Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Rozwody i systemowa krzywda rodzin. Jak zreformować prawo rodzinne?

Rozwody i systemowa krzywda rodzin. Jak zreformować prawo rodzinne? źródło: envato.com; Lifetime Commercial License

Rozwody w Polsce są coraz częstsze i szczególnie dotkliwie uderzają w dzieci. Dla rodziców rozstanie w obecnych realiach prawnych bywa równie wyniszczające, zwłaszcza gdy jedna ze stron działa nieuczciwie. Tymczasem państwo mogłoby realnie ograniczyć te dramaty poprzez kilka prostych zmian w prawie.

Historie osób prywatnych przedstawione w materiale są oparte na prawdziwych wydarzeniach. Imię głównego bohatera artykułu, jak i inne nieistotne dla sprawy szczegóły zostały zmienione.

Sprawę warto zilustrować na konkretnym przykładzie małżeństwa pana Artura, mieszkającego w jednym z miast południowej Polski, którego uczęszczająca do szkoły córka przeszła rozwód rodziców. Rodzice opiekowali się dzieckiem zawsze wspólnie, ponieważ Artur od samego początku bardzo chętnie i odpowiedzialnie brał udział w wychowaniu córki, tak samo jak matka. Oboje pracowali na pełen etat, więc dzielili obowiązki i czas spędzany z dzieckiem po połowie.

Od pewnego czasu żona Artura zaczęła układać sobie nowy związek, w tajemnicy przed mężem. Gdy sprawa wyszła na jaw, mąż poprosił ją, by do niego wróciła oraz o rozpoczęcie terapii małżeńskiej, lecz otrzymał odmowę.

Okazało się, że żona bez jego wiedzy złożyła już wniosek rozwodowy, w którym zaproponowała mężowi pobyt z córką w wymiarze zaledwie jednego popołudnia w tygodniu i dwóch weekendów w miesiącu, równocześnie żądając od niego mocno wygórowanych pieniędzy na zdrowe dziecko (3500 zł/mc).

W tym celu złożyła nawet wniosek o zabezpieczenie alimentów – nie było podstaw ku temu, ale w polskim prawie nie istnieje żadna sankcja za nadużywanie tej instytucji, nie istnieje też żadna sankcja za zawyżanie kosztów.

Żona wraz z córką wyprowadziła się do mieszkania swojego nowego partnera (obcego dla córki mężczyzny). Po konsultacji z prawnikiem Artur zrozumiał, że prawo rodzinne w Polsce jest skonstruowane tak, by jedynie pogłębiać rywalizację między rodzicami, zamiast wspierać jedność rodziny i dobro dzieci.

Odmowa rozwodu i orzekanie o winie

Odmowa rozwodu jest tożsama z rozwodem z orzekaniem o winie. To ścieżka, która poza uzyskaniem „satysfakcji” oraz znacznie dłuższym procesem niczego więcej nie wnosi. Istnienie tej instytucji powoduje natomiast strach u skonfliktowanych małżonków, który często prowadzi do zbierania przeciwko sobie rozmaitych dowodów, niszcząc resztki zaufania w rodzinie.

Takich dowodów, przede wszystkim potajemnie nagranych kłótni, które przez ostatnich kilka lat małżeństwa siłą rzeczy się zdarzały, żona Artura na wszelki wypadek trochę zebrała, aby w razie potrzeby twierdzić, że pierwotną winę za rozpad małżeństwa ponosi jej mąż. Arturowi dla równowagi pozostały dowody zdrady, które w międzyczasie skompletował. Oczywiście na skutek tak spotęgowanego konfliktu między rodzicami najbardziej cierpią zawsze dzieci.

Orzekanie o winie powinno być zlikwidowane dla dobra relacji społecznych całkowicie, podobnie jak w Niemczech, gdzie prawo nie przewiduje orzekania o winie wcale. Istnienie tej instytucji nie ułatwia małżonkom porozumienia, lecz przekierowuje ich uwagę na konieczność udowodnienia zaniedbań drugiej strony.

Ewentualna możliwość zasądzania alimentów na byłego małżonka w dzisiejszych czasach nie chroni rodziny, lecz promuje osoby roszczeniowe lub celowo nieaktywne zawodowo oraz zniechęca do nawiązywania trwałych relacji z gorzej usytuowanymi czy niepełnosprawnymi. Osoby z awersją do ryzyka zniechęca zaś do zawierania ślubów w ogóle, ponieważ bezpieczniejsze staje się życie w związkach nieformalnych lub w samotności.

