Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Czy Aleksander Miszalski zostałby odwołany w referendum po reformie Klubu Jagiellońskiego?

Czy Aleksander Miszalski zostałby odwołany w referendum po reformie Klubu Jagiellońskiego? Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski; screen: https://www.youtube.com/watch?v=hWv2mQ50OOQ

Gdyby nasza reforma lokalnej demokracji weszła w życie, głosowanie w potencjalnym referendum odwoławczym wobec prezydenta miasta miałoby szanse zakończyć się zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Oto scenariusz, co mogłoby się wydarzyć.

We wtorek 27 stycznia Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała komitet referendalny w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Rozpoczęta procedura referendalna wymaga na pierwszym etapie zebrania wymaganej liczby podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania.

Jak wskazuje Krajowe Biuro Wyborcze, w tym przypadku konieczne jest podpisanie się aż 10 proc. zameldowanych. Komitet referendalny ma na to 60 dni. Następnie, po pomyślnej weryfikacji komisarza wyborczego, wydane zostanie postanowienie o przeprowadzeniu referendum.

Załóżmy, że tak się stało. Komisarz wyborczy postanowił o przeprowadzeniu referendum odwoławczego wobec prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Oto jak wyglądałaby procedura referendalna po reformie lokalnej demokracji, którą postulujemy w najnowszym #KonkrecieKJ.

Jak wyglądałaby procedura referendalna po naszej reformie? [SPEKULACJA]

Nieusatysfakcjonowani rządami swojego prezydenta Krakowianie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Utworzyli komitet referendalny, aby odwołać go z urzędu.

Stają przed pierwszym wyzwaniem: zebraniem podpisów 10 proc. mieszkańców, aby w ogóle doprowadzić do referendum. Dziesiątki tysięcy fizycznych podpisów. Trzeba zorganizować wielką akcję, która w ciągu dwóch miesięcy zmobilizuje co dziesiątego Krakowianina.

Jednak dzięki pełnej cyfryzacji lokalnej demokracji komitetowi udaje się zebrać podpisy elektronicznie. Organizowane internetowe kampanie społeczne pozwalają dotrzeć do większej ilości mieszkańców i ograniczyć koszty.

Obyło się bez setek stoisk, kartek, długopisów i rozsianych po całym mieście działaczy, którzy w środku zimy, na krakowskim „świeżym powietrzu” zatrzymywali zmarzniętych przechodniów, by ci podpisali się pod ich inicjatywą.

Rozpoczyna się debata nad polityką miejską i potencjalnym odwołaniem włodarza. Natychmiast zyskuje ona zainteresowanie lokalnych mediów, które uważnie śledzą rozwój wydarzeń.

Kreowany przez nie obraz wyborów jest zróżnicowany – nie zniechęca do uczestnictwa, ani nie wybiela władzy – ponieważ istnieje zakaz wydawania mediów przez samorządy, a także instytucje i spółki im podległe.

Fakt, że rządzący nie mogą – jak dawniej (obecnie) – finansować swoich propagandówek, z którymi nie jest w stanie konkurować niezależna od władzy konkurencja, przyczynia się do wzmocnienia pluralizmu medialnego. Zupełnej podstawy demokracji.

Nadchodzi dzień głosowania – niedziela 31 maja 2026 roku. To data corocznego dnia referendalnego, ustalonego na trwale na niedzielę między 27 maja, rocznicą pierwszych wyborów samorządowych w 1990 r., a 4 czerwca, rocznicą pierwszych, częściowo wolnych wyborów parlamentarnych w 1989 r.

W tym samym terminie odbywają się wszystkie referenda, a więc lokalne i ogólnopolskie, merytoryczne i odwoławcze.

Tuż przed głosowaniem wszystkie media piszą o zbliżającym się narodowym święcie demokracji. Najpopularniejsze telewizje nadają na żywo relacje z komisji wyborczych. Prasa informuje o najważniejszych zmianach, które mogą zaistnieć po niedzielnym głosowaniu.

Frekwencja jest wysoka. Obywatele chętnie i masowo uczestniczą w popularnych i nagłaśnianych przez media referendach lokalnych w całej Polsce.

Mieszkańcy tłumnie idą do urn, ponieważ niegdyś niemal niemożliwe do osiągnięcia progi frekwencyjne, potrzebne do uznania ważności referendum, są zdecydowanie niższe, bądź nie ma ich wcale.

Referendum nie jest jedynie wyrazem protestu wobec lokalnej władzy. Mobilizuje także jej zwolenników, którzy wiedzą, że skoro jest wiążące, to każdy głos ma znaczenie.

Żadna złotówka z publicznych pieniędzy nie zostaje zmarnowana na organizację głosowania, które później nie ma realnego przełożenia na rzeczywistość. W końcu organizacja referendum, w którym nie udaje się osiągnąć frekwencji, kosztuje dokładnie tyle samo, ile głosowanie, w którym wzięła udział wystarczająca liczba uprawnionych.

Niezależnie od tego, jaki byłby wynik głosowania, cała procedura byłaby bardziej odporna na nadużycia i bardziej demokratyczna.

Utrzymanie limitu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie wystarczy, aby uwolnić samorząd od trawiących go patologii. Oprócz usprawnienia procedury referendalnej, w #KonkrecieKJ „Dwukadencyjność Plus” proponujemy także rozwiązania, które mają ograniczyć korupcję i nepotyzm w samorządach oraz podkreślamy ważną i promowaną przez nas od lat idee deglomeracji instytucji publicznych.

Zachęcamy do lektury całości #KonkretuKJ.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.