Włodzimierz Czarzasty atakuje prawicę i wykonuje pracę za Donalda Tuska
Włodzimierz Czarzasty, krytykując noblowskie ambicje Donalda Trumpa i stając się w ten sposób wrogiem publicznym numer jeden proamerykańskiego pałacu prezydenckiego, dobrze wie co robi. Problem jednak leży w tym, że antyprawicowe medialne szarże marszałka Sejmu w dłuższej perspektywie nie przyniosą Nowej Lewicy politycznych fruktów. Punkty za nie zgarnie Koalicja Obywatelska z Donaldem Tuskiem na czele. Istnieje jednak jeden scenariusz, którego realizacja sprawiłaby, że partia Czarzastego, biorąc na sztandar antyprawicowość, może się wyborczo wybić. Czy jednak jest to scenariusz realny?
„Ale ja pana lubię po prostu”. To zdanie, prześmiewcze a bezczelne, które marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty rzucił w stronę dziennikarza TV Republiki, jednocześnie niemalże go przytulając, wiele mówi o tym, gdzie dziś jest rządowa lewica.
Jej celowo obraną strategią jest prowokowanie prawicy i budowanie się jako siła, która najpełniej wyrazi emocję tych ludzi, dla których głównym politycznym paliwem jest antyprawicowość. Właśnie dlatego Czarzasty mówił o „marszałkowskim wecie” wobec projektów Karola Nawrockiego, po to w szeregach jego partii jest ktoś taki jak Tomasz Trela, wreszcie dlatego druga osoba w państwie ostentacyjnie zasygnalizowała antytrumpowską cnotę w odpowiedzi na prośbę o poparcie w sprawie Nagrody Nobla.
Zaskakuje, że replikę od Dużego Pałacu marszałek Sejmu otrzymał dopiero po kilku dniach, gdy na kanwie publikacji Piotra Nisztora w „Gazecie Polskiej” prezydent zapisał w agendzie Rady Bezpieczeństwa Narodowego dyskusję nad wschodnimi kontaktami drugiej osoby w państwie, czyniąc ją – na jej wyraźne życzenie – swoim głównym antagonistą, przynajmniej chwilowo.
Nie jest to strategia zupełnie głupia. Po pierwsze, Nowa Lewica jest mniejszościowym, marginalizowanym koalicjantem, którego twarde sukcesy można policzyć na palcach jednej ręki. Jednocześnie z lewej strony podgryza ją Partia Razem, która nie będąc w rządzie unika kosztów związanych z niepowodzeniami gabinetu Donalda Tuska.
Po drugie, z badań wynika, że wyborcy Nowej Lewicy są w istocie radykalnie anty-PiS-owscy i antytrumpowscy, innymi słowy – antyprawicowi. W ostatnim sondażu CBOS aż 76 proc. elektoratu tej partii zadeklarowało, że źle ocenia prezydenturę obecnego lokatora Białego Domu.
W tym sensie Czarzasty szturchając raz po raz Trumpa i Nawrockiego nie rozmija się z oczekiwaniem swojej bazy – wręcz przeciwnie.
Tyle tylko, że – mimo antyprawicowych emocji – lewicy będzie bardzo trudno na tym paliwie popłynąć. Jeśli bowiem dla kogoś najpoważniejszą wyborczą motywacją jest chęć niedopuszczenia z powrotem do władzy ekipy Jarosława Kaczyńskiego, to nie ma powodów, dla których ktoś taki miałby oddać głos akurat na Nową Lewicę.
Rola antyprawicowego straszaka, partii, której naczelną (jeśli nie jedyną) tożsamością jest antypisizm została już dawno – kompleksowo, jak sądzę – zagospodarowana przez Koalicję Obywatelską.
To formacja Donalda Tuska jest najlepszym gwarantem braku powrotu PiS-u do władzy, to ona ma najsilniejsze karty w tej grze i dlatego jest dla fundamentalnie anty-PiS-owskiego elektoratu optymalnym wyborem. Rozmawiałem o tym na łamach Klubu Jagiellońskiego z dr. Tomaszem Markiewką.
Okazuje się więc, że Czarzasty bezwiednie wykonuje robotę dla Tuska – niczym stadionowy zapiewajło podjudza twardy elektorat, podczas gdy premier może spokojnie skupić się na opowieściach o Polsce jako o 20. gospodarce świata. Co prawda lider Lewicy nie będzie nic z tego miał, bo nie spije wyborczej śmietanki z własnej pracy, ale do braku ambicji w zakresie własnej podmiotowości powinniśmy byli się już przyzwyczaić.
Pytanie brzmi, co gdyby zmieniły się okoliczności? Gdyby – na przykład – Donald Tusk w swoim skręcie w prawo, które na ten moment nie odjęło mu wielu zwolenników, otwarcie dopuścił możliwość wejścia w koalicję z częścią Konfederacji? Z ludźmi, których liberalny elektorat uważa za niebezpieczną, skrajną prawicę?
Wówczas mogłoby się okazać, że ideowa mizeria Koalicji Obywatelskiej, niepotrafiącej bronić własnych wartości, obróci się przeciwko tym gorliwym praktykom post-polityki.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