Opieka naprzemienna

Artur, mimo silnych emocji, zgodził się na rozwód bez orzekania o winie. Najbardziej zależało mu na równym udziale w wychowaniu dziecka, uznając to za najlepsze rozwiązanie dla córki. Zaproponował opiekę naprzemienną z jasnym podziałem na poszczególne dni tygodnia. Żona odmówiła, a w Polsce opieka naprzemienna jest możliwa wyłącznie za zgodą obojga rodziców. Po konsultacji z prawnikiem Artur dowiedział się, że taka odmowa jest w praktyce standardem i często wiąże się z dążeniem do wyższych alimentów.

W tej sytuacji miał tylko dwie opcje: zgodzić się, by córka mieszkała głównie z matką i jej partnerem, co groziłoby osłabieniem relacji z ojcem (córka widziałaby go rzadziej niż nowego partnera matki), albo walczyć o to, by mieszkała głównie z nim – mimo niewielkich szans i ryzyka pogorszenia równie ważnej relacji z matką. Oba rozwiązania prowadzą do eskalacji konfliktu, ze szkodą dla dziecka.

Sytuacja ta pokazuje, że polskie prawo powinno ustanowić opiekę naprzemienną jako rozwiązanie domyślne po rozwodzie, od którego zaczyna się postępowanie, jak ma to miejsce m.in. w Czechach i wielu krajach Europy Zachodniej. Obecnie w Polsce nadal obowiązuje anachroniczny model rodzica wiodącego i „dochodzącego”, wywodzący się z kodeksu z lat 60. XX wieku.

Dopiero dobrowolna rezygnacja jednego z rodziców z połowy czasu lub realna niemożność sprawowania opieki (np. powodowana aspektami na gruncie prawa karnego) powinna uzasadniać ustalenie miejsca zamieszkania dziecka tylko u jednego z nich. Badania międzynarodowe pokazują przy tym, że dzieci wychowywane w opiece naprzemiennej doświadczają mniej stresu i mają wyższą samoocenę niż dzieci mieszkające wyłącznie z jednym rodzicem.

Alienacja rodzicielska

Prawo gwarantujące opiekę równoważną ograniczyłoby konflikty między rodzicami, zmniejszając potrzebę gromadzenia „haków” na siebie nawzajem i walki o status rodzica wiodącego, z czym bezpośrednio wiąże się możliwość otrzymywania świadczeń alimentacyjnych od rodzica drugoplanowego. Mogłoby to też znacząco ograniczyć zjawisko alienacji rodzicielskiej, polegające na izolowaniu dziecka od drugiego rodzica w celu osłabienia ich więzi.

Skala alienacji rodzicielskiej w Polsce rośnie, m.in. z powodu braku skutecznych sankcji wobec sprawców, a jej skutki dla dzieci bywają dramatyczne – od zerwania relacji z jednym z rodziców po poważne problemy emocjonalne. Choć pojawiają się propozycje karania uporczywego ograniczania kontaktów, zasadniczym źródłem problemu pozostaje obowiązek wskazywania jednego miejsca zamieszkania dziecka. Potwierdzają to doświadczenia niektórych stanów USA, gdzie wprowadzenie opieki naprzemiennej jako rozwiązania domyślnego zmniejszyło zarówno liczbę przypadków alienacji, jak i – nawet o jedną czwartą – samą liczbę rozwodów.

Mediacja sądowa

Aby dojść do porozumienia, Artur złożył oficjalny wniosek o mediację sądową. Zaproponował w nim chęć przejęcia wszystkich wydatków wspólnych dziecka na siebie, takich jak opłaty szkolne, garderoba wyjściowa oraz wszelkie zajęcia dodatkowe, itp. (po stronie każdego rodzica z osobna pozostawałyby tylko koszty wyżywienia oraz zapewniane mu osobno atrakcje i wyjazdy).

Wskazał jednak, że nie chce przelewać w tym celu alimentów matce, lecz woli te wydatki opłacać sam. Niestety takie pismo może zostać zignorowane zarówno przez drugą stronę postępowania jak i przez sąd, który nie musi się na nie powoływać.

