną kobietą – Susie, córką pastora, z którą wspólnie wychował czwórkę swoich dzieci. W Polsce znany głównie z wywiadu z Władimirem Putinem. Tak, to Tucker Carlson. Jedna z najważniejszych postaci w całym ruchu MAGA. Co ważniejsze, jedna z najbardziej kontrowersyjnych i radykalnych. Kim tak naprawdę jest ten dziennikarz? Jaką wizję świata podziela? Jak wyglądała jego droga na medialny szczyt? I najważniejsze – czy rzeczywiście jest to postać mająca tak ogromny wpływ na amerykańską prawicę? Czy jest medialnym demiurgiem kształtującym polityczną wyobraźnię przyszłych wyborców Partii Republikańskiej?
Pierwszy od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę wywiad z Władimirem Putinem dla zachodnich mediów był w 2024 roku wydarzeniem o charakterze globalnym. To prawdopodobnie wtedy większość Polaków usłyszała po raz pierwszy o Tuckerze Carlsonie.
Wstrząs jaki odczuło wielu widzów w reakcji na kształt rozmowy pomiędzy dziennikarzem a rosyjskim prezydentem był równoważony wyłącznie przez narzucający się absurd całej sytuacji. Z jednej strony oglądaliśmy bowiem porwanego przez strumień świadomości Władimira Putina, niezbyt przekonująco udającego, że prowadzi merytoryczny historyczny wywód. Z drugiej zaś widzieliśmy Tuckera Carlsona, którego ewidentne pogubienie w rozmowie wyraźnie zaburzało starannie wyreżyserowaną nabożność w stosunku do rosyjskiego dyktatora.
Skąd jednak ów jeden z najpopularniejszych amerykańskich dziennikarzy znalazł się, nie tyle w Moskwie, co na scenie medialnej USA?
Sam Carlson jeszcze w 2016 roku w gościnnym występie w „Politico” tak oceniał ubiegającego się wówczas o swoją pierwszą kadencję na fotelu prezydenta USA Donalda Trumpa:
„Jak większość skutecznych populistów, [Trump – red] jest sygnalistą, zdrajcą własnej klasy społecznej (…) byle kto może zaglądać do domu przez okno z zazdrością. Ale potrzeba prawdziwego mężczyzny, żeby wyrzucić meble i przebić się przez okno z framugą od środka.”
Opis, który Carlson przyporządkował do Trumpa, w rzeczywistości bardziej odpowiada temu, w jaki sposób dziennikarz postrzega samego siebie. Tucker nie jest bowiem człowiekiem z ludu. Jest on raczej renegatem wyższej klasy średniej, który nie rezygnując z pewnych klasowych odruchów, podziela ludowy gniew skierowany przeciwko elitom.
W jednym ze swoich wystąpień w 2024 roku mówił, że „każdy kogo znam, pracuje jako konsultant”, opisując w ten sposób zawód o wysokim statusie i jednocześnie zupełnie, w jego przekonaniu, społecznie bezużyteczny. Za to wyborcy Trumpa – mówi – to „ludzie, którzy tak naprawdę nie mają znaczenia – na przykład rolnicy, elektrycy albo ludzie, którzy zbudowali twój dom”.
Porzucony przez matkę, syn sieroty idący w ślady ojca
Nie znaczy to jednak, że życiorys Carlsona jest typową bajką o powojennej klasie wyższej czy wyższej klasie średniej. Ojciec Tuckera, Richard, urodzony w czasie wojny, został porzucony jako noworodek. W adoptowanej rodzinie otrzymał wykształcenie i kapitał kulturowy, który dał mu możliwość pracy w mediach a później finansach.
W czasie swojej kariery udało mu się nawiązać osobiste relacje z ważnymi postaciami administracji Ronalda Reagana, co dało mu szansę na karierę polityczną i dyplomatyczną. Pełnił on m.in. funkcję ambasadora na Seszelach i był szefem Voice of America z nadania prezydenta Reagana.
