Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Szkoła to teatr ocen. Cyfry są potrzebne, choć nie mówią wszystkiego

Szkoła to teatr ocen. Cyfry są potrzebne, choć nie mówią wszystkiego żródło: https://app.envato.com/

Stawianie ocen nie segreguje uczniów. To konieczność. Cyfry są tylko elementem systemu, nie mniej dziś potrzebną niż rozmowa. Wierzę, że to od nauczycieli zależy, jak uczniowie się w nim odnajdą.

Czy cyfry segregują?

Za mną kolejne miesiące przedstawienia szkolnego, w którym gram niewdzięczną rolę belferki. Kilka dni temu zamknęłam Librusa. Skończyłam wpisywanie ocen semestralnych 60 uczniom i uczennicom – 60 cyfr w dzienniku od niedostatecznej (1) do celującej (6). Za mną także 60 indywidualnych rozmów o powodach wystawienia takiego, a nie innego stopnia, dyskusji o tym, jak sprawdziliśmy się – uczniowie i ja – w swoich rolach.

W tym samym czasie przeczytałam artykuł Martyny Leszczyńskiej na łamach Więzi, w którym autorka zastanawia się, czy oceny sprzyjają segregacji uczniów. Zaczęłam zastanawiać się, czy również ich dzielę i sortuję – jeden: jesteś beznadziejny; trzy: mogło być lepiej, widać, że czytasz tylko streszczenia; cztery: masz potencjał, ale interpunkcja do poprawy; sześć: brawo, chodzisz do opery z własnej woli.

Nie wyobrażam sobie moich uczniów w rządku, ustawionych od najlepszego do najgorszego z języka polskiego, chociaż byłabym w stanie wskazać, kto radzi sobie słabo z mojego przedmiotu, a kto dobrze. Każda z osób, którą nauczam, jest dla mnie człowiekiem – z określonymi kompetencjami, umiejętnościami, konkretną wiedzą, ale też brakami i problemami, także tymi pozaszkolnymi, o których nie zawsze się mówi, ale które ogromnie wpływają na szkolną codzienność.

Czy z powodu tego, że wystawiam oceny – moi uczniowie twierdzą nawet, że więcej niż pozostali – dehumanizuję młodzież? Mam nadzieję, że nie. Bo cyfry są tylko elementem procesu (nakazanym przez system) zwanego edukacją. Wierzę, że to wciąż ode mnie jako nauczycielki zależy, jak się w nim odnajdę i jak – dzięki mnie – odnajdą się w nim uczniowie.

Żyjemy w świecie cyfr i liczb

Nie ma sensu oszukiwać, że nigdy poza szkołą nie spotkamy się z liczbami. Zaczynamy już przy urodzeniu od skali Apgar, później podstawówka, procenty i punkty przy egzaminie ósmoklasisty i na maturze, rekrutacja na studia, oceny podczas nich.

Do tego inne dziedziny życia, gdzie liczby są wszechobecne: BMI, kcal, stan konta, kredyty, wypłaty – wyrażamy się nimi, żeby uprościć, wizualizować efekty i oszacować nasze możliwości. Szkoła bez cyfr jest w dużej mierze utopią, która zakłamuje to, co spotykamy na co dzień. Usunięcie stopni miałoby sens, jeśli zmienilibyśmy cały system edukacji, łącznie z nauką wyższą, a nie ograniczali pomysłu jedynie do podstawówek i liceów.

Gdy zaczynałam pracę w szkole, byłam wielką przeciwniczką ocen. Nie widziałam w nich sensu. Chciałam nauczać przez praktykę i rozmowy. Moje wyobrażenia o szkole zderzyły się jednak z rzeczywistością. Zweryfikowałam własne podejście do systemu, kiedy stałam się pionkiem w maszynie placówek, kuratoriów i MEN-u.

W trzecim roku nauczania nie mam już sił na walkę z systemem i stawanie okoniem wobec wszystkiego, co nie gra w szkole. Wiem, że jeśli chcę w nim przetrwać, to muszę być od niego sprytniejsza, postarać się go przechytrzyć.

Oceny cyfrowe są uproszczoną informacją, z której korzystam na co dzień, zwłaszcza wtedy, kiedy nie mam czasu na rozmowę. Przy czterech godzinach tygodniowo w każdej klasie (a język polski jest pod tym kątem i tak luksusowym przedmiotem) nie mam przestrzeni na indywidualizację podczas każdej lekcji i szczegółową rozmowę o każdym stopniu. Jestem reżyserką z olbrzymią trupą teatralną – a nasz spektakl trwa jedynie 45 minut.