Jeżeli choć jedna strona wnosi o mediację, to powinna ona być zdecydowanie łatwiej dostępna. Skoro zaś jedna osoba deklaruje chęć dobrowolnego przejęcia wszelkich wydatków wspólnych dziecka na siebie, to postępowanie o finansowanie mogłoby się natychmiast zakończyć, a nie trwać nadal jak w przypadku Artura, gdzie sąd określał wysokość alimentów.

Artur i jego żona później sami doszli do porozumienia i po wyrażeniu przez męża gotowości finansowania wydatków wspólnych córki, żona ustąpiła i zgodziła się na opiekę naprzemienną. Nie przyczyniło się do tego jednak polskie prawo, lecz ugodowa postawa mężczyzny, która doprowadziła do wspólnego napisania i podpisania porozumienia wychowawczego.

Opieka równoważna nad ich córką funkcjonuje już kilka lat i jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem, jakie w obliczu rozstania rodziców można było zastosować. Konflikty o pobyt dziecka więcej się nie wydarzyły, a córka ma częsty kontakt z obojgiem rodziców i zrozumiały dla siebie grafik, ponieważ bardzo szybko zapamiętała, w które dni tygodnia jest odbierana ze szkoły przez mamę, a w które dni przez tatę. Stała się znowu radosnym i czującym się bezpiecznie dzieckiem.

Zabezpieczenie alimentów

Zanim tak się stało, Artur otrzymał jednak wyrok z toczącej się równolegle sprawy o zabezpieczenie alimentów na dziecko, w którym został zobligowany do przelewania 1500zł/mc na konto matki. Stało się tak mimo udokumentowania przez Artura opłacania samodzielnie wszystkich wspólnych wydatków ich dziecka, które łącznie wynosiły mniej niż zasądzona kwota.

Zabezpieczenie alimentów to instytucja ustanowiona na czas trwania rozwodu, obowiązująca do czasu finalnej rozprawy rozwodowej, aby natychmiastowo zapewnić dziecku środki do życia. Powinna być stosowana jedynie, gdy jeden z rodziców uchyla się od obowiązku finansowania dziecka. W każdym innym przypadku nadużywanie tej instytucji powinno być sankcjonowane, a ponieważ obecnie tak nie jest, to można o takie zabezpieczenie wnioskować bez konsekwencji.

Kwestia świadczeń socjalnych (800+)

Z uzasadnienia wynikało, że sąd uznał alimenty w wysokości 3500 zł miesięcznie przy opiece równoważnej za zbyt wysokie i obniżył je o ponad połowę, nie oceniając jednak, czy w ogóle były zasadne. Zasądzona kwota obejmowała nie tylko udział Artura w bieżących wydatkach, które dotąd pokrywał sam, lecz także koszty półkolonii letniej, obozu wakacyjnego i zimowego oraz zielonej szkoły, wcześniej finansowanych przez oboje rodziców ze środków programu 800+ (poprzednio 500+). Sąd powołał się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego, zgodnie z którym świadczenia wychowawcze nie mogą obniżać wysokości alimentów.

Uwzględnianie w alimentach wydatków już pokrytych z 800+ uznaję za absurd prawa, który zaostrza konflikt między rodzicami. Świadczenia socjalne powinny być wyłączone z kosztów utrzymania dziecka ponoszonych przez rodziców, a tym samym z podstawy ustalania alimentów.

Wyrok zablokował rozmowy nad ugodą finansową, gdyż żona Artura uznała nowe rozwiązanie za korzystniejsze. Aby uniknąć konfliktu z prawem, Artur zaczął regularnie płacić alimenty, prosząc jednocześnie, by żona przejęła opłacanie wspólnych wydatków córki z przekazywanych środków.

Egzekwowanie płatności i prawo do informacji

Artur otrzymał od żony odmowę. Jej adwokat uzasadnił to tym, że skoro ojciec już opłacał te kwestie, a śąd i tak zasądził alimenty, to zapewne alimenty należą jej się dodatkowo – być może w związku z różnicą w zarobkach, gdyż mąż zarabiał faktycznie nieco więcej niż żona.