Jego pierwsza żona – matka Tuckera i jego młodszego brata Buckleya – porzuciła rodzinę i wyprowadziła się do Paryża, gdy Tucker miał zaledwie 6 lat. Richard żeni się ponownie, z Patricią Swanson dziedziczką rodzinnego imperium mrożonych, gotowych do odgrzania posiłków.
Tucker jako młody chłopak nie przykładał się szczególnie do edukacji, choć swoją bezsprzeczną inteligencję ujawniał w debatach – zarówno w szkolnych kołach dyskutanckich, jak i na lekcjach polemizując ze swoimi profesorami. Po ukończeniu studiów próbował dostać się do CIA – prawdopodobnie próbując iść w ślady ojca, o którego związkach z wywiadem plotkuje się do dzisiaj.
Wywiad nie widzi jednak w błyskotliwym, ale niezdyscyplinowanym młodym człowieku potencjału, więc Tucker – znów wzorem ojca – skierował swoją uwagę w stronę mediów. Pierwsza poważna praca, w której zaczyna wyrabiać swoje nazwisko to „Weekly Standard” – gazeta ze stajni Ruperta Murdocha, która od samego początku swojego istnienia stara się być wzorcem z Sevres neokonserwatyzmu.
Przygoda w CNN, upokorzenie i wojna z sygnalizowaniem cnoty
Wiedziony ambicją, dzięki wrodzonej charyzmie i pewności siebie, Carlson szybko zamienia konserwatywne pismo opinii na pracę w telewizji i zaczyna pojawiać w CNN jako dyżurny prawicowiec w słynnym programie „Crossfire”.
Idea Crossfire zakładała obecność dwóch prowadzących – konserwatysty i liberała, którzy nie tylko dyskutują ze sobą na bieżące tematy, ale w krzyżowy ogień pytań biorą również przychodzących do programu gości. Program był popularny i stał się przepustką Carlsona do większej sławy i rozpoznawalności.
Jednak jesienią 2004 roku wydarzyło się coś, co zakończyło na dobre zarówno ów słynny format telewizyjny, jak i ten konkretny etap kariery Tuckera Carlsona.
15 października 2004 roku do „Crossfire” przychodzi gość: Jon Stewart, popularny komik, prowadzący wieczorny program komediowy „The Daily Show”, który w rozrywkowej formule komentuje wydarzenia polityczne i żartuje z postaci życia publicznego.
Publiczność, również ta obecna w studio, oczekuje złośliwej wymiany ciosów, zastanawiając się, kto wyjdzie zwycięsko z retorycznej potyczki. Wraz z upływem czasu reżyserowany śmiech publiczności staje się coraz rzadszy. Wśród widzów pojawia się konsternacja
Komik wychodzi ze swojej roli, całkowicie odmawiając udziału w ustalonej konwencji programu i zakłada maskę zaniepokojonego obywatela skrzyżowanego z trybunem ludowym. Stewart zbolałym głosem oskarża prowadzących o „krzywdzenie Ameryki” oraz o udział w wyreżyserowanym widowisku, które wzmacnia podziały partyjne i uniemożliwia prawdziwą, zniuansowaną debatę publiczną.
Słynny komik porównuje program do wrestlingu – taniej rozrywki, która razi swoją nieautentycznością i w swej istocie jest robieniem głupców z naiwnych widzów. Komik uderza boleśnie nie tylko w prowadzących, ale konwencję „Crossfire” jako taką. Niczym magik demaskuje dziennikarskie sztuczki swoich kolegów po fachu, a wiarygodności dodaje mu status telewizyjnej gwiazdy.
Stewart wszedł w szczególnie gorącą polemikę właśnie z Tuckerem Carlsonem, wyraźnie próbując go ośmieszyć:
„Ile masz lat?” pyta komik. „Trzydzieści pięć” – odpowiada Carlson. „I nosisz muszkę” – puentuje Stewart, wywołując salwę gromkiego śmiechu widowni, która w lot łapie żart z telewizyjnego image’u Carlsona, którego charakterystyczna muszka była ważnym elementem autokreacji złośliwego kujona-konserwatysty.
