Duchowość lat 90. Chaos, głód sensu i sekta NIEBO jako znak epoki
Lata 90. w Polsce to czas transformacji, chaosu i synkretyzmu, gdzie magia mieszała się z religią, a sekty takie jak „Niebo” oferowały obietnicę sensu w pogrążonym w anarchii świecie. W najnowszym odcinku „Kultury Poświęconej” Konstanty Pilawa, Piotr Kaszczyszyn i Mateusz Tondera dyskutują o serialu HBO „Niebo. Rok w piekle”.
„Niebo”: obraz Polski lat 90.
Dyskusja na temat serialu „Niebo. Rok w piekle” obraca się wokół kontekstu kulturowego nakreślonego przez produkcję HBO. Jak zauważa Mateusz Tondera, głównym motywem serialu jest silne poczucie zagubienia sensu w chaotycznej rzeczywistości.
– Bohaterowie desperacko szukają prostego drogowskazu, który w jednej chwili wszystko by uporządkował. W gruncie rzeczy wszyscy w tym serialu pragną quick fixu, szybkiego, natychmiastowego rozwiązania, które da im poczucie, że wreszcie coś dostali – komentuje.
Dodaje, że historia Sebastiana Kellera to przede wszystkim opowieść o próbie szybkiego znalezienia tożsamości przez fałszywą drogę:
– To jest próba pokazania człowieka, który nie ma głosu ani tożsamości, bo jest młody i jeszcze jej w sobie nie wykształcił, a jednocześnie rozpaczliwie pragnie je mieć. Jest w nim jakaś wielka pustka, którą chce zapełnić; to potrzeba odnalezienia i uzyskania własnej tożsamości. Serial ukazuje „Niebo” jako ścieżkę prowadzącą do tego spełnienia, która ostatecznie okazuje się jeszcze bardziej niszczyć tożsamość.
Piotr Kaszczyszyn idzie o krok dalej, twierdząc, że „Niebo. Rok w piekle” jest duchową historią transformacji ustrojowej. Jako argument na poparcie tej tezy wskazuje nieobecność ojca w życiu protagonisty, przez co pozostaje on bez formy i treści, niczym Polska lat 90.
– Ojciec Sebastiana zniknął, w pewnym momencie zostawił rodzinę, a Sebastian właściwie go nie pamięta. Moim zdaniem Niebo bardzo wyraźnie funkcjonuje też jako taka kolektywna figura ojca. Zresztą w pewnym momencie Bogdan Kacmajor wprost mówi, że wszyscy tutaj tworzą nową rodzinę.
Widzę tu silne osadzenie metaforyczne. Symbol ojca jest w gruncie rzeczy symbolem porządku, ładu i poczucia sensu. W sytuacji, w której brakuje fizycznego ojca, w dużej mierze można to odczytywać jako analogię do lat 90., które również nie miały takiego symbolicznego ojca, zwłaszcza w pierwszych latach transformacji ustrojowej – twierdzi współgospodarz „Kultury Poświęconej”.
Oaza przed Dzikim Wschodem
Jak twierdzi Konstanty Pilawa, w produkcji HBO tkwi zmarnowany potencjał. Podobnie jak Piotr Kaszczyszyn zauważa on podjęcie próby skomentowania rzeczywistości lat 90., lecz nie jest ona satysfakcjonująca.
– Intrygujące jest to, że twórcy korzystają z sekty Niebo stworzonej w konkretnej rzeczywistości polskiej transformacji ustrojowej i społecznej. Tak naprawdę lata 90. są traktowane, moim zdaniem, dość po macoszemu – mówi.
Pilawa zwraca szczególną uwagę na wątek totalnej niewydolności polskiego państwa, a więc elementu charakterystycznego dla okresu transformacji, który jednak nie został wystarczająco rozwinięty w serialu.
– Kiedy żona Sebastiana chce zwrócić się do policji o pomoc w poszukiwaniach ich dziecka, które zostało porwane, funkcjonariusze patrzą na nią jak na ćpunkę, bo pochodzi z „Nieba”. Panuje powszechne przekonanie, że państwo nie pomaga ćpunom, należy ich wyrzucić poza nawias społeczny, aby nie pokazywali się „poważnym ludziom”. Ten wątek co prawda jest, ale znowu zostało to bardzo delikatnie zasugerowane – twierdzi.