Powstał niedorzeczny, ale celowy spór o interpretację i korzystne dla żony „granie na czas” aż do terminu rozprawy. Artur złożył oczywiście odwołanie, ale oczekiwanie na termin apelacji trwa bardzo długo, więc w tym czasie musiał co miesiąc alimenty przelewać – pod groźbą windykacji komorniczej. Nie chciał narażać ani siebie ani ukochanej córki na nieprzyjemności, więc płacił podwójnie (tj. opłaty szkolne i za zajęcia dodatkowe oraz drugi raz alimenty mamie ich córki).

Sytuacja, w której rodzic płacący alimenty może być windykowany komorniczo za niedokonanie przelewu (niepłacenie alimentów jest przestępstwem), zaś od rodzica otrzymującego alimenty w żaden sposób nie można wyegzekwować płatności wydatków dziecka (nie istnieje za to żadna sankcja) jest wadliwa i dyskryminująca.

Prośba o wyjaśnienie jakie wydatki będą pokrywane z otrzymywanych od niego pieniędzy, również nie przyniosła skutku, ponieważ zgodnie z prawem osoba otrzymująca alimenty nie ma obowiązku udzielania odpowiedzi na co przeznacza te środki, nawet jeśli dotyczą dziecka. Ograniczanie na mocy prawa dostępu do tych informacji jednemu rodzicowi stoi w sprzeczności z wyrażoną w Konstytucji RP zasadą równości, więc przepis ten powinien zostać niezwłocznie zmieniony.

Brak sankcji za nienależne alimenty

Na końcowej rozprawie rozwodowej sąd zdecydował, że skoro podpisano porozumienie o opiece naprzemiennej, a Artur nadal dobrowolnie opłaca sam wszystkie wydatki wspólne córki, to zasądzenie alimentów rzeczywiście nie było zasadne i ten obowiązek powinien zostać zniesiony.

Na zwrot niesłusznie przelewanych pieniędzy (podobny jak to ma miejsce w przypadkach bezpodstawnie otrzymanych dotacji lub fałszywie wyłudzonych świadczeń socjalnych) nie można jednak liczyć, ponieważ alimenty raz zapłacone nigdy nie podlegają zwrotowi, nawet gdy nie są wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem lub zostały wcześniej zasądzone niesłusznie.

Na kuriozum zakrawa fakt, że póki wyrok znoszący alimenty nie stanie się prawomocny, alimenty zasądzone w zabezpieczeniu nadal muszą być płacone. Jest to jawna zachęta polskiego prawa, by się od takiego wyroku odwoływać. Wówczas jeszcze przez cały czas oczekiwania na apelację, co potrafi trwać wiele miesięcy a nawet lat, alimenty musiałyby być nadal przelewane.

Bez przepisu, że bezpodstawnie zasądzone alimenty należy zwracać, wniosków o nieracjonalnie wysokie alimenty będzie wciąż przybywać, a dług alimentacyjny będzie nadal rósł. Warto odnotować, że w ubiegłej dekadzie surowo zaostrzono przepisy o ściągalności alimentów. Mimo to, łączny dług alimentacyjny od tego czasu wzrósł niemal dziesięciokrotnie, co powinno skłonić do refleksji nad główną przyczyną tej sytuacji.

Arturowi udało się przekonać matkę ich dziecka do nieodwoływania się od wyroku. Tym samym zakończył się powstały na gruncie prawa konflikt między nimi. Dla ich córki miało to niebagatelne znaczenie, ponieważ zniknęła główna kość niezgody między rodzicami.

Jedna miara dla wszystkich

Dla dopełnienia obrazu, należy przywołać też przykład innego męża, który miał także jedno dziecko. Nie był jednak tak odpowiedzialny jak Artur, pozostawiając opiekę, opłaty i sprawy organizacyjne całkowicie matce. Spędzał z dzieckiem zaledwie jedno popołudnie w tygodniu i dwa weekendy w miesiącu, zgodnie z tzw. minimum dla rodzica dochodzącego.

Zasądzono mu alimenty (nieco wyższe niż u Artura) co z kolei spowodowało, że czuł się całkowicie zwolniony od odpowiedzialności za jakiekolwiek opłaty na dziecko inne niż spożywcze w czasie pobytu dziecka u niego. Uznał też, że skoro ma płacić matce wysokie alimenty, to jest zmuszony więcej pracować, więc to nie on powinien dbać o sprawy dziecka. Frustrowało to bezradną matkę i wciąż na nowo rozgrzewało konflikt.