Tucker wyraźnie dał się wyprowadzić z równowagi. Robił wrażenie mocno dotkniętego przytykami Stewarta. Próbuje się odgryzać, wychodząc z roli prowadzącego i w ten sposób uwiarygadniając tyradę swojego gościa.
Zaledwie trzy miesiące po rozmowie CNN zdejmuje program z anteny, odwołując się przy tym do krytyki formatu sformułowanej przez Stewarta. Carlson traci pracę, zaliczając pierwszy poważny upadek w karierze. I to tym bardziej bolesny, że przyszedł on tuż po pierwszych poważnych sukcesach. Tucker traci status wschodzącej gwiazdy, wracając do medialnego przedpokoju.
Koniec „Crossfire” jest ważny nie tylko dlatego, że kariera Carlsona zmienia wektor (niedługo później w 2005 r. Tucker stracił swoje pozostałe programy w PBS i MSNBC), a on sam raz na zawsze zdejmuje swoją muszkę.
Jest on cezurą w karierze dziennikarza z jeszcze jednego powodu. To, co ewidentnie doprowadziło Tuckera o białej gorączko w rozmowie ze Stewartem to prezentowana przez komika postawa moralnej wyższości. Z czymś takim Tucker w swoich przyszłych formatach dziennikarskich będzie gorliwie walczyć i wymierzać zajadłe ciosy wszystkim, którzy swoją rzekomą moralną wyższość postanowią celebrować.
„Sygnalizowanie cnoty” działa na Carlsona jak czerwona płachta na byka. Postawa, którą Carlson nazwie „jestem dobrym człowiekiem, a ty nie” będzie w całej jego późniejszej karierze powracającym casus belli w wojenkach z przedstawicielami mainstreamu.
Po wypadnięciu z liberalnych mediów, gdzie pełnił rolę j dyżurnego konserwatywnego komentatora, Carlson przeżywa kryzys. Miarą jego zawodowego dołka jest katastrofalny udział w Tańcu z Gwiazdami, który podobnie jak w Polsce, dla wielu niedoszłych i post-celebrytów jest ostatnią szansą odzyskania dostępu do szerokiego publicity. Po swoim pierwszym występie odpadł z programu, uzyskując najniższą notę wśród wszystkich uczestników, a sędziowie porównali jego taniec do siedzenia na toalecie.
Będąc już nieco na aucie, Tucker został zaangażowany do projektu „Daily Caller” – internetowego portalu o zdecydowanie konserwatywnym profilu. Był on podobnie jak powstający w podobnym czasie „Breitbart” – próbą prawicowej odpowiedzi na liberalny „Huffington Post”.
To pierwszy poważny flirt Carlsona z tym, co można określić mianem pre-alt-rightu. Ruch ten określam tym mianem nie tylko ze względu na heterodoksyjną – i niejednokrotnie skandalizującą – w stosunku do republikańskiej ortodoksji treść, ale również internetową formę, zapowiadająca kształt debaty publicznej doskonale znany nam z dzisiaj.
Najpopularniejszy komentator polityczny w USA
Jednak TV is king i Carlson szybko wraca do dużej telewizji. W 2009 r. dołączył do grona komentatorów Fox News. Swoja pozycję na poważnie zaczyna odbudowywać w 2013, kiedy akceptuje propozycję (nie)sławnego Rogera Ailesa i zostaje współprowadzącym ważnego porannego programu politycznego Fox & Friends.
Jego gwiazda rozbłyskuje jeszcze jaśniej, gdy w 2016 roku na antenę Fox News wchodzi jego własny program Tucker Carlson Tonight, zastępując inną konserwatywną gwiazdę, Megyn Kelly.
