Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Fidesz kontra Tisza. Czy Peter Magyar jest węgierskim Donaldem Tuskiem?

Fidesz kontra Tisza. Czy Peter Magyar jest węgierskim Donaldem Tuskiem? Viktor Orban i Beata Szydło; źródło: flickr.com

Niezależnie od tego, z jakich powodów doszukujemy się Warszawy w Budapeszcie tudzież Budapesztu w Warszawie, nie ma takich osób jak „węgierski Tusk, czyli Peter Magyar” i „węgierski PiS, czyli Fidesz”.

Rewolucja Tiszy? Nic z tego

Niedawno światło dzienne ujrzał nowy, 240-stronicowy program partii Tisza, stanowiącej najpoważniejsze zagrożenie dla Viktora Orbana w nadchodzących wyborach na Węgrzech. W dokumencie czytamy między innymi o konieczności odzyskania zamrożonych dotychczas funduszy unijnych, większej współpracy regionalnej (w tym z Polską), zwalczaniu korupcji oraz uniezależnieniu energetycznym od Rosji.

Jednocześnie partia kierowana przez Petera Magyara sprzeciwia się unijnej polityce migracyjnej, przyspieszonej akcesji Ukrainy do UE (oraz ewentualnemu wysłania tamże wojsk) i zamierza utrzymać wprowadzone przez Fidesz dodatki do świadczeń emerytalnych. Nie chce także burzyć muru na granicy z Serbią ani zezwalać na nielegalną migrację.

Nie jest to zatem skrajnie lewicowa czy nawet lewicowo-liberalna partia wywrotowa, jak wydawałoby się części prawicy. Tisza na swój sposób niesie stary-nowy ład, co potwierdzają wypowiedzi jej lidera, namawiającego wyborców Fideszu do głosowania nań, gdyż ci „nie mają nic do stracenia”.

Ugrupowanie Magyara zyskuje wizerunek (z czym się notabene nie kryje) „partii zawiedzionych wyborców koalicji rządzącej”. Dość powiedzieć, że sam lider opozycji był w przeszłości członkiem Fideszu i małżonkiem Judit Vargi, byłej minister sprawiedliwości w rządzie Orbana.

Magyar próbuje zaproponować wyborcom politykę „Orbana bez Orbana”, która zachowywałaby te aspekty z polityki obecnego szefa rządu, które Węgrzy uważają za uzasadnione. Z drugiej strony, Tisza domaga się rozliczenia władzy i wyeliminowania tych patologii, które sprawiają, że obecny premier staje się coraz mniej popularny, np. korupcji, w której Węgrzy przodują.

Jednocześnie stanowisko Magyara wobec Ukrainy nie jest tak przyjazne, jak dużej części europejskiego mainstreamu (patrz: akcesja do UE czy wysłanie wojsk), co może wynikać z obawy przed odbiciem piłeczki przez Fidesz.

Przed wyborami parlamentarnymi w 2022 roku ówczesny kandydat na premiera z ramienia opozycji Peter Marki-Zay wykazywał się zdecydowanie bardziej proukraińską postawą. W rozmowach podkreślał konieczność nakładania kolejnych sankcji na Rosję. Kiedy zasugerował, że na prośbę NATO węgierskie wojska mogłyby brać udział w działaniach militarnych, został oskarżony przez przychylne rządowi media o chęć przelewania węgierskiej krwi za Ukrainę.

Podobnie niejednoznaczna jest deklaracja Magyara dotycząca kwestii stosunków z Polską. W latach 2015-2022 waga tej współpracy była podkreślana zarówno przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, jak i węgierskich rządzących. Materializowała się w postaci powołania Instytutu Felczaka, układów między Orlenem a jego węgierskim odpowiednikiem MOL-em czy pewnej antymainstreamowej wspólnocie ideowej.

