Bezpieczeństwo żywnościowe ma strategiczne znaczenie. Musimy odbudować spółdzielczość
W Polsce trwa dyskusja o zakupach broni, sojuszach wojskowych i dostawach energii. Warto jednak zapytać, czy w razie poważnego kryzysu międzynarodowego znajdziemy w sklepach podstawowe artykuły spożywcze?
Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku! Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji klubjagiellonski.pl.
Defetyzm zamiast debaty
Obecna debata publiczna na temat rolnictwa popada w skrajny defetyzm. Ma nas wykończyć umowa stowarzyszeniowa Unii Europejskiej z Ukrainą oraz umowa Unii Europejskiej z krajami Mercosur – obawiamy się żywności, która trafi na rynek UE z Ameryki Południowej i Ukrainy.
Wiele osób słusznie zauważa, że produkty te nie muszą spełniać tak wyśrubowanych norm i standardów, jakie narzucają europejskie instytucje rolnikom z krajów członkowskich. Nasi rolnicy przez dwie dekady inwestowali w swoje gospodarstwa, aby spełnić szereg unijnych wymogów, a dziś dowiadują się, że ktoś, kto tych warunków nie spełnia, będzie miał dostęp do europejskiego rynku.
Czy ten alarm jest uzasadniony?
Mercosur to zagrożenie
Polska jest w czołówce producentów żywca wieprzowego, jabłek, buraków cukrowych czy mleka, a eksport niektórych produktów do UE i poza nią ma ogromną wartość gospodarczą. Jednak z faktu, że rośnie eksport, wcale nie oznacza, że nasz rolnik zarobił na swojej pracy.
Ogromna część zysku z jego wysiłku trafia dziś do pośredników i zagranicznych sieci handlowych kontrolujących rynek. Świadczą o tym dramatyczne apele rolników, by przyjeżdżać na ich pola i brać plony nawet za darmo, bo nie opłaca się ich zbierać.
Zależność naszego kraju od importu części surowców rolno-spożywczych i koncentracja dystrybucji w rękach dużych sieci handlowych ogranicza faktyczną autonomię Polski. System magazynowania i transportu jest dziś poza kontrolą państwa, gdyż ludzie, którzy za to odpowiadają, są pracownikami międzynarodowych koncernów.
Scenariusz pustych półek w sklepach wydaje nam się dziś irracjonalny i abstrakcyjny, trzeba jednak zdać sobie sprawę, że za ich zaopatrzenie często odpowiadają koncerny, które nie mają silnych związków z Polską.
Polski Carrefour
W listopadzie 2025 r. temat, który jeszcze niedawno wydawał się egzotycznym pomysłem, awansował do grona głównych debat: czy Krajowa Grupa Spożywcza (KGS) powinna przejąć sklepy i centra handlowe sieci Carrefour, skoro są na sprzedaż?
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oficjalnie zarekomendowało taką transakcję, argumentując, że może to wzmocnić pozycję polskich producentów i stworzyć krajową sieć o strategicznym znaczeniu.
Krytycy projektu alarmują, że pomysł ten mija się z ekonomiczną rzeczywistością. KGS – mimo że ma większościowy udział Skarbu Państwa – jest spółką o słabej kondycji finansowej. W obronie tej transakcji pada jednak argument, że ma ona polegać nie tylko na efektywnym ekonomicznie zakupie spółki i maksymalizacji zysków, ale przede wszystkim na rozwiązaniu piętrzących się pokoleniowych problemów.
Nie chodzi o to, by rolnik dostał 40 groszy więcej za kilogram ziemniaków. Chodzi o rozwiązanie strukturalnych problemów, o zerwanie z obecnym, rodzącym patologie systemem utrzymywania kolejnych pokoleń rolników w ekonomicznej niepewności.
Demografia to też problem rolnictwa
Czy bowiem młodzi polscy rolnicy będą chcieli przejąć rodzinne gospodarstwo, widząc na własne oczy, że miesiące ciężkiej pracy ich rodziców nie przynoszą znaczących efektów? Czy jesteśmy gotowi na kolejne fale migracji ze wsi do miast?
Zaledwie 12 proc. rolników w UE ma mniej niż 40 lat (średnia to 57 lat). W Polsce ten odsetek wynosi 21 proc. i jest jednym z najwyższych wśród krajów członkowskich. Nie oznacza to jednak, że możemy odetchnąć z ulgą. Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej, opublikował raport „Młodzież ucieka ze wsi. Sektor rolniczy mierzy się z wyzwaniami demograficznymi”, potwierdzając w nim, że dzieci niekoniecznie chcą przejmować gospodarstwa od rodziców.
Młodzi polscy rolnicy w większości nie chcą dopłat i dofinansowań. Chcą, by produkcja rolna najzwyczajniej w świecie była opłacalna, żeby dało się uczciwie zarobić z uczciwej pracy. Pomimo licznych mechanizmów wsparcia nie udało się do tego przez wiele lat doprowadzić.
Spółdzielczość to przyszłość
Receptą na te bolączki może być spółdzielczość. To właśnie dzięki niej pozycja duńskich, włoskich czy francuskich rolników jest zupełnie inna na wspólnotowym rynku niż polskich. Wypracowane zyski spółdzielni dzielone są na całą społeczność, która przyczyniła się do wypracowania kapitału.
W Polsce warto odwołać się do ruchu spółdzielczego Społem, budowanego przez Romualda Mielczarskiego, do którego w 1926 r. należało ponad 850 stowarzyszeń, 1670 sklepów i 550 tys. członków. Cały ten dorobek zniszczyła wojna. Skoro odbudowujemy Pałac Saski, być może to narodowe dziedzictwo również powinniśmy odtworzyć?
Potrzebujemy instytucji, która weźmie na siebie najcięższe elementy prowadzenia zintegrowanej działalności, kwestie prawne, marketing czy sieć dystrybucji.
Dlatego zakup Carrefoura może się okazać paradoksalnie najtańszym i najprostszym sposobem na rozwiązanie różnorodnych problemów na rynku rolno-spożywczym. Po przejęciu takiego podmiotu moglibyśmy łatwo odbudować strukturę spółdzielczości w Polsce.
Jedno wiadomo na pewno. Bezpieczeństwo żywnościowe to tak samo ważny aspekt naszej suwerenności jak infrastruktura energetyczna, kolejowa czy sprawna i dobrze wyposażona armia. Bez znaczącej interwencji naszych władz w rolnictwo nie będziemy suwerenni.