To właśnie w ramach tego formatu Carlson błyskawicznie zdobył ogromną popularność. Idąc za ciosem, Tucker powoli zaczyna wchodzić w przestrzeń nowych mediów – urywki jego programu pojawiają się w mediach społecznościowych, zaś jego riposty i starcia z liberalnymi politykami stają się viralem wśród zwolenników Partii Republikańskiej.
Metoda Carlsona to standardowy amerykański flirt poważnej polityki z niejednokrotnie wyjątkowo niepoważną rozrywką. Jednak od początku styl dziennikarza Fox News prezentuje wyraźne różnice w stosunku do znanego dotychczas standardu telewizyjnej publicystyki.
Kiedy inne programy polityczne często przypominają coś w rodzaju talk-show, z udziałem wielu gości, dramatycznymi wymianami zdań, i wysoką intensywnością u Carlsona dominuje spokojna, stonowana forma, która skupia uwagę widza – przyzwyczajonego do hiperaktywnego formatu mediów głównego nurtu – na treści.
Powaga i patos pozwalają uruchomić nieco inne części „duszy” odbiorcy przyzwyczajonego do szybkiej konsumpcji treści rozrywkowo-informacyjnych. Swoje „kazania” Tucker wypowiada dramatycznie modulowanym głosem, a rozmowy z gośćmi prowadzi z operetkową mimiką, okraszając całość gamą charakterystycznych dla dziennikarza reakcji.
Jednocześnie Carlson nie zapomina w swych programach o zaspokojeniu emocjonalnych potrzeb swoich konserwatywnych widzów. Dostarcza im poczucia wartości, daje możliwość odreagowania frustracji. Tucker z determinacją zaprasza do swego programu liberalnych gości, których następnie atakuje, starając się posłać ich retorycznie na deski.
Fani w internecie doceniają bezkompromisowość dziennikarza. „You can’t cuck the Tuck” – tak piszą o nim w nieprzetłumaczalnej na język polski grze słów jego zwolennicy, stawiając go za wzór męskiego wigoru w kontrze do popularnego w internetowej memosferze motywu słabego, bezradnego seksualnie mężczyzny.
Carlson w swoich wywiadach i wywodach w sposób szczególnie zawzięty atakuje liberalne poczucie moralnej wyższości, które zdaje się nieustannie przyciągać jego gniew niczym północ przyciąga igłę kompasu. Dlatego właśnie tak dobrze odnalazł się medialnie w wyścigu wyborczym pomiędzy Hilary Clinton a Donaldem Trumpem. Tak jak amerykański mainstream medialny kocha nienawidzić Trumpa, tak Carlson kocha nienawidzić mainstream nienawidzący Trumpa.
W tamtym czasie trudno uznać Tuckera za dziennikarza bezkrytycznie zapatrzonego w prezydenta USA. Nie sympatia do Trumpa jest tym, co napędzało i ciągle napędza dziennikarza.
To, co robi Tucker to korzystanie z każdego grama liberalnego oburzenia, które ujawnia się w kontekście kandydatury Trumpa, po to by w ten liberalny mainstream uderzyć. Zamiast bronić Trumpa, Carlson atakuje – na swój celownik bierze tych liberałów, którzy szczególnie mocno dają się porwać antytrumpistowskim emocjom . Sam zaś Tucker samego prezydenta traktuje z pewną nonszalancją. W czasie pierwszej kadencji Trumpa w swoim profilu dla „New Yorkera” mówił:
„Jeśli napiszesz artykuł, w którym stwierdziłbyś: «Uważam, że Trump jest błaznem, jest lekkomyślny, nie ma zbyt dużej wiedzy, jest prezydentem raczej przez przypadek i wykorzystuje ludzkie obawy, aby zdobyć władzę» – powiedziałbym: «Tak, to może dałoby się obronić… Ale oskarżenia o nazizm? Może to ja jestem szalony, ale nie jest to uzasadnione»”.