W 2022 roku premier Węgier stwierdził, że „nasze drogi się rozeszły”. Powodem był stosunek do Ukrainy oraz Rosji; Węgry nie chciały wysyłać pomocy militarnej i były przeciwne kolejnym pakietom sankcji (zwłaszcza tych, które dotyczyły energetyki – Węgry są uzależnione od rosyjskich surowców). Rok później PiS stracił władzę.

Czy Magyar dałby radę zacieśniać tą współpracę w momencie w scenariuszu, w którym do władzy w Polsce wróciłaby obecna opozycja? Nie jest to oczywiste, patrząc na konflikt między Tiszą a przebywającymi na Węgrzech Ziobrą i Romanowskim.

Magyar poddaje w wątpliwość konieczność udzielania azylu polskim politykom, na co Ziobro odpowiedział, nazywając lidera Tiszy „problemem dla Węgier i naśladowcą Tuska”. Wypowiedź byłego polskiego ministra podał Balazs Orban (zbieżność nazwisk przypadkowa), szef kampanii Fideszu.

Ekspres Warszawa-Budapeszt nie nadjedzie

Swego czasu w środowiskach prawicowych popularne było stawianie paraleli między scenami politycznymi w Polsce i na Węgrzech. W hungarystycznym światku propagatorem tej tezy był publicysta „Sieci” Grzegorz Górny, który określił zjawisko mianem „ekspresu Warszawa-Budapeszt”.

Podobne tezy – wygłaszane w tonie oskarżycielskim – płyną również z lewej i liberalnej flanki polskiej sceny politycznej, bardziej w formie „Kaczyński, Orban dwa bratanki”.

Niezależnie od tego, z jakich powodów doszukujemy się Warszawy w Budapeszcie tudzież Budapesztu w Warszawie, nie ma takich osób jak „węgierski Tusk, czyli Peter Magyar” i „węgierski PiS, czyli Fidesz”.

Owszem, nie da się zignorować lat współpracy między PiS-em a Fideszem, choćby przy budowie Via Carpatii, podobnie jak nie da się zignorować konfliktu na linii Tusk-Orban z czasów, kiedy ten pierwszy nazywał węgierskiego premiera „najlepszym uczniem Carla Schmitta”, „przyjacielem Putina”, „nie-chrześcijańskim demokratą” (na co węgierskie media odpowiedziały przypomnieniem o dziadku w Wehrmachcie).

Oczywiście, węgierscy opozycjoniści, w tym burmistrz Budapesztu Gergely Karacsony utrzymywali kontakty z polskimi liberałami; włodarz stolicy odwiedził nawet Campus Polska.

Nie są to jednak wyznaczniki odbijania się naszych realiów w węgierskim lustrze. Nie ma sensu porównywać osiem lat rządów PiS-u do dwukrotnie dłuższego panowania Orbana. 16 lat to dużo dłuższy okres, pozwalający na głębsze zabetonowanie instytucji. Najmłodsi wyborcy, którzy w kwietniu pójdą do urn, nie pamiętają rządów Gyurcsanya – byli wtedy w żłobku lub przedszkolu. Dla nich Tisza może jawić się jako nowość. Inaczej niż PiS i PO, które nie kojarzą się z powiewem świeżości.

Tisza jest partią młodą, a Magyar w przeciwieństwie do Tuska nie jest doświadczonym politykiem, jego środowisko też nie ma w większości tak wielu doświadczeń, co otoczenie szefa polskiego rządu.

W przypadku nadwiślańskiego duopolu różnice ideowe pomiędzy hegemonami są bardziej wyraziste. W sferze obyczajowej KO śmielej niż przed laty odwołuje się do rozwiązań liberalnych i progresywnych (co uwidocznia się zwłaszcza w kontekście głosowań nad prawem aborcyjnym i dyscypliną partyjną). Między Fideszem a Tiszą nie ma wielkich różnic pod tym kątem.

Partia Magyara chce zacieśnić relacje z Zachodem i uniezależnić się od rosyjskich surowców, ale jednocześnie działacze tej partii na tle polskich proukraińskich polityków uchodziliby za bardzo zachowawczych.