Nieobecność państwa jest jednak tylko jedną z wielu patologii, która toczyła Polskę lat 90.; ze względu na szeroką skalę przestępczości i bezprawia w naszym kraju panował tzw. Dziki Wschód. Na kanwie tej refleksji Pilawa przytoczył cytat, który tylko potwierdza ogrom panującej wówczas przemocy:
„W Polsce padł rekord w zabijaniu. W 1993 roku popełniono 1106 morderstw. Takiej liczby w powojennych czasach jeszcze nie notowano. Zabija się głównie po pijanemu. Zabójcy przeważnie pozbawiają życia kogoś sobie bliskiego. Najczęstszym narzędziem jest nóż”.
Według Kaszczyszyna, zrozumiałym jest, że w tamtym czasie część ludzi postrzegała takie sekty jak „Niebo” jako potencjalne schronienie przed brutalną rzeczywistością.
– Z tej perspektywy zgadzam się, że Niebo mogło zachęcać ludzi. Takie przekonanie, że skoro na zewnątrz jest niebezpiecznie, to może rzeczywiście warto znaleźć sobie taką oazę, w której przemoc zniknie – mówi współgospodarz „Kultury Poświęconej”
Kościół a sekta
Na koniec dyskusji Konstanty Pilawa zadaje pytanie, czy serial „Niebo. Rok w piekle” jest wyjątkową opowieścią dla obecnej polskiej popkultury, ponieważ ostatecznie przedstawia pozytywny obraz Kościoła katolickiego i kapłana, który wyprowadza z sekty człowieka i przez to ratuje jego duszę.
Piotr Kaszczyszyn nie zgadza się z tezą, że obraz Kościoła w serialu jest jednoznacznie pozytywny, lecz jego zdaniem jest on wyraźnie dwuznaczny.
– Serial nie jest czarną legendą ani klasyczną antyklerykalną narracją w stylu Krytyki Politycznej, która Kościół krytykuje za wszystko i do spodu. Twórcy jednak konsekwentnie budują paralelę między sektą Niebo a Kościołem: sekta małpuje struktury i propozycje chrześcijańskie poprzez odrzucenie wartości materialnych na rzecz duchowości, budowanie osobistych relacji, odrzucenie przemocy, itp.
Na poziomie symbolicznym pozytywny jest jednak młody ksiądz, który wyprowadza bohatera z sekty. Ta postać reprezentuje chrześcijaństwo racjonalne i rozumowe. To tama przeciwko ezoterycznej irracjonalności lat 90. To ksiądz w duchu Tomka Stawiszyńskiego z „Powrotu Fatum”: mówi „stop”, porzuć bioenergoterapię, wróć do rozumu. To pozytywne, choć w nieoczywisty sposób – puentuje Kaszczyszyn.
Nawiązując do wypowiedzi Kaszczyszyna, Mateusz Tondera twierdzi, że w katolickim kraju nie da się opowiadać o sekcie, która chce być chrześcijańska, bez pokazania tych paralel; one po prostu istnieją i dlatego sekty są skuteczne oraz groźne dla religii zorganizowanej.
– Spodziewałem się więc po serialu najprostszej krytyki katolicyzmu w stylu „wy też jesteście dużą sektą, tylko lepiej zorganizowaną, która wyciąga więcej pieniędzy i zostawia więcej przestrzeni”. Serial tego nie robi. Buduje te podobieństwa uczciwie intelektualnie, pokazuje, na czym polega atrakcyjność sekty, ale jednocześnie pokazuje, że Kościół musiał gdzieś zawieść, inaczej Niebo nie byłoby potrzebne.
Pokazuje też, że zawiodła jałowa, niekonstruktywna dewocja matki, która nic nie budowała w synu. Matka przechodzi jednak drogę w dobrą stronę: wybacza, nie zamyka się, porzuca jałową pobożność, a jednocześnie nie rezygnuje z chęci duchowego ocalenia syna. Zaskakujące jest za to potraktowanie ojca ateisty-biznesmena: odrzuca Boga i na końcu odrzuca córkę. To odwrócenie współczesnego schematu – konkluduje Tondera.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