Ta sprytna strategia pozwala Carlsonowi szybko zwiększyć swoją popularność poprzez ukierunkowanie rodzącego się w duszach wyborców Trumpa gniewu. Robi to na tyle efektownie, by jakiś czas później przypisywać sobie przynajmniej część sukcesu Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich.
Dzięki powyższej strategii, zwiększa potęgę swojego formatu w Fox News. Pod koniec kadencji Trumpa, w 2020 roku jego program staje się najlepiej oglądanym show w swojej kategorii. W pewnym momencie osiąga nawet status najpopularniejszego programu politycznego w historii telewizji kablowej.
Carlson staje się ważnym punktem odniesienia dla konserwatywnych widzów i republikańskich polityków. W tamtym czasie do swojego programu wielokrotnie zaprasza młodego i aspirującego do senackiego stołka pisarza – J.D. Vance’a.
Kiedy dziennikarz skrytykował gubernatora Teksasu za bierność w polityce migracyjnej, ten niemal od razu wysyłał zwiększone oddziały Gwardii Narodowej na granicę.
Kiedy podrzucił na wizji pomysł wysyłania emigrantów z południowych, czerwonych stanów na liberalny północny-wschód, gubernatorzy Florydy i – raz jeszcze Teksasu – niemalże od razu wynajęli autokary i samoloty, żeby przewieść nielegalnych emigrantów do ultrademokratycznych stanów takich jak Massachusetts czy Nowy Jork.
Gdy w 2021 roku w jego programie pojawia się Andrzej Duda, w Polsce przetacza się fala krytyki wobec prezydenta. Ciężko mieć jednak do Dudy pretensje – polski prezydent najzwyczajniej w świecie korzysta z najlepszego politycznego prime-time’u w amerykańskiej telewizji po to, by przedstawić amerykańskiemu konserwatywnemu widzowi polską perspektywę.
Carlson nie zdobył tak szerokiej widowni dlatego, że – jak miało to miejsce u progu swojej kariery w „Weekly Standard” – powtarza wytarte republikańskie frazesy. Dziennikarz wyraźnie zaznacza swą odrębność wobec establishmentu Partii Republikańskiej. Od samego początku swojej obecności w Fox News sygnalizuje krytycyzm wobec inwazji na Irak oraz mówi o potrzebie zbliżenia z Iranem, co dla starej republikańskiej szkoły brzmi niczym nawoływanie do nawiązania stosunków dyplomatycznych z dziewiątym kręgiem piekła.
Do tego Tucker konsekwentnie rozwija swoją populistyczną filozofię. Sensem jego wizji politycznej rozgrywki staje się starcie z polityczną elitą USA, która jest w optyce Carlsona całkowicie skorumpowana i pasożytuje na zwykłych Amerykanach.
W tym czasie dziennikarz, będąc u szczytu sławy i zajmujący pozycję najchętniej oglądanego komentatora politycznego w amerykańskiej telewizji, rozpoczyna flirt z dziwacznymi ideami. Wydaje się to naturalną konsekwencją przyjętego przezeń populistycznego paradygmatu– elity są zepsute, a wszystko co głoszą służy tylko podtrzymaniu fałszywej świadomości zwykłego amerykańskiego ludu.
Zatem wszystkie idee, które podważają zgniły konsensus polityczny są dla niego atrakcyjne, gdyż pomagają powiększyć pęknięcia w fundamentach panowania elit nad Ameryką. W programie Carlsona zaczynają pojawiać się coraz bardziej kontrowersyjne treści od tropicieli UFO, po przeciwników szczepień i ograniczeń COVID-owych, Tucker coraz śmielej sięga do rezerwuaru pomysłów i idei, które stają się paliwem rozwoju alternatywnej prawicy.
„Trump jest demoniczną siłą. Serdecznie go nienawidzę”
I tak Carlsona, będącego u szczytu potęgi spotyka druga – po wyrzuceniu z CNN – zupełnie nieoczekiwana katastrofa. Tym razem wiąże się ona z pozwem, który Dominion Voting Systems – dostawca systemów do głosowania – składa przeciwko Fox News.