Prawo polskie zastosowało wobec obu mężczyzn identyczne rozwiązanie. Taki sam mechanizm zostałby orzeczony nawet wobec osoby w ogóle nie zajmującej się swoim dzieckiem. Kodeks rodzinny bowiem posługuje się zaledwie jedną metodą finansowania dzieci – alimentami. W rezultacie rodzice odpowiedzialni i opiekuńczy podlegają tym samym rozwiązaniom prawnym, co będące w mniejszości osoby uchylające się od jakiejkolwiek opieki nad dziećmi.

Alternatywne formy finansowania

Alimenty w obecnej formie powinny zatem być orzekane jedynie w stosunku do osób uchylających się od opieki i finansowania potomstwa. Odpowiedzialni rodzice, którzy chcą wychowywać swoje dzieci, powinni mieć możliwość po rozwodzie partycypowania w opłatach samemu. Przy braku porozumienia między stronami sąd mógłby rozstrzygać, które spośród wydatków wspólnych będzie opłacał jeden rodzic, a które drugi, uwzględniając ich możliwości zarobkowe.

Takie rozwiązanie angażowałoby oboje rodziców w sprawy organizacyjne, zamiast stawiać ich przeciwko sobie. Promowałoby też dialog na temat zasadności kosztów, zamiast sztucznego ich zawyżania przez jedną ze stron lub kwestionowania ich przez drugą.

Wiele konfliktów o pieniądze dałoby się też zminimalizować, gdyby kodeks zawierał możliwość zawnioskowania o założenie wspólnego dla obojga rodziców rachunku bankowego, na które oboje wpłacaliby składki na rzecz wspólnych wydatków dziecka (poza spożywczymi i atrakcjami z jednym rodzicem).

Stałą wysokość wpłacanych na to konto miesięcznych składek rodzice uzgodniliby między sobą, a przy braku porozumienia kwoty lub proporcje określałby sąd. Największą zaletą proponowanego „konta dziecka” byłby fakt, że wpłat dokonywaliby oboje rodzice, a nie tylko jeden rodzic na rzecz drugiego, jak to ma miejsce przy alimentach.

Zakończyłoby to wiele sporów o wysokość kosztów utrzymania dziecka, ponieważ żadnemu z rodziców nie opłacałoby się zawyżanie tych kosztów. Ryzyko nieuzgodnionej wypłaty wspólnych środków (de facto ich kradzież) mogłoby zostać zminimalizowane sankcjami, w ostateczności nawet odebraniem winowajcy możliwości dokonywania wypłat i przelewów z tego rachunku.

Na takie wspólne konto trafiałyby też środki z 800+, a historia transakcji byłaby dla obu stron jawna oraz mogła stanowić dla sądu materiał dowodowy o faktycznej wysokości kosztów utrzymania dziecka. Rozwiązanie oparte na wspólnym „koncie dziecka” nie zawsze byłoby optymalne, ale w wielu sprawach mogłoby stanowić akceptowalną przez obie strony alternatywę dla alimentów lub partycypowania w opłatach samemu.

Wnioski na przyszłość

Reasumując obowiązujące w Polsce prawo rodzinne jest wadliwe i sprzyja konfliktom zamiast porozumieniom. Podział na „rodzica wiodącego” i „drugiej kategorii” czyni posiadanie dzieci ryzykiem wieloletnich sporów sądowych, co zniechęca do zakładania i powiększania rodzin.

Dla dzieci rozwód rodziców, wzmocniony rywalizacją wywołaną przez obecne regulacje, oznacza dodatkowe obciążenie, które może prowadzić do problemów emocjonalnych i lęku przed założeniem własnej rodziny. Ustawodawca nie powinien ignorować tych skutków.

Anachroniczne przepisy wpływają także na spadek liczby małżeństw i urodzeń oraz pośrednio pogłębiają poważne problemy społeczne, w tym kryzys demograficzny. W interesie państwa leży deeskalacja sporów rodzinnych poprzez rozwiązania oparte na ugodzie i równości stron: opieka naprzemienna powinna być punktem wyjścia, a wspólne partycypowanie w kosztach – realną alternatywą dla alimentów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.