Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Sukces SAFE nie jest gwarantowany. Dlaczego transparetność ma znaczenie?

Sukces SAFE nie jest gwarantowany. Dlaczego transparetność ma znaczenie? Karol Nawrocki, Sławomir Cenckiewicz i Zbigniew Bogucki podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego; źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=1mcTzte1-Ew

SAFE to program dobry dla Polski – zarówno finansowo, jak i strategicznie. Nadużywanie argumentu z bezpieczeństwa i blokowanie jawności może się jednak skończyć marnotrastwem części cennych dla nas środków. Przykład KPO pokazał, że transparentność działa.

Program skazany na sukces?

Prawie 6 godzin – tyle trwało wczoraj posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, podczas której głównym punktem dyskusji był unijny program SAFE, który w założeniach, odpowiadając na zmianę polityki Stanów Zjednoczonych, ma dźwignąć stan europejskich armii.

Zacznijmy od pytania fundamentalnego, które budzi stosunkowo mało kontrowersji wśród polskich polityków. Mianowicie, czy jest to program dobry dla Polski? Tak. Politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzą jednocześnie, że jest to pożyczka, a nie bezzwrotna dotacja. To prawda. Oczywistym jest, że tak gigantycznych wydatków nie można pokryć z bieżących wpływów do budżetu.

Koszt obsługi pożyczki w ramach SAFE będzie niższy niż tego zadłużenia, które zaciągamy na zbrojenia w kraju. Oznacza to, że w długoterminowej perspektywie oszczędzimy potężne sumy pieniędzy, co w naszej sytuacji jest bardzo pożądane.

Rząd Donalda Tuska chwali się, że finalizacja zgody na wspólne unijne zadłużenie jest sukcesem polskiej prezydencji. To prawda jedynie po części. Nie sposób przypisać nam rolę inicjatora tego projektu, chociaż na plus należy zaliczyć rządowi fakt, że udało się sprawnie dopiąć przeprocedowanie samego aktu prawnego przy braku weta ze strony Węgier.

Z samego faktu, że udało się uzyskać zgodę na wspólną pożyczkę nie wynika jednak gwarancja, że efektywnie je wydamy. Nawet jeśli część z tych pieniędzy – przez skalę – siłą rzeczy zostanie w Polsce, to nie możemy zadowalać się ochłapami, które miałyby wprawdzie dawać nam impuls rozwojowy, ale niezadowalający, biorąc pod uwagę, że projekt opiewa na prawie 200 miliardów złotych.

Kluczowy problem polega na tym, że nie znamy odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy środki z SAFE wpisują się w strategię bezpieczeństwa Polski i strategię rozwoju polskiego przemysłu obronnego. Nie wiemy tego z prostego powodu: otóż projekty wykorzystania unijnych pieniędzy po prostu nie są jawne.

Nadużywany argument bezpieczeństwa

Ministerstwo brak transparentności tłumaczy względami bezpieczeństwa i faktem, że nasi wrogowie mogliby uznać wiedzę o planowanych wydatkach za przydatną. Ten argument nie jest zupełnie irracjonalny, ale z pewnością w ostatnim czasie nadużywany przez polskich polityków.

Patrząc na skalę środków, którymi będziemy dysponować, za bardziej ryzykowny uważam scenariusz, w którym przepalimy część pieniędzy bez sensu, bo rząd nie dostanie porządnego, eksperckiego feedbacku, niż ujawnienie jakichś danych Rosji, która i tak zapewne wie, co my z tą kasą zrobimy.

Brak jawności jest łatwą i wygodną wymówką dla polityków, którzy mogą chcieć uniknąć konfrontacji z uwagami i rozliczalności. Pod pretekstem bezpieczeństwa coraz więcej sfer przenosi się w zacisza gabinetów. Jakkolwiek są sprawy, o których opinia publiczna z pewnością nie powinna wiedzieć, tak poszerzanie zakresu tych spraw odbywa się ze szkodą dla demokratycznego procesu decyzyjnego.

Poza tym, brak jawności w sprawie SAFE nie jest bynajmniej regułą. W Rumunii na przykład pokazano 21 projektów, w których szczegółowo przedstawiono, ile i na co środki zostaną rozdysponowane. Mimo że to państwo również leży na wschodniej flance NATO, standardy jawności są tam wyższe.