Przedmiotem pozwu są opinie i twierdzenia, które padały w programie dziennikarza z ust jego gości. Twierdzili oni, że urządzenia do liczenia głosów Dominiona zostały wykorzystane do sfałszowania wyborów w 2020 roku na niekorzyść Donalda Trumpa. Pozew kończy się dla Fox News kolosalnym upokorzeniem – ugodą, zgodnie z którą stacja musi wypłacić Dominionowi ponad 787,5 miliona dolarów za zniesławienie.
Niedługo po zawartej ugodzie do opinii publicznej wyciekają smsy Tuckera, które wcześniej były zabezpieczone na rzecz procesu z Dominionem. W tym momencie grunt pod nogami Carlsona zaczyna się radykalnie osuwać.
Na światło dzienne wychodzą nie tylko wiadomości, w których Carlson jasno daje do zrozumienia, że oskarżenia o sfałszowanie wyborów formułowane w jego programie uważa za szalone i absurdalne. Przede wszystkim w ujawnionych wiadomościach dziennikarz uderza w Donalda Trumpa: „Jest dobry tylko w niszczeniu”. „Jest demoniczną siłą” „serdecznie go [Trumpa – red] nienawidzę” pisze do swoich współpracowników.
Wszystko to dzieje się w czasie, kiedy Donald Trump powoli wychodzi z prawdopodobnie największego politycznego dołka ostatniej dekady, czyli wyborów mid-term w 2022 roku, kiedy niemal wszyscy kandydaci wspierani bezpośrednio przez byłego prezydenta uzyskali rozczarowujące wyniki.
Porażka Trumpa wiąże się w tamtym czasie z wyraźną zmianą medialnych sojuszy. Media Ruperta Murdocha zaczynają stawiać na alternatywy względem Trumpa, przestawiając „medialną wajchę” na korzyść gubernatora Florydy Rona DeSantisa. Trump jednak ostatecznie odzyskuje polityczny impet, co zmusza między innymi Fox do próby odbudowania dobrych stosunków z byłym i – jak się okazało – przyszłym prezydentem USA.
W ramach swojej osobistej „Cannossy” za Dominion i niewybredne sms-y, Tucker Carlson w kwietniu 2023 roku zostaje przez kierownictwo stacji zmuszony do przeprowadzenia czołobitnego wywiadu z Donaldem Trumpem. Mimo odbycia tego upokarzającego dla dziennikarza rytuału ekspiacyjnego i tak ostatecznie zostaje zwolniony z Foxa mniej niż dwa tygodnie po wywiadzie.
Architekt amerykańskiej prawicy przyszłości?
Carlson znów doświadcza upokorzenia na oczach całej Ameryki. Tym razem jednak obywa się bez Tańca z Gwiazdami. Najpierw na portal X przygarnia go Elon Musk, gdzie Carlson zaczyna prowadzić swój podcast.
Tucker prowadzi go nadając ze swojego rustykalnego domu w Maine, gdzie zgodnie z wypracowaną przezeń metodą raczy swoich fanów sążnistymi monologami lub rozmawia z – często skrajnie kontrowersyjnymi – gośćmi. Bez korporacyjnych ograniczeń, których doświadczał w Fox News, skręt w prawo Carlson wykładniczo przyspiesza.
Jeszcze 10 lat wcześniej Tucker twierdził, że chce w swoim programie dyskutować tylko z ludźmi potężniejszymi niż on sam. Zdaje się, że z czasem, w swoich coraz to nowszych szatach i nowych formatach stał się mniej skłonny do respektowania standardów, które dyktowała mu rola dziennikarza, w wersji, do jakiej musiał dopasowywać się w telewizji.
Pod pozorem rozmowy o nowych ideach Carlson wyciąga z internetowego śmietnika postaci, o których niewielu słyszało, ale które realizują różne cele ważne dla samego Tuckera: ich poglądy są na tyle kontrowersyjne, że nieustannie rozgrzewają publiczność i pomagają utrzymać gospodarzowi łatkę niepokornego lub (a często „a również”) są przedłużeniem poglądów samego gospodarcza.