Pośrednim rozwiązaniem są komentarze zamieszczane przy notach w dzienniku elektronicznym, które dodaję niemal za każdym razem. Cyfry pomagają mi również uporządkować wiedzę o postępie lub regresie ucznia. Tym samym tworzę statystykę, którą uzupełniam na bieżąco. Taka ocena ma sens dla mnie – nauczycielki. Dla uczniów również, jeśli nie jest jedyną informacją, jaką dostają –  gdyby tak było, wówczas cyfry zakłamywałyby rzeczywistość, a nie ją upraszczały.

Szkoła to teatr, ale postanowiłam nie odgrywać wyznaczonej mi roli, a być performerką, która dostosowuje się do okoliczności. Dlatego wystawiam oceny cyfrowe, bo muszę – do tego obligują mnie statut i ustawa. Dlatego też stawiam na relacje i rozmawiam z uczniami, każdym po kolei – żeby liczby nie były jedyną informacją zwrotną.

Co uczniowie myślą o ocenach?

Sprowokowana myśleniem o segregowaniu uczniów, zapytałam samych zainteresowanych, co sądzą o ocenach cyfrowych. W przeważającej większości wypowiadali się o nich negatywnie, bo ich efekty nauczania są sprowadzane do punktów i nie oddają prawdziwych kompetencji.

Zauważali jednak, że czasami ocena potrafi motywować do poprawy, zwłaszcza gdy trafi się jedna gorsza – pokazująca, że jakaś partia materiału nie jest opanowana. Odzwierciedlają one też system, z którym spotykają się tak czy inaczej – podczas egzaminów i matury.

Co ciekawe, inaczej motywacja wygląda w praktyce. Przed końcem semestru pisaliśmy sprawdzian z Dziadów cz. III Adama Mickiewicza – najtrudniejszej lektury obowiązkowej w liceum. Powiedziałam, że stopień z niego będzie znaczący, zwłaszcza jeśli ocena śródroczna się waha. Ponad połowa klasy ścisłej poprosiła mnie, żebym sprawdziła klasówkę jeszcze w semestrze zimowym, żeby uwzględnić wynik przy klasyfikacji.

Efekty były bardzo dobre: wyniki oscylowały między 60% a 100%, mimo że test był obiektywnie trudny, bo zawierał wyłącznie zadania otwarte. Zwracałam także uwagę na poprawność językową. Uczniowie sami – bez ściągania i AI – zmotywowali się do nauki, bo zależało im na ocenie i opanowaniu materiału. Jestem z nich dumna. Ocena okazała się jedynie środkiem do osiągnięcia celu.

Liceum to nie studia

Spotkałam się z wykładowcami akademickimi, którzy wystawiają zaliczenie za obecność, a konkretny stopień uzależniają od aktywności na zajęciach. Jako studentka doceniałam taką możliwość.

Musimy jednak zrozumieć, że dla dzieci i młodzieży motywacja własna jest dopiero rodzącym się konceptem. Wiele osób na tym etapie edukacji jeszcze nie widzi sensu starań, zwłaszcza jeśli nie dostali przykładu w domu. To dopiero czas kształtowania tożsamości. 12 lat szkoły to kolejne próby, w trakcie których dostajemy punkty, dzięki czemu łatwiej będzie nam wybrać odpowiednią rolę w przyszłości.

Nie uważam, że obecne zasady oceniania są idealne, ale na pewno mają swoje plusy, w przeciwieństwie do licznych innych elementów systemu, w którym uczniowie, nauczyciele i rodzice poruszają się na co dzień. Na pewno warto docenić to, że dzięki stopniom możemy porównywać wyniki na przestrzeni lat, korygować błędy, wyciągać wnioski.

Ogromnym minusem jest stres, który wiąże się z tym, że często kilkadziesiąt minut ma zobrazować godziny nauki. Tutaj największą rolę odgrywamy my – pedagodzy i rodzice. Musimy pokazać, że ocena nie jest celem samym w sobie; nie świadczy o tym, kim jesteś, a jedynie upraszcza i obrazuje wyniki twojej pracy.

Rodzice nie muszą komentować każdego wpisu w Librusie, mogą poczekać na długotrwałe efekty bądź zebranie. Nauczyciele nie muszą za każdym razem robić testu ABC czy wyciągać średniej. Bez oceniania, które będzie rozmową, wskazywaniem zalet i wad, tego, co dobre i błędne, nie ma mowy o rozwoju, a to przecież on jest kwintesencją edukacji.

Oceny cyfrowe są jedynie narzędziem. Od nas, belfrów, zależy, jak z niego skorzystamy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.