Grzegorz Jankowski: trybun ludowy czy trybun fałszywy?
Kim jest Grzegorz Jankowski? Trybunem ludowym, autentycznym wyrazicielem głosu milionów, kimś kto pochyla się nad zwykłymi ludźmi i ich problemami z intencją pomocy? Czy – na drugą nóżkę – kreacją, intencjonalnie przyjętą przez niego pozą i postawą, które nie mają celu innego niż prowokacja i zasięgi; jednym słowem: trybunem fałszywym?
W wydanej 10 lat temu książce Fakt. Tak było naprawdę znany dziś właściwie powszechnie redaktor Grzegorz Jankowski dokonuje ekscentrycznej, ale jednak autorefleksji.
„Zawsze mówiłem, że nie ma innych chorób niż grypa, katar i przeziębienie. Tak powtarzałem też dziennikarzom w »Fakcie« .
– A depresja? Miliony ludzi na to cierpią. Co na to powiesz? – odpowiadał zawsze Robert Krasowski, wówczas mój zastępca.
– Depresja? Jaka, k*rwa, depresja? Jak masz depresję, to idziesz na wódkę i nie masz depresji – odpowiadałem. Dziś jestem piętnaście lat starszy i wiem, że jest depresja. I wiem, że jest groźna i straszna. Ale wtedy miałem raptem trzydzieści cztery lata i wypuszczałem w świat pierwszą w Polsce gazetę bulwarową”.
Pytanie, które dziś możemy sobie zadać, brzmi, czy redaktor Jankowski po latach pamięta o tych słowach.
„Fakt”, czyli jak to było?
Grzegorz Jankowski to popularny dziennikarz, znany dziś odbiorcom przede wszystkim z programów publicystyczno-informacyjnych takich jak „Dobry wieczór, Polsko” czy „Punkt widzenia Jankowskiego” w Polsat News, z którym to związany jest od 2018 roku.
Wcześniej współtworzył m.in. „Newsweeka” z Tomaszem Wróblewskim, a na początku kariery pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”.
Najważniejszym doświadczeniem zawodowym Jankowskiego pozostaje jednak praca w dzienniku „Fakt” – tabloidzie, czy, jak sam go nazywa,„bulwarówce” – którego redaktorem naczelnym był przez 11 lat, od 2003 do 2014 roku.
Dla Jankowskiego „bulwarówka” nie jest określeniem pejoratywnym, ponieważ – jak pisał we wspomnianej książce – „to gazeta, którą robisz brzuchem. Którą musisz czuć, bo jest dla ludzi i jest ich głosem”.
„Głównym bohaterem naszej narracji jest człowiek skrzywdzony, bez pieniędzy, bez szans, obarczony rodziną, a nie polityk, nie ten, któremu się udało, nie ten, który odniósł sukces. Bo od samego patrzenia na sukces nie stanie się on udziałem patrzącego” – deklarował szef tabloidu.
„Fakt” wyrastał w kontrze do dwóch zjawisk. Pierwszym z nich była „Gazeta Wyborcza”, która zdaniem Jankowskiego dzieliła społeczeństwo na dwa obozy – tych, którzy nadawali się do marszu na Zachód, wykształconych i radzących sobie, oraz „kłopotliwą resztę”.
„W tej narracji nie występował interes społeczeństwa jako całości. Ważny był cel. Mamy się »ucywilizować« , być państwem tolerancyjnym, pozbawionym nacjonalizmów, wyuczonym politycznej poprawności. (…) I te nowe prawdy głoszono ludziom ex cathedra. Nauczano, prawiono, pouczano, prostowano” – czytamy na łamach książki Fakt. Tak było naprawdę.
Drugim deklarowanym przeciwnikiem Jankowskiego były natomiast reformy Leszka Balcerowicza i neoliberalny paradygmat w myśleniu o gospodarce, który zadomowił się w Polsce na kolejne lata.
„Wszystkim, na początku mnie także, wydawało się, że takie pójście na żywioł jest konieczne, że tak wygląda wolny rynek, kapitalistyczna gospodarka. Nie nadajesz się do pracy, zwalniamy cię. (…) A ty, człowieku? Cóż, urodziłeś się w PRL, nie znasz języków obcych, nie umiesz posługiwać się komputerem, nie masz żadnych umiejętności (…) sam więc jesteś sobie winien.
Nazywano tych ludzi frustratami, zarzucano im roszczeniowość. Rzecz jasna, było to dla nich szalenie krzywdzące, choćby z tego powodu, że nie wszyscy mogą być poliglotami i menedżerami. Ktoś musi sprzątać, prać, budować, zbierać śmieci, produkować te kable i traktory. Dla naszego wspólnego dobra. »Fakt« powstał właśnie dla tych ludzi” – pisał Jankowski.