W ramach podcastu Carlson słuchając wywodów swoich gości, z teatralną manierą przytakuje coraz dziwniejszym treściom. Tematy mienią się wszystkimi kolorami tęczy. poczynając od wątków mistycznych – takich jak szatańskie korzenie sztucznej inteligencji zapisane w kabale czy ataki demonów z innych wymiarów, ofiarą których pada zresztą sam Carlson, jak opowiada dziennikarz w jednej z rozmów.
Tematy rozmów biegną również w kierunku szalonego historycznego rewizjonizmu. Jednym z chyba najsłynniejszych występów w podcaście „Tucker Carlson Show” był twórca internetowy Darryl Cooper, którego sam gospodarz nie wahał się określić jako najlepszego amerykańskiego historyka (pomimo braku formalnej edukacji historycznej Coopera).
Rozmowa dotyczyła II wojny światowej, a raczej jej specyficznej interpretacji autorstwa Coopera, której Carlson ochoczo przytakiwał. W interpretacji „historyka” to Winston Churchill jest głównym złoczyńcą II wojny światowej – prowokatorem wojennym. Hitler zaś był co najwyżej nieudanym przywódcą, którego błędy doprowadziły do zaniedbań w postaci niewłaściwego wyżywienia i utrzymania jeńców wojennych.
W kontekście tak daleko posuniętego rewizjonizmu historycznego można znacznie lepiej zrozumieć czołobitny charakter rozmowy z Putinem. Dla Carlsona Rosja ze swoim przywódcą nie znaczy wiele sama w sobie. To przede wszystkim kontrapunkt wobec znienawidzonych przez dziennikarza elit.
Jak sam mówił: „Dlaczego miałbym nienawidzić Putina? Czy Putin kiedyś nazwał mnie rasistą? Czy kiedyś zagroził zwolnieniem mnie z pracy?” Sprzeciw wobec dekad amerykańskiego interwencjonizmu to na pewno jedna z autentycznych motywacji prowadzących Carlsona do wygłaszania tego typu poglądów.
Jednak to, co go szczególnie napędza, to poczucie, że może zagrać na nosie zarówno Demokratom, jak i większości tradycyjnych Republikanów, zgodnie z duchem przekory podniesionym przez Tuckera do rangi filozofii absolutnej.
Stąd też nie tylko wywiad z Putinem ma kształt taki, jaki ma – w którym dyktator upokarza Carlsona swoim absolutnym brakiem współpracy z dziennikarzem usilnie podającym mu piłki na pustą bramkę. Również wszystkie materiały towarzyszące wizycie w Moskwie robione są tak, by iść na przekór mainstreamowi.
Carlson zachowuje się w nich jak tania kopia Jean-Paula Sartre’a wciągnięta do wyjątkowo nieudanego amerykańskiego sitcomu. Widzimy sceny, gdy pochyla się ze zmanierowanym, udawanym zachwytem nad chlebem z rosyjskiej piekarni lub ekscytuje działającymi schodami ruchomymi w moskiewskim metrze.
Tucker już na wygnaniu z Fox News szybko godzi się – a przynajmniej odnawia taktyczny sojusz – z Donaldem Trumpem (ten drugi wchodzi w niego głównie ze względu na potrzebę uzyskania jedności w szerokiej bazie Republikańskiej przed wyborami). Z jednej strony znajduje się blisko prezydenta – jest jednym z kluczowych głosów, które przekonują Trumpa do wyboru JD Vance’a na stanowisko drugiej osoby w państwie.
Z drugiej, pozwala sobie na wchodzenie w konflikt, jeśli nie z samym prezydentem, to z jego administracją i lojalistyczną częścią ruchu MAGA. Właściwie każdy miesiąc 2025 i 2026 to kolejna „drama” wewnątrz ruchu, której powodem jest Carlson.
