Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Zaciera się kulturowa granica między człowiekiem a zwierzęciem

Zaciera się kulturowa granica między człowiekiem a zwierzęciem źródło: http://elements.envato.com/

Dieta pudełkowa, behawiorysta, obchodzenie urodzin, kupowanie prezentów pod choinkę, salony piękności, lody dla psów i chowanie ich na psich cmentarzach, a nawet wożenie psa w dziecięcym wózku. To coś więcej niż troska – to postępująca humanizacja zwierzęcia, postawa dziś nierzadka dla wielkomiejskiej klasy średniej. Jako społeczeństwo nie potrafimy do końca odpowiedzieć na pytanie, jak powinna wyglądać zdrowa relacja człowieka ze zwierzęciem.

Ostatnio dużą część debaty publicznej zajmuje działalność aktywistyczna Dody, która postanowiła upomnieć się o prawa zwierząt w schroniskach. Dzięki m.in. jej zaangażowaniu zamknięto schronisko w Sobolewie, gdzie znęcano się nad psami. Głos w tej sprawie zabrał nawet premier Donald Tusk.

Niebotyczne zasięgi w mediach społecznościowych osiągają od początku tej kadencji wpisy Łukasza Litewki, posła Lewicy zaangażowanego w pomoc zwierzętom.

Co najmniej od czasu baneru „Kotki i psiecka nie zastąpią ci dziecka”, wywieszonego na Marszu Niepodległości, a także dyskusji na temat ustawy łańcuchowej, traktowanie zwierząt domowych stało się gorącym tematem politycznym.

Sprawa wywołuje tak silne emocje społeczne z kilku powodów, ale na jeden zbyt rzadko zwracamy uwagę. W radykalny sposób zmienił się w ostatnich kilkunastu latach sposób traktowania zwierząt domowych. Dobrze, że zyskaliśmy większą świadomość tego, jak należy opiekować się czworonogiem, by nie narażać go na niepotrzebne cierpienie.

Sądzę, że dość powszechnie wiemy, iż nie należy karmić psa starymi resztkami naszego jedzenia, a trzymanie go w małej klatce obok domu czy pozostawianie samego przez cały dzień w bloku, przy zgaszonym świetle i bez jedzenia, nie są dobrymi pomysłami.

Zakładam, że patologie takie jak w Sobolewie nie są zjawiskiem powszechnym i nie zyskują społecznej akceptacji – na co wskazuje reakcja nie tylko Dody i Tuska, lecz także zwykłych mieszkańców, którzy protestowali przed schroniskiem. Rozumiemy, że psy i koty cierpią, że należy im się dobre traktowanie. Z tej zmiany warto się cieszyć, bo jeszcze 20 lat temu świadomość społeczna wyglądała inaczej.

Równolegle obserwujemy jednak rosnący trend, będący przykładem przechylenia wahadła w drugą stronę. Coś o tym wiem, bo sam mam psa i zewsząd atakują mnie zjawiska, które trudno mi zrozumieć.

Żyjemy bowiem w świecie, w którym dieta pudełkowa dla psa, obchodzenie jego urodzin, kupowanie mu prezentów pod choinkę (a sobie skarpet z jego podobizną), a nawet zakup psich lodów w upalny dzień w modnej lodziarni czy wożenie psa w wózku dla dzieci uznawane są przez niemałą część osób za coś normalnego. No, może z wyjątkiem tego ostatniego przykładu.

Kilkukrotnie byłem tego świadkiem, ale na szczęście ludzie wokół również ironicznie uśmiechali się pod nosem na ten widok.

Wystarczy przejść się na spacer do dowolnego parku w większym polskim mieście, by po dwudziestu minutach zauważyć większość, jeśli nie wszystkie, z wyliczonych zjawisk.

Oczywiście można powiedzieć, że jest to fanaberia wielkomiejskiej klasy średniej, a także rosnący biznes – jedno i drugie nawzajem się napędza. Niektórzy, szczególnie na prawicy, łączą to zjawisko z kryzysem demograficznym i wygodą archetypicznych lewicowych „Julek” z błyskawicami na avatarach, które w ten sposób zaspokajają swój instynkt macierzyński. Być może, jak w każdej memicznej historii, i w tej opowieści tkwi ziarno prawdy.

To wszystko są jednak jedynie poszlaki. A może jest odwrotnie i to kulturowe zjawisko ma głębsze, filozoficzne źródła? Może nie tyle humanizujemy zwierzęta domowe, ile sami siebie – zgodnie z paradygmatem naturalistycznym – postrzegamy jako tylko nieco bardziej inteligentne zwierzęta? A skoro tak, to naszym meta-gatunkowym braciom i siostrom należy się przecież takie samo traktowanie.

Nie wiem. Jedno jest pewne: na całym szeroko pojętym Zachodzie zaciera się dotychczas wyraźna kulturowa granica między człowiekiem a psem i kotem. Problem polega jednak na tym, że nie jest to dobre ani dla ludzi, ani dla zwierząt.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.