Wszystko to brzmi jak geneza inteligenckiego pisma społecznego albo ruchu obywatelskiego. Tymczasem „Fakt” był pismem przede wszystkim sensacyjnym i obrazoburczym, a nie „ludowym”.
Historie w rodzaju: „Jezioro pełne wódki”. „Czajnik grozy chciał nas zabić”, „UFO mnie oszukało”, „Papier toaletowy zabił przyjaźń” boldowane w nagłówkach raczej jednoznacznie o tym świadczą.
Kiedy Jankowski tłumaczył po latach na łamach „Rzeczpospolitej” Robertowi Mazurkowi, że owszem „Fakt” był tabloidem epatującym sensacją, ale w odróżnieniu od innych miał misję w postaci oddania głosu zwykłym ludziom, (co Mazurek zresztą obśmiał), to nie brzmiał szczególnie wiarygodnie.
Pomimo tego „Fakt” świetnie sobie radził, już po kilku miesiącach sprzedawał się w nakładach 500-600 tysięcy egzemplarzy, a niektóre wydania sięgały miliona. Jankowski opuścił „Fakt” w 2014, powody tej decyzji zachowując dla siebie.
Od tamtej pory minęło jednak 12 lat.
Trybun ludowy…
W dzisiejszej działalności w Polsat News Jankowski koncentruje się przede wszystkim na analizie bieżących wydarzeń politycznych i społecznych z udziałem gości. Jak podaje profil Emocje w sieci, na X jeszcze w listopadzie 2025 roku był drugim pod względem wyświetleń dziennikarzem w Polsce.
Wydaje się, że o popularności redaktora decyduje nie tylko jego dziennikarski warsztat i poruszanie namacalnych problemów społecznych, ale też specyficzna metoda komunikacji z odbiorcami.
Jankowski kontynuuje bowiem swoją misję z czasów „Faktu”. Chętnie wciela się w rolę trybuna ludowego, wyraziciela i obrońcę „zwykłego człowieka”. Zainterweniował na przykład – nie bez racji – kiedy dr Przemysław Witkowski stwierdził, że „nie interesuje go, co biedni ludzie myślą”. Dziennikarz regularnie wypomina również kolejnym gościom, że są reprezentantami warszawskiej elity, a w swoich mediach społecznościowych publikuje prywatne wiadomości od widzów opisujących życiowe dramaty.
Można mieć oczywiście wątpliwości, czy strategia ta wynika i wynikała od początku z empatii i dobroci serca, czy też raczej z czegoś innego, zimnej kalkulacji nie wyłączając. Istnieje jednak pokaźna grupa osób, dla których redaktor Jankowski w swoim byciu ,,popularem” jest wiarygodny, i są to jego oddani widzowie.
Wystarczy wejść na facebookowy profil redaktora, zobaczyć posty, w których mówi o ubóstwie energetycznym, o emerytach czy świadczeniach pieniężnych, a następnie przejść do sekcji komentarzy. Wiele wskazuje na to, że odbiorcy czują się przez niego reprezentowani, że pełni on rolę specyficznego pośrednika między władzą a obywatelem.
Nie ma tu mowy o żadnej marksistowskiej ,,fałszywej świadomości”. Jankowski po prostu, często i głośno mówi to, co myśli jego widz.
…czy trybun fałszywy?
Jednocześnie jednak część wypowiedzi red. Jankowskiego budzi skrajnie negatywne emocje i trudno twierdzić, że są zupełnie bezpodstawne.
Przed świętami, 4 grudnia, Jankowski na antenie Polsat News w niesławnych już słowach walczył z samotnością w taki oto sposób:
„Pogadamy o waszym ulubionym temacie, czyli o samotności. Pojedziecie na święta do rodziców, pojedziecie sami oczywiście. Połowa z was, którzy nas teraz oglądają, oczywiście są samotni. Jest piątek, piąteczek, piątunio, zimny piąteczek, więc kubeczek, kołdereczka, jakiś streaming wieczorem.
No i potem rano się obudzimy, potem jakaś siłownia, tego rodzaju rzeczy. I będziecie samotni jutro, będziecie samotni w niedzielę, potem w poniedziałek do roboty.
I na święta do mamy i taty. A co jak mamy i taty zabraknie? Siostry, brata, jeżeli w ogóle siostra i brat jest oczywiście. No wiem, że was to od razu denerwuje i tak dalej, rzucacie we mnie w kapcie, ale trudno, będę wam o tym mówił codziennie, kochani. Ta wasza samotność”.