Tucker krytykuje politykę USA względem Izraela: „Co z tego [wspierania Izraela] mamy? Nic. To tylko obciążenie”; Carlson ostrzega przed interwencją w Iranie: „Każdy kto jest adwokatem konfliktu z Iranem nie jest przyjacielem Ameryki. Jest jej wrogiem”. Dziennikarz staje się nawet zwolennikiem zbliżenia z Katarem – kupuje nieruchomość w Doha i z wigorem występuje na kolejnych forach organizowanych przez emira.
Wszystkie te aktywności budzą nie tylko oburzenie części zwolenników Partii Republikańskiej – idą one również w poprzek działaniom samej administracji Donalda Trumpa. To zresztą świadomy wybór – jest to wojna o dusze i umysły jak największej części elektoratu Partii Republikańskiej.
Carlson stara się propagować i zarażać innych swoimi pomysłami na kształt prawicy po Trumpie. Polityczne credo Tuckera najdobitniej wyraża jego spotkanie z J.D. Vance’em w Pensylwanii w 2024 roku.
Przyszły wiceprezydent wyliczał wówczas zarzuty polityczne wobec administracji Bidena i Harris: „jeśli wspierasz nieustające wojny, importowanie nielegalnych imigrantów na tony i wypychanie miejsc pracy za granicę – to dla ciebie jest partia Kamali Harris i Dicka Cheneya”. Na słowa Vance’a Curlson odpowiedział zwięźle: „amen!”.
Ojciec radykalnej amerykańskiej alt-prawicy?
Tucker Carlson nie prowadzi życia w stylu gwiazdy rocka. Wychowany w Kalifornii, pół życia spędził w nudnym Waszyngtonie, a następnie przeprowadził się do jeszcze nudniejszego, idyllicznego Maine. Nie pije alkoholu, nie pali i zdaje się szczerze kultywować więzi rodzinne, od studiów pozostając w małżeństwie z Susie, córką pastora, z którą wspólnie wychował czwórkę swoich dzieci.
Cała drapieżna, prowokacyjna przekora jest sublimowana w sferę języka. Odwrotnie niż inny ważny ideolog amerykańskiej alternatywnej prawicy – Steve Bannon – jego życiorys nie składa się z kryminalnych spraw, wyroków sądowych czy szemranych znajomości.
Jego spokojne życie osobiste sprawia wrażenie, jakby Carlson pod koniec życia miał zamiar ogłosić, że cała jego publiczna persona to zaledwie prowokacyjny performance, złośliwy żart z samozadowolonych elit. Jednak jego wpływ jest zbyt duży, by można było sprowadzić jego dziennikarstwo do prowokacji.
Carlson jest człowiekiem, który wskazał drogę milionom ludzi, przeprowadzając ich z mainstreamowej narracji Partii Republikańskiej w głąb króliczej dziury amerykańskiej alternatywnej prawicy.
Tucker prowadzi swoich widzów w świat, gdzie a priori zakłada się fałszywość każdej tezy, polityki czy przekonania, które obecne są w „establishmencie”. Ten zaś establishement obejmuje nie tylko liberalne media. Jego zakres nie kończy się nawet na starym, neokonserwatywnym aktywie politycznym Partii Republikańskiej. Carlson idzie dalej – dla niego „zgniłym establishmentem” stają się również przekonania mniej skrajnej części ruchu MAGA.
Starsze pokolenie, które przeszło tę drogę razem z nimi również uległo radykalizacji, mimo wszystko będzie pod mniejszym lub większym wpływem klasycznych konserwatywnych idei. Tymczasem – jak pisał Ross Douthat w „New York Times” – młodzi alt-rightowi zaczynają tam, gdzie Carlson kończy. Kanalizując swój bunt, znajdują w Tuckerze przewodnika na początku swej drogi do totalnej negacji wszystkich zastanych instytucji i wartości.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