O ile w Polsce do niedawna panował konsens co do konieczności akcesji Ukrainy do UE czy wysyłania broni ukraińskiemu wojsku, o tyle na Węgrzech nie jest to oczywiste. Na Ukrainie znajduje się bowiem liczna mniejszość węgierska, której prawa nie są respektowane, a która staje się punktem zaczepienia dla stanowiska naddunajskich polityków wobec sąsiada.

Upadł Orban, niech żyje…

Jednocześnie pogłoski o politycznej śmierci Fideszu wydają się mocno przesadzone. Początkiem lutego ukazał się sondaż wskazujący na znaczącą przewagę Tiszy nad Fideszem– 35 proc. do 28 proc. W tym samym badaniu niezdecydowani wyborcy stanowili 27 proc. próby (nacjonalistyczną partię Mi Hazank wybrało 5 proc. ankietowanych, pozostałe ugrupowania z marginalnym poparciem).

Tisza wielokrotnie świętowała, przedwcześnie, swoje nadchodzące zwycięstwo. Sztab zdawał się ignorować fakt, że w wyborach na Węgrzech to niezdecydowani mają ostatnie słowo. W swojej retoryce Magyar stara się przyciągnąć zwłaszcza elektorat Fideszu, a niewiele czasu zdaje się poświęcać tej części społeczeństwa, który w ogóle zastanawia się nad pójściem na wybory. Sam fakt, że powodem do świętowania jest wykres, w którym 1/4 nie wie, na kogo zagłosuje, może świadczyć o lekkomyślności sztabu.

Na powodzenie (lub niepowodzenie) Magyara przekłada się także system wyborczy Węgier. Miejmy na uwadze, że ze 199 deputowanych do parlamentu 106 wybieranych jest w jednomandatowych okręgach wyborczych, a 93 – z krajowych list partyjnych.

Tisza jest młodą partią, jednocześnie bardzo rzuca się w oczy różnica w światopoglądzie między Budapesztem a prowincją, stanowiącą mniej lub bardziej ugruntowany bastion węgierskiej prawicy. Może być więc tak, że Tisza wygra, nawet miażdżąco, w skali kraju, ale w JOW-ach sytuacja nie będzie tak kolorowa.

Viktor Orban rządzi już półtorej dekady, co niewątpliwie może potęgować znużenie społeczeństwa. Są to też wybory, w których nie wystartuje Ferenc Gyurcsany – były skompromitowany premier znany z przyznania się do kłamstw o każdej porze dnia i nazwania własnej ojczyzny „k*rewskim krajem”, do niedawna wykorzystywany przez Fidesz jako swoisty straszak, który za sprawą opozycji miałby wrócić do władzy.

Z drugiej strony, powszechnym zjawiskiem w węgierskiej polityce jest wzrost poparcia dla Fideszu w ostatnich dniach przed wyborami. Należy pamiętać również, że przez ostatnie kilkanaście lat koalicja rządząca wyrobiła sobie pewną pozycję, ma do dyspozycji fundusze i przychylne media, których „nie zawaha się użyć”.

Sam Peter Magyar też nie jest człowiekiem kryształowym, jako były mąż Vargi (która notabene oskarżyła go o przemoc domową) zapewne o wszystkich patologiach ugrupowania wiedział, prawdopodobnie aktywnie je wspierając bądź przynajmniej ukrywając.

Lider Tiszy obarcza rząd na przykład winą za zanieczyszczenie spowodowane fabryką baterii niedaleko Budapesztu, lecz węgierscy internauci wiedzący, że problem się ciągnie od lat, zarzucają politykowi uprzednią bezczynność. Podobnie sytuacja ma się z innymi zaniedbaniami.

Dziś trudno jednoznacznie rozsądzić, jak skończą się węgierskie wybory. Zastanawianie się nad zwycięzcą jest wróżeniem z fusów, choć jedną z bardziej realnych opcji jest wygrana Fideszu, ale bez większości konstytucyjnej. Sytuacja wyklaruje się jednak dopiero wiosną.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.