Kiedy indziej, 2 stycznia tego roku, wcielił się w rolę psychologa dla par, sugerując zdjęcie z siebie brudnego ubrania i „niesyczenia” na siebie:
„Nie ma czegoś takiego, że wymienimy sobie człowieka na lepszy model. (…) O relację warto zawalczyć. Oczywiście poza sytuacjami przemocowymi, tego rodzaju rzeczami. To jest oczywiste.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. I do ciebie to mówię – i do pani, i do pana mówię w tej chwili: to jest tak, że każdy człowiek może się zmienić. Ty możesz przestać z tymi skarpetkami wymiętolonymi, w brudnej podkoszulce chodzić. Ty możesz przestać na niego syczeć po prostu. Może tak być. On się zmieni i ona się zmieni. Warto walczyć o nią”.
Jeszcze innym razem, niczym coach, zachęcał kobiety, aby obniżyły swoje oczekiwania wobec mężczyzn, a mężczyzn zaś, by wyszli z „wyrka” i wszyscy przestali narzekać:
„Co ludzie samotni widzą w swojej przyszłości? Widzisz swoje przyjęcie urodzinowe, jak będziesz miał 60 lat? Kto przyjdzie? Rodziców już nie. Dzieci też nie. Bo ich nie będzie.
To może sąsiad z klatki? Kochani, trzeba z tego wyjść. Kobieto, nie miej wysokich wymagań i zejdź na ziemię. Facet, weź się za siebie. Wyjdź z tego wyrka. Wy tylko narzekacie i narzekacie, zróbcie coś ze sobą”.
Wypowiedzi red. Jankowskiego spod znaku apostrof i poradnictwa wygłaszanych do widzów wywołały oczywiście informację zwrotną. Patrycja Wieczorkiewicz, współautorka książki Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności w kontekście pierwszego z cytatów stwierdziła, że Jankowski „kpi z samotnych widzów”.
Skomplikowane problemy, proste recepty
Kim jest więc Grzegorz Jankowski? Trybunem ludowym, autentycznym wyrazicielem głosu milionów, kimś kto pochyla się nad zwykłymi ludźmi i ich problemami z intencją pomocy?
Autorem facebookowych postów o dziesiątkach tysięcy polubień, w setkach lub tysiącach podawanych dalej z intencją pokazania znajomym, jak redaktor Jankowski wygarnął „warszawskiej elicie”, że syty głodnego nie rozumie? Czy – na drugą nóżkę – kreacją, intencjonalnie przyjętą przez niego pozą i postawą, które nie mają celu innego niż prowokacja i zasięgi; jednym słowem: trybunem fałszywym?
Nie jest wykluczone, że po trochu wszystkim naraz. Nie wdając się jednak w spekulatywną psychologię, przyjmijmy, że jest to kreacja. Ta zaś, choć z definicji sztuczna, może być zarówno nośnikiem wartości, jak i społecznych szkód.
Jankowski niewątpliwie dotyka realnych problemów: prekaryjnych form zatrudnienia, kryzysu mieszkaniowego, ubóstwa energetycznego czy trudnej sytuacji drobnych przedsiębiorców, by wymienić tylko kilka z nich.
W przeciwieństwie do przedstawicieli niemałej części środowiska medialnego Jankowski unika też jednoznacznej identyfikacji partyjnej, zwraca się w sposób populistyczny – co nie oznacza, że automatycznie zły – w imieniu współobywateli do klasy politycznej jako całości.
Własne moralitety redaktor Jankowski często stawia jednak ponad wiedzą ekspercką. Z całego „rynku idei” dotyczących kryzysu relacji wybiera często najprostsze recepty: obniżanie oczekiwań, „wzięcie się za siebie” czy oskarżania samotnych, że podoba im się ich pozycja. Właśnie takie wypowiedzi – a nie półgodzinne rozmowy z ekspertami – generują największe zasięgi i są przez autora najchętniej eksponowane.
Jak wynika z badań CBOS „Młodzi i media społecznościowe”, informacje z telewizji czerpią Polacy przede wszystkim w wieku 30-44 lat, z czego największy odsetek (39%) stanowią ci w wieku 40-44 lat.
To grupy, które rzadziej funkcjonują w twitterowych bańkach krytycznych wobec Jankowskiego. W efekcie, jego recepty, jak zwrócili uwagę choćby autorzy kanału „Nie wiem, ale się dowiem”, mogą nie tylko trywializować złożone problemy społeczne, ale też zwyczajnie pogłębiać napięcia międzypokoleniowe.
Bo przecież wystarczy przestać narzekać, obniżyć oczekiwania i założyć schludne ubranie. A to już brzmi dość znajomo, jak przerysowana wersja „Wyborczej” i Balcerowicza, w kontrze do których Jankowski przecież się pozycjonował.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.