Transparentność jest istotna, bo sprawiłaby, że rządowe projekty zostałyby poddane pod osąd ekspertów, którzy mogliby zweryfikować, na ile precyzyjne są deklaracje rządzących. Weźmy niedawne stwierdzenie Ministerstwa Obrony Narodowej, w myśl którego około 80 proc. środków z SAFE zostanie w polskim przemyśle.

Pytanie brzmi, jak definiujemy polski przemysł? Czy resort obrony ma na myśli również np. zagraniczne firmy, które mają siedziby na terenie naszego kraju? Po to Klub Jagielloński stworzył aplikację Pola, żeby pokazać, że polskość to zniuansowana kategoria, którą można mierzyć na skali.

Dziś nie jesteśmy w stanie realnie ocenić, na ile polska gospodarka zyska na unijnym programie, a – przypomnę – w grę wchodzą astronomiczne sumy, w dodatku pochodzące z pożyczki, którą będziemy musieli spłacać. Nie możemy traktować tych pieniędzy jak bezzwrotnych dotacji, w przypadku których efektywność alokacji schodzi na dalszy plan. To zbyt poważna sprawa.

KPO pokazało, że jawność działa

Sprawa jawności dała się we znaki w przypadku Krajowego Planu Odbudowy. Ten program miał zarówno komponent pożyczkowy, jak i dotacyjny, który był w pełni jawny, dzięki czemu jako opinia publiczna mogliśmy wyrazić zdanie na temat zasadności projektów.

To zaś sprawiło, że gdy tworzono KPO, wydaliśmy w Klubu Jagiellońskim raport sygnalizujący, w których obszarach widzimy problemy z efektywnością wydawania środków. W efekcie m.in. naszej publikacji i udziału w konsultacjach, część z uwag została przyjęta. Jedną z nich była reforma procesu legislacyjnego w polskim parlamencie, którą zrealizowali następcy ówcześnie rządzących, czyli otoczenie Szymona Hołowni.

To właśnie dzięki transparentności eksperci mogliby zasygnalizować rządowi pewne rozwiązania, które nie tylko przyczyniłyby się do bardziej efektywnej alokacji cennych i dużych środków, ale i obniżyłyby poziom nieufności do działań rządu względem SAFE. Niestety ograniczono się do zasygnalizowania ogólnych kwot.

Opozycja nie przekonuje

Z drugiej strony, część wątpliwości, które podnosi w sprawie SAFE opozycja, nie przekonuje. Politycy PiS mówią na przykład, że środki z tego programu nie będą mogły służyć do zakupu amerykańskiego i koreańskiego sprzętu. To nie do końca prawda, bo tego typu ograniczenie wejdzie w życie dopiero od lipca tego roku.

Oznacza to, że jeśli przyspieszymy polską procedurę zatwierdzania SAFE, to zyskamy możliwość – faktycznie korzystną z naszego punktu widzenia – lokowania środków również poza Unią.

Co więcej, nawet po tej dacie będziemy mogli kupować sprzęt dla armii w innych krajach niż te, które należą do UE, ale wyłącznie do wysokości 35 proc. Sądzę, że to uzasadnione ograniczenie. Trudno się dziwić Wspólnocie, że skoro zaciąga dług, to chce, aby promować przede wszystkim przemysł europejski.

Opozycja – twierdząca nie bez racji, że Europa musi przestać „jechać na gapę” – powinna docenić, że brukselskie elity zdają się chcieć przynajmniej spróbować nadrobić zaległości w militarnej samowystarczalności. Szczególnie, że to przecież jest celem USA; amerykańscy oficjele nie skrytykowali europocentryczności programu SAFE.

Wyraźnie widzimy, że stosunek do tego projektu jest funkcją wizji polityki zagranicznej. Część osób uważa, że należy postawić wyłącznie na Unię, inni – że tylko USA są w stanie zagwarantować nam bezpieczeństwo.

Tymczasem, jak pisałem niedawno na tych łamach, Polska powinna wzmacniać budowę europejskiego filaru NATO bez jednoczesnego wypychania Amerykanów z Europy. Unijny program wpisuje się w tę strategię. Co więcej, jeśli europejskie firmy zarobią na zbrojeniach, to łatwiej będzie przekonać obywateli, że wzmacnianie armii to słuszny kierunek.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.